Recenzje wydarzeń

Brawa dla Trzech Polskich Tenorów i lubelskiej filharmonii

  Edytuj ten wpis
Dodano: 11 stycznia 2010, 13:22

Trzech Polskich Tenorów, Filharmonia im. Henryka Wieniawskiego, 8.01.10

Po ponad dziesięciu latach działalności Trzech Polskich Tenorów wreszcie wystąpiło w Lublinie. Jak bardzo byli pożądani świadczyła liczba miejsc dostawnych na widowni filharmonii i owacyjne przyjęcie.

Tercet Trzech Polskich Tenorów powstał na fali popularności międzynarodowego tria The Three Tenors, złożonego z Luciano Pavarottiego, Plácido Domingo i José Carrerasa, które w latach 90. podbiło słuchaczy na całym świecie. O sukcesie włosko-hiszpańskiego zespołu zadecydowały magnetyczne nazwiska jego członków, ich znakomite głosy, a także dające się lubić osobowości i dobry dobór utworów.

Takie atuty miała i ma grupa Trzech Polskich Tenorów, która zaczęła działalność w 1998 roku w składzie Dariusz Stachura, Adam Zdunikowski i Bogusław Morka, a od ośmiu lat występuje z Pawłem Skałubą zamiast Morki. Te walory dały tercetowi wielki krajowy sukces, a tym samym spowodowały ogromne obciążenie kalendarzy śpiewaków, z których każdy prowadzi równolegle indywidualną działalność.

Przede wszystkim dlatego lubelscy melomani tak długo musieli czekać na koncert Trzech Polskich Tenorów. Na wiadomość o ich występie odpowiedzieli wykupieniem wszystkich możliwych – stacjonarnych i dostawnych – miejsc na widowni. A w piątek, mimo niesamowitego zaludnienia, znakomicie bawili się przez ponad dwie godziny.

Tenorzy zaprezentowali bardzo bogaty repertuar, w którym znalazły się m.in. wiązanka pieśni neapolitańskich, miszmasz pieśni latynoamerykańskich i potpourri przebojów Kiepurowskich oraz lekkie arie operowe, operetkowe i songi musicalowe. Stachura, Zdunikowski i Skałuba znakomicie śpiewając w tercecie utwory napisane na śpiew solo i z takich głównie wykonań znane, przydawali im nowego blasku.

Wokaliści tryskali energią i dobrym humorem, zmieniali kostiumy, a orkiestra prowadzona przez Piotra Wijatkowskiego, nowego szefa artystycznego filharmonii, dotrzymywała im kroku w jakości wykonań. Wszystko to sprawiało, że z widowni co rusz rozlegały się gromkie brawa, a nawet śpiewy. W końcu doszło do owacji na stojąco i kilku bisów, w tym jednego przezabawnego, w którym panowie zaśpiewali tylko "Ole!”.

To był idealny koncert na karnawał. I nie ostatni z lekką muzyką, jaki Filharmonia im. Henryka Wieniawskiego zaplanowała na tę zimę. 22 stycznia będzie koncert symfoniczny "W krainie czardasza” (w programie m.in. J. Brahms – Tańce węgierskie nr 1 i nr 5, F. Lehar – "Cygańska miłość”: "Kiedy skrzypce grają” i J. Strauss – "Zemsta nietoperza”: czardasz), a 12 lutego koncert karnawałowy "Muzyka filmowa” (w programie m.in. Hans Zimmer – "Piraci z Karaibów – Na krańcu świata”, Alan Silvestri – "Forrest Gump” i John Williams – "Park Jurajski”, "Superman”).
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

CGK - aplikacja mobilna