niedziela, 22 października 2017 r.

Edukacja

Rób co chcesz, tylko czytaj. Jak szkoły propagują czytanie?

Autor: ask

Fot. Julia Freeman-Woolpert/freeimages
Fot. Julia Freeman-Woolpert/freeimages

Nauczyciele pokazują swoje księgozbiory, dzieci do biblioteki mogą przynieść smartfony, są inscenizacje i konkursy. Tak szkoły propagują czytelnictwo na które w tym roku stawia ministerstwo edukacji narodowej. Zadanie jest bardzo trudne. Dzieci nie czytają.

Artykuł otwarty

Czytaj Dziennik Wschodni bez ograniczeń. Sprawdź naszą ofertę

Artykuł otwarty

Dane są alarmujące. W ciągu semestru uczeń szkoły podstawowej wypożycza z biblioteki średnio trzy książki. Im wyższy poziom nauki, tym wypożyczeń mniej. Z danych biblioteki szkolnej Zespołu szkół nr 1 im. Władysława Grabskiego w Lublinie wynika, że w ciągu trzech miesięcy uczniowie jednej klasy liceum ogólnokształcącego wypożyczają od 122 do… 4 książek. Szkoły próbują to zmienić.

– Ogłosiliśmy właśnie konkurs „Czyja to bibliote(cz)ka?”, w którym nauczyciele prezentują zdjęcia swoich domowych księgozbiorów. Zadaniem uczniów będzie zgadnąć, który nauczyciel jest jego właścicielem – usłyszeliśmy w Gimnazjum nr 3 w Lublinie. – Żeby uatrakcyjnić zajęcia w bibliotece zapraszamy na nie uczniów ze swoimi smartfonami tak żeby mogli wykonywać kolejne zadania zakodowane w postaci kodów QR.

W Szkole Podstawowej Sióstr Urszulanek zorganizowano Szkolny Dyskusyjny Klub Miłośników Książki będący miejscem dla tych, którzy czytają i lubią o tym rozmawiać oraz wiedzą, że czytanie książek to cenna forma spędzania wolnego czasu. Jeszcze w tym semestrze przeprowadzona zostanie też III edycja akcji „Podaruj książkę bibliotece”, Dzień Głośnego Czytania Dzieciom, czy trzymiesięczna akcja „Zima z książką”.

– Zorganizujemy miesiąc z książką angielską, czy miesiąc z książką dla klas IV. W ramach tej ostatniej akcji uczniowie na lekcjach języka polskiego oraz na godzinach wychowawczych będą słuchali i czytali 10-minutowe fragmenty swoich ulubionych książek. Ma to skłonić ich kolegów do sięgnięcia po pasjonującą lekturę – mówi Małgorzata Oleszek, wicedyrektor szkoły podstawowej nr 43 w Lublinie. – Dzieci będą odgrywać scenki zaczerpnięte z ulubionych książek. Mamy nadzieję, że w ten sposób skłonimy uczniów do czytania i do postrzegania książek, jako fascynującego sposobu spędzania wolnego czasu.

Do 14 października Ministerstwo Edukacji Narodowej czeka na szkoły, które chcą brać udział w konkursie „Książki naszych marzeń”. W ubiegłorocznej edycji zgłosiło się 1200 szkół z całej Polski. Placówki w ramach akcji powinny namówić uczniów do stworzenia listy książek, o przeczytaniu których marzą oraz nagrać jednominutowy film, w którym przekonają, że to do nich trafią wymienione książki. Szkoły – zwycięzcy konkursu dostaną książki, które wskazali ich uczniowie. Tytułów może być nawet 50!

Czytaj więcej o: szkoła książki
Gość
Gość
Gość
(3) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (11 października 2015 o 20:27) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Co się dziwić, że dzieciaki nie czytają...teraz się szkoła i ministerstwo edukacji obudziło gdzie od kilku lat nie było rozpowszechniane czytanie książek. Skutkiem tego jest kaleczenie języka polskiego przez młodą generacje i teraz już możemy to odczuć. Samo czytanie i festiwale w bibliotekach nie załatwią sprawy, nasz rząd powinien włożyć więcej starań aby poprawić poziom nauczynia w szkołach http://maturzysta.dlastudenta.pl/artykul/Popraw_swoj_angielski_za_pomoca_Skypea,112394.html
Rozwiń
Gość
Gość (6 października 2015 o 12:59) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Igraszki z diabłem Do księży egzorcystów i sióstr w Rybnie systematycznie zgłaszają się rodzice małych dzieci z prośbą o modlitwę. O zdrowie? Nie. O uwolnienie ze skutków zabawy ze złym duchem. Masaż dźwiękiem z wykorzystaniem mis tybetańskich – relaks czy zagrożenie duchowe? Nowoczesne formy edukacji. Rozwijanie potencjału u dziecka i wspieranie jego wszechstronnego rozwoju. Szeroka gama ciekawych zajęć dla maluchów, od tańca po lektoraty językowe. A wszystko w atmosferze zabawy i przygody, pod okiem doświadczonego zespołu: pedagogów, psychologów, logopedów, pracowników naukowych. To oferta Akademii Indygo z Katowic. Brzmi świetnie? To szukamy dalej. Zespół Akademii Indygo proponuje wiele bardziej i mniej standardowych metod pracy z dzieckiem oraz terapii. Mamy więc tu zajęcia artystyczno-plastyczne, teatralne, zajęcia muzyczne z gongami i misami dźwiękowymi, klub mamy i malucha, liczne warsztaty dla rodziców i pedagogów, np. jak prowadzić zajęcia kulinarne dla dzieci; bajkoterapia, czyli jak pisać bajki i opowiadania; mandale w edukacji i terapii. Potrzeba wiedzy i dużej świadomości zagrożeń duchowych, by dostrzec w tym gąszczu ofert, że coś jest nie tak. Brzuszki wibrują – W zerówce, do której uczęszcza nasz syn, przy szkole podstawowej nr 27 w Katowicach, padła propozycja, skierowana do rodziców, by umożliwić dzieciom udział w jednorazowych zajęciach z rytmiki – opowiada Krzysztof Kurzeja, tata 6-letniego Władysława. – Koszt 10 zł od osoby. Chyba wszyscy rodzice wyrazili zgodę. Nic niepokojącego, do tego za niewielkie pieniądze. Dzieci na zajęciach się zjawiły, przyszedł pan i pani z kotkiem. - Po powrocie syna ze szkoły spytałam go, jak się bawił. Czy tańczył, czy ćwiczył – mówi Natasza Kurzeja, mama Władzia. – Okazało się, że zajęcia z rytmiką miały niewiele wspólnego. Instruktorzy z Indygo przynieśli ze sobą rekwizyty – misy tybetańskie, dzwonki oraz żywego kota. To była jedna z ich ofert, którą na stronie internetowej określają jako autorski program rozwojowy lub, bardziej dosadnie, warsztaty edukacyjno-rozwojowe „Tybet – Kraina Dalekiego Wschodu”. Nazwa mówi sama za siebie. – Syn opowiadał nam o zabawie z misami – relacjonuje mama Natasza. – O tym, jak pan kładł dzieciom misy na brzuchach i czuło się takie fajne wibracje. Zaniepokoiliśmy się poważnie. Państwo Kurzejowie skontaktowali się z wychowawczynią i sekretariatem szkoły. Okazało się, że ofertę z Akademii Indygo przedstawiła wychowawczyni jedna z matek. Jako wspomniane zajęcia z rytmiki. Dyrekcja szkoły w takich przypadkach ufa wychowawcy klasy i – jak podkreślają zapytani dyrektorzy – nie ma obowiązku monitorowania wszystkich propozycji. A szkoda, bo można niechcący wejść w bagno i wciągnąć w nie dzieci. – Wychowawczyni naszego Władzia sama poczuła się zaniepokojona przebiegiem zajęć – opowiada Krzysztof Kurzeja. – Zwróciła szczególną uwagę na panią, która towarzyszyła prowadzącemu ćwiczenia, ale trzymała się z boku i była „dziwnie nieobecna”. Kurzejowie zabrali syna do franciszkanina, ojca Gerarda Buli, który w Panewnikach m.in. sprawuje posługę egzorcysty. Przesada? – Chcieliśmy, żeby ojciec pomodlił się nad naszym synem, by Pan Jezus pozamykał wszystkie furtki na działanie szatana, które mogły się pootwierać podczas zajęć z metodami ewidentnie odwołującymi się do ideologii kultury i religii Wschodu. cd http://rodzina.wiara.pl/doc/872178.Igraszki-z-diablem
Rozwiń
Gość
Gość (6 października 2015 o 12:58) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Rozwijajmy się, zamiast rywalizować „Szybko, łatwo i skutecznie” nie zawsze znaczy dobrze - o zagrożeniach duchowych i potrzebie umiaru w szkole mówi Ewa Fus-Kubacka, nauczyciel, socjoterapeutka, związana ze wspólnotą neokatechumenalną MAŁGORZATA CICHOŃ: - Dlaczego zaczęłaś zajmować się zagrożeniami duchowymi dzieci i młodzieży? EWA FUS-KUBACKA: - Ponieważ sama nieświadomie zaangażowałam się w metodę okultystyczną! Zrobiłam pierwszy stopień kursu kinezjologii edukacyjnej. Pewne rzeczy mnie dziwiły, czułam zmieszanie, kiedy pokazywany był np. tzw. test mięśniowy. Zostałam zaproszona na kurs drugiego stopnia. Ukrywano treść dalszego programu, ale ja nie byłam czujna i poszłam na te zajęcia. Mało tego - zorganizowałam warsztaty z pierwszego stopnia w mojej szkole! Potem zauważyłam, że niektóre ćwiczenia mają elementy hinduizmu np. mudry. Gdy już dostałam skrypt do ręki, okazało się, że wiele treści tej metody związanych jest też z medycyną chińską, z ideologią meridianów. Wszystko to podawane było po kawałku, w zakłamany sposób. - Co zrobiłaś, gdy się zorientowałaś, że coś tu nie gra? - Skontaktowałam się z o. Aleksandrem Posackim SJ (europejski konsultant egzorcystów - przyp. red.), który badał tę metodę pod kątem zagrożeń duchowych. Bardzo mi pomógł, zwracając uwagę na zagrożenia duchowe w edukacji i terapii. Potem w Warszawie odbyła się konferencja, podczas której naukowcy udowodnili, że kinezjologia edukacyjna nie opiera się na nauce - materiały z tej konferencji opublikował Instytut Badań Edukacyjnych. Martwi mnie, że ta metoda nadal wykorzystywana jest w pracy z dziećmi, także z niepełnosprawnymi. Osoba dorosła ma szansę się obronić, ponieważ posiada zmysł krytyczny, dzieci go nie mają. - W edukacji sięga się po metody, które są szkodliwe? Dlaczego? - Pęd do sukcesu, rywalizacja, rankingi szkół - wszyscy chcą uczyć się szybko i skutecznie. Żyjemy w kulturze nadczłowieczeństwa! Świat nie znosi cierpienia, braku, a nawet umiaru! W rywalizacji nie ma miejsca na budowanie relacji, a w życiu trzeba też nauczyć się przegrywać. Tymczasem naczelna zasada antropocentryzmu i New Age to: „Mogę stać się bogiem i być samowystarczalny”. Gdy na to nałoży się duża rywalizacja w szkole, młodzież idzie na skróty. Dlatego korzysta z NLP (neurolingwistyczne programowanie - przyp. red.), metod szybkiego czytania czy uczenia języków obcych sposobem SITA. Często używa się tam technik rzekomo uruchamiających niewykorzystane obszary naszego mózgu, a w rzeczywistości są to niebezpieczne techniki transowe. Metody „szybko działające” bywają, niestety, podpowiadane przez nas, nauczycieli, i wymuszane na dzieciach przez rodziców. - To przykre… Czemu nauczyciele nabierają się na tak wątpliwe oferty? - Często powodem jest nasza cecha, żeby się ciągle dokształcać, usprawniać, rozwijać, zamiast zatrzymać się na relacji i spokojnie prowadzić ucznia. Odkąd powstały gimnazja, nauczyciel dostaje uczniów na 3 lata i ma ich przygotować do egzaminu, nie znając ich! A wcześniej miał perspektywę całości! Czasami też przychodzą mody, które powodują, że szkoła przestaje żyć tym, czym żyć powinna. Np. w szkolnych gabinetach ma miejsce „wspomaganie” ucznia przez psychologa z zastosowaniem mandali, biofeedbacku czy relaksu w stanie alfa. Nauczyciele obligowani są do doskonalenia, realizując stopnie zawodowe. Wchodzą w alternatywne metody (np. Silvy, tai-chi, superlearning, relaksację), które nie były przedmiotem ich studiów, ale robią to ze względu na wymogi, żeby poszerzyć kompetencje i zaliczyć awans. Gdyby dyrektorzy reagowali, powiedzieli, co jest wartościowe, a co nie, byłoby lepiej. Ale sami też często tego nie wiedzą. - Na co jeszcze nauczyciele powinni zwrócić uwagę? cd http://www.niedziela.pl/artykul/60592/nd/Rozwijajmy-sie-zamiast-rywalizowac
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (3)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!