Recenzje wydarzeń

Chwała Rafałowi za Bajzla

  Edytuj ten wpis
Dodano: 14 listopada 2009, 20:06

Bajzel, Lublin, Cax Mafe, 12.11.09

Najbardziej lubię takie koncerty, które stają się wydarzeniami przez zaskoczenie, jakby z niczego i trochę przez przypadek. Tak było z Bajzlem w Cax Mafe.

Na koncerty gwiazd zwykle chodzę niechętnie. Nie znoszę tej atmosfery rozgorączkowania, napięcia, wymuszoności. Towarzystwa, które przychodzi, bo wypada być i się pokazać w blasku popularnych artystów. No i nie lubię tłoku.

Na Bajzla do Cax Mafe nie wybierałem się specjalnie. Wyszedłem na wieczorny spacer z nieco loteryjnym nastawieniem. Może wpadnę tu, może tam, a może jeszcze gdzieś w zależności od tego, jak się będzie kształtowała sytuacja artystyczno-towarzysko-lokalowa.

Odwiedziłem Rozdroża, posłuchałem awangardowych Rosjan i Polaka. Pogadałem z Janem Bernadem o przyszłym wydaniu Kodów. A potem idąc na Stare Miasto na Zaduszki Jazzowe, postanowiłem zboczyć z trasy i sprawdzić, co dzieje się przy Staszica 1.

Bajzla wcześniej słyszałem i widziałem na żywo tylko przez chwilę w Czarnym Tulipanie. Pomyślałem, że warto znowu przyjąć małą porcję tego muzycznego szaleństwa.

Poza tym lubię Cax Mafe. Za Koziarowy wystrój, za sympatyczną obsługę i za to, że nie podążył w owczym pędzie za tymi, którzy przeszczepiają z Zachodu antynikotynowy trend.

Tłoku na sali koncertowej nie było, bo artysta jest offowy, znany tylko w pewnych kręgach. Na dodatek występował w Lublinie już czterokrotnie i chyba zaspokoił ciekawość większości alternatywnej publiczności.

Stałem sobie raz przy jednym, raz przy drugim wejściu na salę, popijając, popalając i obserwując człowieka orkiestrę. Patrzyłem, jak uwija się na tym swoim kawałku podłogi. Wpatrywałem się, jak to robi, że mając tylko elektryczną gitarę i jakieś małe urządzenia obsługiwane nogami, brzmi jak cały wokalno-instrumentalny zespół.

No a przede wszystkim dobrze się bawiłem, słuchając jego muzyki. Przytupywałem, podrygiwałem i podśpiewywałem raz na rockowo, raz na reggae'owo, albo na punkowo.

Na sali i przy wejściach do niej przybywało ludzi, którzy przyszli do klubu a nie na Bajzla, i siedzieli sobie dotąd w sąsiednich salkach i lożach. Ale w końcu zwabiła ich jego muzyka. I to było najfajniejsze.

A ja zatraciłem się na tyle w tej niecodziennej muzyczno-towarzysko-lokalowej sytuacji, że zapomniałem o zaduszkowym jazzie.

Już po koncercie dowiedziałem się od jego organizatora Rafała Chwały, że dokładnie dwa lata temu Bajzel debiutował w tym miejscu przed lubelską publicznością, a jego występ był jednym z pierwszych przedsięwzięć impresaria.

Teraz Chwała to jeden z czołowych organizatorów muzycznych wydarzeń w Lublinie. Jemu zawdzięczam wiele podobnych, fajnych przeżyć, jak to czwartkowe z Bajzlem.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

październik 2017
P W Ś C Pt S N
1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031
CGK - aplikacja mobilna