Teatr

"Klątwy" w Teatrze Osterwy. Recenzja spektaklu (zdjęcia)

Dodano: 16 stycznia 2017, 09:03
Autor: sz

O księdzu, kochance, ich tragedii, czarownicy z Lublina, paleniu na stosie w imię Chrystusa. Recenzja spektaklu "Klątwy"

To mroczny i trudny spektakl. Przerażająco aktualny. W imię Chrystusa aktualny. – To poważne sprawy. Jak są poważne sprawy, to są i tortury. Były i będą – mówi pod koniec spektaklu aktor Janusz Łagodziński.

W części pierwszej Marcin Liber pokazał swoją interpretację „Klątwy” Stanisława Wyspiańskiego. Historię kochanki (w jej rolę wcieliła się Halszka Lehman) księdza (Krzysztof Olchawa) obwinionej przez wieś o klęskę spiekoty i zmuszonej do spalenia na stosie dwójki dzieci, które ma z księdzem.

Druga część to „Klątwa” według Artura Pałygi. Historia Anny Szwedyczki z Lublina, w 1678 roku skazanej na śmierć poprzez spalenie na stosie. Wyrok ogłoszono na rynku, następnie skazaną w kondukcie, na którego czele niesiono krucyfiks, przeprowadzono przez Bramę Krakowską na miejsce egzekucji nazwane theatrum justitiale, czyli teatr sprawiedliwości.

Najnowszy spektakl w Teatrze Osterwy (pierwszy, zamówiony przez nową dyrektor Dorotę Ignatjew) jest relacją z takiego właśnie teatru sprawiedliwości. Marcin Liber pokazuje, jak budowanie stosów weszło Polakom w krew. W tym mrocznym i trudnym spektaklu odbija się współczesna Polska i współczesny świat.

Stos budowany dla kochanki księdza i stos dla dziewczyny oskarżonej o czary, budowany jest w spektaklu w imię Chrystusa. W finale stos z beczek (w beczkach cierpiały związane kobiety, oskarżone o czary) jest gotowy na podpalenie. Są tylko dwa wyjścia. Albo zapłonie albo Bóg cofnie kondukt, kat nie podda Szwedyczki niewyobrażalnym cierpieniom, burmistrz i sąd jej nie skaże.

To mroczny i trudny spektakl. W dodatku nierówny. Momentami na siłę udziwniony i przesycony okrucieństwem. Duszny od dymów ze sceny, duszny od atmosfery, duszny od gnijących resztek w beczkach, które zresztą w jednej ze scen zjedzą aktorzy. A co poza okrucieństwem, z którym każdy musi zmierzyć się po swojemu?

Największą wartością spektaklu “Klątwy” według Stanisława Wyspiańskiego i Artura Pałygi jest odwaga. Oto nowy “Polaków portret własny”. Polaków z nową, odrodzoną religią, nowym, silnym, bezwzględnym Bogiem, który jak trzeba sprawiedliwie, ale boleśnie ukaże. I z tym portretem warto się zmierzyć. Po to, by przyjrzeć się sobie a potem rozejrzeć dookoła. I jeśli widzimy podobieństwa ze scenami w spektaklu - nie poddać się im. Spojrzeć z dystansem.

Spektakl jest bardzo dobrze zagrany. Każdy ma w nim swoją dużą rolę, ale za jedną osobiście dziękuję. To wielka, dramatyczna rola Niny Skołuby-Urygi. Bardzo dobre kostiumy i scenografia, która jest metaforą Klątw dodają przedstawieniu siły. Z kolei drapieżna muzyka dodaje powagi chwili, bo to nie są żarty. To poważne sprawy. Jak są poważne sprawy, to są i tortury. Były i będą... 

Czytaj więcej o: Lublin teatr osterwy teatr
Użytkownik niezarejestrowany
Użytkownik niezarejestrowany
Użytkownik niezarejestrowany
(9) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (24 lutego 2017 o 08:34) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Myślę, że pora już na to aby ludzie teatru zapracowali na swoje uposażenia z pieniędzy pochodzących z kasy biletowej. Wtedy będziemy wiedzieli co naprawdę myślą ludzie teatru....Galerie handlowe zarabiają na siebie same, a w tych galeriach widzi się również aktorów , reżyserów i dyrektorów teatru. Każdy prawdziwy teatr powinien być zaangażowany, ale sądzę, że to pojęcie wymyślono, aby usprawiedliwić prostactwo i szerzenie nienawiści przez takie placówki ko. Tylko się państwu zdaje, że znacie " polaczkowe " gusta. Albo sami je tworzycie, bo cóż robił teatr przez te lata, chyba te gusta szerzył, wszak również pełen jest " polaczków".
Rozwiń
Gość
Gość (21 lutego 2017 o 23:09) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Myślę, że najpierw powinni Państwo zapoznać się z pojęciem teatru zaangażowanego, potem przeczytać informacje o spektaklu - zwłaszcza te dotyczące ograniczeń wiekowych - następnie odpowiedzieć sobie na pytanie czego oczekuję od teatru i czy tylko schlebiania "polaczkowym" gustom, a później ewentualnie kupli bilet na spektakl. Bo rzeczywiście spektakl jest inny - trudny, wymagający dystansu do siebie, odważny i kontrowersyjny. To wszystko jednak ma swój cel. Jeżeli jego się nie dostrzega, to lepiej spędzać wolny czas w galeriach handlowych.
Rozwiń
Gość
Gość (9 lutego 2017 o 11:00) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Kolejna lipa... Szkoda czasu i atłasu...
Rozwiń
widz
widz (23 stycznia 2017 o 18:23) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Ja na spektakl poszłam m.in. z 14-letnim synem, który wielokrotnie był na "trudnych" sztukach, ale "Klątwy" po lubelsku to chyba jakieś nieporozumienie. Po I- powinno być ograniczenie wiekowe- "Mistrz i Małgorzata" od 16 lat a to b/o??? Tylko dlatego, że nagich piersi nie pokazywano? A drastyczny, dla nastoletniego widza, fragment dotyczący aborcji? Nie będę komentować jego zasadności, bo de gustibus non...z przekleństwami zamiast słów? Myślę, że nie jedno młodsze dziecko miało okazję to zobaczyć w Osterwie. Niestety- następnym razem dwa razy zastanowię się, zanim wydam pieniadze  na bilet do tego teatru. Na szczęście są inne miejsca (prawdziwej, na poziomie) kultury w naszym mieście.
Rozwiń
Gość
Gość (19 stycznia 2017 o 20:13) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Niestety, miałam wątpliwą okazję obejrzeć spektakl. Nie będę się wdawać w szczegóły. Kanwa to prawdziwe wydarzenia opisane przez Wyspiańskiego i Pałygę (tak jak opisuje to tajemniczy dziennikarz "SZ"), natomiast kostium i scenografia współczesna - i jest to jedyny łącznik spektaklu ze współczesnością, bo raczej nie ze współczesnym portretem Polaków; problematyka przeniesiona wprost z dusznej chłopskiej moralności XIX wieku. Pomiędzy autentyczne historie wpleciony został manifest współczesnego chrześcijaństwa spod znaku odnowy w Duchu Świętym, którego twarzą jest Tomasz Terlikowski, Beata Mateusiak-Pielucha i wszelkie skrajnie prawicowe ruchy religijne. Z założenia miał to był współczesny moralitet, a wyszedł moralistyczny bełkot religijny. Jerzy Kurczuk w najsmutniejszej roli swojego życia. Panie Jerzy, współczuję Panu serdecznie, że po tylu wspaniałych kreacjach podjął się Pan "takiego" zadania. Z takimi spektaklami nie wróżę naszemu wspaniałemu dotychczas Teatrowi wielkich sukcesów.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (9)

Pozostałe informacje

CGK - aplikacja mobilna