Recenzje książek

Rhys Bowen "Śmierć detektywa”

Dodano: 27 listopada 2013, 16:04

Rhys Bowen, "Śmierć detektywa”, oficyna Noir sur Blanc
Rhys Bowen, \"Śmierć detektywa”, oficyna Noir sur Blanc

Jaka to sympatyczna książka na długie, jesienne popołudnia, na zimowe wieczory. To taki kryminał, jakich się dziś już nie pisze, a tu – proszę, przenosimy się łagodnie do innej epoki i powstaje proza bardzo miła, lekka choć z dreszczykiem, ale też z dużym ładunkiem humoru.

Przenosimy się więc do tych czasów, kiedy w Nowym Jorku jeszcze nie było asfaltowych ulic, jeździło się konnymi pojazdami i nie każdy łobuziak miał buty.
Do tego miasta – już tygla wielu narodów i zbiorowości emigrantów, przybywa z Irlandii młoda, ładna i energiczna Molly, która ma większe aspiracje niż tylko zostać panną służącą, albo robotnicą na targu rybnym.

Otóż Molly chce zostać detektywem. Wydaje jej się, że przystojny kapitan Daniel Sullivan jest jej narzeczonym, ale wbrew jej oczekiwaniom to wcale nie ułatwia sytuacji. Po prostu on z wielką pobłażliwością śmieje się z jej planów. Tym bardziej, że w 1901 roku, znamiennym dla Ameryki – w 1901 roku ginie w zamachu prezydent McKinley, a nawet myślenie o takiej profesji dla kobiety jest abstrakcyjne.

Jednak, bohaterka książki jest zdeterminowana. Postanawia uczyć się fachu u prawdziwego detektywa. Wydaje się, że wszystko jest na dobrej drodze, ale… zostaje popełnione morderstwo i jest to początek poważnej sprawy, w której Molly odegra niepoślednią rolę.

Niestety wszystko nie układa się tak dobrze, jak powinno, również dlatego, że oficjalnie śledztwo prowadzi wredny sierżant Wolski… Wreszcie nawet dziewczynie zaczyna grozić prawdziwe niebezpieczeństwo.

Rhys Bowen to pseudonim pisarki. Dała się poznać serią powieści o przygodach konstabla Evana Evansa, ale dopiero cykl o śledztwach Molly Murphy ugruntował jej pozycję jako mistrzyni kryminału w stylu retro.

Dużą zaletą jej pisarstwa jest umiejętność splatania losów fikcyjnych postaci z faktami historycznymi. W dodatku książka jest napisana lekko, świetnym językiem, z wielkim talentem utrzymywania czytelnika w napięciu od początku do końca. No i wreszcie – czy Molly i Sullivan mają przed sobą wspólną przyszłość?

Kmo.


Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

CGK - aplikacja mobilna