Chciał bym wyczulić przedsiębiorców i inne instytucje przed nieuczciwymi praktykami, których używa firma PKT.pl w celu pozyskania klientów. Prowadzę działalność gospodarczą i pewnego dnia odwiedziła mnie konsultantka firmy Polskie Książki Telefoniczne, proponując reklamę w książkowym wydaniu publikacji tej firmy. Fakt, reklamą byłem zainteresowany, podczas negocjacji zbiłem cenę o kilkaset złotych, ustaliliśmy szczegóły, spisaliśmy umowę i wszystko było w porządku. Przygotowałem projekt wstępny reklamy, który został uwzględniony poprzez grafików firmy PKT.pl. Małym "zgrzytem" było to, iż odesłana na wskazany adres e-mail korekta przesłanego projektu nie została uwzględniona, ale to szczegół, którego nie roztrząsałem i nie zgłaszałem reklamacji. Wydanie ukazało się, byłem z wykonania zadowolony... Dlatego też w kolejnym roku, gdy przybył do mnie po raz kolejny konsultant w/w Firmy, wyraziłem chęć kontynuowania współpracy w kwestii kolejnego zamieszczenia reklamy w drukowanej książce telefonicznej. Kwota bez zmian, wszystko w porządku. Jednakże konsultant zaczął nakłaniać mnie na to, bym również rozbudował swoją reklamę w zasobach internetowych na pkt.pl Pokazał mi piękną reklamę pewnej firmy, wypozycjonowaną, ładnie wykonaną, posiadającą opisy, jak też logo, oraz reagująca na słowa-klucze. Konsultant zapewnił, że moja strona też będzie tak wyglądała, gdy za "jedyne" 707 zł rocznie pozwolę, by informatycy pkt.pl ją wypozycjonowali i opracowali. Miała wyglądać tak, jak ta, którą mi ukazał i pojawić się "już po dwóch tygodniach" od złożenia zamówienia. Mimo tego postanowiłem odmówić, stwierdzając, że nie będzie mnie stać na zapłacenie zimą jednocześnie za nie tanią reklamę w książce telefonicznej i jednocześnie za reklamę w internecie. Konsultant więc zaproponował przesunięcie płatności za tą drugą na koniec marca b.r. Summa summarum zgodziłem się na zamieszczenie reklamy internetowej, jeśli będzie taka, jak się umawialiśmy. Konsultant szybko wypełnił umowę, wpisał symbol zamówienia i zapewnił, że reklama ukaże się niebawem, a brakujące dane wpiszę osobiście bez problemu. Mijały tygodnie, a reklamy internetowej nie zmieniono. Próbowałem edytować ja sam, ale nie przynosiło to efektów. Postanowiłem poczekać do końca kalendarzowego roku i faktycznie na internetowej wizytówce zaszły zmiany: za 707 zł dodano adres e-mail, oraz strony www. Postanowiłem więc brakujące dane wprowadzić poprzez szablon edycji, ale bezskutecznie mimo wielu prób. Niedługo potem przyszły faktury za reklamę w książce, którą zapłaciłem, zaś za FV miałem zapłacić w marcu... Tymczasem w lutym otrzymałem wezwanie do zapłaty za "zaległą należność". Zadzwoniłem do firmy PKT.pl, poproszono mnie o złożenie pisemnej reklamacji via list polecony, lub wiadomość e-mail. Reklamację zgłosiłem, opisując problem i prosząc o ustosunkowanie się do moich zastrzeżeń. Po pewnym czasie otrzymałem listem poleconym odpowiedź, iż wszystko jest w porządku. Płatność miała być w styczniu, a nie w marcu - odpisała pracownica PKT.pl, powołując się na umowę. Przejrzałem więc ją po raz kolejny i zauważyłem, że konsultant przed wręczeniem mi jej szybko skreślił pierwsze dwie cyfry faktycznie... ######images38.fotosik.pl/284/02b08f5fe843d0cbm.jpg Tak też z 27 marca zmieniła się na 3 stycznia. Z tego, czego mnie uczono, jeśli na umowie są jakieś skreślenia, powinny one być parafowane przez strony, a tu nie są. Co do formy reklamy, to odpowiedziano mi, że "Starter" to nie jest początek sesji reklamy na stronach, ale podstawowa jej wersja. Tak też zapłaciłem za dołączenia www i e-maila 707 zł! Co do powołania się mojego na ustalenia z konsultantem, powołano się na art 10.2 umowy, który był wypisany po drugiej stronie samokopiującego się szablonu umowy, który stanowi: "Umowa określa prawa i obowiązki stron, oraz zastępuje wszelkie ustne lub pisemne uzgodnienia poczynione podczas negocjowania warunków publikacji reklam". Czyli to, co ustalamy z przedstawicielem firmy, to tylko pic na wodę i uśpienie naszej czujności, bo obieca wiele, a wpisze minimum. Dzięki temu sporą kwotę od nas wydrze, a dzięki temu i sporą prowizję za "jelenia" dostanie. Każdy normalny przedsiębiorca co ustali, to wykonuje. Taka marka jak od lat obecne na rynku "Polskie Książki Telefoniczne" są zobowiązane zatrudniać kompetentnych pracowników, którzy reprezentując PKT.pl nie mówią jako osoby prywatne, ale przedstawiciele Firmy. I to, co z klientem ustalą, powinni wykonać. Nie uznając tej reklamacji, zadzwoniłem i zostałem poinstruowany, bym złożył kolejną. Tak też uczyniłem, lecz zamiast odpowiedzi na nią, otrzymałem ostateczne wezwanie do zapłaty przesłane przez radcę prawnego PKT.pl Postanowiłem dla świętego spokoju zapłacić, lecz sprawę wyjaśnić. Napisałem wiadomość e-mail skierowanej do Dyrektor d.s. marketingowych. Odpowiedzi nie uzyskawszy, po kilku dniach przesłałem go po raz kolejny. Odpisał mi nie adresat, ale pracownik BOK, przesyłając odpowiedź do pierwszej reklamacji... Opisana przeze mnie sprawa ukazuje dwie sprawy: nieuczciwe sposoby pozyskiwania klientów przez PKT.pl poprzez zawieranie umów nie pokrywających się z poczynionymi ustaleniami, oraz to, w jaki sposób klienci są zbywani. Wprost "Płacz i płać" w połączeniu z "tumiwisizmem". Badając sprawę w sieci, natknąłem się na więcej przykładów nieuczciwych praktyk mających na celu łapaniu klientów na "haki". Myślę, że dobry reporter śledczy by miał pożywkę na ciekawy reportaż traktujący o tym problemie. Próbowałem z PKT.pl załatwić tą sprawę przyzwoicie, ale niestety nawet "przepraszam" za niedociągnięcia się nie doczekałem. Wysłali konsultanta, żeby naobiecywał gruszek na wierzbie, minimalnie ustalenia w umowie ujęli, zdarli z człowieka kasę, a teraz mają klienta w... nosie. Dlatego też chcę przestrzec wszystkich, którzy zdecydują się na zamieszczanie reklam w czy to papierowych, czy też w internetowych zasobach "Polskich Książek Telefonicznych", by nie łudzili się tym, co obiecują konsultanci i jeśli już, zastrzegali uwzględnienie punkt po punkcie każdego (nawet banalnego) szczegółu ustaleń w umowie na piśmie, oraz dokładnie czytali to, co i jak konsultant spisze, zanim podpiszą umowę. Celem tego posta nie jest podważanie wiarygodności opisywanej firmy, ale wyczulenie jej potencjalnych klientów na to, czym grozi zbytnie zaufanie co niektórym konsultantom, jak też wskazanie, by żądali, by to, co ustalono w negocjacjach punkt po punkcie zapisywać w umowach. Co do traktowania zaś klientów "nabitych w butelkę", gdy poprzez złożenie reklamacji dochodzą sprawiedliwości, to już sprawa odrębna i wcale nie taka prosta. Argumenty klienta, chociażby i słuszne, są na przegranej pozycji contra argumentacja PKT.pl Jeśli ktoś miał podobny problem, lub zetknął się gdzieś z analogiczną sytuacją, proszę, by się wypowiedział.
Ostatnio edytowany 29 kwietnia 2010 o 09:22
Zaloguj się, aby oddać głos
0