Recenzje książek

Norman Lewis, "Grobowiec w Sewilli. Podróż przez Hiszpanię u progu wojny domowej

  Edytuj ten wpis
Dodano: 22 lipca 2014, 10:36

Pisarz u schyłku swego życia, w wieku 95 lat, wraca do swojej pierwszej odbytej w młodości podróży. Cofa się do 1934 r., wraca do Hiszpanii i burzliwego okresu tuż przed wybuchem krwawej wojny domowej.

Norman Lewis (zm. w 2003 r.), brytyjski pisarz i dziennikarz, wśród krytyków jest uznawany za jednego z najwybitniejszych podróżopisarzy XX wieku. W przedmowie do "Grobowca w Sewilli” Julian Evans określa go nawet spadkobiercą takich twórców jak np. Daniel Defoe. Owszem pisał także powieści, ale "Grobowiec...” to reportaż. Sentymentalny reportaż o bardzo egzotycznym, nawet dla ówcześnie żyjącego Europejczyka, kraju.

Tytułowa Sewilla to miejsce, do którego bohater zmierza wraz ze swoim szwagrem. Podróż opłaca im teść autora, który prosi aby dotarli do Andaluzji i sprawdzili czy są tam jeszcze ślady jego rodu, który przed laty zamieszkiwał te tereny. Podróż to niełatwa, bo nie da się ot tak wsiąść w pociąg i dojechać do celu. Hiszpania już wtedy była targana rozruchami i niepokojami społecznymi. I właśnie dlatego przekraczając północną granicę Hiszpanii muszą iść aż 180 km na piechotę do Saragossy, aby dopiero stamtąd złapać jedyny kursujący pociąg do Madrytu.

Mniej więcej w tym samym okresie swój jedyny w karierze film dokumentalny nakręcił Luis Bunuel. "Ziemia Hurdów” opowiada o biedakach żyjących w ogromnej nędzy i walczących o przetrwanie każdego dnia. Podobne obserwacje o życiu hiszpańskich wieśniaków ma też niekiedy Norman Lewis. Podróżnicy spotykają np. ludzi, którzy zamieszkiwali jaskinie. Czy chodziło im tylko o niższy czynsz? (tak, za mieszkanie w jaskini też trzeba było płacić czynsz). Być może, ale autor pisze też o walorach takich mieszkań: w zimie było w nich cieplej niż w zwykłych domach, a latem przyjemnie chłodno.

"Grobowiec w Sewilli” to także opisy zachowań czy stylu ubierania się mieszkańców hiszpańskich wsi. Przykładowo zakazane były wtedy krótkie spodnie, nawet u mężczyzn. Dlatego też z tej części garderoby podróżnicy sami musieli szybko zrezygnować, żeby nie wywoływać niepotrzebnego fermentu w odwiedzanych przez siebie miejscach.

Po drodze odwiedzają oczywiście także duże miasta. I tak przemysłowa Saragossa autorowi "cuchnęła elektrycznością”. To tu na każdym kroku można było się natknąć na komunistów. Widzimy jak katolicka Hiszpania chłonie te idee, nawet w tak przedziwny sposób: rzemieślnik wyrabia figurki Lenina, które mają w domach zastępować figurki świętych. To tu poznajemy też poglądy polityczne szwagra autora. Eugene nie ukrywa swoich lewicowych przekonań, a obaj są zachwyceni, że dotarli do tego kraju akurat w tak ciekawym, historycznym momencie.

To czego oczekuje Eugene - czyli rewolucji, doświadczają niemal na własnej skórze. Trafiają do Madrytu w chwili rozruchów, kiedy na ulicach padają strzały i giną ludzie. Oni sami, aby dotrzeć do położonej na południu Sewilli muszą przeprawić się okrężną drogą, aż przez Portugalię. Stamtąd przez "zieloną granicę” wracają dopiero do Hiszpanii.

O tej samej podróży do Hiszpanii Norman Lewis napisał także swoją pierwszą książkę pt. "Hiszpańska przygoda”, która ukazała się w 1935 r. Ostatnia książka to wspomnienie o pierwszej podróży, która musiała być bardzo ważna i z pewnością ukształtowała literacką przyszłość autora. Po co zatem powstała? Po latach autor przyznał, że "Hiszpańska przygoda” aż kipi od "histerycznej prozy”. Przyznał się zatem, że była zbyt dużym wytworem jego wyobraźni. "Grobowiec w Sewilli...” wydaje się więc próbą naprawienia tego błędu. Chyba niewielu jest reportażystów, którzy potrafiliby pokusić się o taki gest.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o: recenzje książek
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

CGK - aplikacja mobilna