Recenzje książek

Marcin Podolec “Fugazi Music Club”

  Edytuj ten wpis

Marcin Podolec  “Fugazi Music Club”, Wydawnictwo Kultura Gniewu 2013
Marcin Podolec “Fugazi Music Club”, Wydawnictwo Kultura Gniewu 2013

Marcinowi Podolcowi marzył się rysunkowy wywiad-rzeka. Komiks, w którym fascynującym historiom towarzyszy muzyka. Miał szczęście. Lepszego materiału niż opowieść z pierwszej ręki o tym jak powstawał, rozkwitał i przeżywał szczyt popularności legendarny warszawski klub, nie mógł sobie wymarzyć.

Zarazem pisanie biografii tak kultowego miejsca było nie lada wyzwaniem. Autor tych czasów pamiętać nie mógł (miał wtedy zaledwie rok), a jednak udało mu się oddać atmosferę kultowego klubu i szalonych czasów polskiej transformacji. Ze wspomnień Waldemara Czapskiego, założyciela "najbardziej freakowego miejsca tamtych lat”, stworzył wciągającą historię. Jedną z tych, od których wyjątkowo ciężko się oderwać.

Klub Fugazi działał tylko przez jedenaście miesięcy (od stycznia do grudnia 1992 roku). Powstał z pasji i marzeń czterech chłopaków z warszawskiego blokowiska. Nie mieli doświadczenia, pieniędzy ani znajomości, ale mieli pomysły, entuzjazm i niezachwianą wiarę w rzeczy niemożliwe.

Jednego dnia sprzedają pączki i kolę w kawiarni, drugiego wynajmują nieistniejący dziś budynek kina WZ na warszawskiej Woli i organizują megaimprezę. Nawet dziś, w dobie telefonów komórkowych i Internetu, brzmi to imponująco – 21 dni koncertów pod rząd.

Zagrał Kult, Tadeusz Nalepa, Lech Janerka, Dżem, Maanam, Acid Drinkers, Wilki... Przez trzy tygodnie bawiła się tu cała Warszawa. "Pośród szczękoblaszaków, cikciarzy, dorobkiewiczów, afer gospodarczych i lakierowanych przekładów mastertona byliśmy enklawą swobody i kultury” – wspomina jeden z bohaterów tej opowieści.

Wyobraźni im nie brakuje. Gdy w ręce wpada im trochę gotówki, do środka wciągają autobus, budują bar w kształcie gitary i przejście na zaplecze jako przebijającego się przez ścianę człowieka. Ale razem z sukcesami przychodzą problemy. W klubie pojawiają się skinheadzi, mafia, szemrane agencje ochrony, dilerzy narkotyków. Jedni prowokują zadymy, inni chcą czerpać zyski. Happy endu nie będzie.

Rok 1992 to czas, gdy w Polsce zaczyna się rodzić kapitalizm. Okres przemian i wielkich możliwości, a zarazem kompletniej bezradności policji. "Rozwiązana w 1989 r. milicja miała do wybory trzy drogi zawodowe: zasilenie szeregów policji, agencji ochrony lub mafii. Członkowie tych trzech grup znali się nawzajem, więc nie mieliśmy do kogo zwrócić się po pomoc” – wspomina jeden z założycieli klubu.
Przed gangsterami domagającymi się pieniędzy "za ochronę" ratują się ucieczką, a klub przestaje istnieć.

Marcin Podolec nie tylko dobrze pisze: językiem szczerym i pełnym emocji, sprawnie żonglując wieloma wątkami, dozując napięcie, by na koniec zostawić czytelnika z niedosytem i apetytem na więcej. Potrafi też świetnie opowiadać obrazem. Widać to zwłaszcza na planszach poświęconych rozterkom głównych bohaterów. A wszystko to utrzymane w niebiesko-szarej kolorystyce, co jeszcze podkreśla historyczność i nierealność tamtych wydarzeń.

Komiks roku? Nie zdziwiłabym się. A na pewno będę trzymać kciuki.

Marcin Podolec “Fugazi Music Club”, Wydawnictwo. Kultura Gniewu 2013


  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

październik 2017
P W Ś C Pt S N
1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031
CGK - aplikacja mobilna