joga. dlaczego nie? marcin jakimowicz | gn 12/2017 – to nie jest gimnastyka. to nie jest tak, że jest jogging, fitness i joga. klub sportowy „sokół” może organizować zajęcia relaksacyjne, ale nie jogę! – nie ma wątpliwości maciej sikorski, który w tych praktykach zanurzony był przez kilkanaście lat. i doprowadziły go one do skrajnych wyborów. plan dnia: jogging, msza, joga. coś zgrzyta w tej układance? – pytam maćka sikorskiego, człowieka zajmującego się teatrem, ojca siedmiorga dzieci (jedno w niebie), który wydał właśnie autobiograficzną książkę „byłem w piekle. nie polecam”. posłuchajcie jego opowieści. – oczywiście, że zgrzyta. joga kompletnie do niej nie pasuje. nie da się ułożyć z tych puzzli żadnego obrazka. gdybyś hinduskiemu joginowi powiedział, że nad wisłą joga jest techniką relaksacyjną czy rodzajem ćwiczeń gimnastycznych, to facet umarłby ze śmiechu. gdyby ten człowiek usłyszał: „chodzę na jogę, bo chcę się zrelaksować albo mam krzywy kręgosłup”, złapałby się za głowę. jasne, to również ćwiczenia, ale nie ma takiej możliwości, by stosując praktykę duchową, która pracuje z czakramami (ośrodkami energetycznymi w ciele człowieka), jakimś cudem ominąć tę rzeczywistość. bo to by oznaczało, że te ćwiczenia wykonujemy źle, nieprawidłowo. ale jeśli wykonujemy je dobrze, to one muszą w pewnym momencie zacząć pracować na poziomie duchowym, z którego jan kowalski przychodzący na zajęcia jogi nie zdaje sobie początkowo sprawy. dlaczego muszą zacząć pracować w tych rejonach? bo po to są. po to jest joga. popkulturowa papka nie mogę bawić się w śledczego i sprawdzać, czym są „kursy jogi” organizowane w klubie seniora w trzebini czy w przedszkolu w bytomiu. czy to już wejście w duchowość, czy zwykłe ćwiczenia rozluźniające. nie jestem w stanie sprawdzić każdego z tych kursów, dlatego opowiadam o tym, czym jest prawdziwa joga, i nie odpowiadam za to, że tym słowem opakowujemy dziś niemal wszystko. nie ma jogi gimnastycznej. nie ma i koniec. joga jest u swych podstaw całkowicie sprzeczna z chrześcijaństwem. popkultura łyka bezkrytycznie pewne elementy wschodniej duchowości, ale czy fakt, że karty tarota znajdziesz w kolorowym piśmie dla pań, świadczy o tym, że są one czym innym niż praktyka, w której siedziałem intensywnie przez wiele lat? nie! zmienia się jedynie opakowanie. to, że jogę nazwiesz „gimnastyką”, nie oznacza, że ona stanie się gimnastyką. bóg stwarzający świat, nazywał te rzeczywistości. dziś boimy się nazywania zła złem, bo a nuż ktoś, nie daj boże, nie zaliczy nas do „kościoła otwartego” i przypnie łatkę oszołoma? zobaczmy, co oznacza samo słowo „joga”. zjednoczenie. jej opisaną w upaniszadach istotą jest zniknięcie, rozpuszczenie się, zespolenie się ze wszechświatem, unicestwienie, zjednoczenie z brahmanem (bezosobowym aspektem absolutu, który przenika się z naturą, kosmosem) w procesie, który nazywa się samadhi. tu nie ma mowy o żadnej relacji, bo „po drugiej stronie” nie ma żywej osoby. nie ma boga. jest bezosobowy brahman. patanjali – jogin i filozof – wyodrębnił osiem kroków jogi. pozycje ciała (asany) i praktyki oddechowe (pranayama) to dopiero trzeci i czwarty punkt! nie zaczyna się od tego! ważniejsza jest jama (samokontrola) i nijama (praktyki duchowe), a dopiero potem jest to, co jest tak popularne nad wisłą: praktyka oddychania czy ćwiczenia fizyczne. ostatecznym krokiem jest samadhi, czyli rozpłynięcie się, unicestwienie osoby ludzkiej. i tu powinno zapalić się w nas czerwone światełko. to już powinno wystarczyć chrześcijaninowi, bo jest absolutnie sprzeczne z tym, w co wierzy. cd tekstu na stronie gościa niedzielnego ***gosc.pl/doc/3763758.joga-dlaczego-nie
Zaloguj się, aby oddać głos
0