Jeździłem na Ukrainę swego czasu ok raz na miesiąc i zarówno z miłym jak i niemiłym zachowaniem spotkałem się po obu stronach granicy. Prawda jest taka, że gdyby po polskiej stronie odprawa odbywała się sprawnie to nie byłoby takich kolejek po stronie ukraińskiej. Sami sobie nakręcają wzajemnie ten interes kolejkowy. Kiedyś stałem pomiędzy granicami, czekając na wjazd do Polski 7 godzin (Dorohusk) i przez te 7 godzin celnicy/strażnicy tylko chodzili raz w prawo, raz w lewo. Oczywiście kierowcy zaczęli się denerwować, było trąbienie ale nic to nie pomogło. I co w takiej sytuacji dzieje się po stronie ukraińskiej? Przyjeżdżają nowe samochody, "mafiozi" (jak ich ktoś określił) oferują podjazd pod terminal za opłatą i biznes się kręci. Dlaczego polska strona przez te 7 godzin nie wpuściła żadnego samochodu? Nie wiem. W drugą stronę problem jest inny, mianowicie jakieś dziwne opłaty środowiskowe które są wymuszane na kierowcach a nie są obowiązkowe, ale kto jedzie pierwszy raz to skąd ma to wiedzieć? Złą "pracę" wykonują też przemytnicy (głownie polscy, bo po wprowadzeniu wiz tych ukraińskich jest mniej), przez nich tworzą się kolejki i biznes "przymykania oczu" po obu stronach granicy.
Zaloguj się, aby oddać głos
0