Celowość niszczenia rodzimego rynku pracy             Z pewnością nikt z najwyższego stanowiska w państwie nie chciałby, by przeszkadzał jemu w tym silny związek zawodowy. Najskuteczniejszym sposobem wyeliminowania opozycji w postaci związków było (co znamy z teatrum areny polskiej) rozproszenie dużych skupisk mas pracujących przez zlikwidowanie im zaplecza zarobkowania, zaś prywatnie zatrudniający przedsiębiorca nie musi godzić się na działalność jakiejkolwiek opozycji w swym biznesie. Wałęsa, na którego legendzie odbudował się Niezależny Samorządny Związek Zawodowy "Solidarność", zaprzestał pełnić rolę przywódczą w Nim, jako że został wybrany w kontraktowych wyborach na głowę państwa i nie było mu w smak to, że Solidarność będzie bruździć mu przy korycie. Wobec krótkowzroczności usłuchał doradców i za namową większości komunistycznego parlamentu rozpoczął dziką prywatyzację, przy czym obiecywał każdemu polakowi intratne zyski z majątku narodowego, sprzedając nam makulaturę w postaci bonów udziałowych. Komuchy w tej akcji zacierali ręce, bo to oni zaczęli skupywać za marne grosze własność całego narodu, tworzyli spółki akcyjne, ustalając w nich płace zgoła wyższe niż w sektorze upaństwowionym, czym zatykali usta i oczy chciwym zarabiania i chwiejnym pozostałościom z dziewięciomilionowego związku Solidarności lat 80tych.             Można z powodzeniem odszukać w archiwach tekst Marina Jórczyka w 1 numerze Tygodnika  NSZZ "Solidarność" Pomorza Zachodniego z dnia 2 października 1989roku,  pisze on o wywiadzie udzielonym przez Wałęsę „Tygodnikowi Gdańskiemu” w dniu 29 lipca 1989roku, w którym czytamy; Lech Wałęsa (……) stwierdził między innymi, że nie ma obecnie potrzeby, by Solidarność była silnym i dużym liczebnie związkiem zawodowym.  Po dokonaniu reform gospodarczych i politycznych, uczynimy Ją silną, jak tylko zechcemy”.             I tutaj widzimy tą celowość niszczenia zaplecza finansowego dla robotnika przez noblistę. Jerzy Urban w stanie wojennym bezczelnie stwierdził, że rząd sam się wyżywi. Po kontraktowych wyborach zapełniły się sklepy pożądanymi przez pospólstwo towarami, a nawet luksusowymi. Z areny polskiej poznikały Peweksy, a lukę po nich zaczęły wypełniać jeszcze wspanialsze i przeolbrzymie markety, pod których zabudowę powierzchnią kupczyli podstawieni ludzie z aparatu władzy. Polska stała się Ameryką pod tym względem, jedynie zabrakło siły zarabianego pieniądza. Otworem zaś stanęły do tych pór upragnione kraje zachodu. Każdy mógł wyjechać podcierać tyłki za o wiele wyższe wynagrodzenie niż ciężką, ale mniej płatną pracę w kraju. I wszystko sprzyjało temu, by w białych rękawiczkach, Polskę uprzemysłowioną, przemienić na Polskę zbytu produktów dla krajów unijnych, jak i miejsce utylizacji odzieży z ich grzbietów. Już zaprzestało to kogokolwiek razić, iż w miastach na eksponowanych ulicach centralnych powstały niezliczone galerie sklepów z tanią odzieżą. Nie było i nie ma takiej siły, która by przeciwstawiła się rozszabrowywaniu kraju, skoro przed narodem rysowało się tak wiele możliwości poza jego granicami. Internet stał się najsilniejszym i najskuteczniejszym narzędziem porozumiewania i informacji, lecz kontakt za pomocą  Internetu nie był i nie jest możliwy z tymi których problem dotyczy najbardziej. Ci starej daty nie potrafią być mobilnymi w nowoczesnych środkach przekazu, a młodzi - ich to niezbyt obchodzi. Pozostali w kraju na przymusowej banicji z powodu niedołęstwa, nieudolności, chorób i starości, musieli jakoś egzystować, toteż powstało mnóstwo Urzędów Pracy oferujących nie pracę, lecz bzdurne kursy i zasiłki dla armii bezrobotnych. Także w sukurs poszli magistrowie z dziekanami stwarzając nowe, nie gwarantujące zatrudnienia kierunki studiów przydatne w życiu, niczym przysłowiowa buda  dla psa. Ale, ale, za wszystko naliczany jest podatek, za tym, z pewnością "rząd sam się wyżywi".                 PiS walczył o władzę od wyborów do wyborów i wreszcie nareszcie dopchał się na szczyt drabiny rządowej i to jedynie dlatego, że wyborcy już mieli dość doświadczenie z PO, Lewicą i innymi partiami skompromitowanymi obietnicami przedwyborczymi , działalnością i skorumpowaniem. PiS także wiele naobiecywał w kampanii przedwyborczej i nie upłynęło zbyt wiele wody, by odkryto blef. Można przecież obiecywać wcześniejsze przejście na państwowy garnuszek i nie dopowiedzieć, że będzie on do połowy pełny, bo z czego dzielić gdy tak mało aktywnych podatników wrzuca do wspólnego gara. Ale można mieć taki plan by ten gar napełnić, by wszyscy byli syci i zadowoleni, jednak takiego widać nie było, ale nie można wieszak psów na PiS, wszak Oni są dopiero na samym starcie swego urzędowania.                 Kiedy polikwidowano państwowe miejsca pracy, jedynym zarobkiem stało się kupczenie byle czym, cała Polska przedzierzgnęła się z rzemiechy w handlarza, jednak coraz "cięższym staje się handelek niż szpadelek". Zatem nie jest to możliwe by zapełniać budżet państwa na dłuższą metę podatkami płynącymi bardzo cienko z rozwoju resortu prywatnej działalności handlowej, która właśnie jest obalana niższymi cenami przez wielkie megasamy. Naród karmiony jest propagandą malejącego bezrobocia, ale żaden GUS nie jest w stanie podać liczby bezdomnych i tych co mieszkają w blokowiskach, a żyją z tego co wygrzebią w śmietniku, jak i tych co jakoś kombinują by wiązać koniec z końcem - nie wspominając tych, którzy pracując poza granicami kraju nadal pozostają obywatelami Polski i gdyby oni wszyscy powrócili z obczyzny na ojczyzny łono, jaki rząd zapewni tej paru milionowej armii miejsca pracy. Rządy ekipy PiS można przyrównać do nagiego w pokrzywach wybierającego się z motyką na księżyc, ale gdyby ustalić odpowiedni podatek od nieruchomości dla hipermarketów, ci z pewnością, by wyjść na swoje windowaliby ceny sprzedawanych towarów. Przy takim obrocie sprawy samoistnie narodziłaby się zdrowa konkurencja, rodzimy produkt nabrałby ponownej wartości, a Polak doświadczony w handlu ponownie wskrzeszałby drobną wytwórczość i handel w małych osiedlowych sklepikach. Z pewnością nikomu nie przeszkadzałyby markety, gdyby każdy mógł jak za komunizmu zapracować na swoje utrzymanie, lecz godniejsze niż za niego, więc Rząd PiS powinien świadomie dążyć do odbudowania przemysłu państwowego, który zapewniłby rozwój Kraju i wzmocnił więzi pieleszy domowych.                 Tak na marginesowe, polityką już dawno zaprzestałem się zajmować, lecz potrafię trzeźwo postrzegać. Lewica i PO, nie jedną kadencję pełniły swe rządy, jednak nikt nie zarzucał im na starcie złych decyzji, a było ich wiele. Niezadowolenie z rządów PiS znajdującego się w powijakach, nasuwa wiele do myślenie. Odrzucona przez wyborców silna grupa rządząca PO, Lewicy, PSL przechodzi nadąsana w stan zorganizowanej opozycji, korzystającej z mediów i wolności słowa, zatem ich kroki działania skierowane są w kierunku zdyskwalifikowania ekipy raczkującej w rządzeniu partii PiS. Wnioski z konfliktu podkreślonego ulicznymi demonstracje jedynie mogą wyciągnąć myślący trzeźwo.                                                                                                                                                                                                                        11 grudnia 2015                                                                                                                                              Jacek Dyć
Zaloguj się, aby oddać głos
0