Recenzje książek

Lidia Ostałowska "Farby wodne”

  Edytuj ten wpis
Dodano: 18 stycznia 2012, 16:08

Lidia Ostałowska "Farby wodne”, Wydawnictwo Czarne Wołowiec
Lidia Ostałowska \"Farby wodne”, Wydawnictwo Czarne Wołowiec

W Auschwitz-Birkenau Dina Gottliebova maluje portrety Cyganów na rozkaz samego "Anioła Śmierci”. Praca nad każdą z prac zajmuje jej kilka tygodni. W tym czasie doktor Josef Mengele ("zimny, arogancji, lodowato okrutny król Birkenau”) prowadzi swoje okrutne eksperymenty. Zafascynowany ułomnymi, karłami, bliźniętami, na stole operacyjnym realizuje swoje najbardziej chore fantazje.





Portrety Romów znikają z obozu tuż po jego wyzwoleniu. Razem z żydowską sierotą, która po latach, zaczyna szukać swoich prawdziwych korzeni. To ona przekazuje obrazki muzeum w Oświęcimiu. Gdy wreszcie udaje się ustalić ich autorkę, ta natychmiast żąda ich zwrotu.

Walka o rysunki trwa wiele lat. Angażują się w nią organizacje żydowskie, cygańskie, ministrowie, ambasadorowie, amerykański kongres. I tysiące prywatnych osób wysyłających do muzeum listy i e-maile: "Ścierwa, świnie zboczone, oddajecie Babbitt jej prace!”.

Głucha na racjonalne argumenty (dla muzeum akwarele to nieoceniony dokument historyczny, dla Romów wręcz relikwie), Dina Gottliebova -Babbitt nie odpowiada na listy, nie udziela wywiadów polskim dziennikarzom. Ona chce zaleczyć swoje rany, oni ocalić pamięć zamordowanych. " Powojenna historia akwareli to historia porażek” – podsumowuje Lidia Ostałowska.

Ostałowska w radiowej Trójce: "W latach 90. głośna była sprawa sporu między Diną Gottliebovą a Muzeum w Auschwitz o to, do kogo należą akwarele, które malowała w obozie. To portrety Cyganów, na których doktor Mengele przeprowadzał swoje eksperymenty. Interesowałam się wtedy tematem Romów i bardzo zależało mi, by z nią porozmawiać, ale nie zareagowała na moją prośbę. Do sprawy wróciłam dopiero po jej śmierci.”

Historia studentki czeskiej Akademii Sztuk Pięknych, która jak tylko trafia do Birkenau na ścianie baraku maluje sceny z disneyowskiej Królewny Śnieżki, jest tylko pretekstem. "Farby wodne" to wciągająca historia Zagłady Romów w hitlerowskich obozach koncentracyjnych (do Oświęcimia trafiło ich 23 tys., obozu nie przeżyło 20 tys.). Autorka pochyla się nad tematem, którego przez lata nie chcieli roztrząsać nawet sami Romowie.

Cygańska część Auschwitz-Birkenau – Zigeunerlager, tylko z pozoru wyglądała normalniej. Kobiety mogły nosić kolorowe stroje, mężczyznom nie golono głów, nie rozdzielano rodzin. W rzeczywistości to "ludzkie zoo” nie miało żadnych praw. Z czasem Himmler porzucił mrzonki o rezerwatach, w których Cyganie egzystowaliby jak żubry. Od tej pory całe transporty kierowano prosto do komory gazowej. Bo każdy z domieszką cygańskiej krwi, był genetycznie skażony.

Proste, krótkie zdania. Minimum emocji. O rzeczach tak strasznych inaczej pisać nie można. Sucha relacja najlepiej oddaje obozową rzeczywistość. Przerażające obrazy, które trudno wyrzucić z pamięci. Jak ten, na którym matki szaleją z rozpaczy po utracie dzieci. Jednocześnie z drugiej strony baraku, grupa innych kobiet w kompletnie ciszy metodycznie przeszukuje stertę ciał. Szukając zwłok swoich bliskich.


  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

październik 2017
P W Ś C Pt S N
1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031
CGK - aplikacja mobilna