Przeglądarka, z której korzystasz jest przestarzała.

Starsze przeglądarki internetowe takie jak Internet Explorer 6, 7 i 8 posiadają udokumentowane luki bezpieczeństwa, ograniczoną funkcjonalność oraz nie są zgodne z najnowszymi standardami.

Prosimy o zainstalowanie nowszej przeglądarki, która pozwoli Ci skorzystać z pełni możliwości oferowanych przez nasz portal, jak również znacznie ułatwi Ci przeglądanie internetu w przyszłości :)

Pobierz nowszą przeglądarkę:

Użytkownik

"Znów rządzi sitwa"

Utworzony przez radny z sld, 20 marca 2011 o 09:57
"Znów rządzi sitwa ]" Tan opis coś mi przypomina ... . Jakieś inne miasteczko we wschodniej Polsce. Natomiast ten człowieczek na fotografii z lewej i jego opis to wypisz wymaluj ..., ktoś, jakby Tadeusz ... .
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Znów rządzi sitwa Tan opis coś mi przypomina ... . Jakieś inne miasteczko we wschodniej Polsce. Natomiast ten człowieczek na fotografii z lewej i jego opis to wypisz wymaluj ..., ktoś, jakby Tadeusz ... . [/quote]
Zaloguj się, aby oddać głos
0
http://www.youtube.com/watch?v=DjhM3Tzf8Rs
Zaloguj się, aby oddać głos
0
http://www.gifs.ch/Buchstaben/images/Ja.gif http://www.gifs.ch/Buchstaben/images/arg-e-5O-trans-killing-our-serverload.gif http://www.gifs.ch/Buchstaben/images/bblitz.gif Jebać wszystkich polskich faszystowskich hipokrytów co terroryzują mniejszości narodowe i wyznaniowe w Polsce ! ! ! http://www.gifs.ch/Buchstaben/images/F.gif http://www.gifs.ch/Buchstaben/images/arg-a-5O-tRyA.gif http://www.gifs.ch/Buchstaben/images/sblitz.gif http://www.gifs.ch/Buchstaben/images/Z.gif http://www.gifs.ch/Buchstaben/images/arg-y-50-trans.gif http://www.gifs.ch/Buchstaben/images/zblitz.gif http://www.gifs.ch/Buchstaben/images/M.gif
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Zamieszczam omawiany artykuł z Wyborczej http://wyborcza.pl/1,87648,9284665,Znow_rzadzi_sitwa.html?as=2&startsz=xZnów rządzi sitwa Rozmawiał Marek Wąs2011-03-19, ostatnia aktualizacja 2011-03-19 11:35 Burmistrz Lęborka Witold Namyślak / Maciej Szreder, niezależny radny Renata Dąbrowska / Archiwum prywatne - Zauważam odradzanie się układu z PRL. Sekretarz partii, naczelnik gminy, dwór wokół nich i dostęp do konfitur. Nikt z zewnątrz się nie przebije - z Maciejem Szrederem, radnym niezależnym z Lęborka, rozmawia Marek Wąs ZOBACZ TAKŻE Nieznośny ciężar władzy (11-03-11, 15:45) Lekarz może marny, ale nietykalny (10-03-11, 13:48) Marek Wąs: Pan chyba nie lubi samorządu? Maciej Szreder: Samorząd to dobra rzecz, nie lubię patologii. Tymczasem od 19 lat (w tym 12 lat pracy w samorządzie) obserwuję, jak przeobraża się w pajęczynę, która oplata kraj. Pan wierzy w spiski? - Ależ skąd. Jestem radnym niezależnym, ale wcześniej startowałem z list Unii Wolności, potem SLD. Tu mniej więcej mieszczą się moje poglądy. Daleko mi do PiS, więc jeśli mówię o pajęczynie, to nie o takiej, o jakiej myśli Jarosław Kaczyński. Raczej zauważam odradzanie się układu, który obowiązywał w PRL. Że w małej miejscowości jest sekretarz partii, naczelnik gminy, dwór wokół nich i oni rządzili, rządzą i będą rządzić. Czasami wymieniają się stołkami, ale generalnie tylko ich grupa ma dostęp do konfitur, nikt z zewnątrz się nie przebije. W PRL do takiej sitwy należał jeszcze często proboszcz i dzisiaj jest tak samo. Wizaż i Stylizacja - Warszawa Intensywne kursy wizażu - promocyjne ceny tylko teraz! Zapraszamy. www.gowork.pl Ofert Pracy - Technicaljobs.pl Praca w Branży Technicznej. Sprawdź teraz! www.technicaljobs.pl Fundusze inwestycyjne KBC Globalny Akcyjny - inwestuj na rynkach całego świata i zarabiaj! www.kredytbank.pl Gazeta Biznes Ale co to za konfitury? Taka pajęczyna musi mieć jakiś sens. - Konfitury to jest praca. Bardzo cenne dobro. Burmistrz i radni tworzący rządzącą koalicję dostają przyzwoite pieniądze. Nie oszukujmy się, ogromna liczba ludzi startuje na radnych wyłącznie po to, żeby dietami dorobić do pensji. Nie wiem do końca, jak jest w wielkich miastach, ale na prowincji półtora tysiąca diety to ogromne pieniądze, a to nie wszystko. Oni mają do rozdysponowania ogromną liczbę etatów - zarówno w samym urzędzie, jak i w przeróżnych spółkach komunalnych. I tu zaczyna działać pajęczyna, bo praktycznie wszystkie te etaty, w tym często stanowiska kierownicze, zarezerwowane są dla rodzin, dla krewnych i znajomych królika. Upraszczając, jak każdej sitwie, tej samorządowej również, chodzi wyłącznie o pieniądze, tylko nie zdobywają ich, handlując narkotykami, ale kładąc łapę na miejsca pracy. A potem można już robić drobne lody. Jakieś zlecenie dla szwagra, jakiś przetarg ustawiony pod firmę kolegi. Radni z Lęborka właśnie sami obniżyli sobie diety o jedna czwartą. - Bo wpadli w pułapkę, są propozycje uchwał, których po prostu nie wypada odrzucić. Jak PiS zaproponował obniżkę, same kpiny z tego były. Dopiero jak media sprawę rozdmuchały, okazało się, że wszyscy są za, ale mojej propozycji, żeby w ogóle zrezygnować z diet, nikt nie potraktował poważnie. Tymczasem ja jakiś czas temu rozmawiałem z samorządowcami z Danii i oni byli zdziwieni, że u nas jest coś takiego jak diety. Bo właściwie za co? U nich co najwyżej można zwrócić pieniądze za jakiś służbowy wyjazd i tyle. Jednak czemu płacić za obecność na sesji? Nieraz się zdarza, że praca radnego zajmuje trzy godziny w tygodniu. Sam się człowieku zgłosiłeś, że chcesz być radnym. Ma pan dowód na to, że tym ludziom chodzi tylko o kasę? - A mam. Jak w 1998 r. byłem zastępcą burmistrza, mało nie zawalił nam się budżet na utrzymanie rady miasta. Wtedy było tak, że za udział w każdej komisji była osobno płacona dieta. No i okazało się, że niemal cała rada miasta do nocy nie wychodzi z ratusza. Komisja za komisją obradowały, jedna się kończyła, to zaczynała się druga. Niektórzy z radnych wyciągali z tych diet ponad 3 tys. zł miesięcznie. Wtedy to było naprawdę dużo. Przerażeni, wraz z burmistrzem, wprowadziliśmy ryczałt za udział w komisji, 700 zł bez względu na ilość. I co się stało? Z dnia na dzień ratusz opustoszał, żywej duszy. W Lęborku ludzie piastujący najwyższe funkcje we władzach miasta i powiatu to w zdecydowanej większości osoby, które nigdy by sobie nie poradziły, np. prowadząc samodzielnie działalność gospodarczą. Ich aktywność zwiększa się przed wyborami, bo doskonale sobie zdają sprawę z tego, że w przypadku porażki nie znajdą nigdzie pracy. Większość z nich to byli nauczyciele. Z uwagi na wysokość pensji nauczycielskiej w Polsce powrót do szkoły to nie tylko porażka polityczna, ale przede wszystkim finansowa. Dlatego wszelkie możliwe stanowiska obsadzane są ludźmi, którzy potem odwdzięczają się organizowaniem dla nich głosów w wyborach. Dodatkowo rozdają pod przykrywką grantów czy dotacji setki tysięcy złotych na organizacje, którymi zarządzają i kierują te wdzięczne osoby. Likwidacja diet doprowadzi do tego, że w samorządzie zostaną tylko zamożni. - Uważam, że nie. Ja sam prowadzę z żoną firmę doradztwa i pośrednictwa finansowego, ale to nie ma znaczenia. Jestem radnym, bo mi się chce coś robić. Komuś mniej zamożnemu też może się chcieć i wtedy wystartuje, nie oglądając się na diety. Jak pan był wiceburmistrzem nie było pajęczyny, a teraz jest? - Na początku ten samorząd był inny, później zaczął kostnieć. Ludziom się po prostu nie chciało, odwrócili się od polityki, która wielu wydaje się brudna. Na placu boju zostały stare, prowincjonalne, polityczne wygi. Media się cieszą, że w terenie władze biorą lokalne komitety wyborcze, prowincja została odpolityczniona, a to jest kłamstwo. Proszę spojrzeć, kto rządzi w Lęborku. Koalicja PO i Ziemi Lęborskiej. A co to za komitet? Cały dawny AWS, kościelna prawica, której znaczna część w przeszłości należała do PZPR, a opozycji praktycznie nie ma. Przedstawiciele rządzącej koalicji mają przewodniczących i większość we wszystkich pięciu komisjach, nawet w komisji rewizyjnej, której przecież celem jest kontrola władzy. Władza postanowiła kontrolować się sama. Wygrali wybory. - I ja nie neguję ich mandatu. Tylko że ludzie są zmęczeni, jest im wszystko jedno, kto nimi rządzi. U nas młodzi w ogóle nie chodzą na wybory, głównie starsi, emeryci. I pajęczyna doskonale potrafi to rozegrać. Dlaczego burmistrz Witold Namyślak jest tak popularny? Bo wmówił ludziom, że jest bezkonfliktowy, a to się ludziom podoba. Na tej fali został nawet posłem. Bo bywa wszędzie, uśmiecha się, zawsze miły, grzeczny. Wstęgę przetnie, do Biedronki na zakupy pójdzie i tam kłania się paniom. A z Biedronki prosto do kościoła. Księdza zaprosi na każdą uroczystość, więc jak była 30. rocznica "Solidarności", to ksiądz z ambony wychwalał burmistrza Namyślaka. Boże, co za jaja, przecież on po stanie wojennym, w 1985 r., wstąpił do partii! Jeśli dostrzega pan patologiczną sytuację w samorządzie, może trzeba zawiadomić prokuraturę? - Nie wszystkie z tych spraw do prokuratury się nadają. Jak zaskarżyć decyzje, że radna z koalicji burmistrza dostała dofinansowanie do studiów albo że dyrektor komunalnej firmy, szef koalicyjnego komitetu, jest nieudacznikiem i przez to wciąż trzeba podnosić ceny biletów autobusowych? Albo że szef związków zawodowych w spółce kanalizacyjnej nie powinien być szefem rady nadzorczej tej spółki? Co z tego, że starosta z wicestarostą regularnie zamieniają się na stanowiska? No i co zrobić z burmistrzem, który ze wszystkimi się zgadza. Czy to koalicja, czy opozycja, jedyne, co potrafi, to uśmiechnąć się i kiwać głową? Wie pan, jak wyglądał początek tej kadencji? Na pierwszej sesji złożyliśmy tylko ślubowanie, na drugiej, specjalnie zwołanej, uroczystej, ślubował burmistrz, na trzeciej uchwaliliśmy podwyżkę pensji dla burmistrza, a na czwartej podwyżkę podatków dla mieszkańców. W skali kraju są to zjawiska bardzo groźne. Źródło: Gazeta Wyborcza 1 2 następne » REKLAMA Co napędza plemniki? | Demokracja jest dla nas, nie dla Libii Więcej... http://wyborcza.pl/1,87648,9284665,Znow_rzadzi_sitwa.html#ixzz1H9hIbS00Może w takim razie są to sprawy dla lokalnych mediów? - Wie pan, jakie są media na prowincji? U nas najpopularniejsze jest "Echo Lęborka", dodatek do "Dziennika Bałtyckiego". Tam trafia najwięcej ogłoszeń z magistratu. Pamiętam taką debatę przed wyborami na burmistrza w 2006 r. Stawiło się trzech kandydatów, tylko nie burmistrz Namyślak, bo uznał, że nie potrzebuje debaty. Porozmawialiśmy, po czym nasze wypowiedzi na pół gazetowej kolumny zostały w tym samym wydaniu gazety "skontrowane" przez pana burmistrza. Ma pan niezależną prasę. Jak to zmienić? Jednym z najprostszych sposobów byłoby wprowadzenie kadencyjności wójta czy burmistrza. Maksymalnie dwie kadencje. Burmistrz: Przyjmuję krytykę Kurs Księgowości w Warszawie Zajęcia z komputerami duzo praktyki, małe grupy 5 -10 os www.gowork.pl Drukarnia internetowa Szeroki zakres druków reklamowych i informacyjnych. Wysoka jakość! www.klikdruk.pl Bank BPH-Kredyt Gotówkowy Nagroda dla każdego od 50 zł nawet do 750 zł! Weź kredyt gotówkowy. www.bph.pl Gazeta Biznes Marek Wąs: Samorząd jest taki, jak mówi radny Szreder? Ludzie idą do niego dla pieniędzy, dla stanowisk? Witold Namyślak, burmistrz Lęborka: Każdy ma swoją ocenę. Łatwo rzucać pomówienia. Przy obecnym dostępie do informacji publicznej, w dobie mediów również tych lokalnych: telewizji, radia, internetu czy gazet, władza wykonawcza i rada są bezpośrednio kontrolowane przez społeczeństwo i wszelkie objawy złej pracy, powstających konfliktów czy też nepotyzm są wytykane i piętnowane. Nikt nie chce być źle opisywany. Przy wyborach następuje także kolejna weryfikacja, ocena jest często bardzo sroga. I nie zdarzyło się panu załatwiać pracy dla znajomego? - Oczywiście, że wielu ludziom pomogłem, również w znalezieniu pracy: w ramach prac interwencyjnych, robót publicznych, prac społecznie użytecznych, staży czy praktyk. W samym urzędzie zatrudniłem wiele osób. Radny zarzuca panu pusty PR - wszędzie pana pełno, i w Biedronce, i w kościele. - Cóż mogę odpowiedzieć. Od 20 lat jestem osobą publiczną. Jestem oceniany każdego dnia. Z pokorą przyjmuję każdą krytykę swojego zachowania. Mam pewnie swoje wady, ale taki jestem. O sobie mówię niewiele, a innych nie oceniam publicznie. Źródło: Gazeta Wyborcza « poprzednie 1 2 REKLAMA Co napędza plemniki? | Demokracja jest dla nas, nie dla Libii 26 komentarzy Drukuj Kup licencję Ocena: słabe nic specjalnego dobre bardzo dobre znakomite 30 głosów Najnowsze wiadomości » Dlaczego Rosja nie sprzeciwiła się rezolucji Rady Bezpieczeństwa Druga faza nalotów na Libię Biskupi: Za mało piętnowaliśmy zło Więcej... http://wyborcza.pl/1,87648,9284665,Znow_rzadzi_sitwa.html?as=2&startsz=x#ixzz1H9hgAeP6
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Zamieszczam omawiany artykuł z Wyborczej http://wyborcza.pl/1,87648,9284665,Znow_rzadzi_sitwa.html?as=2&startsz=xZnów rządzi sitwa Rozmawiał Marek Wąs2011-03-19, ostatnia aktualizacja 2011-03-19 11:35 Burmistrz Lęborka Witold Namyślak / Maciej Szreder, niezależny radny Renata Dąbrowska / Archiwum prywatne - Zauważam odradzanie się układu z PRL. Sekretarz partii, naczelnik gminy, dwór wokół nich i dostęp do konfitur. Nikt z zewnątrz się nie przebije - z Maciejem Szrederem, radnym niezależnym z Lęborka, rozmawia Marek Wąs Marek Wąs: Pan chyba nie lubi samorządu? Maciej Szreder: Samorząd to dobra rzecz, nie lubię patologii. Tymczasem od 19 lat (w tym 12 lat pracy w samorządzie) obserwuję, jak przeobraża się w pajęczynę, która oplata kraj. Pan wierzy w spiski? - Ależ skąd. Jestem radnym niezależnym, ale wcześniej startowałem z list Unii Wolności, potem SLD. Tu mniej więcej mieszczą się moje poglądy. Daleko mi do PiS, więc jeśli mówię o pajęczynie, to nie o takiej, o jakiej myśli Jarosław Kaczyński. Raczej zauważam odradzanie się układu, który obowiązywał w PRL. Że w małej miejscowości jest sekretarz partii, naczelnik gminy, dwór wokół nich i oni rządzili, rządzą i będą rządzić. Czasami wymieniają się stołkami, ale generalnie tylko ich grupa ma dostęp do konfitur, nikt z zewnątrz się nie przebije. W PRL do takiej sitwy należał jeszcze często proboszcz i dzisiaj jest tak samo. Ale co to za konfitury? Taka pajęczyna musi mieć jakiś sens. - Konfitury to jest praca. Bardzo cenne dobro. Burmistrz i radni tworzący rządzącą koalicję dostają przyzwoite pieniądze. Nie oszukujmy się, ogromna liczba ludzi startuje na radnych wyłącznie po to, żeby dietami dorobić do pensji. Nie wiem do końca, jak jest w wielkich miastach, ale na prowincji półtora tysiąca diety to ogromne pieniądze, a to nie wszystko. Oni mają do rozdysponowania ogromną liczbę etatów - zarówno w samym urzędzie, jak i w przeróżnych spółkach komunalnych. I tu zaczyna działać pajęczyna, bo praktycznie wszystkie te etaty, w tym często stanowiska kierownicze, zarezerwowane są dla rodzin, dla krewnych i znajomych królika. Upraszczając, jak każdej sitwie, tej samorządowej również, chodzi wyłącznie o pieniądze, tylko nie zdobywają ich, handlując narkotykami, ale kładąc łapę na miejsca pracy. A potem można już robić drobne lody. Jakieś zlecenie dla szwagra, jakiś przetarg ustawiony pod firmę kolegi. Radni z Lęborka właśnie sami obniżyli sobie diety o jedna czwartą. - Bo wpadli w pułapkę, są propozycje uchwał, których po prostu nie wypada odrzucić. Jak PiS zaproponował obniżkę, same kpiny z tego były. Dopiero jak media sprawę rozdmuchały, okazało się, że wszyscy są za, ale mojej propozycji, żeby w ogóle zrezygnować z diet, nikt nie potraktował poważnie. Tymczasem ja jakiś czas temu rozmawiałem z samorządowcami z Danii i oni byli zdziwieni, że u nas jest coś takiego jak diety. Bo właściwie za co? U nich co najwyżej można zwrócić pieniądze za jakiś służbowy wyjazd i tyle. Jednak czemu płacić za obecność na sesji? Nieraz się zdarza, że praca radnego zajmuje trzy godziny w tygodniu. Sam się człowieku zgłosiłeś, że chcesz być radnym. Ma pan dowód na to, że tym ludziom chodzi tylko o kasę? - A mam. Jak w 1998 r. byłem zastępcą burmistrza, mało nie zawalił nam się budżet na utrzymanie rady miasta. Wtedy było tak, że za udział w każdej komisji była osobno płacona dieta. No i okazało się, że niemal cała rada miasta do nocy nie wychodzi z ratusza. Komisja za komisją obradowały, jedna się kończyła, to zaczynała się druga. Niektórzy z radnych wyciągali z tych diet ponad 3 tys. zł miesięcznie. Wtedy to było naprawdę dużo. Przerażeni, wraz z burmistrzem, wprowadziliśmy ryczałt za udział w komisji, 700 zł bez względu na ilość. I co się stało? Z dnia na dzień ratusz opustoszał, żywej duszy. W Lęborku ludzie piastujący najwyższe funkcje we władzach miasta i powiatu to w zdecydowanej większości osoby, które nigdy by sobie nie poradziły, np. prowadząc samodzielnie działalność gospodarczą. Ich aktywność zwiększa się przed wyborami, bo doskonale sobie zdają sprawę z tego, że w przypadku porażki nie znajdą nigdzie pracy. Większość z nich to byli nauczyciele. Z uwagi na wysokość pensji nauczycielskiej w Polsce powrót do szkoły to nie tylko porażka polityczna, ale przede wszystkim finansowa. Dlatego wszelkie możliwe stanowiska obsadzane są ludźmi, którzy potem odwdzięczają się organizowaniem dla nich głosów w wyborach. Dodatkowo rozdają pod przykrywką grantów czy dotacji setki tysięcy złotych na organizacje, którymi zarządzają i kierują te wdzięczne osoby. Likwidacja diet doprowadzi do tego, że w samorządzie zostaną tylko zamożni. - Uważam, że nie. Ja sam prowadzę z żoną firmę doradztwa i pośrednictwa finansowego, ale to nie ma znaczenia. Jestem radnym, bo mi się chce coś robić. Komuś mniej zamożnemu też może się chcieć i wtedy wystartuje, nie oglądając się na diety. Jak pan był wiceburmistrzem nie było pajęczyny, a teraz jest? - Na początku ten samorząd był inny, później zaczął kostnieć. Ludziom się po prostu nie chciało, odwrócili się od polityki, która wielu wydaje się brudna. Na placu boju zostały stare, prowincjonalne, polityczne wygi. Media się cieszą, że w terenie władze biorą lokalne komitety wyborcze, prowincja została odpolityczniona, a to jest kłamstwo. Proszę spojrzeć, kto rządzi w Lęborku. Koalicja PO i Ziemi Lęborskiej. A co to za komitet? Cały dawny AWS, kościelna prawica, której znaczna część w przeszłości należała do PZPR, a opozycji praktycznie nie ma. Przedstawiciele rządzącej koalicji mają przewodniczących i większość we wszystkich pięciu komisjach, nawet w komisji rewizyjnej, której przecież celem jest kontrola władzy. Władza postanowiła kontrolować się sama. Wygrali wybory. - I ja nie neguję ich mandatu. Tylko że ludzie są zmęczeni, jest im wszystko jedno, kto nimi rządzi. U nas młodzi w ogóle nie chodzą na wybory, głównie starsi, emeryci. I pajęczyna doskonale potrafi to rozegrać. Dlaczego burmistrz Witold Namyślak jest tak popularny? Bo wmówił ludziom, że jest bezkonfliktowy, a to się ludziom podoba. Na tej fali został nawet posłem. Bo bywa wszędzie, uśmiecha się, zawsze miły, grzeczny. Wstęgę przetnie, do Biedronki na zakupy pójdzie i tam kłania się paniom. A z Biedronki prosto do kościoła. Księdza zaprosi na każdą uroczystość, więc jak była 30. rocznica "Solidarności", to ksiądz z ambony wychwalał burmistrza Namyślaka. Boże, co za jaja, przecież on po stanie wojennym, w 1985 r., wstąpił do partii! Jeśli dostrzega pan patologiczną sytuację w samorządzie, może trzeba zawiadomić prokuraturę? - Nie wszystkie z tych spraw do prokuratury się nadają. Jak zaskarżyć decyzje, że radna z koalicji burmistrza dostała dofinansowanie do studiów albo że dyrektor komunalnej firmy, szef koalicyjnego komitetu, jest nieudacznikiem i przez to wciąż trzeba podnosić ceny biletów autobusowych? Albo że szef związków zawodowych w spółce kanalizacyjnej nie powinien być szefem rady nadzorczej tej spółki? Co z tego, że starosta z wicestarostą regularnie zamieniają się na stanowiska? No i co zrobić z burmistrzem, który ze wszystkimi się zgadza. Czy to koalicja, czy opozycja, jedyne, co potrafi, to uśmiechnąć się i kiwać głową? Wie pan, jak wyglądał początek tej kadencji? Na pierwszej sesji złożyliśmy tylko ślubowanie, na drugiej, specjalnie zwołanej, uroczystej, ślubował burmistrz, na trzeciej uchwaliliśmy podwyżkę pensji dla burmistrza, a na czwartej podwyżkę podatków dla mieszkańców. W skali kraju są to zjawiska bardzo groźne. Może w takim razie są to sprawy dla lokalnych mediów? - Wie pan, jakie są media na prowincji? U nas najpopularniejsze jest "Echo Lęborka", dodatek do "Dziennika Bałtyckiego". Tam trafia najwięcej ogłoszeń z magistratu. Pamiętam taką debatę przed wyborami na burmistrza w 2006 r. Stawiło się trzech kandydatów, tylko nie burmistrz Namyślak, bo uznał, że nie potrzebuje debaty. Porozmawialiśmy, po czym nasze wypowiedzi na pół gazetowej kolumny zostały w tym samym wydaniu gazety "skontrowane" przez pana burmistrza. Ma pan niezależną prasę. Jak to zmienić? Jednym z najprostszych sposobów byłoby wprowadzenie kadencyjności wójta czy burmistrza. Maksymalnie dwie kadencje. Burmistrz: Przyjmuję krytykę Marek Wąs: Samorząd jest taki, jak mówi radny Szreder? Ludzie idą do niego dla pieniędzy, dla stanowisk? Witold Namyślak, burmistrz Lęborka: Każdy ma swoją ocenę. Łatwo rzucać pomówienia. Przy obecnym dostępie do informacji publicznej, w dobie mediów również tych lokalnych: telewizji, radia, internetu czy gazet, władza wykonawcza i rada są bezpośrednio kontrolowane przez społeczeństwo i wszelkie objawy złej pracy, powstających konfliktów czy też nepotyzm są wytykane i piętnowane. Nikt nie chce być źle opisywany. Przy wyborach następuje także kolejna weryfikacja, ocena jest często bardzo sroga. I nie zdarzyło się panu załatwiać pracy dla znajomego? - Oczywiście, że wielu ludziom pomogłem, również w znalezieniu pracy: w ramach prac interwencyjnych, robót publicznych, prac społecznie użytecznych, staży czy praktyk. W samym urzędzie zatrudniłem wiele osób. Radny zarzuca panu pusty PR - wszędzie pana pełno, i w Biedronce, i w kościele. - Cóż mogę odpowiedzieć. Od 20 lat jestem osobą publiczną. Jestem oceniany każdego dnia. Z pokorą przyjmuję każdą krytykę swojego zachowania. Mam pewnie swoje wady, ale taki jestem. O sobie mówię niewiele, a innych nie oceniam publicznie. Więcej... http://wyborcza.pl/1,87648,9284665,Znow_rzadzi_sitwa.html?as=2&startsz=x#ixzz1H9hgAeP6 [/quote]
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Anty Kato Faszysta napisał:
http://www.gifs.ch/Buchstaben/images/Ja.gif http://www.gifs.ch/Buchstaben/images/arg-e-5O-trans-killing-our-serverload.gif http://www.gifs.ch/Buchstaben/images/bblitz.gif Jebać wszystkich polskich faszystowskich hipokrytów co terroryzują mniejszości narodowe i wyznaniowe w Polsce ! ! ! http://www.gifs.ch/Buchstaben/images/F.gif http://www.gifs.ch/Buchstaben/images/arg-a-5O-tRyA.gif http://www.gifs.ch/Buchstaben/images/sblitz.gif http://www.gifs.ch/Buchstaben/images/Z.gif http://www.gifs.ch/Buchstaben/images/arg-y-50-trans.gif http://www.gifs.ch/Buchstaben/images/zblitz.gif http://www.gifs.ch/Buchstaben/images/M.gif
NAZIZM W POLSCE to inaczej skrajna postać nacjonalizmu, głosi solidarność wszystkich grup społecznych danego narodu, a wobec mniejszości narodowych i innych narodów nakazuje przyjmować wrogą postawę. W szerszym kontekście pojęcie to oznacza też wyolbrzymione, bezkrytyczne i niezreflektowane uczucie przywiązania do własnego gatunku, rasy, grupy społecznej, płci, narodu albo przywódcy oraz wyolbrzymianie ich zalet, a pomniejszanie lub negowanie ich wad, idące zazwyczaj w parze z równie przesadnym i nieuzasadnionym deprecjonowaniem innych oraz uznawaniem prawa do ich ujarzmiania. Pojęcie to bywa używane jako synonim dyskryminacji danych grup w danych dziedzinach oraz przekonanie, że starsze pokolenie jest znacznie lepsze od młodszego .
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Maria Nikiforowna napisał:
Relacja z demo antyfaszystowsiego -----------------> http://poland.indymedia.org/pl/2007/04/28057.shtml Od Faszyzmu do Nazizmu
Czy wiecie ze w Polsce są już normalni faszyści, którzy wcale nie wstydzą sie iść z ręką niesiona w 'rzymskim pozdrowieniu' a w swej reklamowce na stronie internetowej ich organizacji wyjaśniają ze stosując ten gest nie chodzi im bynajmniej o zamawianie piwa czy zgłaszanie obsłudze muchy w zupie. Wzywają oni do nienawiści na tle rasowym i po swojej stronie maja policje którą przecież przeprowadzenie takiej manifestacji im umożliwiła tak samo jak obraniła ich gdy ci nawoływali do nienawiści rasowej, czyli popełniali przestępstwo w myśl polskiej konstytucji, dziś niestety zastąpionej w praktyce innym prawem. http://pl.indymedia.org/images/2007/04/28058.jpg Nigdy nie sądziłem ze w Polsce faszyzm jest tak rozwinięty. ONR jest popierany przez lokalny kościół katolicki, który odprawia nawet msze święta w intencji tej organizacji. Cala demonstracja wyszła spod bodajże kościoła na Skałce prowadzonego przez ojców paulinow. Ochraniana przez policje, nie niepokojona grupa neonazistow wykrzykiwała liczne treści nawołujące do nienawiści rasowej i stosowania przemocy na tle etnicznym i rasowym. W swych praktykach, takich jak pokazywanie znaku 'Heil Hitler' ni byli niepokojeni przez policje która eskortowała ich na całej długości przemarszu. W normalnym kraju demonstracja ta była by rozwiązana w momencie gdy przeodzila sie w skandowanie okrzyków rasistowskich. Zgodnie z obowiązującym polskim prawem, lokalne władze, udzielając zgody na manifestacje która z dużym prawdopodobieństwem może złamać prawo, muszą wysłać z urzędu obserwatora, który w momencie złamania prawa (zakazu nawoływania do nienawiści na tle wyznaniowym, rasowym etc.) ma obowiązek ogłosić rozwiązanie manifestacji i zakończyć ja. To, co sie stało, było totalnym złamaniem prawa. Podobnie jak niedawno we Wrocławiu, policja nie reagowała na publiczne wzywanie do aktów przemocy wobec osób innej rasy czy wyznania. Demonstracja miała charakter parady rasistów, chronionych przez udająca ślepą policje. Policjanci oraz przywódcy demonstracji zostali uchwyceni na wspólnych naradach. Nagrano materiały dźwiękowe i wideo dokumentujące rodzaj haseł i ideologii szerzonej na marszu. Maszerującymi byli normalni neonaziści w brunatnych koszulach, jedyna różnicą w stroju był inny kolor i symbol na opasce. Wśród protestujących antyfaszystów również byli skinheadzi- nie każdy skinhead jest nazi-skinem. Byli tam tez skejci, osoby starsze, anarchiści, turyści cudzoziemscy. Policja otoczyła protestujących kordonem by umożliwić neonazistom swobodne wykrzykiwanie ich rasistowskich haseł. Ścisłym kordonem otoczono bojówkę Antify, przygotowana do odparcia ataku neonazistów w przypadku braku lub porażki sil policyjnych. Starcie wyglądało następująco- wg jednej wersji ze strony neonazistów poleciały butelki, które zostały następnie odrzucone przez antyfaszystów. Wg innej wersji to ktoś ze strony antyfaszystów posłał butelki, a neonaziści wyjęli spod kurtek swoje i rzucali w tłum. Wybuchły petardy, cześć osób rzuciła sie na ziemie w przekonaniu iż padły strzały z broni palnej. Doszło do przerwania kordonu wokół antyfaszystów i nastąpiły zamieszki, szybko opanowane. Walki uliczne wybuchły na ulicy Poselskiej, rzucano krzesłami. Policja zablokowała ulice z obu stron, toczyła i przetrzymywała pod murem bojówkarzy antify. Trudno rozsądzić kto ma racje. Z jednej strony policja wyraźnie wspierała neonazistów i nie przeszkadzała im w łamaniu prawa poprzez wznoszenie okrzyków rasistowskich. Z drugiej strony bojówki antify usiłujące powstrzymać rasistów mogłyby osunąć sie do przemocy wobec osób które szerzyły uprzedzenia rasowe przy tolerancji ze strony ich chroniącej policji.
Zaloguj się, aby oddać głos
0
radny z sld napisał:
"Znów rządzi sitwa ]" Tan opis coś mi przypomina ... . Jakieś inne miasteczko we wschodniej Polsce. Natomiast ten człowieczek na fotografii z lewej i jego opis to wypisz wymaluj ..., ktoś, jakby Tadeusz ... .
Też czytałam i .................................. !
Zaloguj się, aby oddać głos
0
http://www.nowytydzien.pl/nowytydzien/?p=9460
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Zamieszczam omawiany artykuł z Wyborczej http://wyborcza.pl/1,87648,9284665,Znow_rzadzi_sitwa.html?as=2&startsz=xZnów rządzi sitwa Rozmawiał Marek Wąs2011-03-19, ostatnia aktualizacja 2011-03-19 11:35 Burmistrz Lęborka Witold Namyślak / Maciej Szreder, niezależny radny Renata Dąbrowska / Archiwum prywatne - Zauważam odradzanie się układu z PRL. Sekretarz partii, naczelnik gminy, dwór wokół nich i dostęp do konfitur. Nikt z zewnątrz się nie przebije - z Maciejem Szrederem, radnym niezależnym z Lęborka, rozmawia Marek Wąs Marek Wąs: Pan chyba nie lubi samorządu? Maciej Szreder: Samorząd to dobra rzecz, nie lubię patologii. Tymczasem od 19 lat (w tym 12 lat pracy w samorządzie) obserwuję, jak przeobraża się w pajęczynę, która oplata kraj. Pan wierzy w spiski? - Ależ skąd. Jestem radnym niezależnym, ale wcześniej startowałem z list Unii Wolności, potem SLD. Tu mniej więcej mieszczą się moje poglądy. Daleko mi do PiS, więc jeśli mówię o pajęczynie, to nie o takiej, o jakiej myśli Jarosław Kaczyński. Raczej zauważam odradzanie się układu, który obowiązywał w PRL. Że w małej miejscowości jest sekretarz partii, naczelnik gminy, dwór wokół nich i oni rządzili, rządzą i będą rządzić. Czasami wymieniają się stołkami, ale generalnie tylko ich grupa ma dostęp do konfitur, nikt z zewnątrz się nie przebije. W PRL do takiej sitwy należał jeszcze często proboszcz i dzisiaj jest tak samo. Ale co to za konfitury? Taka pajęczyna musi mieć jakiś sens. - Konfitury to jest praca. Bardzo cenne dobro. Burmistrz i radni tworzący rządzącą koalicję dostają przyzwoite pieniądze. Nie oszukujmy się, ogromna liczba ludzi startuje na radnych wyłącznie po to, żeby dietami dorobić do pensji. Nie wiem do końca, jak jest w wielkich miastach, ale na prowincji półtora tysiąca diety to ogromne pieniądze, a to nie wszystko. Oni mają do rozdysponowania ogromną liczbę etatów - zarówno w samym urzędzie, jak i w przeróżnych spółkach komunalnych. I tu zaczyna działać pajęczyna, bo praktycznie wszystkie te etaty, w tym często stanowiska kierownicze, zarezerwowane są dla rodzin, dla krewnych i znajomych królika. Upraszczając, jak każdej sitwie, tej samorządowej również, chodzi wyłącznie o pieniądze, tylko nie zdobywają ich, handlując narkotykami, ale kładąc łapę na miejsca pracy. A potem można już robić drobne lody. Jakieś zlecenie dla szwagra, jakiś przetarg ustawiony pod firmę kolegi. Radni z Lęborka właśnie sami obniżyli sobie diety o jedna czwartą. - Bo wpadli w pułapkę, są propozycje uchwał, których po prostu nie wypada odrzucić. Jak PiS zaproponował obniżkę, same kpiny z tego były. Dopiero jak media sprawę rozdmuchały, okazało się, że wszyscy są za, ale mojej propozycji, żeby w ogóle zrezygnować z diet, nikt nie potraktował poważnie. Tymczasem ja jakiś czas temu rozmawiałem z samorządowcami z Danii i oni byli zdziwieni, że u nas jest coś takiego jak diety. Bo właściwie za co? U nich co najwyżej można zwrócić pieniądze za jakiś służbowy wyjazd i tyle. Jednak czemu płacić za obecność na sesji? Nieraz się zdarza, że praca radnego zajmuje trzy godziny w tygodniu. Sam się człowieku zgłosiłeś, że chcesz być radnym. Ma pan dowód na to, że tym ludziom chodzi tylko o kasę? - A mam. Jak w 1998 r. byłem zastępcą burmistrza, mało nie zawalił nam się budżet na utrzymanie rady miasta. Wtedy było tak, że za udział w każdej komisji była osobno płacona dieta. No i okazało się, że niemal cała rada miasta do nocy nie wychodzi z ratusza. Komisja za komisją obradowały, jedna się kończyła, to zaczynała się druga. Niektórzy z radnych wyciągali z tych diet ponad 3 tys. zł miesięcznie. Wtedy to było naprawdę dużo. Przerażeni, wraz z burmistrzem, wprowadziliśmy ryczałt za udział w komisji, 700 zł bez względu na ilość. I co się stało? Z dnia na dzień ratusz opustoszał, żywej duszy. W Lęborku ludzie piastujący najwyższe funkcje we władzach miasta i powiatu to w zdecydowanej większości osoby, które nigdy by sobie nie poradziły, np. prowadząc samodzielnie działalność gospodarczą. Ich aktywność zwiększa się przed wyborami, bo doskonale sobie zdają sprawę z tego, że w przypadku porażki nie znajdą nigdzie pracy. Większość z nich to byli nauczyciele. Z uwagi na wysokość pensji nauczycielskiej w Polsce powrót do szkoły to nie tylko porażka polityczna, ale przede wszystkim finansowa. Dlatego wszelkie możliwe stanowiska obsadzane są ludźmi, którzy potem odwdzięczają się organizowaniem dla nich głosów w wyborach. Dodatkowo rozdają pod przykrywką grantów czy dotacji setki tysięcy złotych na organizacje, którymi zarządzają i kierują te wdzięczne osoby. Likwidacja diet doprowadzi do tego, że w samorządzie zostaną tylko zamożni. - Uważam, że nie. Ja sam prowadzę z żoną firmę doradztwa i pośrednictwa finansowego, ale to nie ma znaczenia. Jestem radnym, bo mi się chce coś robić. Komuś mniej zamożnemu też może się chcieć i wtedy wystartuje, nie oglądając się na diety. Jak pan był wiceburmistrzem nie było pajęczyny, a teraz jest? - Na początku ten samorząd był inny, później zaczął kostnieć. Ludziom się po prostu nie chciało, odwrócili się od polityki, która wielu wydaje się brudna. Na placu boju zostały stare, prowincjonalne, polityczne wygi. Media się cieszą, że w terenie władze biorą lokalne komitety wyborcze, prowincja została odpolityczniona, a to jest kłamstwo. Proszę spojrzeć, kto rządzi w Lęborku. Koalicja PO i Ziemi Lęborskiej. A co to za komitet? Cały dawny AWS, kościelna prawica, której znaczna część w przeszłości należała do PZPR, a opozycji praktycznie nie ma. Przedstawiciele rządzącej koalicji mają przewodniczących i większość we wszystkich pięciu komisjach, nawet w komisji rewizyjnej, której przecież celem jest kontrola władzy. Władza postanowiła kontrolować się sama. Wygrali wybory. - I ja nie neguję ich mandatu. Tylko że ludzie są zmęczeni, jest im wszystko jedno, kto nimi rządzi. U nas młodzi w ogóle nie chodzą na wybory, głównie starsi, emeryci. I pajęczyna doskonale potrafi to rozegrać. Dlaczego burmistrz Witold Namyślak jest tak popularny? Bo wmówił ludziom, że jest bezkonfliktowy, a to się ludziom podoba. Na tej fali został nawet posłem. Bo bywa wszędzie, uśmiecha się, zawsze miły, grzeczny. Wstęgę przetnie, do Biedronki na zakupy pójdzie i tam kłania się paniom. A z Biedronki prosto do kościoła. Księdza zaprosi na każdą uroczystość, więc jak była 30. rocznica "Solidarności", to ksiądz z ambony wychwalał burmistrza Namyślaka. Boże, co za jaja, przecież on po stanie wojennym, w 1985 r., wstąpił do partii! Jeśli dostrzega pan patologiczną sytuację w samorządzie, może trzeba zawiadomić prokuraturę? - Nie wszystkie z tych spraw do prokuratury się nadają. Jak zaskarżyć decyzje, że radna z koalicji burmistrza dostała dofinansowanie do studiów albo że dyrektor komunalnej firmy, szef koalicyjnego komitetu, jest nieudacznikiem i przez to wciąż trzeba podnosić ceny biletów autobusowych? Albo że szef związków zawodowych w spółce kanalizacyjnej nie powinien być szefem rady nadzorczej tej spółki? Co z tego, że starosta z wicestarostą regularnie zamieniają się na stanowiska? No i co zrobić z burmistrzem, który ze wszystkimi się zgadza. Czy to koalicja, czy opozycja, jedyne, co potrafi, to uśmiechnąć się i kiwać głową? Wie pan, jak wyglądał początek tej kadencji? Na pierwszej sesji złożyliśmy tylko ślubowanie, na drugiej, specjalnie zwołanej, uroczystej, ślubował burmistrz, na trzeciej uchwaliliśmy podwyżkę pensji dla burmistrza, a na czwartej podwyżkę podatków dla mieszkańców. W skali kraju są to zjawiska bardzo groźne. Może w takim razie są to sprawy dla lokalnych mediów? - Wie pan, jakie są media na prowincji? U nas najpopularniejsze jest "Echo Lęborka", dodatek do "Dziennika Bałtyckiego". Tam trafia najwięcej ogłoszeń z magistratu. Pamiętam taką debatę przed wyborami na burmistrza w 2006 r. Stawiło się trzech kandydatów, tylko nie burmistrz Namyślak, bo uznał, że nie potrzebuje debaty. Porozmawialiśmy, po czym nasze wypowiedzi na pół gazetowej kolumny zostały w tym samym wydaniu gazety "skontrowane" przez pana burmistrza. Ma pan niezależną prasę. Jak to zmienić? Jednym z najprostszych sposobów byłoby wprowadzenie kadencyjności wójta czy burmistrza. Maksymalnie dwie kadencje. Burmistrz: Przyjmuję krytykę Marek Wąs: Samorząd jest taki, jak mówi radny Szreder? Ludzie idą do niego dla pieniędzy, dla stanowisk? Witold Namyślak, burmistrz Lęborka: Każdy ma swoją ocenę. Łatwo rzucać pomówienia. Przy obecnym dostępie do informacji publicznej, w dobie mediów również tych lokalnych: telewizji, radia, internetu czy gazet, władza wykonawcza i rada są bezpośrednio kontrolowane przez społeczeństwo i wszelkie objawy złej pracy, powstających konfliktów czy też nepotyzm są wytykane i piętnowane. Nikt nie chce być źle opisywany. Przy wyborach następuje także kolejna weryfikacja, ocena jest często bardzo sroga. I nie zdarzyło się panu załatwiać pracy dla znajomego? - Oczywiście, że wielu ludziom pomogłem, również w znalezieniu pracy: w ramach prac interwencyjnych, robót publicznych, prac społecznie użytecznych, staży czy praktyk. W samym urzędzie zatrudniłem wiele osób. Radny zarzuca panu pusty PR - wszędzie pana pełno, i w Biedronce, i w kościele. - Cóż mogę odpowiedzieć. Od 20 lat jestem osobą publiczną. Jestem oceniany każdego dnia. Z pokorą przyjmuję każdą krytykę swojego zachowania. Mam pewnie swoje wady, ale taki jestem. O sobie mówię niewiele, a innych nie oceniam publicznie. Więcej... http://wyborcza.pl/1,87648,9284665,Znow_rzadzi_sitwa.html?as=2&startsz=x#ixzz1H9hgAeP6 [/quote] [/quote]
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Zamieszczam omawiany artykuł z Wyborczej http://wyborcza.pl/1,87648,9284665,Znow_rzadzi_sitwa.html?as=2&startsz=xZnów rządzi sitwa Rozmawiał Marek Wąs2011-03-19, ostatnia aktualizacja 2011-03-19 11:35 Marek Wąs: Pan chyba nie lubi samorządu? Maciej Szreder: Samorząd to dobra rzecz, nie lubię patologii. Tymczasem od 19 lat (w tym 12 lat pracy w samorządzie) obserwuję, jak przeobraża się w pajęczynę, która oplata kraj. Pan wierzy w spiski? - Ależ skąd. Jestem radnym niezależnym, ale wcześniej startowałem z list Unii Wolności, potem SLD. Tu mniej więcej mieszczą się moje poglądy. Daleko mi do PiS, więc jeśli mówię o pajęczynie, to nie o takiej, o jakiej myśli Jarosław Kaczyński. Raczej zauważam odradzanie się układu, który obowiązywał w PRL. Że w małej miejscowości jest sekretarz partii, naczelnik gminy, dwór wokół nich i oni rządzili, rządzą i będą rządzić. Czasami wymieniają się stołkami, ale generalnie tylko ich grupa ma dostęp do konfitur, nikt z zewnątrz się nie przebije. W PRL do takiej sitwy należał jeszcze często proboszcz i dzisiaj jest tak samo. Ale co to za konfitury? Taka pajęczyna musi mieć jakiś sens. - Konfitury to jest praca. Bardzo cenne dobro. Burmistrz i radni tworzący rządzącą koalicję dostają przyzwoite pieniądze. Nie oszukujmy się, ogromna liczba ludzi startuje na radnych wyłącznie po to, żeby dietami dorobić do pensji. Nie wiem do końca, jak jest w wielkich miastach, ale na prowincji półtora tysiąca diety to ogromne pieniądze, a to nie wszystko. Oni mają do rozdysponowania ogromną liczbę etatów - zarówno w samym urzędzie, jak i w przeróżnych spółkach komunalnych. I tu zaczyna działać pajęczyna, bo praktycznie wszystkie te etaty, w tym często stanowiska kierownicze, zarezerwowane są dla rodzin, dla krewnych i znajomych królika. Upraszczając, jak każdej sitwie, tej samorządowej również, chodzi wyłącznie o pieniądze, tylko nie zdobywają ich, handlując narkotykami, ale kładąc łapę na miejsca pracy. A potem można już robić drobne lody. Jakieś zlecenie dla szwagra, jakiś przetarg ustawiony pod firmę kolegi. Radni z Lęborka właśnie sami obniżyli sobie diety o jedna czwartą. - Bo wpadli w pułapkę, są propozycje uchwał, których po prostu nie wypada odrzucić. Jak PiS zaproponował obniżkę, same kpiny z tego były. Dopiero jak media sprawę rozdmuchały, okazało się, że wszyscy są za, ale mojej propozycji, żeby w ogóle zrezygnować z diet, nikt nie potraktował poważnie. Tymczasem ja jakiś czas temu rozmawiałem z samorządowcami z Danii i oni byli zdziwieni, że u nas jest coś takiego jak diety. Bo właściwie za co? U nich co najwyżej można zwrócić pieniądze za jakiś służbowy wyjazd i tyle. Jednak czemu płacić za obecność na sesji? Nieraz się zdarza, że praca radnego zajmuje trzy godziny w tygodniu. Sam się człowieku zgłosiłeś, że chcesz być radnym. Ma pan dowód na to, że tym ludziom chodzi tylko o kasę? - A mam. Jak w 1998 r. byłem zastępcą burmistrza, mało nie zawalił nam się budżet na utrzymanie rady miasta. Wtedy było tak, że za udział w każdej komisji była osobno płacona dieta. No i okazało się, że niemal cała rada miasta do nocy nie wychodzi z ratusza. Komisja za komisją obradowały, jedna się kończyła, to zaczynała się druga. Niektórzy z radnych wyciągali z tych diet ponad 3 tys. zł miesięcznie. Wtedy to było naprawdę dużo. Przerażeni, wraz z burmistrzem, wprowadziliśmy ryczałt za udział w komisji, 700 zł bez względu na ilość. I co się stało? Z dnia na dzień ratusz opustoszał, żywej duszy. W Lęborku ludzie piastujący najwyższe funkcje we władzach miasta i powiatu to w zdecydowanej większości osoby, które nigdy by sobie nie poradziły, np. prowadząc samodzielnie działalność gospodarczą. Ich aktywność zwiększa się przed wyborami, bo doskonale sobie zdają sprawę z tego, że w przypadku porażki nie znajdą nigdzie pracy. Większość z nich to byli nauczyciele. Z uwagi na wysokość pensji nauczycielskiej w Polsce powrót do szkoły to nie tylko porażka polityczna, ale przede wszystkim finansowa. Dlatego wszelkie możliwe stanowiska obsadzane są ludźmi, którzy potem odwdzięczają się organizowaniem dla nich głosów w wyborach. Dodatkowo rozdają pod przykrywką grantów czy dotacji setki tysięcy złotych na organizacje, którymi zarządzają i kierują te wdzięczne osoby. Likwidacja diet doprowadzi do tego, że w samorządzie zostaną tylko zamożni. - Uważam, że nie. Ja sam prowadzę z żoną firmę doradztwa i pośrednictwa finansowego, ale to nie ma znaczenia. Jestem radnym, bo mi się chce coś robić. Komuś mniej zamożnemu też może się chcieć i wtedy wystartuje, nie oglądając się na diety. Jak pan był wiceburmistrzem nie było pajęczyny, a teraz jest? - Na początku ten samorząd był inny, później zaczął kostnieć. Ludziom się po prostu nie chciało, odwrócili się od polityki, która wielu wydaje się brudna. Na placu boju zostały stare, prowincjonalne, polityczne wygi. Media się cieszą, że w terenie władze biorą lokalne komitety wyborcze, prowincja została odpolityczniona, a to jest kłamstwo. Proszę spojrzeć, kto rządzi w Lęborku. Koalicja PO i Ziemi Lęborskiej. A co to za komitet? Cały dawny AWS, kościelna prawica, której znaczna część w przeszłości należała do PZPR, a opozycji praktycznie nie ma. Przedstawiciele rządzącej koalicji mają przewodniczących i większość we wszystkich pięciu komisjach, nawet w komisji rewizyjnej, której przecież celem jest kontrola władzy. Władza postanowiła kontrolować się sama. Wygrali wybory. - I ja nie neguję ich mandatu. Tylko że ludzie są zmęczeni, jest im wszystko jedno, kto nimi rządzi. U nas młodzi w ogóle nie chodzą na wybory, głównie starsi, emeryci. I pajęczyna doskonale potrafi to rozegrać. Dlaczego burmistrz Witold Namyślak jest tak popularny? Bo wmówił ludziom, że jest bezkonfliktowy, a to się ludziom podoba. Na tej fali został nawet posłem. Bo bywa wszędzie, uśmiecha się, zawsze miły, grzeczny. Wstęgę przetnie, do Biedronki na zakupy pójdzie i tam kłania się paniom. A z Biedronki prosto do kościoła. Księdza zaprosi na każdą uroczystość, więc jak była 30. rocznica "Solidarności", to ksiądz z ambony wychwalał burmistrza Namyślaka. Boże, co za jaja, przecież on po stanie wojennym, w 1985 r., wstąpił do partii! Jeśli dostrzega pan patologiczną sytuację w samorządzie, może trzeba zawiadomić prokuraturę? - Nie wszystkie z tych spraw do prokuratury się nadają. Jak zaskarżyć decyzje, że radna z koalicji burmistrza dostała dofinansowanie do studiów albo że dyrektor komunalnej firmy, szef koalicyjnego komitetu, jest nieudacznikiem i przez to wciąż trzeba podnosić ceny biletów autobusowych? Albo że szef związków zawodowych w spółce kanalizacyjnej nie powinien być szefem rady nadzorczej tej spółki? Co z tego, że starosta z wicestarostą regularnie zamieniają się na stanowiska? No i co zrobić z burmistrzem, który ze wszystkimi się zgadza. Czy to koalicja, czy opozycja, jedyne, co potrafi, to uśmiechnąć się i kiwać głową? Wie pan, jak wyglądał początek tej kadencji? Na pierwszej sesji złożyliśmy tylko ślubowanie, na drugiej, specjalnie zwołanej, uroczystej, ślubował burmistrz, na trzeciej uchwaliliśmy podwyżkę pensji dla burmistrza, a na czwartej podwyżkę podatków dla mieszkańców. W skali kraju są to zjawiska bardzo groźne. Może w takim razie są to sprawy dla lokalnych mediów? - Wie pan, jakie są media na prowincji? U nas najpopularniejsze jest "Echo Lęborka", dodatek do "Dziennika Bałtyckiego". Tam trafia najwięcej ogłoszeń z magistratu. Pamiętam taką debatę przed wyborami na burmistrza w 2006 r. Stawiło się trzech kandydatów, tylko nie burmistrz Namyślak, bo uznał, że nie potrzebuje debaty. Porozmawialiśmy, po czym nasze wypowiedzi na pół gazetowej kolumny zostały w tym samym wydaniu gazety "skontrowane" przez pana burmistrza. Ma pan niezależną prasę. Jak to zmienić? Jednym z najprostszych sposobów byłoby wprowadzenie kadencyjności wójta czy burmistrza. Maksymalnie dwie kadencje. Burmistrz: Przyjmuję krytykę Marek Wąs: Samorząd jest taki, jak mówi radny Szreder? Ludzie idą do niego dla pieniędzy, dla stanowisk? Witold Namyślak, burmistrz Lęborka: Każdy ma swoją ocenę. Łatwo rzucać pomówienia. Przy obecnym dostępie do informacji publicznej, w dobie mediów również tych lokalnych: telewizji, radia, internetu czy gazet, władza wykonawcza i rada są bezpośrednio kontrolowane przez społeczeństwo i wszelkie objawy złej pracy, powstających konfliktów czy też nepotyzm są wytykane i piętnowane. Nikt nie chce być źle opisywany. Przy wyborach następuje także kolejna weryfikacja, ocena jest często bardzo sroga. I nie zdarzyło się panu załatwiać pracy dla znajomego? - Oczywiście, że wielu ludziom pomogłem, również w znalezieniu pracy: w ramach prac interwencyjnych, robót publicznych, prac społecznie użytecznych, staży czy praktyk. W samym urzędzie zatrudniłem wiele osób. Radny zarzuca panu pusty PR - wszędzie pana pełno, i w Biedronce, i w kościele. - Cóż mogę odpowiedzieć. Od 20 lat jestem osobą publiczną. Jestem oceniany każdego dnia. Z pokorą przyjmuję każdą krytykę swojego zachowania. Mam pewnie swoje wady, ale taki jestem. O sobie mówię niewiele, a innych nie oceniam publicznie. Więcej... http://wyborcza.pl/1,87648,9284665,Znow_rzadzi_sitwa.html?as=2&startsz=x#ixzz1H9hgAeP6 .
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Zamieszczam omawiany artykuł z Wyborczej http://wyborcza.pl/1,87648,9284665,Znow_rzadzi_sitwa.html?as=2&startsz=xZnów rządzi sitwa Rozmawiał Marek Wąs2011-03-19, ostatnia aktualizacja 2011-03-19 11:35 Marek Wąs: Pan chyba nie lubi samorządu? Maciej Szreder: Samorząd to dobra rzecz, nie lubię patologii. Tymczasem od 19 lat (w tym 12 lat pracy w samorządzie) obserwuję, jak przeobraża się w pajęczynę, która oplata kraj. Pan wierzy w spiski? - Ależ skąd. Jestem radnym niezależnym, ale wcześniej startowałem z list Unii Wolności, potem SLD. Tu mniej więcej mieszczą się moje poglądy. Daleko mi do PiS, więc jeśli mówię o pajęczynie, to nie o takiej, o jakiej myśli Jarosław Kaczyński. Raczej zauważam odradzanie się układu, który obowiązywał w PRL. Że w małej miejscowości jest sekretarz partii, naczelnik gminy, dwór wokół nich i oni rządzili, rządzą i będą rządzić. Czasami wymieniają się stołkami, ale generalnie tylko ich grupa ma dostęp do konfitur, nikt z zewnątrz się nie przebije. W PRL do takiej sitwy należał jeszcze często proboszcz i dzisiaj jest tak samo. Ale co to za konfitury? Taka pajęczyna musi mieć jakiś sens. - Konfitury to jest praca. Bardzo cenne dobro. Burmistrz i radni tworzący rządzącą koalicję dostają przyzwoite pieniądze. Nie oszukujmy się, ogromna liczba ludzi startuje na radnych wyłącznie po to, żeby dietami dorobić do pensji. Nie wiem do końca, jak jest w wielkich miastach, ale na prowincji półtora tysiąca diety to ogromne pieniądze, a to nie wszystko. Oni mają do rozdysponowania ogromną liczbę etatów - zarówno w samym urzędzie, jak i w przeróżnych spółkach komunalnych. I tu zaczyna działać pajęczyna, bo praktycznie wszystkie te etaty, w tym często stanowiska kierownicze, zarezerwowane są dla rodzin, dla krewnych i znajomych królika. Upraszczając, jak każdej sitwie, tej samorządowej również, chodzi wyłącznie o pieniądze, tylko nie zdobywają ich, handlując narkotykami, ale kładąc łapę na miejsca pracy. A potem można już robić drobne lody. Jakieś zlecenie dla szwagra, jakiś przetarg ustawiony pod firmę kolegi. Radni z Lęborka właśnie sami obniżyli sobie diety o jedna czwartą. - Bo wpadli w pułapkę, są propozycje uchwał, których po prostu nie wypada odrzucić. Jak PiS zaproponował obniżkę, same kpiny z tego były. Dopiero jak media sprawę rozdmuchały, okazało się, że wszyscy są za, ale mojej propozycji, żeby w ogóle zrezygnować z diet, nikt nie potraktował poważnie. Tymczasem ja jakiś czas temu rozmawiałem z samorządowcami z Danii i oni byli zdziwieni, że u nas jest coś takiego jak diety. Bo właściwie za co? U nich co najwyżej można zwrócić pieniądze za jakiś służbowy wyjazd i tyle. Jednak czemu płacić za obecność na sesji? Nieraz się zdarza, że praca radnego zajmuje trzy godziny w tygodniu. Sam się człowieku zgłosiłeś, że chcesz być radnym. Ma pan dowód na to, że tym ludziom chodzi tylko o kasę? - A mam. Jak w 1998 r. byłem zastępcą burmistrza, mało nie zawalił nam się budżet na utrzymanie rady miasta. Wtedy było tak, że za udział w każdej komisji była osobno płacona dieta. No i okazało się, że niemal cała rada miasta do nocy nie wychodzi z ratusza. Komisja za komisją obradowały, jedna się kończyła, to zaczynała się druga. Niektórzy z radnych wyciągali z tych diet ponad 3 tys. zł miesięcznie. Wtedy to było naprawdę dużo. Przerażeni, wraz z burmistrzem, wprowadziliśmy ryczałt za udział w komisji, 700 zł bez względu na ilość. I co się stało? Z dnia na dzień ratusz opustoszał, żywej duszy. W Lęborku ludzie piastujący najwyższe funkcje we władzach miasta i powiatu to w zdecydowanej większości osoby, które nigdy by sobie nie poradziły, np. prowadząc samodzielnie działalność gospodarczą. Ich aktywność zwiększa się przed wyborami, bo doskonale sobie zdają sprawę z tego, że w przypadku porażki nie znajdą nigdzie pracy. Większość z nich to byli nauczyciele. Z uwagi na wysokość pensji nauczycielskiej w Polsce powrót do szkoły to nie tylko porażka polityczna, ale przede wszystkim finansowa. Dlatego wszelkie możliwe stanowiska obsadzane są ludźmi, którzy potem odwdzięczają się organizowaniem dla nich głosów w wyborach. Dodatkowo rozdają pod przykrywką grantów czy dotacji setki tysięcy złotych na organizacje, którymi zarządzają i kierują te wdzięczne osoby. Likwidacja diet doprowadzi do tego, że w samorządzie zostaną tylko zamożni. - Uważam, że nie. Ja sam prowadzę z żoną firmę doradztwa i pośrednictwa finansowego, ale to nie ma znaczenia. Jestem radnym, bo mi się chce coś robić. Komuś mniej zamożnemu też może się chcieć i wtedy wystartuje, nie oglądając się na diety. Jak pan był wiceburmistrzem nie było pajęczyny, a teraz jest? - Na początku ten samorząd był inny, później zaczął kostnieć. Ludziom się po prostu nie chciało, odwrócili się od polityki, która wielu wydaje się brudna. Na placu boju zostały stare, prowincjonalne, polityczne wygi. Media się cieszą, że w terenie władze biorą lokalne komitety wyborcze, prowincja została odpolityczniona, a to jest kłamstwo. Proszę spojrzeć, kto rządzi w Lęborku. Koalicja PO i Ziemi Lęborskiej. A co to za komitet? Cały dawny AWS, kościelna prawica, której znaczna część w przeszłości należała do PZPR, a opozycji praktycznie nie ma. Przedstawiciele rządzącej koalicji mają przewodniczących i większość we wszystkich pięciu komisjach, nawet w komisji rewizyjnej, której przecież celem jest kontrola władzy. Władza postanowiła kontrolować się sama. Wygrali wybory. - I ja nie neguję ich mandatu. Tylko że ludzie są zmęczeni, jest im wszystko jedno, kto nimi rządzi. U nas młodzi w ogóle nie chodzą na wybory, głównie starsi, emeryci. I pajęczyna doskonale potrafi to rozegrać. Dlaczego burmistrz Witold Namyślak jest tak popularny? Bo wmówił ludziom, że jest bezkonfliktowy, a to się ludziom podoba. Na tej fali został nawet posłem. Bo bywa wszędzie, uśmiecha się, zawsze miły, grzeczny. Wstęgę przetnie, do Biedronki na zakupy pójdzie i tam kłania się paniom. A z Biedronki prosto do kościoła. Księdza zaprosi na każdą uroczystość, więc jak była 30. rocznica "Solidarności", to ksiądz z ambony wychwalał burmistrza Namyślaka. Boże, co za jaja, przecież on po stanie wojennym, w 1985 r., wstąpił do partii! Jeśli dostrzega pan patologiczną sytuację w samorządzie, może trzeba zawiadomić prokuraturę? - Nie wszystkie z tych spraw do prokuratury się nadają. Jak zaskarżyć decyzje, że radna z koalicji burmistrza dostała dofinansowanie do studiów albo że dyrektor komunalnej firmy, szef koalicyjnego komitetu, jest nieudacznikiem i przez to wciąż trzeba podnosić ceny biletów autobusowych? Albo że szef związków zawodowych w spółce kanalizacyjnej nie powinien być szefem rady nadzorczej tej spółki? Co z tego, że starosta z wicestarostą regularnie zamieniają się na stanowiska? No i co zrobić z burmistrzem, który ze wszystkimi się zgadza. Czy to koalicja, czy opozycja, jedyne, co potrafi, to uśmiechnąć się i kiwać głową? Wie pan, jak wyglądał początek tej kadencji? Na pierwszej sesji złożyliśmy tylko ślubowanie, na drugiej, specjalnie zwołanej, uroczystej, ślubował burmistrz, na trzeciej uchwaliliśmy podwyżkę pensji dla burmistrza, a na czwartej podwyżkę podatków dla mieszkańców. W skali kraju są to zjawiska bardzo groźne. Może w takim razie są to sprawy dla lokalnych mediów? - Wie pan, jakie są media na prowincji? U nas najpopularniejsze jest "Echo Lęborka", dodatek do "Dziennika Bałtyckiego". Tam trafia najwięcej ogłoszeń z magistratu. Pamiętam taką debatę przed wyborami na burmistrza w 2006 r. Stawiło się trzech kandydatów, tylko nie burmistrz Namyślak, bo uznał, że nie potrzebuje debaty. Porozmawialiśmy, po czym nasze wypowiedzi na pół gazetowej kolumny zostały w tym samym wydaniu gazety "skontrowane" przez pana burmistrza. Ma pan niezależną prasę. Jak to zmienić? Jednym z najprostszych sposobów byłoby wprowadzenie kadencyjności wójta czy burmistrza. Maksymalnie dwie kadencje.
Zaloguj się, aby oddać głos
0

Dodaj odpowiedź:


Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz: