Przeglądarka, z której korzystasz jest przestarzała.

Starsze przeglądarki internetowe takie jak Internet Explorer 6, 7 i 8 posiadają udokumentowane luki bezpieczeństwa, ograniczoną funkcjonalność oraz nie są zgodne z najnowszymi standardami.

Prosimy o zainstalowanie nowszej przeglądarki, która pozwoli Ci skorzystać z pełni możliwości oferowanych przez nasz portal, jak również znacznie ułatwi Ci przeglądanie internetu w przyszłości :)

Pobierz nowszą przeglądarkę:

Użytkownik
Sie pytam sie jak można było przebudować w taki sposób skrzyżowanie na zdjęciu? Czy to ma zmniejszyć liczbę wypadków? Czy ktoś kto to projektował myślał o bezpieczeństwie? Wiem, że pas zjazdowy nie może być rzekomo na przystanku ale czy na pewno nie można było znaleźć innego rozwiązania?? 
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Kunickiego dzieki przebudowie, awansowała na trzecie miejsce.  Platforma Obywatelska ma sie czym pochwalić.
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Kunickiego przebudował Pruszkowski! A to chyba PiS!
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Najwięcej kolizji spowodowali kierowcy nieprawidłowo skręcający z .......... Krochmalnej w Diamentową (41),Jeśli chodzi o liczbę wypadków na skrzyżowaniach to najwięcej (5) spowodowali kierowcy wyjeżdżający z ul. Krochmalnej w Diamentową.      Za wszystkie wypadki i kolizje w tym miejscu odpowiedzialność ponoszą lubelscy urzędnicy od ruchu. To miejsce wygląda jak rondo, nazywa się rondem, ale rondem nie jest. Jest to pułapka na kierowców. Przy istniejącym tam ruchu w Krochmalną od strony Czubów nie da się skręcić nie wymuszając pierwszeństwa.   
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Zapomnieliście o jednym śmiertelnym wypadku na Zana. Potrącona studentka na przejściu dla pieszych.
Zaloguj się, aby oddać głos
0
A gdzie sławne rondo Diamentowa - Wrotkowska . A tak na marginesie jakie są wnioski i co należy zrobić aby te miejsca były bardziej bezpieczne? 
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Zapomnieliście o jednym śmiertelnym wypadku na Zana. Potrącona studentka na przejściu dla pieszych.
To zdarzenie już z tego roku niestety.
Zaloguj się, aby oddać głos
0
A gdzie sławne rondo Diamentowa - Wrotkowska . A tak na marginesie jakie są wnioski i co należy zrobić aby te miejsca były bardziej bezpieczne? 
Tam niema ronda!
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Narutowicza/Nadbystrzycka, Zana,skrzyżowanie Wrotkowska-Diamentowa... można wymieniać w nieskończoność, ale to nie ulice są winne wypadkom - to są tylko statystyki które posłużą Policji do "przeciwdziałania zagrożeniom" Jestem z mniejszej miejscowości niż Lublin (38 tys. mieszkańców) ale często jeżdżę po Lublinie i pierdolec mnie bierze jak muszę jechać przez centrum - kierowcy z miejscowości gdzie mają dwie drogi na krzyż ładują się do dużego miasta wogule nie mając pojęcia o tym jak się zachować. Jestem zawodowym kierowcą, jeżdżę po krajach UE i mam wpojone przestrzeganie przepisów i kulturę jazdy. Nie mówię że tam czasami nie zdarzy mi się przekroczyć prędkości ale to są sporadyczne przypadki i nie ma kierowcy na świecie który by z ręką na sercu przysiągł że "NIGDY NIE ZŁAMAŁEM ANI JEDNEGO PRZEPISU PRAWA O RUCHU DROGOWYM" - "kto z was jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamieniem" Najczęstsze grzechy: wjazd na skrzyżowanie bez możliwości jego opuszczenia (ostatnio skrzyżowanie Lipowa-Narutowicza-Piłsudzkiego: stoi samochód na rejestracjach LPA na środku skrzyżowania i z dołu ul. Piłsudzkiego  jedzie karetka. Karetka musi stać i czekać na zmianę świateł aż tamten DEBIL łaskawie opuści skrzyżowanie, nie mówiąc już o tym że sparaliżował ruch) W Lublinie kierowców dzielimy w zasadzie na 3 grupy: miejscowych, przyjezdnych i tych umiejących jeździć (ta ostatnia grupa jest najmniej liczna). Miejscowi uważają, że to ich miasto i są tam panami i władcami dróg. Tu zdarzają się m.in. przejazdy na czerwonym lub późnym żółtym, wciskanie się z prawego pasa na lewy (i odwrotnie) powodują gwałtowne hamowanie samochodu przed który się wciskają i w konsekwencji korek i co najważniejsze - brak kultury jazdy. Kultura powinna być oceniana w trakcie egzaminu państwowego na prawo jazdy czy kierujący umie się zachować wobec innego uczestnika ruchu. Drugą grupą są kierowcy przyjezdni. Głównym grzechem każdego kierowcy jest strach - "JAK SIĘ BOISZ JECHAĆ TO NIE JEDŹ" - ta zasada powinna przyświecać KAŻDEMU posiadającemu prawo jazdy. Tacy przyjezdni, bywający w Lublinie raz na miesiąc czasem rzadziej, nie mają pojęcia o jeździe w dużym mieście. Głównymi grzechami przyjezdnych są: tamowanie ruchu, zbyt późne ruszanie ze świateł, nieumiejętność zachowania się na skrzyżowaniach i rondach oraz wg. mnie najgorszy grzech - przykład: jedzie sobie samochód przede mną, widzę że kieruje dziadek, tablice LHR, jedzie wolno, sznurek aut za mną a ten "artysta" nagle hamuje i jedzie dalej (nie ma w okolicy parkingów ani skrzyżowania) i znowu hamuje i teraz już zatrzymał się zupełnie, krzyk klaksonów z tyłu i rusza, wreszcie dojeżdżamy do świateł i nasz pan dziadzio staje w poprzek ulicy bo w ostatniej chwili przypomniał sobie że "może jednak bym skręcił w lewo". Po prostu jak wyjeżdżam z Lublina to nie muszę kawy pić bo mam ciśnienie z nerwów podniesione do 200. No i nareszcie trzecia, bardzo nieliczna grupa i tu was zaskoczę - głównie to są młodzi ludzie, świeżo po zdaniu prawa jazdy co przestrzeganie zasad ma dla nich znaczenie. Wystarczy być pewnym siebie, spojrzeć na samochód jadący prze de mną, oczywiście nie sugerować się w 100% jego zachowaniem ale można zobaczyć np. jak on pokonuje trudne skrzyżowanie - zrobię podobnie, a może się uda. W końcu jak zdaliśmy prawko to szkoła jazdy powinna nas nauczyć techniki kierowania. Wiem że nie każdy instruktor przykłada do tego wagę, ale np. w mojej szkole nauczyli mnie perfekcyjnie i wpoili że zasady nie są po to żeby je łamać. Tu apel do Policji - zamiast łapać kierowców na prędkość zajmijcie się kontrolowaniem ruchu w mieście. Połowa kierowców powinna stracić prawo jazdy na styl jazdy - m.in. nie używanie kierunkowskazów, tamowanie ruchu, wymuszanie pierwszeństwa a później jazda w stylu "dziadek - niedzielny kierowca", czy rozmowa przez telefon w trakcie stania na światłach - wpada zielone a pajac zajęty i dopiero jak usłyszy tysiąc klaksonów to łaskawie rusza a drugi samochód już stoi bo wpada czerwone. Nie wspominam tu nawet o poważnych wykroczeniach jak przejazd na czerwonym świetle czy nie zatrzymanie się na znaku STOP bo te zachowania są w Lublinie normą. Porównując polskich kierowców z niemieckimi, nasi wypadają FATALNIE.
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Narutowicza/Nadbystrzycka, Zana,skrzyżowanie Wrotkowska-Diamentowa... można wymieniać w nieskończoność, ale to nie ulice są winne wypadkom - to są tylko statystyki które posłużą Policji do "przeciwdziałania zagrożeniom" Jestem z mniejszej miejscowości niż Lublin (38 tys. mieszkańców) ale często jeżdżę po Lublinie i pier***ec mnie bierze jak muszę jechać przez centrum - kierowcy z miejscowości gdzie mają dwie drogi na krzyż ładują się do dużego miasta wogule nie mając pojęcia o tym jak się zachować. Jestem zawodowym kierowcą, jeżdżę po krajach UE i mam wpojone przestrzeganie przepisów i kulturę jazdy. Nie mówię że tam czasami nie zdarzy mi się przekroczyć prędkości ale to są sporadyczne przypadki i nie ma kierowcy na świecie który by z ręką na sercu przysiągł że "NIGDY NIE ZŁAMAŁEM ANI JEDNEGO PRZEPISU PRAWA O RUCHU DROGOWYM" - "kto z was jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamieniem" Najczęstsze grzechy: wjazd na skrzyżowanie bez możliwości jego opuszczenia (ostatnio skrzyżowanie Lipowa-Narutowicza-Piłsudzkiego: stoi samochód na rejestracjach LPA na środku skrzyżowania i z dołu ul. Piłsudzkiego  jedzie karetka. Karetka musi stać i czekać na zmianę świateł aż tamten DEBIL łaskawie opuści skrzyżowanie, nie mówiąc już o tym że sparaliżował ruch) W Lublinie kierowców dzielimy w zasadzie na 3 grupy: miejscowych, przyjezdnych i tych umiejących jeździć (ta ostatnia grupa jest najmniej liczna). Miejscowi uważają, że to ich miasto i są tam panami i władcami dróg. Tu zdarzają się m.in. przejazdy na czerwonym lub późnym żółtym, wciskanie się z prawego pasa na lewy (i odwrotnie) powodują gwałtowne hamowanie samochodu przed który się wciskają i w konsekwencji korek i co najważniejsze - brak kultury jazdy. Kultura powinna być oceniana w trakcie egzaminu państwowego na prawo jazdy czy kierujący umie się zachować wobec innego uczestnika ruchu. Drugą grupą są kierowcy przyjezdni. Głównym grzechem każdego kierowcy jest strach - "JAK SIĘ BOISZ JECHAĆ TO NIE JEDŹ" - ta zasada powinna przyświecać KAŻDEMU posiadającemu prawo jazdy. Tacy przyjezdni, bywający w Lublinie raz na miesiąc czasem rzadziej, nie mają pojęcia o jeździe w dużym mieście. Głównymi grzechami przyjezdnych są: tamowanie ruchu, zbyt późne ruszanie ze świateł, nieumiejętność zachowania się na skrzyżowaniach i rondach oraz wg. mnie najgorszy grzech - przykład: jedzie sobie samochód przede mną, widzę że kieruje dziadek, tablice LHR, jedzie wolno, sznurek aut za mną a ten "artysta" nagle hamuje i jedzie dalej (nie ma w okolicy parkingów ani skrzyżowania) i znowu hamuje i teraz już zatrzymał się zupełnie, krzyk klaksonów z tyłu i rusza, wreszcie dojeżdżamy do świateł i nasz pan dziadzio staje w poprzek ulicy bo w ostatniej chwili przypomniał sobie że "może jednak bym skręcił w lewo". Po prostu jak wyjeżdżam z Lublina to nie muszę kawy pić bo mam ciśnienie z nerwów podniesione do 200. No i nareszcie trzecia, bardzo nieliczna grupa i tu was zaskoczę - głównie to są młodzi ludzie, świeżo po zdaniu prawa jazdy co przestrzeganie zasad ma dla nich znaczenie. Wystarczy być pewnym siebie, spojrzeć na samochód jadący prze de mną, oczywiście nie sugerować się w 100% jego zachowaniem ale można zobaczyć np. jak on pokonuje trudne skrzyżowanie - zrobię podobnie, a może się uda. W końcu jak zdaliśmy prawko to szkoła jazdy powinna nas nauczyć techniki kierowania. Wiem że nie każdy instruktor przykłada do tego wagę, ale np. w mojej szkole nauczyli mnie perfekcyjnie i wpoili że zasady nie są po to żeby je łamać. Tu apel do Policji - zamiast łapać kierowców na prędkość zajmijcie się kontrolowaniem ruchu w mieście. Połowa kierowców powinna stracić prawo jazdy na styl jazdy - m.in. nie używanie kierunkowskazów, tamowanie ruchu, wymuszanie pierwszeństwa a później jazda w stylu "dziadek - niedzielny kierowca", czy rozmowa przez telefon w trakcie stania na światłach - wpada zielone a pajac zajęty i dopiero jak usłyszy tysiąc klaksonów to łaskawie rusza a drugi samochód już stoi bo wpada czerwone. Nie wspominam tu nawet o poważnych wykroczeniach jak przejazd na czerwonym świetle czy nie zatrzymanie się na znaku STOP bo te zachowania są w Lublinie normą. Porównując polskich kierowców z niemieckimi, nasi wypadają FATALNIE.
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Narutowicza/Nadbystrzycka, Zana,skrzyżowanie Wrotkowska-Diamentowa... można wymieniać w nieskończoność, ale to nie ulice są winne wypadkom - to są tylko statystyki które posłużą Policji do "przeciwdziałania zagrożeniom" Jestem z mniejszej miejscowości niż Lublin (38 tys. mieszkańców) ale często jeżdżę po Lublinie i pier***ec mnie bierze jak muszę jechać przez centrum - kierowcy z miejscowości gdzie mają dwie drogi na krzyż ładują się do dużego miasta wogule nie mając pojęcia o tym jak się zachować. Jestem zawodowym kierowcą, jeżdżę po krajach UE i mam wpojone przestrzeganie przepisów i kulturę jazdy. Nie mówię że tam czasami nie zdarzy mi się przekroczyć prędkości ale to są sporadyczne przypadki i nie ma kierowcy na świecie który by z ręką na sercu przysiągł że "NIGDY NIE ZŁAMAŁEM ANI JEDNEGO PRZEPISU PRAWA O RUCHU DROGOWYM" - "kto z was jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamieniem" Najczęstsze grzechy: wjazd na skrzyżowanie bez możliwości jego opuszczenia (ostatnio skrzyżowanie Lipowa-Narutowicza-Piłsudzkiego: stoi samochód na rejestracjach LPA na środku skrzyżowania i z dołu ul. Piłsudzkiego  jedzie karetka. Karetka musi stać i czekać na zmianę świateł aż tamten DEBIL łaskawie opuści skrzyżowanie, nie mówiąc już o tym że sparaliżował ruch) W Lublinie kierowców dzielimy w zasadzie na 3 grupy: miejscowych, przyjezdnych i tych umiejących jeździć (ta ostatnia grupa jest najmniej liczna). Miejscowi uważają, że to ich miasto i są tam panami i władcami dróg. Tu zdarzają się m.in. przejazdy na czerwonym lub późnym żółtym, wciskanie się z prawego pasa na lewy (i odwrotnie) powodują gwałtowne hamowanie samochodu przed który się wciskają i w konsekwencji korek i co najważniejsze - brak kultury jazdy. Kultura powinna być oceniana w trakcie egzaminu państwowego na prawo jazdy czy kierujący umie się zachować wobec innego uczestnika ruchu. Drugą grupą są kierowcy przyjezdni. Głównym grzechem każdego kierowcy jest strach - "JAK SIĘ BOISZ JECHAĆ TO NIE JEDŹ" - ta zasada powinna przyświecać KAŻDEMU posiadającemu prawo jazdy. Tacy przyjezdni, bywający w Lublinie raz na miesiąc czasem rzadziej, nie mają pojęcia o jeździe w dużym mieście. Głównymi grzechami przyjezdnych są: tamowanie ruchu, zbyt późne ruszanie ze świateł, nieumiejętność zachowania się na skrzyżowaniach i rondach oraz wg. mnie najgorszy grzech - przykład: jedzie sobie samochód przede mną, widzę że kieruje dziadek, tablice LHR, jedzie wolno, sznurek aut za mną a ten "artysta" nagle hamuje i jedzie dalej (nie ma w okolicy parkingów ani skrzyżowania) i znowu hamuje i teraz już zatrzymał się zupełnie, krzyk klaksonów z tyłu i rusza, wreszcie dojeżdżamy do świateł i nasz pan dziadzio staje w poprzek ulicy bo w ostatniej chwili przypomniał sobie że "może jednak bym skręcił w lewo". Po prostu jak wyjeżdżam z Lublina to nie muszę kawy pić bo mam ciśnienie z nerwów podniesione do 200. No i nareszcie trzecia, bardzo nieliczna grupa i tu was zaskoczę - głównie to są młodzi ludzie, świeżo po zdaniu prawa jazdy co przestrzeganie zasad ma dla nich znaczenie. Wystarczy być pewnym siebie, spojrzeć na samochód jadący prze de mną, oczywiście nie sugerować się w 100% jego zachowaniem ale można zobaczyć np. jak on pokonuje trudne skrzyżowanie - zrobię podobnie, a może się uda. W końcu jak zdaliśmy prawko to szkoła jazdy powinna nas nauczyć techniki kierowania. Wiem że nie każdy instruktor przykłada do tego wagę, ale np. w mojej szkole nauczyli mnie perfekcyjnie i wpoili że zasady nie są po to żeby je łamać. Tu apel do Policji - zamiast łapać kierowców na prędkość zajmijcie się kontrolowaniem ruchu w mieście. Połowa kierowców powinna stracić prawo jazdy na styl jazdy - m.in. nie używanie kierunkowskazów, tamowanie ruchu, wymuszanie pierwszeństwa a później jazda w stylu "dziadek - niedzielny kierowca", czy rozmowa przez telefon w trakcie stania na światłach - wpada zielone a pajac zajęty i dopiero jak usłyszy tysiąc klaksonów to łaskawie rusza a drugi samochód już stoi bo wpada czerwone. Nie wspominam tu nawet o poważnych wykroczeniach jak przejazd na czerwonym świetle czy nie zatrzymanie się na znaku STOP bo te zachowania są w Lublinie normą. Porównując polskich kierowców z niemieckimi, nasi wypadają FATALNIE.
Zaloguj się, aby oddać głos
0

Dodaj odpowiedź:


Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz: