Przeglądarka, z której korzystasz jest przestarzała.

Starsze przeglądarki internetowe takie jak Internet Explorer 6, 7 i 8 posiadają udokumentowane luki bezpieczeństwa, ograniczoną funkcjonalność oraz nie są zgodne z najnowszymi standardami.

Prosimy o zainstalowanie nowszej przeglądarki, która pozwoli Ci skorzystać z pełni możliwości oferowanych przez nasz portal, jak również znacznie ułatwi Ci przeglądanie internetu w przyszłości :)

Pobierz nowszą przeglądarkę:

Użytkownik

Trochę prawdziwej historii nie zawadzi.

Utworzony przez jacek dyć, 20 maja 2014 o 13:38
Trochę prawdziwej historii nie zawadzi.   Wchodzę na niewygodny grunt dla niektórych i śliski dla mnie, lecz napiszę kilka słów prawdy, o której jedni wiedzą, inni wola o niej nie mówić. Okres sprzed drugiej wojny, to okres posiadaczy i wyzyskiwanych. Byli wielcy obszarnicy i fabrykanci, i by uprawiać te grunta, czy odnosić sukcesy w produkcji fabryk, potrzebna była bezwolna, głupia siła robocza. Na ziemiach całej Europy chłopa traktowano, jak podgatunek człowieka. Wśród tych wykorzystywanych głodujących mas panowało zacofanie i ciemnota utrzymywana skrzętnie przez możnowładców. Jednak spośród pańszczyźnianych niektórzy mieli pozwolenie od pana na wyemigrowanie do miasta. Fabryki to w przeważającej większości własność szlachecka, zatem chłop wpadał z przysłowiowego deszczu pod rynnę, ale pod nią, w stadzie mógł dzielić się z innymi mu podobnymi swą ciężką dolą. I tak w tych skondensowanych ludzkich masach wzrastała świadomość niezasłużonego wyzysku. Tak zaczął naradzać się socjal. Kiedy rozpętała się zawierucha pierwszej światowej wojny, na czele żołdactwa stali uprzywilejowani z rangi urodzenia. Tę wojnę możnaby śmiało nazwać wojenką ekonomiczną Europy. Biedota proletariacka nie znajdując polepszenia swojego bytu w sektorach uprzemysłowionych, chętnie wdziewała mundury armii z nadzieją wywalczenia dla siebie lepszego jutra. Wykrwawiali się dla tych, którzy miedzy bojami urządzali sobie wspólne z przywódcami wrogich armii pikniki na terenach pomiędzy zwaśnionymi stronami. Wojenka się skończyła, kto się na niej wybił, to wybił, reszta mas powróciła do codzienności kieratu. W okresie międzywojennym, na ziemiach niemieckich wyłonił się narodowy socjalista. Odsiadywał swoje w więzieniach, ale wskazywał narodowi, w czym tkwi przyczyna jego niedostatku. Z biedy rodzi się determinacja. W owych czasach, Żydzi z zawsze otwartym umysłem na geszeft, byli tą dużą społecznością, której się powodziło z racji swej mentalności, zatem pan Hitler ukierunkował nienawiść pod ich adresem. W Rosji po październikowej rewolcie, biedota tworząca zalążki wielkiej armii czerwonej, już nie dała sobie odebrać zdobyczy rewolucji i do pługa pańskiego już nie pozwoliła się zepchnąć, przez Kraj Rad przewalały się walki z anarchią. Ucisk i prześladowania tych, którzy wieścili głośno przyczynę biedy chłopa pańszczyźnianego i proletariusza, zmusiły do ucieczki z Polski w szeregi komunistycznej armii ZSRR. Jej założeniem ideologicznym było obalenie władzy wyzyskiwaczy kapitalistycznych i magnaterii ziemskiej całej Europy i rozdanie ziemi, ziemi dla wszystkich. Powstających dwu olbrzymich sił zbrojnych o podłożu ideologiczno narodowym cel był zgoła ten sam, chociaż ich przywódcze trzony kierownictw stanowiły odmienny stan klasowego pochodzenia. Tworzącej się armii niemieckiej przewodziła elita klasy panów baronów, hrabiów, gdy beretka armii czerwonej, to przywódcy z plebsu. Generalskie szlify otrzymywali, byli fornale nacechowani wysoką świadomością klasowej niesprawiedliwości dziejowej. Większość oficerów wyższego stopnia przyszłej amii Wojska Polskiego, to ci, co narodzili się z polaków w niedoli rosyjskiej i byli uchodźcy proletariaccy. Po obydwu stronach tych biegunów zaszczepiano i skrzętnie pielęgnowano nienawiść. W obozie komunistycznym do panów i kapitalistów, w faszyzmie do narodów reszty świata i komunizmu. Wreszcie starły się te dwa i to nie tak skrajne bieguny, ze swym fanatyzmem w prowadzeniu walki dyktowanym nienawiścią U tych pierwszych doszła do głosu zemsta za pogwałcony sojusz i wyrafinowane ludobójstwo przez ich, co nie bądź niedoszłego sprzymierzeńca do dzielenia Polskiej skóry. Na okupowanych terenach Polski tworzyły się grupy partyzanckie. U schyłku wojny zaczął prześwitywać nowy ład ustrojowy państwa polskiego. Zaprowadzenie komunizmu w Rosji było prostym zjawiskiem, jako że rosyjskiej burżuazji zepchniętej podczas ojczyźnianej wojny, nie dano się odrodzić. Polscy posiadacze ziemscy dopiero pod koniec działań wojennych zaczęli zauważać zagrożenie swojego interesu w przyszłej Polsce. W toczących się rozmowach trójcy sprzymierzonych sojuszników (Stalina, Churchilla i Roosvelta), Polska nie była brana pod uwagę. Ona już miała niepisany status bycia republiką ZSRR, czy jej się to podobało czy nie.    Armia Krajowa reprezentująca dawny ład posiadaczy ziemskich, za wszelką cenę chciała powrotu Polski z przed wojny, w której jedni pracowali i nic nie posiadali, gdy drudzy nie pracowali, a posiadali. Emigracyjny rząd z Londynu wzywał naród Polski do niewstępowania w szeregi Armii Wojski Polskich, powstałych na ziemiach związku zdradzieckiego. Tu trzeba nadmienić, iż Anders tworząc Armię Polską wyprowadził ją do Iranu, podporządkowując się woli rządowi londyńskiemu na uchodźctwie.  Wojsko Przewodzone przez niego, zamiast wyzwalać Polskę, oddawało swe życie w walkach pod Tobrukiem, Narwikiem, Monte Casino. A Armia Krajowa? Wraz z wyzwalaniem ziem Polskich rozparcelowywano ziemie dawnych możnowładców, przydzielając ją tym, którzy jej nigdy nie mieli, chociaż byli zmuszeni zraszać ją krwawym potem dla panów. Wtedy to Armia Krajowa robiąc publiczne pokazówki, dla przestrogi dla innych, karała publicznie odbierając to, ci dostali ze słusznej racji, za to, że przyjęli to, co nie należało do nich. Mała dygresja; w Puchaczowie podczas wiejskiej zabawy, na salę weszli uzbrojeni ludzie Uskoka, kazali wszystkim położyć się na glebie, a wyczytanym dwudziestu paru osobom wstać, wszystkich zastrzelono pomiędzy pozostałym, bez wyprowadzania na zewnątrz. Trwały zacięte walki z okupantem, ale gdy Armia Wojska Polskiego weszła już na ziemie Polskie, AL, GL, Bch i inne ugrupowania partyzanckie, rozwiązując się, wstępowały w szeregi Ludowego Wojska Polskiego, lecz nie Armia Krajowa, ona nadal tkwiła w opozycji, wymierzając kary tym, którzy śmieli wstępując w szeregi LWP, tym zdradzać. Ale kogo? Prawdą jest, że zamysłem rządu na uchodźctwie była myśl: Niemiec jest tak silny, obydwie strony się wykrwawią, nam wystarczy dobić niepokonanego i przejąć panowanie nad Polską. W Warszawie doskonale wiedziano, że zbliżają się fronty polski i rosyjski, więc podjęto powstańczą nierówną walkę skazaną na niepowodzenie, aby pokazać, że wyzwolenie Warszawy to zasługa Armii Krajowej. Tyle lat po wojnie, ale jakoś z nikąd nie słychać, że AK brała udział w wyzwalaniu kraju. Proszę wskazać tych z AK, którzy zdobywali Berlin, są, ale ci, co już po 45 nadal toczyli partyzanckie boje o Polskę Sanacyjną. I nie jest to fałszem, że byli prześladowani, siedzieli w więzieniach, pracowali karnie w kopalniach i tylko za to, że chcieli przywrócić ład i porządek z przed wojny. Władza komunistyczna, która wyzwoliła Polskę, panowania oddawać nie zamierzała, no bo w imię niby czego, na zdrowy rozum miała to zrobić? Działania wojenne ustały, odbudowywano doszczętnie zrujnowaną Stolicę i wiele innych miast Polski, a AK walczyła nadal z tym, którzy przez ucisk panów i kapitalistów postanowili sami, też zostać panami. Utworzyło się państwo socjale i nie było na początku tak źle, póki tym, którzy zrodzili się z feudalnego chłopa, stojącym na czele państwa nie poprzewracało się w dupach. Powstała nowa klasa panów, głosząca idee socjalistyczne, dawała robolom ile uważała za stosowne, a więcej tym, którzy przystępowali do ich komunistycznej partii. I coraz mgliste i dalsze stawało się to wszystko od założeń walczących o komunizm. Powstawały zamiast folwarcznych majątków, PGRy i wielkich fabryk molochy, w których już nie pańszczyźniany, ale jak pańszczyźniany pracował niby na swoim i nie jego, robotnik. Ogłupionemu narodowi dawano zarobić, by starczało mu do następnych poborów, tak by szczęśliwy był, gdy z tego jeszcze zdoła coś odłożyć. Jednak czerwona burżuazja popełniła wielki zasadniczy błąd. Gdy feudałowie nie dopuszczali świadomie do krzewienia oświaty wśród wyrobników, ci nawet pod rygorem postanowili kształcić motłoch i pod przymusem karalności zaganiać do pracy. Zatem robol pozostawał w kontakcie z robolem już nie ciemną masą, którą można było prowadzić przy pomocy marchewki i kija. Niezadowolenie w kraju rosło i jak wzbierający wrzód pękało od czasu do czasu. Chłop na tym, co dostał od władzy komunistycznej siedział cicho, jemu już było dobrze, miał ziemię i nie musiał pracować na pana i plebana, jedynie jego dzieci pragnęły więcej, bo żyć po pańsku w mieście, bez krów gnoju i jego smrodu. Stalin, gdy chciał pozyskać jeszcze nieukierunkowane politycznie masy dziecięce i wykorzenić z nich przekonania religijne, rozdawał cukierki, mówiąc przy tym, by poprosiły o to również Boga, wtedy zobaczą, kto ma większą moc. Olbrzymie zapotrzebowanie na ręce do pracy w przemyśle i budownictwie przemysłowo mieszkaniowym, z chęcią przyjmowały szeregi potulnej społeczności napływowej ze wsi. Miasta pęczniały, mimo iż od wojny stan narodu polskiego utrzymuje się do chwil obecnych na jednakowym poziomie. To dla nich budowano, ale aby otrzymać marchewkę musieli popierać czerwoną władzę. Ustanowiony powojenny proletariat robotniczy został rozwodniony skutecznie. Mając w kim wybierać, wyrzucano z pracy, przenoszono na gorsze stanowiska krzykaczy oczerniających władzę. Również podwoje wyższych uczelni zamknięte były dla tych z rodzin o zabarwieniu inteligenckim i robotniczym bez pokrycia przynależności partyjnej. Niezadowolenie wzrastało, popularność władzy komunistycznej zaczęła się w szybkim tempie dewaluować. Wreszcie wybuch społeczny bunt o kanapki, który przeniósł się na cały kraj i przejawił się w chęć zrzucenia jarzma czerwonych panów. Wtedy znowu powołano w siły zbrojne ZOMO, ROMO i innych podgrup ramienia władzy, lojalnego chłopa i chłoporobotnika, by poskromili wichrzycieli ładu i porządku publicznego. Wojny się pokończyły, spójrz narodzie, jaki jesteś, na co cię stać i jak ukierunkowali twój tok myślenia w tym polskim mariaszu, kto zapomniał o tobie, gdy o nim nie myślałeś i kto w obecnej chwili gra przed tobą pana, gdy ty też już jesteś panem.   PS. Na wielu portalach zamieszczam swoje wypociny. Gdybym chciał, by mnie znano, nie występowałbym pod pseudonimem.  Także nie czynię tego z obawy przed kimkolwiek. Zamieszczanie przeróżnych stricte politycznych tekstów, miało na celu ujawnienie świadomości ludzkiej. I jak myślicie, czy test wypadł pozytywnie? Owszem czytacie, ale nie postrzegam po nikłych komentarzach oscylacji wokół polityki, ani zainteresowania życiem duchowym. Każdy jak sobie pościele, tak będzie spał, ale oprócz zamroczenia sennego, jest egzystencja, a co po niej? 20 maja 2014    
Zaloguj się, aby oddać głos
0
człowieku gdzie mieszka ten archeolog co natrafił na ciebie łopatką,a może miał za rzadkie sito?
Zaloguj się, aby oddać głos
0
człowieku gdzie mieszka ten archeolog co natrafił na ciebie łopatką,a może miał za rzadkie sito?
A więc poszukiwaczu, zacznijmy od tego, że przeczytasz książeczkę "Towarzysze frontowych dród" napisaną przez generała Stanisława Popławskiego, a następnie zobaczymy, może zajmiemy się wykopkami.
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Gratuluje przeczytania JEDNEJ książki przeczytałem znacznie znacznie więcej,ale bez zgody autora nie będę cytował .
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Sztab bez armii   Nikt nie przeczy, że Solidarność stanowi dziś największą siłę polityczną kraju. Rzecz w tym, Że mamy wodza, wybitnych strategów, śmiałych generałów, zdarzają się karni i sprytni adiutanci, ale brakuje sierżantów. A wiadomo – wojsko bez sierżantów idzie w rozsypkę. Cały potencjał umysłowy Związku zaangażowano w rozwiązywanie problemów ogólnospołecznych, państwowych i ogólnonarodowych. Tymczasem Komisje Zakładowe – ledwo ciepłe. Dobrze, jeśli się znajduje w zakładzie choćby jeden aktywny i ambitny człowiek, który pociągnie całą robotę. Tylko jak długo?   Nie dostali kiełbasy, zjedli przewodniczącego.   - mówi Jacek Dyć, były szef Solidarności w Lubelskim Przedsiębiorstwie budownictwa Miejskiego. LPBM to szesnaście budów rozsianych po całej Lubelszczyźnie. Pracują na nich głównie chłoporobotnicy. Dojeżdżają z daleka. - Im nie zależy na związkach, tylko na zysku – mówi Jacek Dyć. Czy można się dziwić? W końcu to nie ludzie są dla związku, ale związek dla ludzi. A ludzie ciągle chcą pieniędzy. Sytuacja działaczy Solidarności jest co najmniej dwuznaczna. Argumenty o ogólnonarodowej akcji zaciskania pasa i poparcia dla rządu „w trudnym czasie reform” zaczynają irytować, kiedy występuje z nimi rzecznik interesów. O ryzyko utraty wiarygodności związku zawodowego spierają się wykwintnie wielkie postacie życia publicznego. Prawdziwą miarą tego ryzyka jest rozgoryczenie ludzi Solidarności.   U mnie nie było strajków   - mówi z dumą Jacek Dyć. – Starałem się dobrnąć do świadomości Załogi. Prasa się nie rozchodziła. Tutaj ludzie nie czytają gazet. Robiłem wypisy z „Gazety Wyborczej” i „Tygodnika”, pisałem własne teksty – codziennie jeden. Tłumaczyłem, przekonywałem. Miałem komisję zakładową, która w ogóle się nie interesowała pracą związkową. Musiałem być przewodniczącym, sekretarką, księgowym, kasjerem, gońcem i wszystkim, co trzeba. Owszem, pomagał mi wiceprzewodniczący. Bywał na spotkaniach z dyrekcją, załogą, ale potem jechał do siebie Był majstrem na budowie. Znów zostawałem sam. Z konieczności stałem się dyktatorem. Kiedy mi to zarzucano, postanowiłem przeprowadzić nowe wybory do komisji i na przewodniczącego. Największym problemem zakładu jest pijaństwo. Nigdy na to nie przemykałem oczu, co też przysparzało mi popularności. Na trzy dni przed wyborami była pielgrzymka świata pracy do Częstochowy. Zapowiedziałem, że jeśli ktoś będzie pił, wyrzucę z autokaru. Nie wszyscy mnie posłuchali. Powiedziałem, że im nie daruję. Ogłosiłem tekst o pijaństwie. Na wyborach do KZ przyszła 1/3 członków Solidarności. Nie było quorum. Zarzucono mi, że ludzie zbojkotowali zebranie, bo wystąpiłem przeciw pijakom. Mówiono, że nie należy brudów wywlekać na zewnątrz. Chciałem doprowadzić w końcu do wyborów. Zorganizowałem szereg spotkań z załogą. Jeździłem na nie z wiceprzewodniczącym. Ja apelowałem do ludzi o spokój i pomoc dla rządu, a mój zastępca mówił: „Słuchajcie, nie mamy zamiaru znowu biedować i zaciskać pasa! Będziemy żądać!” To przesądziło o wyniku wyborów.   Region mi w niczym nie pomagał   Założyłem koło emerytów i rencistów bez zakładów macierzystych. Dałem im lokal, telefon. Udało się. Wystąpiłem przeciwko aktualnej radzie pracowniczej, która nie działała na korzyść załogi. Zebrałem podpisy pod wotum nieufności. Podpisali nie tylko członkowie Solidarności, ale także OPZZ-u i partyjni. Ludzie już wiedzą, że radę trzeba zmienić. Byłem aktywny. Zacząłem być znany. Przychodzili do mnie działacze z innych zakładów, prosili o poradę. To były niemal prywatne szkolenia. Dlaczego nie zwrócili się do regionu? Ich zapytajcie. Ludzie nie przychodzą na regionalne zebrania komisji zakładowych, bo tam się przelewa z pustego w próżne, rozmydla problemy. To jest kółko wzajemnej adoracji. Napisałem list otwarty do regionu z apelem, żeby zarząd koordynował działania komisji zakładowych, opiekował się, służył pomocą prawną. Napisałem konkretnie, jakie są trudności w zakładach. Pytałem, dlaczego się nami nikt nie interesuje. Nie było odzewu. Wtedy wystąpiłem na „Kazetach”. No i opisali mnie w „Biuletynie Regionalnym”, jako wichrzyciela.   Kiedy przestałem być przewodniczącym   przyszli do mnie z Miodozwiązków: „My cię wybieramy. Zrób ty u nas trochę ruchu”. Przez chwilę pomyślałem, że może warto byłoby coś zdziałać poprzez te struktury. Może wato byłoby zostać Wallenrodem. Śmieszne? Ale poszedłem z tym do regionu zapytać, po prostu zapytać. A oni od razu przypięli mi łatę. Teraz, co prawda, wpuszczono mnie na seminarium związkowe w Łęcznej, ale odmówiono identyfikatora, który uprawnia do zabrania głosu w dyskusji.   KZT-y mają marny kontakt z Regionem   - mówi Anna Truskolaska, redaktorka „Gazety”. Większość zakładów nie odprowadza składek, bo w imię czego? Region i tak nic nie robi, w niczym nie pomaga. Związkowcy są rozżaleni. Obawiam się jednak, że ludzie są do tego stopnia skomunizowani, że nawet jeśli będą mieli okazję zmienić rząd, nie zrobią tego. Ekipa jest ekipą, nie da się ruszyć. - Ciągle funkcjonują dawne mechanizmy – mówi Maciej Dacko, redaktor „Informatora PKP” – „Lubelski Biuletyn Regionalny” jest ściśle podporządkowany zarządowi, całkowicie dyspozycyjny. Widać to zwłaszcza teraz, przed wyborami. Blokuje się informację. Szef regionu uważa, że wszelkie krytyczne sądy rozbijają związek. - Redagowałem pismo podziemne – mówi Anna Truskolaska. – W tej chwili „Gazeta” wznawia działalność w drugim obiegu, poza wszelką cenzura urzędową i wewnętrzną. Niestety, ciągle jesteśmy na ten drugi obieg skazani. wszyscy są zgodni co do tego, że region jest potrzebny jako koordynator działań. Istota Solidarności przecież polega na tym, żeby jedni wybierali drugich. - Nasza komisja krajowa jest silna i ma dobre tradycje – mówi Maciej Dacko. My sobie radzimy bez niczyjej pomocy. Gorzej z małymi komisjami. Może moglibyśmy im pomóc, ale trzeba to zorganizować na szczeblu regionalnym, zamiast bawić się w spektakularne przedsięwzięcia.   Przypadek Jacka Dyć nie jest przypadkiem szczególnym   W wielu zakładach Solidarność opiera się na wysiłkach działacza, który mozoli się w samotności lub błąka po korytarzach regionu, odprawiany przez urzędników. i na ogół ma dość. Generałowie, zadbajcie o swoich sierżantów. Bo inaczej istotny krwioobieg związku stanie się znowu drugim obiegiem. red Aleksandra Zawłocka Tygodnik Solidarności 26 (63) 1 grudnia 1989 Na owym seminarium związkowym w Łęcznej, trwającym przez kilka dni, nie było żadnych dyskusji i pytań. Uczestniczący w nim przedstawiciele komórek zakładowych KZ NSZZ „S” z całej Polski nie mieli nic do powiedzenia, egzaltowali się Geremkami, Michnikami i wielu innymi działaczami referującymi, a znanymi im z podziemnej działalności, więc zabiegaliby o to, by zrobić sobie w ich tle zdjęcie, niektórzy do dziś takimi się mogą pochwalić przed laikami. Po ukazaniu się owego wywiadu ze mną w prasie , wykluczono mnie z Solidarności. 23 maja 2014
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Gratuluje przeczytania JEDNEJ książki przeczytałem znacznie znacznie więcej,ale bez zgody autora nie będę cytował .
Nie wiem co chcesz tym stwierdzeniem udowodnić, czy swoją elokwencję w temacie? Czy wogóle swoją elokwencję, bo skąd wiesz kto ile przeczytał, przedało by ci się trochę samokrytyki i skromności. Znam ludzi, którzy wogóle nie parają się czytaniem książek i jakoś nie pozują na głupców. 
Zaloguj się, aby oddać głos
0
No właśnie nie "pozują na głupców"i nie zajmują miejsca na forum  byle czym===czyżby nostalgia===do lat  80-tychXXw.byle co mówić ,byle co jeść, byle co robić-najlepiej strajkować.
Zaloguj się, aby oddać głos
0

Dodaj odpowiedź:


Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz: