Teatr

Jak zachwyca, skoro nie zachwyca. Po premierze "Amadeusza" w Teatrze Osterwy

Dodano: 26 czerwca 2016, 16:58

Spektakl robi się po coś. A ja nie wiem, po co Artur Tyszkiewicz zrobił „Amadeusza”. Ten spektakl niczego nie wnosi do historii Mozarta. Mało tego, idąc śladem Petera Shaffera, pokazuje człowieka, który był geniuszem – jako żałosnego pajaca. Spłyca jego talent epatując niesmacznymi wulgaryzmami, w których akt defekacji jest ważniejszy od miłości.

Jak się robi Hamleta, to trzeba najpierw mieć aktora, który jest w stanie Hamleta zagrać. Jak się robi Amadeusza, to także trzeba mieć aktora, który potrafi zagrać Amadeusza. Tyszkiewicz nie miał kim obsadzić tej roli – Daniel Dobosz to optymalny wybór. Bardzo cenię talent tego aktora.

Można powiedzieć, że reżyser pod Dobosza zinterpretował wielką i tragiczną postać Mozarta. Z geniusza zrobił smutnego pajaca, który ekscytuje się zrobieniem kupy. Nawet relacje Mozarta z kobietą są nasycone niesmacznym, „gównianym” akcentem. A przecież te relacje były smakowaniem. I miłości i życia.

Spektakl Tyszkiewicza to tak naprawdę wielki monolog Salieriego (Janusz Łagodziński). Według Shaffera Antonio Salieri rywalizował z Mozartem, tymczasem w rzeczywistości punktów stycznych dla obu kompozytorów było mało.

Janusz Łagodziński – aktor wybitny – dostał zbyt długą rolę. Stąd dłużyzny i mielizny w pierwszym akcie. Słowa płyną ze sceny jak woda z kranu. I nic za tym nie idzie. I choć spektakl skrzy się od pomysłów, aktorzy fruwają nad sceną, animacje wnoszą czwarty wymiar – to wciąż pojawia się pytanie: Po co to? Pamiętacie spektakl „Kontrabasista” z Jerzym Stuhrem. Pusta scena, aktor, kontrabas i słowo, które trafia do serca.

W tle historii o Mozarcie i Salierim rozgrywają się marionetkowe sceny dworskie. Malarskie, świetnie choreograficznie. Z piękną, symboliczną rolą Piotra Wysockiego na wózku. W czasie spektaklu aktor nie wypowie ani jednego słowa.

Są jeszcze dwie kobiety: Konstancja Mozart (Jowita Stępniak) i Katherine Cavalieri (Halszka Lehman). Obie – dobre aktorki. Ale ich relacje z Mozartem i Salierim są w spektaklu płytkie i powierzchowne. Nie dotykają ciała i serca.

W całości spektakl jest narracją. Sprawną czytanką, którą trzeba było jeszcze zagrać. I najważniejsze – zinterpretować. W końcu tekście Shaffera Salieri po coś mówi swoje kwestie. Mozart też. W tej realizacji ja nie wiem, po co.

A przecież w muzyce Mozarta mamy nieustanną obecność tajemnicy, która zdaje się dotykać słuchacza. Jest znakiem transcendencji, wywołaniem Boga. Bóg nie jest złośliwcem, który jednemu daje talent, drugiemu nie – jak chciał Artur Tyszkiewicz. Bóg stoi na końcu drogi, jest światełkiem w tunelu. Jak pięknie napisał Claudel – gdy jedne drzwi zamyka, otwiera drugie. Muzyka Mozarta jest częścią kultury. Jest także rozkoszowaniem się. Smakowaniem. I jeśli nawet wydaje się, że Mozart sięga dna, to pod tym dnem jest drugie dno. Skała, od której się odbija i płynie ku przestworzom.

 Peter Shaffer „Amadeusz”; reżyseria Artur Tyszkiewicz; scenografia i kostiumy Justyna Elminowska; muzyka i opracowanie muzyczne Jacek Grudzień; choreografia i ruch sceniczny Jarosław Staniek. Premiera 25 czerwca 2016

magnoliowa
Użytkownik niezarejestrowany
wilk_stepowy
(11) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

magnoliowa
magnoliowa (27 lutego 2017 o 23:41) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Byłam w lipcu 2016 i to była pierwsza sztuka, która w Osterie aż tak mnie zawiodła. Do teatru chodzę bardzo często 2-3 razy w miesiącu, więc jak mniemam nie jestem totalnie przypadkową osobą. Byłam niesamowicie zniesmaczona tą sztuką. Fakt - Łagodziński zagrał świetnie - ale reszta... Kreacja sanego Amadeusza totalnie mi nie leżała. Byłam jedyną osobą, która nie wstała do wiwatów... No cóż, może się nie znam. Natomiast jest to jeden z najsłabszych spektakli Osterwy.
Rozwiń
Gość
Gość (17 lipca 2016 o 13:42) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
a ja byłem, nawet dwukrotnie i bardzo mi się podobało. zaskakuje mnie, dlaczego wylewa sie wiadro pomyj na jezyk w tym spektaklu. po pierwsze odsyłam do egzemplarza tekstu, fekalne słownictwo jest tam zapisane, co wiecej, jestem świeżo po lekturze dramatu, reżyser okroił fekalna obsesje mozarta do absolutnego minimum, po drugie jak ktos już w wspomniał we wrzesniejszym komentarzu, listy mozarta mówią same za siebie, daleczego mamy robic z mozarta nieskazitelnego, bez żadnej rysy na swoim charakterze bohatera, skoro on taki absolutnie nie był!!!! a pan daniel dobosz jest absolutnie świetny, po raz kolejny mnie za***ył. pan Łagodziński też w porządku, tylko jak dla mnie nic nowego smędzenie w jego wydaniu znam juz z mistrza, czy kupca. pozdrawiam.
Rozwiń
wilk_stepowy
wilk_stepowy (5 lipca 2016 o 23:49) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Byłam, podobało mi się. Podstawowym problemem recenzenta jest, moim zdaniem, to że sztuki nie zrozumiał. To nie jest sztuka o Mozarcie, to jest sztuka o Salierim. O cżłowieku wykształconym, pracowitym, dość utalentowanym, który na pewnym etapie życia zdaje sobie sprawę, że nigdy nie będzie Mozartem. Człowieku zrozpaczonym, rozgoryczonym, który i podziwia i nienawidzi. Który cierpi.
Rozwiń
Gość
Gość (2 lipca 2016 o 23:57) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
A mnie się sztuka podobała. Trochę unowocześniona, ale jednak przypadła mi do gustu. Jedynym minusem dla mnie było to, że za mało było wątków z Amadeuszem, a za dużo monologu Salieriego. Jak dla mnie świetna gra Daniela Dobosza, który po raz kolejny potwierdza, że potrafi zagrać każdą postać. Oby więcej takich aktorów :)
Rozwiń
Gość
Gość (2 lipca 2016 o 13:39) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Oczywiscie "ohydnego" mialo byc ;)
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (11)

Pozostałe informacje

październik 2017
P W Ś C Pt S N
1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031
CGK - aplikacja mobilna