Recenzje książek

Jean Hatzfeld, "Sezon maczet”

  Edytuj ten wpis
Dodano: 19 marca 2013, 22:26

Jean Hatzfeld, "Sezon maczet” (Wydawnictwo Czarne)
Jean Hatzfeld, \"Sezon maczet” (Wydawnictwo Czarne)

"Sezon maczet” to niełatwa książka. Bo nie jest przyjemne czytanie rozmów z katami. Autor pozwala im dojść do głosu, wyjaśnić powody dla jakich chwycili za maczety i zaczęli rąbać na kawałki swoich sąsiadów. Dlaczego mielibyśmy ich słuchać?

W Rwandzie mieszkali ludzie z plemion Hutu i Tutsi. Do 1959 r. rządzili królowie Tutsi, a kraj był protektoratem Belgii. Kiedy w 1962 r. Rwanda ogłosiła niepodległość, u władzy już byli Hutu. Od 1973 r. przez ponad 20 lat krajem rządził major Juvenal Habyarimana z plemienia Hutu. Aż do 6 kwietnia 1994 r., kiedy zginął w zamachu, o którego zorganizowanie Hutu oskarżyli Tutsi. Tego samego dnia zaczyna się historia jednej z najbardziej potwornych rzezi w historii ludzkości. W ciągu następnych trzech miesięcy Hutu wyrżnęli maczetami 800 tys. Tutsi. Dorosłych, starców, niemowlęta. Wszystkich, których tylko udało się tylko upolować. A na polowania nie chodzili żołnierze. Za maczety, na co dzień służące w pracach polowych, chwycili zwykli ludzie: rolnicy, lekarze, nauczyciele.

"Sezon maczet” to druga część trylogii francuskiego reportera Jeana Hatzfelda opisująca wydarzenia w Rwandzie. W tej autor skupia się na rozmowach z dziesięcioma mężczyznami, którzy aktywnie brali udział w rzezi na terenie jednego z powiatów. Hatzfeld spotyka się z nimi w więzieniu, do którego trafili po przejęciu władzy w kraju przez FPR, oddziały partyzanckie Tutsi, które zaatakowały armię Hutu z sąsiedniej Ugandy i przejęły władzę w Rwandzie.

Tak jak jest sezon na sianie zboża, tak w Rwandzie w kwietniu 1994 r. przyszedł sezon na ścinanie głów Tutsi. Dostajemy przerażające opisy mordów, opowiadane z taką łatwością, jakby były opisem jakichś zwykłych codziennych wydarzeń: "To było dla mnie ciekawe, zobaczyć, jak dzieci upadają bezgłośnie. To wyglądało nawet dość zabawnie” – mówi jeden z morderców.

"Praca” na bagnach, polegająca na mordowaniu chowających się tam Tutsi, była wybawieniem od trudów codzienności. Praca na polu, według relacji zabójców, była znacznie cięższa. Krwawe żniwa były dla nich wręcz rozrywką. Po ścięciu kilku, kilkunastu osób wracali do domów, kąpali się i wychodzili do knajp, żeby wypić piwo i poplotkować ze znajomymi o wydarzeniach dnia. Następnego dnia jedli śniadanie i znowu wychodzili do "pracy”.

Najbardziej przerażające jest to, że nawet z perspektywy czasu ludzie ci nie zachowują się tak, jakbyśmy tego od nich oczekiwali. Nie przepraszają, nie mają widocznych wyrzutów sumienia. Błagać o przebaczenie rodziny zamordowanych? Nigdy z potrzeby serca, jeśli już to tylko jako chłodna kalkulacja. Bo może to zostać odebrane pozytywnie przez sąd.

Hatzfeld kreśląc ponury obraz psychiki morderców stara się wyjaśnić dlaczego posunęli się do tak ohydnych zbrodni. Ale na próżno. Tego nie można zrozumieć. I tu pojawia się podobieństwo wydarzeń z Rwandy do eksterminacji Żydów przez Niemców podczas II wojny światowej. W jednym i drugim przypadku racjonalnie wytłumaczalnych powodów zachowania morderców nie da się odnaleźć.

Przytłaczająca jest również informacja o tym, że zdecydowana większość naszych "bohaterów” po odsiedzeniu zaledwie kilku lat w więzieniach będzie mogła powrócić do swoich domów. Znów chwycić za maczety i… wyjść w pole.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

październik 2017
P W Ś C Pt S N
1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031
CGK - aplikacja mobilna