Niestety, to fakt bezsporny, że ludzie ze wsi w okrutny sposób traktują psy i koty. To jakiś horror. W miastach po mału ludzie zaczynają rozumieć konieczność kontroli rozrodczości swoich pupili. Kastracja i sterylizacja zapobiego nadmiernemu rozmnażaniu zwierząt. Niestety polska wieś to skansen. Tam nikt tego nie kontroluje. Psy i koty wałęsają się po okolicy. Jak suczka ma cieczkę, to psy z całej okolicy schodzą się do niej. Jeżdżę dużo rowerem i mam okazję to obserwować. Kiedyś nie wiedziałam o co chodzi widząc te wędrówki psów ale miejscowi wyjaśnili mi, że to suka jakiegoś-tam gospodarza "się goni". Jak się oszczeni, to szczeniaczki się topi albo żywcem zakopuje. Podobnie chłopi postępują z kotami. Jeśli kotce uda się schować gdzieś miot, to kociaki czasem przeżyją. Tylko co to za życie. Na wsi nikt zwierząt nie szczepi, nie odrobacza. Nikt ich nie karmi Wiskase czy Pedigri. Dobrza jak pies ma wodę w misce i resztki z obiadu. Koty są po to, żeby łowić myszy. Żadnego dokarmiania. Może czasem miska mleka. Niestety to wieś jest źródłem bezdomnych, porzuconych zwierząt. Widok biednej psiny uwiązanej na metrowym łańcuchu przy rozwalającej sie budzie to typowe dla polskiej wsi. Kiedy psu uda się zerwać z uwięzi i nie-daj Boże zagryzie z głodu kurę czy inną kaczkę, to dostanie sikierą w łeb i po zabiegu. Wezmą następnego, żeby go dręczyć. To, co zrobili ci bestialcy na wsi nikogo nie oburza. To zwykła praktyka. To dlatego ci małoletni oprawcy potrafili bestialsko zakatować szczeniaka. Pewnie nie raz byli świadkami jak tatuś czy mamusia topiła czy żywcem zakopywała nowo narodzone kociaki czy psiaki. Chłop może wydać kasę na gorzałę ale nie na sterylizację czy kastrację psa czy kota. Ten sam chłop idzie w niedzielę do kościoła i ma czyste sumienie. Żaden katabas z ambony nie powie mu, że zwierzęciu też należy się szacunek i miłość. Usłyszy tam za to, że aborcja i prezerwatywa, to grzech. I tak to wygląda. Niestety. Nie twierdzę, że w miastach nie występują sytuacje patologiczne jeśli chodzi o stosunek do zwierząt. Ale i one mają swoje źródło na wsi. Przecież conajmniej połowa ludności naszych miast to ludzie pochodzenia wiejskiego, którzy od niedawna stali się mieszczuchami. Ich obyczajowość nie zmieni się w czasie jednego pokolenia. Trzeba kilku pokoleń żeby się ucywilizowali. Chociaż mentalności "starych" już nie zmienimy. Możemy jedynie edukować dzieci. One w domu nie nauczą się humanitarnego stosunku do zwierząt. W szkołach za mało się o tym mówi. Uważam, że w akcję powinien włączyć się Kościół. Zamiast agitacji antyaborcyjnej i nagonek na gabinety ginekologiczne, mieszania się do polityki, księża powinni nawoływać do szacunku dla każdej żywej istoty, ochrony środowiska i tolerancji. Z pożytkiem dla samego Kościoła i społeczeństwa.
Zaloguj się, aby oddać głos
0