Pewien kadrowicz juniorów młodszych rzekł do mnie: OJCIEC ZAGRAMY SAM NA SAM. Na trubunach Budowlanych Lublin same wspaniałości: prezesi, trenerzy piłkarscy, trenerzy rugby. Rozstawiliśmy cztery piłeczki, które utworzyły bramki. W niespełna 30 minut sypnąłem młodemu 6:0. Po dwóch tygodniach zdobyłem licencję piłkarza klubu Budowlani Lublin. Niestety nie miałem zdrowia. Raz na Wembley przyjechał Waldi i pozwolił, abym jedną połowkę zagrał w barwach Oriona Niedrzwica. znalazłem się na 16-ce. Jak przypie...liłem, to bramkarz mojego klubu wpadł z piłką do bramki. To były piękne chwile, no - nie takie, kiedy Arie Haan sieknął Seppowi Maierowi na Mistrzostwach Świata 1974 z odległości ponad 75 metrów, niemal w samo okienko. Po drodze zdobyłem licencję szachisty, a wcześnie licencję judoki. I jeszcze jedno. Na koloniach w Łążku Ordynackim był Jerzy Popek, późniejszy trener Lublinianki. Graliśmy obok szkoły, w dniu odwiedzin. Odebrałem Jureczkowi piłkę tuż sprzed swojej bramki. Przeszedłem wszystkich, co najmnie siedmiu i sieknąłem piekną bramkę. Zbuloczony Jerzy oznajmił, że gola nie ma. Ja do niego, co nie ma, jest i ma być, bo piłka przeszła bramkarzowi pomiędzy rękami. Musiał uznać gola - przecież swiadkami byłi rodzice, krewni kolonistów i ich znajomi. Wtedy na koloni była siostra Bogusia Prola, Bliźniacy i ich kumple brunet. LWG
Zaloguj się, aby oddać głos
0