Recenzje książek

Kevin M. Connolly, "Drugi rzut oka. Jak świat się na mnie gapił”

Dodano: 22 sierpnia 2013, 12:39

Kevin M. Connolly, "Drugi rzut oka. Jak świat się na mnie gapił” (Wydawnictwo Bernardinum)
Kevin M. Connolly, \"Drugi rzut oka. Jak świat się na mnie gapił” (Wydawnictwo Bernardinum)

Trzeba przedstawić autora. Kevin Michael Connolly urodził się w stanie Montana w 1985 roku. Urodził się bez nóg. Zdrowy, aktywny chłopak o którym napisano, że "dorastał tak, jak jego rówieśnicy”.

Czy rzeczywiście dorastał tak samo? O ile sam w dzieciństwie jakoś tam akceptował swoją "inność”, to rówieśnicy szybko mu dali odczuć, że nie jest taki jak oni. To zmieniło się nieco w szkole średniej

Wspomina, że "…prowadziłem aktywne, życie towarzyskie i spędzałem mnóstwo czasu poza domem nawet, jeśli akurat nie jeździłem na nartach. Gdybym tylko chciał, prawie zawsze mógłbym mieć obok siebie grupę kumpli. Problem w tym, że miałem wrażenie, że niczego nie wnoszę do tej grupy. Nie byłem w drużynie piłki nożnej ani nie grałem w koszykówkę. Na lekcjach wuefu zazwyczaj podnosiłem ciężary podczas, gdy moi koledzy biegali albo grali w gry zespołowe…”

Kevin nie brał w tym udziału z powodów oczywistych, choć próbował włączyć się w nurt sportowego życia wspomagany szczególnie przez ojca. Jednak po laniu, jakie dostał w młodzieżowych zapasach zdał sobie sprawę, że ani dosłownie, ani w przenośni nie dogoni rówieśników. Wreszcie jednak trafił na dyscyplinę, która dawała mu satysfakcję i pozwalała rozprawić się z własną frustracją – to były narty.

Jego podróż przez świat była spowodowana nie tylko chęcią poznania innych krajów i ludzi, lecz także była wyrazem buntu wobec tego, jak on, chłopak bez nóg jest postrzegany.

Najpierw spotkało go to w Kijowie, gdzie kobieta jak żebrakowi bez nóg wcisnęła mu pieniądze, później w Wiedniu sytuacja się powtórzyła. W dodatku stał się obiektem, który ludzie chcieli uwiecznić na swoich fotografiach, bez względu na jego protesty.

Postanowił, że teraz on będzie celował obiektyw w stronę tych, którzy się na niego gapią.

"Każde zdjęcie było takim moim malutkim oczyszczeniem. (…) Każde kolejne coś oznaczało, ułamki sekund zmieniały się w sekundy, potem minuty, a mój dzień stopniowo wypełniał się poczuciem zwycięstwa…”.

To zwycięstwo było względne, a refleksje zaprawione goryczą. On, który poruszał się nie na wózku a na deskorolce – bo tak szybciej i wygodniej, ciągle miał wzrok na poziomie dzieci, męskich rozporków i damskich torebek. I w zasadzie ta książka nie jest o uroku podróży, o zabytkach i kulturze zwiedzanych krajów, co o własnych psychicznych i fizycznych zmaganiach ze światem na nogach. Wszędzie takim samym. Warto przeczytać.

Zapowiedzi wydarzeń z regionu znajdziesz na strefaimprez.pl
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

CGK - aplikacja mobilna