Przeglądarka, z której korzystasz jest przestarzała.

Starsze przeglądarki internetowe takie jak Internet Explorer 6, 7 i 8 posiadają udokumentowane luki bezpieczeństwa, ograniczoną funkcjonalność oraz nie są zgodne z najnowszymi standardami.

Prosimy o zainstalowanie nowszej przeglądarki, która pozwoli Ci skorzystać z pełni możliwości oferowanych przez nasz portal, jak również znacznie ułatwi Ci przeglądanie internetu w przyszłości :)

Pobierz nowszą przeglądarkę:

Użytkownik

Polska demokracja poszyta grubą nicią. „Solidarność” na smyczy.

Utworzony przez jacek dyć, 3 lipca 2014 o 20:14
Polska demokracja poszyta grubą nicią. „Solidarność” na smyczy. Wasi milusińscy biegają na kontrolowanej długością uprzęży i to nie nowość gdybyście sobie myśleli. Może nie po raz pierwszy, ale zastosowano ją w stosunku do nie do zadowolonych roboli w 1980 roku. Był lipiec, jakiś taki nieupalny, jak dzisiaj, pomimo iż w Polsce wrzało. Nawet na Bogdance chłoporobotnik zebrał się w cechowni dla wyrażenia poparcia dla strajkujących roboli całej Polski. I tutaj bacznemu obserwatorowi dało się spostrzec anomalia w chęci przejęcia prymu nad niekontrolowanym rozgardiaszem wyzyskiwanych przez ustrój komunistyczny. Po nijakim lecie przyszła pora wrześniowa, do Łęcznej niby z Zagłębia Jastrzębskiego zjechała czarną wołgą do kolegi delegacja górników, w barach niby szafy dwudrzwiowe, schludnie ubranych, w gajerki, pod krawatem, bez oznak zniedołężnienia wywołanego ciężką pracą górniczego pierona. Spontaniczność zachowania gospodarzy domu przyjmuje gości z serdecznością, a rozmowy toczą się wokół zrzeszenia się górników rodzącego się związku w KLZW Bogdanka pod patronatem Jastrzębskiego Zagłębia. Małżonka kolegi, bardzo gościnna osoba, wycofała się skrzętnie do kuchni dwuizbowego mieszkanka, by sporządzić obiad, czym chata rada.  Niezaangażowana bezpośrednio w ruch, jednak oddana temu nurtowi, z którym jej mąż na jego fali zaczął płynąć. Toteż, jako ubocznej obserwatorce nic nie mogło umknąć jej uwagi. W pewnej chwili z ukrywanym niepokojem odwołuje męża od delegatów i ze strachem w głosie zapytuje; czy to normalne, by górnicy dżentelmeni nosili pod połami garniturów broń? Jej głos nie należał do słowiczych, toteż do kuchenki, z gnatem w dłoni wparował Damian, wyjaśniając, że; my górnicy musimy być przygotowani na grożące nam niebezpieczeństwo odwetu ze strony militarnych służb państwa.   Grubą nicią sfastrygowane. Wobec czego nie każdy może zrozumieć i spostrzec szwy. Opisuję owe wydarzenia na forum publicznym, ponieważ uwiera mnie to niczym stary odcisk weselny. I znowu, jak co roku, nastał nieubłagalnego upływu czasu pierwszy lipca dyktujący odbyciem się kolejnej rozprawy sądowej. Na świadka w sprawie, po długotrwałych poszukiwaniach w ustaleniu jego miejsca pobytu, powołałem byłego ubeka, który jeszcze na rok przed jasełkami Okrągłostołowymi dobrowolnie odszedł z ubecji, powracając do kryminalnej milicji. Temu człowiekowi nigdy nie patrzyło z oczu wilkiem, gdy mnie przesłuchiwał, czy też robił rewizję w moim miejscu zamieszkania. Nie był on także moim przyjacielem, kolegą, ani też nie starał się być wrednym mi wrogiem. To i nasze stosunki nie były na stopie wojennej nienawiści, ani też przyjaźni.  Podczas oczekiwania na rozprawę, wdaliśmy się w dyskusję, jako wolni i w wolnym państwie ludzie poczęliśmy wspominać minione czasy już teraz bez obaw restrykcji, czy zdrady tajemnicy państwa. Owy człowiek jest na emeryturze, a dawni współpracownicy raczej są mu nieprzyjaciółmi, więc był otwarty w swych szczerych wypowiedziach do tego, którego musiał prześladować z rangi zajmowanego zatrudnienia. Tyle byłoby na określenie byłego ubeka, aby czytelnik był zorientowany w wiedzy źródłowej. Bo któż jak nie funkcjonariusze aparatu przemocy wobec opozycji znali niuanse tajnych współpracowników. By zakonspirować głęboko ludzi K.O. (Kontakt Operacyjny) dokonywano niewiarygodnych mistyfikacji, aby takowi stali się jeszcze bardziej wiarygodnymi opozycjonistami w oczach kolegów. A więc zacznijmy odkrywać ten misterny, lecz grubą nici fastrygę, a prawda wobec pomówionych sama powinna się obronić. W swoich aktach natrafiłem na kartę, w której niezaprzeczalnie jest sformułowane pewne niedwuznaczne stwierdzenie, że na teren Stefanowa jest dokonywany przerzut nielegalnej prasy przez Zbigniewa G. I tu przetoczę dla jasności cały zapis dla znaczenia w sprawie.   Z-ca SZEFA RUSW ds. SŁUŻBY BEZPIECZEŃSTWA w ŁĘCZNEJ                     Wydział V tut. WUSW jest w posiadaniu wiarygodnej informacji mówiącej o tym, że inspiratorem strajku, który rzekomo miał miejsce w m-cu kwietniu br. na budowie Lubelskiego Przedsiębiorstwa Budownictwa Mieszkaniowego w Łęcznej był ob. Mieszczuch                 WG. powyższej informacji wymieniony prezentuje jednoznaczne poglądy antysocjalistyczne i utrzymuje kontakty z ob. G. Zbigniew oraz ob. Węglarz Stanisław Ob.. St. Węglarz, a zwłaszcza jego żona kontakty z ob. Mieszczuchem utrzymują jednak niechętnie, co prawdopodobnie wynika z nawiązywania przez wymienionego częstych kontaktów z różnymi kobietami.                 Informuję ponadto, że aktualnie przerzutu nielegalnych wydawnictw z terenu Lublina do Łęcznej i Stefanowa dokonuje przechodzący w Naszym operacyjnym zainteresowaniu ob. Zbigniew G. Ostatni przerzut znacznej ilości wydawnictw bezdebitowych /ok. 100 pozycji/ przeznaczonych do kolportażu na terenie KWK w Stefanowie miał miejsce w dniu 1987.04.17                 Z uwagi na fakt, że informacja powyższa pochodzi od ob. Zbigniew G. sposób jej wykorzystania proszę uzgodnić z tut. Wydziałem w podpisie naczelnik Wydziału V WUSW w Chełmie kpt. mgr. inż. Maciej Żołnierek   Po paru dniach od sygnowanego datą pisma pan Zbigniew G. zostaje zatrzymany w Łęcznej koło cmentarza w drodze do pracy. Maluszek przeszukany, a znalezione bibuły stają się powodem do konfiskaty pojazdu. Za wykryty precedens nawet nie zwolniono pana G. z pracy. Już w czasach rządów Solidarnościowych państwo polskie rekompensuje G. zabór auta, odznacza nawet orderami. Co prawda byliśmy opozycyjnymi kolegami, a to jakby nie było zobowiązuje do lojalności, zatem, czy wypadało jemu włazić w łóżkową szkodę koledze? Następna wiadomość, którą usłyszałem od pana ubeka, a której byłem od dawna pewien, to sprawa pana Włodka. Pan Włodek, jak go tytułował pan ubek, był częstym gościem szefa RUSW w Łęcznej kpt. Andrzeja Rycerza. Przychodził bez wezwania pisemnego od zaplecza. Pan Włodek był tak pewny siebie, iż nie obawiał się byle szeregowych SB w randze sierżantów. Gdy pan ubek mówił o jakimś panu Włodku, w końcu zaskoczyłem, kto zacz. Kiedy wymieniłem nazwisko, pan ubek potwierdził i wielce był zaskoczony, że taki ktoś został burmistrzem. W roku 1992 napisałem „List Otwarty do Burmistrza miasta Łęczna”, w nim podważałem wiarygodność pana burmistrza Włodka, jako byłego opozycjonisty. Nie znajdując redakcji chętnej do jego opublikowania w prasie brukowej, powieliłem tekst i rozkolportowałem, nie omieszkując też doręczyć egzemplarza na sekretariat pana burmistrza, za potwierdzeniem pani sekretarki Rysi. Po jakimś czasie spotkał mnie pan Zbigniew G. wyrażając przy tym swoje wielkie niezadowolenie i z zadowoleniem poinformować raczył, iż Włodzio podaje mnie do sądu za pomówienie, z czego ja byłem wielce rad, że przywołam pana Włodka do publicznej tablicy sądu. Tutaj należałoby wyjaśnić, że pan Włodek był internowany. Po wyjściu z internatu zrobił kurs pilota wycieczek na demoludy, gdy tymczasem mi nie zezwalano na pracę i starano się ukarać kolegiatą za uchylanie się od pracy. Jeżdżąc po krajach komunistycznych, pan Włodzio mógł zawsze usłyszeć coś korzystnego w służbie narodu, od podchmielonych wycieczkowiczów, gdy mnie nie zezwolono na wycieczkę zagraniczną nawet w roku 1988. Najgorzej wkurza to, że gnojki poumierali i nie ma komu plunąć w ślipia. Ktoś, kto współpracował z ubecją, nie obnosił się z tym, nawet wątpliwe by połowica dzieląca z takim małżeńskie łoże miała o tym pojęcie. Również, co nieco napomknął pan ubek o Stasiu Węglarzu, ale wezwano na salę rozpraw. I nikt nie może powiedzieć, że ubecy nie znali prawdy, gdy to oni byli do tego poruczeniu, by pozyskiwać kontakty operacyjne. Więc nikogo nie oczerniam, fakty same aż krzyczą. Wraz z rozwiązaniem Służb Bezpieczeństwa, powołane zostały Komisje Weryfikacyjne celem ocenienia, który ubol jest na tyle cacy, by zezwolić jemu na pracę w Policji. W Łęcznej do takiej komisji zasiadł między innymi Janusz Rożek, któremu w stanie wojennym ubole tłukli kamieniami szyby w szklarni. Wyznaczonymi do tego zadania przez majora Andrzeja Rycerza byli ubek Rysio Gomuła i Jaś Szmerło, ot, taka ich była zabawna praca. Drugą personą w komisji weryfikacyjnej był Zbysio G., którego cieniem i opiekunem, był niedobry pan Rysio Gomuła. I tu jaja jak berety, z pośród wielu stających przed szanowną komisją, jedynym zweryfikowanym został nie kto inny jak Ryszard Gomuła, ale w końcu się powiesił, albo ktoś mu w tym pomógł. Moi niedrodzy, piszę o tym, bo to historia szycia grubymi nićmi na Łęczyńskim podwórku, a co powiedzieć o krawcach całej Polski? 2 lipca 2014   Upiory stanu wojennego, które poddaję waszemu trzeźwemu osądowi, zatem nie żałujcie komentarza. Mam wielki żal, tego się nie wypieram, a dlaczego nie miałbym go mieć, skoro zostałem skrzywdzony, a krzywdy nikt mi nie powetował. Potraktujcie ten tekst, jako dobre opowiadanie, a na pewno nie pożałujecie czasu jemu poświęconemu.         Zaczęło się od stanu wojennego, miałem kolegę, a nawet możnaby rzec przyjaciela, którego nigdy nie posądziłem o współpracę ze służbami bezpieczeństwa, aż do teraz.       Miałem bardzo ładną dziewczynę, z którą byliśmy w wolnym partnerskim związku. Już po zniesieniu stanu wojennego, gdy wyszedłem z ukrycia, a był rok 1985, przychodził do mnie Zbysio i jako wnikliwy obserwator, zauważyłem jak ślinił się na widok mojej partnerki. Wyjeżdżałem dość często w góry na eskapady, czy parodniowe wypady na żagle, i nie było to dla znajomych czymś nienaturalnym. Zbliżały się imieniny Tereski, moja Tereska obchodziła je z rozmachem, a ja z kolei nie przepadałem za jej znajomkami, zatem oświadczyłem wszem i wobec, iż wybywam na parę jesiennych dni w Bieszczady.  Nadszedł imieninowy czas, gości było w bród, domyślałem się, iż z pewnością jest i Zbysio, była też mama Tereni, która nie ukrywała, że jest zachwycona moim kolegą. Po imprezie goście się rozeszli, babcia by wnuczka nie była zawalidrogą dla córki, zabrała ją ze sobą – chata wolna, starych nie ma, chłop wypaca kalorie w górach, czego jeszcze chcieć od życia. A ja ten właśnie chłop, pocichuńku wkładając do zamka klucz, otworzyłem sobie drzwi, i po odczekaniu jeszcze dość długiej chwili, by akcja nabrała rozpędu, i aby nie doszło do gwałtu, bezszelestnie wśliznąłem się do domu, zaświeciłem światło. Byczek na niej, szminka rozmazana, włosy potargane. Ten winowajca wprost błagał, bym go zlał, oceniłem sytuację chłodno i z ironią zaproponowałem rozebranie się i stworzenie trójnoga, ale o tem tyle, bo nie było już pięknie potem. Nawet wrogowi nie włażę w seksualną szkodę, a co mówić dopiero o byciu szkodnikiem na łonie połówki kolegi?       Powracając do wydarzeń związanych z wojną Jaruzelską, a tyczących się mojego kolegi Zbigniewa G. W marcu 1982 roku wzięto go do wojskowej rezerwy, a stacjonował przy kozie w Budowie na Mazurach i miał to być niby drugi rzut internowania, tylko tak między Bogiem, a prawdą nie mogę do dzisiaj dostrzec jego kwalifikacji na owy pobór. Była już późna wiosna, gdy rozwiązano formację wojskową, bo pewnie już śniegu zabrakło, w którym oni tworzyli okopy, a inni je zasypywali. Żołnierz Polski Ludowej wrócił do cywila i na swoje stanowisko pracy elektryka w PRG Łęczna. Po niedługim czasie przeniesiono go ze stawką pracownika dołowego, do prac wykonywanych przez górników przy podpiwniczeniach starówki lubelskiej. W owym czasie, rok 1982 miał się ku końcowi, i wobec mnie także zastosowano restrykcje.  Podczas aresztowania 89 listopada bez nakazu prokuratorskiego, proponowano mi wyjazd z kraju w jedną stronę, jako że nie przyznawałem się do niczego, toteż i bałem się prowokacji z ich strony, by z chwilą wyrażenia przeze mnie zgody na opuszczenie kraju, nie powiedziano mi; i tu cię mamy ptaszku. Po nieobecności w pracy dwóch dni, nikt w dyrekcji zakładu pracy niczemu się nie dziwił, przeniesiono mnie na budowę, ale na stawce powierzchniowej, i abym docenił wspaniałomyślność władzy, 06 grudnia na Mikołaja, korzystając z praw stanu wojennego wręczono mi upominek w formie trzymiesięcznego wypowiedzenia z pracy. Podczas trwania owego wypowiedzenia, traktowany byłem z wyjątkowym uprzedzeniem przez personel, a w szczególności przez pana Gałę, kierownika budowy i wyjątkowego drania, który później wyjechał do USA (i tam pewnie rozgłosił, że jest politycznym uchodźcą). Jako niezdyscyplinowanemu i złemu pracownikowi, przy odejściu wypłacony został mi ekwiwalent za nie wykorzystany urlop dwóch, albo i trzech lat. Przez lata osiemdziesiąte dostawałem nieźle w dupsko, bez kartek żywnościowych i forsy, często chadzałem głodny. Gdy bywałem u Zbigniewa G. i u S. Węglarza, to aż kłuł w oczy zachodnich darów dobrobyt od proboszcza i Bóg wiedzieć jeszcze, od kogo. Wreszcie przełamując wstyd i honor i ja udałem się do plebana Kozyry, i otrzymałem, owszem 20 złoty. Jaki mi był wielki wstyd, gdybym mógł, to najchętniej bym się z niego pod ziemię zapadł, ale pleban chętnie obdarowywał żony milicjantów, o czym wiedziałem od obdarowywanych.  Kiedy już wybitnie miałem dość Polski, w roku 1988 starałem się o wyjazd, ot tak sobie, na wczasy do Grecji, co prawda stamtąd miałem migrować do sektora francuskiego Kanady, po przyswojeniu języka, wyjazd do macierzystego miejsca – Francji, ale teraz z przesłanych akt IPN dowiedziałem się, kto się do tego przyczynił. Adnotacja ubecka zakazywała wydania paszportu, bo ptaszek mógłby odfrunąć na zawsze, a jakby nie było, to ja dawałem im jakieś rękojmie zatrudnienia.    Wróćmy jednak do pana Zbigniewa G., którego nikt nie zwolnił, ale przenosił go w coraz to inne otoczenie ludzi. I tak znalazł się następnie bez utraty świadczeń dołowych w Chełmie Lub. do prac renowacyjnych starych kamienic zagrożonych zawaleniem przez lochy kredowe usytuowane pod nimi. Później jeszcze była jakaś śląska kopalnia, (chyba Brzeszcze), w międzyczasie skonfiskowano jemu samochód za przewóz prasy podziemnej, a jednak wytrwale tkwił, aż do renty, a później emerytury, w tym samym zakładzie pracy, gdy ja w tym samym czasie bez środków i odmów zatrudnienia przez liczne zakłady werbujące pracowników, pozostawałem z gwieździstym biletem na cenzurowanym. Nastał rok 1989, w którym to zostałem jednym z pośród trzech osób kandydatem na przewodniczącego NSZZ „S” Regionu Środkowowschodniego. Jednym z moich kontrkandydatów był przewodniczący Solidarności z przed stanu wojennego S. Węglarz. I o dziwo, ten i kolega Zbigniewa G. w owym czasie rozpowiadali bez krycia się z tym, że ja jestem wtyką ubecką. Właśnie dzisiaj, z samego rana ściąłem się ze Zbigniewem G., który z kpiną w głosie powiedział, iż wylewam jakieś swoje żale, opierał to na jakimś artykule z gazety o mojej osobie i stwierdził; ręki bym nie dał sobie uciąć, że byłeś czysty i nie współpracowałeś z SB. Dzisiaj p. Zbyszek ma emeryturę górniczą, dozgonną emeryturę od Ministra Rządu i już dwukrotnie odznaczany był przez Urząd Państwa, a według niego, ja nie powinienem jemu tego, ani wypominać, ani zazdrościć, skoro nie jestem taki obrotny. Idąc tym wątkiem myślenia co p. Zbyszek, to należy nadmienić, iż działacze cichociemni z ramienia SB byli głęboko zakonspirowani i nie znali się nawzajem. Jak zna to historia draństwo ubeckie dobrze zabezpieczyło sobie swoją przyszłość, nie zdradzając przeszłości.
Ostatnio edytowany 3 lipca 2014 o 20:40
Zaloguj się, aby oddać głos
0
ciąg dalszy Upiorów stanu wojennego Reasumując, nie posiadam niczego, co mogłoby mi zapewnić spokojną egzystencję. Patrząc na p. Zbyszka, ma dwie emerytury, odznaczają go, bo w stanie wojennym, w ramach rzekomych represji, nie pozbawiając go dochodów, przerzucano go z miejsca pracy, w środowiska świeżych pracowników. I tu powinno paść marginalne pytanie. Dlaczego i w jakim celu? W stanie wojennym, gdy jeszcze pracowałem, przypiął się do mnie koleś Antoś Konior, który był wiceprzewodniczącym Solidarności w latach osiemdziesiątych, a którego chyba zapomniano internować, kiedy internowano jego szefa Włodzimierza Stępniaka. Kiedyś, dla rozwiązania języka spiłem go. Nie przyznał się do tego, że był ubekiem, ale pod wpływem rozmownej wody opowiedział, że był w ochronie tzw. bunkra w Katowicach na Jagiellońskiej. Kiedy zacząłem ostrzegać ludzi przed ową osobą, koleś nagle znikł, jak później doszły mnie słuchy, jakimś sposobem pracował w Gliwickiej kop. Sośnica.          Na zakończenie, aby było ciekawiej, moimi opiekunami z ramienia SB był sierżant Ryszard Gomuła i porucznik Tadeusz Pochodyła, pierwszego znaleziono wiszącego w lasku, a drugi, ot tak sobie umarł, a powinien żyć, i jak się dowiaduję, (a zdradzany dowiaduje się zawsze ostatni, o zdradzie) to pewnikiem jest to moja sprężyna, bo oni, jako swoją wtykę, mogli mnie kiedyś nieopatrznie przypucować. I co wy czytelnicy na to wszystko możecie powiedzieć?     2013 listopada 16 16:19
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Może cenzor nie dojrzy, bo zdążył ten tekst już powywalać. Ale się zagalopowałem,   jednak zdążyłem w porę się zreflektować. W „Wątku, którym zachowam chronologię”, miałem zamiar publikować dzieje związane poniekąd ze mną, od poczęcia stanu wojennego, aż do objęcia steru państwa przez nieporadny „rząd solidarnościowy”. Co prawda miałoby to jakiś sens w tym, w jaki sposób rozłożono polską gospodarkę na łopatki, lecz kogo to obchodzi, chociaż z drugiej strony, ten bezsens poruczeń politycznych dotyka wciąż nas współcześnie i nie zatrzymuje się, niestrudzenie podąża bezwolnie w dół, w bezcelowości do nijakiego celu. Od tamtych wydarzeń minęło grube ćwierćwiecze, w tym czasie zdążyło narodzić się nowe pokolenie, dążące do wymarcia, a i wymiera, dlatego kogo może to obchodzić, kiedy rotacja niestrudzenie się toczy. Młodzi żyją dniem dzisiejszym i nie bardzo chcą angażować się w polityczny bajzel. Średnie pokolenie jakoś z uporem maniaka pcha ten wózek życia pod górę i nie ma czasu, i też nie chce angażować się w cokolwiek, by nie stworzyć sobie jeszcze większego piekiełka. Dinozaury w cienkim piterku duszą renciny, czy emeryturki, nie jest im wygodnie na tym madejowym łożu, ale jakoś sobie śpią w miarę i mało kogo obchodzi dolatujące od nich ich pochrapywanie. Właśnie od lat spostrzegam taki kalejdoskop narodu naszego, nieskorego do zrywu politycznego, co prawda jest trochę Mickiewiczowskich Konradów, czy Słowackiego Kordianów. I chociaż przyszły bezhołowia czasy i można, to jednak kończy się to tylko na rozpalonych głowach, gdyż jedynie arystokracja miewała chandry i globusy u białogłowych. Całe społeczeństwo szabrowane jest równo przez nijaki wierchuszki aparat władzy politycznej, który w demokracji scedował na organizacje pozarządowe problemy socjalne. Demokracja władzy daje to narzędzie, które pozwala nie dostrzegać problemów związanych z bezrobociem i związanej z tym pastwiącej się biedy, aż do bezdomności włącznie. Za panowania władzy komunistycznej dysydenccy działacze upatrując zło w biurokracji, zmierzali, przeto do jej zredukowania, dzisiaj sami ją rozbuchali na maksa i przyzwalają na tworzenie nowych struktur biurokratycznych, a my wszyscy tą hydrę musimy skarmiać bezwiednymi tantiemami z opodatkowania wszystkiego. Czego by nie dotknąć Polaku, wszystko jest opodatkowane, a to są pieniądze na gaże rządowych aktorów w tym polskim teatrum i chociaż ty będziesz ubożał, dla nich, jak to kiedyś bezczelnie powiedział wielkouchy Urban; rząd wyżywi się sam. Jednak za władzy komunistycznej było o wiele lepiej, każdy mógł w podjęciu pracy grymasić, wszyscy osłonięci byli pomocą socjalną. Ale tamta władza dawała tyle ile uważała, nie dając możliwości w współrządzeniu, gdy ta przestała uważać i głucha pozostaje na głosy swych wyborców.  Państwa starej Unii Europejskiej, z polskiego placu uczyniły dla siebie lunapark. Podyktowali Polsce, co może, a co nie może, tym samym tworząc rynek zbytu dla swoich produktów i tanią siłę roboczą dla własnych potrzeb, we własnych krajach. Cóż więcej o tym, wystarczy przetrzeć oczy zachwycone sąsiadującymi z zachodu państwami. Zatem powróćmy na ugór poletka władzy kraju, gdzie z tego, z czego robią podział dla swoich płac, skapnie co nieco na socjal Miejskich Ośrodków Pomocy Społecznej i dofinansowań z budżetów gminnych dla goniących w piętkę. A więc cóż robi Rząd dla społeczeństwa oprócz dróg potrzebnych turystom unijnym w przemieszczaniu się po tym parku i „Orlików”? Chociaż z jednej strony to dobrze, że młodzież ma gdzie krzewić tężyznę fizyczną, ale to nic innego, jak odsuwające od realności życia igrce. Polacy, dorastacie, rodzicie, z was rosną zastępy nowych pokoleń, jednak nie spoglądacie dalej niż opłotki waszych powodów do zmartwień. Chcieć by działo się wam i latorośli wyrodzonej z was lepiej, należałoby bez podkreślania grubą krechą, to wszystko rozpirzyć w drobny mak, aż do podstaw, a później, z wielkim zastanowieniem poukładać na nowo klocki, nie używając tych, które nie sprawdziły się w budowli. Ale Kowalski nie jest w stanie zrobić sam tego dla was i za was. Tyle byłoby słów świętych z porannej mszy mieszczucha. niedziela, 20 lipca 2014 godzina jedenasta
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Jacek, to dopiero 25 lat...   Bogusław odmówił przyjęcia Orderu Odrodzenia Polski przyznanego przez prezydenta Bronisława Komorowskiego  za działalność opozycyjną  i grzmiał z mównicy: "Sądownictwo w naszym kraju to zorganizowana grupa przestępcza!"...   Marysia publicznie powiedziała premierowi  Donaldowi Tuskowi, że jest oszustem...   Janusz spoliczkował byłego ministra, a obecnie eurodeputowanego Michała Boniego za uprawiane przez 15 lat kłamstwo lustracyjne...   W Krynica - Zdrój piszą o Lublinie to, co tu blokowane jest na poziomie redaktorów naczelnych lub właścicieli...   Róbmy swoje pamiętając, że Izraelici potrzebowali 40 lat by dojść do ziemi obiecanej, a my przeszliśmy już 34 i nadal żyjemy...   Tak na marginesie, to mało kto w Łęcznej, Świdniku czy też Lublinie pamięta jak sfałszowano w Bogdanka wybory delegatów na Zjazd Krajowy "S", a dla przykrycia sprawy "ostrzelano" z broni maszynowej samochód marki Polonez, za którego kierownicą siedział Twój były kontrkandydat w wyborach na przewodniczącego Regionu Środkowowschodniego "S"...   Naszą rolą jest nie tylko to pamiętać, by jak przyjdzie pora, to do tabliczki z nazwą ulicy nadaną przez aktualnie "panującą" koalicjo-opozycję, dodać krótkie i proste słowo - Kłamca.   Tym się od nich różnimy, że nie będziemy robili pozorów zmian poprzez burzenie starych pomników i stawianie nowych oraz zmieniali nazwy ulic, a zaczniemy nazywać rzeczy po imieniu poprzez dodanie krótkiej informacji dodatkowej - ten był bohaterem, a ten... zdrajcą.   Przeżyliśmy działania operacyjne starych i nowych służb specjalnych, kontrole UKS i Izb Celnych, cenzurę prewencyjną, zapisy na nazwisko,  próby cenzury źródłowej i dyskredytacji osobowej w Polsce po "Ludowej", to i doczekamy czasu, w którym zdrajca będzie nazywany zdrajcą, kłamca będzie nazywany kłamcą, a uczciwy pozostanie uczciwy.   Powodzenia w roszczeniach!
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Witam cię Jędrek po dwudziestu pięciu latach, wreszcie odnalazłeś mnie na forum. Pozdrawiam cię serdecznie.
Zaloguj się, aby oddać głos
0
I ja jestem temu winien Polska - kraj, który runął w gruzach gospodarki uprzemysłowionej. My obywatele tego państwa, sami winniśmy upadku, wy, którzy oczekując jedynie poprawy swojego bytu osobistego, przymknęliście oczy na rozgrywające się wydarzenia na rynku politycznym kraju.  W pierwszym rzędzie należałoby winić za ten stan rzeczy rząd Solidarnościowy, który przejmując władzę myślał krótkowzrocznie jedynie o umocnieniu się w tej władzy. Odchodzącemu aparatowi partyjnej władzy było na rękę sprywatyzowanie upaństwowionych zakładów, zrzeszających wielkie masy ludzkie, zdolne do organizowania się do protestacyjnego zrywu w przypadku łamania pracowniczych i obywatelskich praw. Zatem odchodzący z własnej woli, z cicha popierali politykę nowo rozpierających się w fotelach władzy, bo wiedzieli i liczyli na to, że to oni będą mogli udrzeć najwięcej z tego sukna ich dawnego folwarku. I udał się cichy plan komuchów, którzy rozkradli za psie grosze zakłady pracy, wyrzucając na bruk, tych, którzy byli ogromną przeciwwagą dla aparatu piastującego władzę. Jednak nadal śmiem twierdzić, że do tego dopuściliście wy sami, tamtych rozgrywek politycznych i to zajmuje szeroki aspekt, który chciałbym unaocznić. Byłem przewodniczącym Solidarności w dużym zakładzie pracy, w myśl ustaw statutowych wytykałem pijaństwo i brak zaangażowania w wydajność pracy, pisałem wiele monitów, gdy odwiedziłem jeden z oddziałów swojego wyodrębnionego zakładu, znalazłem swojego zastępcę niepijącego, ale pośród pijących. I właśnie jedynie tam, gdzie sprawował kierownicze stanowisko mój zastępca, tablica ogłoszeń była pusta, on nie dbał o to by znajdowały swoje miejsce na niej pisma urzędowe jego kolegi, przyjaciela i zwierzchnika w jednej osobie. Rządziłem twardą ręką, zmieniłem Radę Pracowniczą, spowodowałem zmianę obsady dyrektorskiej, inni dawni słudzy aparatu, czując dla siebie niekomfortową sytuację, woleli niczym szczury z pokładu uciec z przedsiębiorstwa z przewodniczącym komunistycznych związków na czele. Jednak w nim zaczęły panoszyć się spółki żerujące na masie zakładu pracy, próbując z wolna rozkładać przedsiębiorstwo, doprowadzając go do plajty, ale i z tym sobie poradziłem, zakazując wydawania zleceń dla owych ośmiornic partyjnych. Było niezwykle trudno walczyć z tyloma naraz podmiotami, gdy moje ciało doradcze w postaci członków Komisji Zakładowej jawnie im sprzyjało, przeciwstawiając się moim poruczeniom, toteż postanowiłem zmienić stan panujący, poprzez ponowne wybory, by otoczyć się ludźmi oddanymi sprawie związkowej, lecz się przeliczyłem, poddając swoje stanowisko także pod ponowny wybór. Sądziłem, iż tych lepszych będzie o wiele więcej niż tych, którzy mają na względzie jedynie prywatę, nie otrzymałem ani jednego głosu, przewodniczącym został mój zastępca, który przed wolną Polską nie był złym człowiekiem, więc u schyłku panowania komunistycznego z tego materiału uczyniłem swojego sojusznika podziemia, a który już jako przewodniczący optował za tym by wykluczyć mnie z szeregów Solidarności za udzielony wywiad prawdy dla Tygodnika „Solidarność”. Zatem odszedłem, a wkrótce nawet zostałem zwolniony w ramach likwidacji etatów, co prawda, jako były działacz w strukturach związku mogłem walczyć przed Sądem o niestatutowe zwolnienie z pracy, jednak ono przyniosło mi ulgę. Teraz bez radykalnego, ciągle zaglądającego do kuchni, było znacznie wygodniej uczynić rozbiór przedsiębiorstw. Mój następca był naprawdę fajny chłop, ale nie potrafił tego co jego poprzednik, w nawale problemów skorzystał z prawa do renty, opuścił okręt i okręt wkrótce się pogrążył w chaosie ekonomicznych rozbiorów. Zaczęły się eksmisje z domów na bruk, ale by było humanitarnie, traktując człowieka niczym zwierza robiono to z nastaniem wiosny, po okresie ochronnym. Wzrastała ilość niezaradnych bezdomnych, którymi do tych pór zajmował się socjal. Już według żydowskiego przedwojennego powiedzonka, kamienice zaprzestały być waszymi. Byłem świadkiem żydowskiej manifki, która szła rozradowana w dół Lubartowskiej, z jej szeregów wykrzykiwano, (manifestując to dla zebranego na chodnikach pospólstwa); nasze kamienice są, i tutaj z ironią rozbawieni sytuacją, dodawali; ale i nasze ulice też. Idąc w dół Lubartowską, patrz czytelniku po oknach kamienic, tak jak zwierzęta oznaczają swoje terytoria, tak i ci, poustawiali w oknach dla widoku twego menory, a na szybach wymalowali betlejemskie gwiazdy, ale te domy przedstawiają ruinę i pustostan, z pewnością zażądają od naszych władz, by im je wyremontowano.  Jak to określił minister Radosław Sikorski w ostatniej z afer podsłuchowych, a ja za nim powtórzę; rząd polski gotowy zrobić jest laskę nie tylko amerykanom. Za komuny byli tacy, którzy podnosili bunt, dzisiaj przeciwko nim należałoby się buntować, z pewnością jest komu, tylko że nie potrafią ci oburzeni pokrzywdzeni przez los i władzę się skrzyknąć, ponieważ zabrakło miejsc pracy, pracy i scentralizowanych ośrodków z których można było jednogłośnie zaprotestować gremialnie. Zresztą już na tych nie czas, a młodzi wykształceni wolą zarobkować w rubieżach zatrudnienia unijnych krajów, niż walczyć o swoje godne prawa na łonie ojczyzny. Opisywana tu powyżej sprawa jest jakoby jednostkową, ale nie, taki scenariusz rozgrywał się w dużych zakładach całej Polski, na naszych oczach ginęły przedsiębiorstwa, do tych pór zarobkujący odchodzili z nieukrywaną radością na Kuroniówkę, wszystko odbywało się po myśli nowo rządzących i kolesi partyjnych mogących kupczyć swoim, acz nie swoim wianem. Wzrastające niezadowolenie mas pozostających bez zatrudnienia na dziadowskim zasiłku dla bezrobotnych, nie miało już siły i znaczenia dla zmieniających się rządów obfitujących w spadochroniarzy różnych nacji politycznych. Reszty dokonała Unia Europejska, dyktując nowo wstępującemu państwu w jej szeregi, co może, a czego nie może. Takim sposobem starzy cwaniacy zasiadający w Brukselskich ławach, podyktowali likwidację dobrze prosperujących zakładów pracy, bo i po co Polska ma produkować cukier, skoro mogą oni go sprzedać rozgoryczonym Polakom, zaś zastępy bezrobotnych znajdą zatrudnienie w ich państwach, w podrzędnych pracach, których nie chce wykonywać autochton, ani przysłowiowy murzyn.  Jeszcze, jako tako producent rolny w tym kraju trzymał się, ale i jemu zdążono dobrać się do dupy, nałożone embarga na produkty rolne, to oddzielna polityka, ale nieopłacalne ceny zbioru ziemiopłodów coraz bardziej biją chłopa po jajach mimo unijnych dopłat, pewnie i o to chodzi tym starym unitom, by Polska stała się rynkiem zbytu ich ziemiopłodów. Spójrz myślący, rozwalono nam rynek zatrudnienia, chińczyk swymi bublami rozpierdzielił wszelkie rzemiosło tekstylne, nawet czosnek swój śle, rolnika wykończą ziemiopłodami z Unii, przedsiębiorcę załatwią podatkami, babcię klozetową i kupczącymi na rynkach fiskalnymi kasami, a ja rozkładam ręce i nie mój czas by nawiać z tego latającego holendra, światła nikt nie będzie musiał gasić, bo zostaną w tym parku ludowym ci, co umiejętnie potrafili dbając o swoje w ciągnięciu tego robotniczego szkarłatnego płótna.   18 sierpnia 2014      
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Została wydana drukiem książka Jacka Dyć - Mieszczucha   https://www.google.pl/?gfe_rd=cr&ei=XYPFU8d8ysjyB9OrgNAJ&gws_rd=ssl#q=polityczna+zakonnica&spell=1
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Rząd pokazuje, co potrafi, czy na więcej go stać? Utarło się mówić my, gdy jako obywatele nie mamy większego wpływu na poczynania Rządów, a one za nasze pieniądze mogą wszystko, nawet, gdy my będziemy przymierać głodem, to On sam się wyżywi z tego, co ukradnie obywatelowi, a ukraść można przy jednym produkcie wielokrotnie, w narzuconym podatku na producenta, jego pracowników, dostawcę, odbiorcę i potencjalnego konsumenta, a wyżywić mamy kogo, walczono kiedyś z biurokracją, teraz tych gęb do wyżywienia wzrosło może i ośmiokrotnie. Tak, tak, Polska nigdy nie była mocna, teraz stała się państwem słabym i o ubogim społeczeństwie. W tym kraju pozostali tylko starzy, zniedołężniali, schorowani, leniwi, niezaradni, dzieci i pasożytujący cwaniacy. I tu bez obraz, każdy może umieścić siebie w odpowiedniej podgrupie – obywatele.  Zaś najważniejsza grupa dla rozwoju państwa, do której nie możemy się zaliczać, to ludzie wykształceni, przedsiębiorczy, mający odwagę do przedsięwzięć, niestety, zmuszeni nieudolnością rządzących do emigracji. Gdyby wszyscy oni, zechcieli powrócić na gruzy państwa z tułaczki za chlebem, w jakim sektorze uprzemysłowienia znaleźliby zatrudnienia dające im utrzymanie, gdy w tym kraju umierają za ścianami w ciszy, bez należytej opieki ciężko chorzy i starcy opuszczeni przez tych, którym zapewnili wychowanie i start w życie, ale tych tutaj nie stać by ktoś nimi się zaopiekował, czy posprzątał. Jednak naprawdę podziwiam tych uciekinierów i śmiem twierdzić, iż to ludzie w przeważającej liczbie uczciwi, a przede wszystkim odważni pionierzy XXI wieku. Bogactwo kraju bierze się z wytwarzanych dóbr materialnych, ale nasze Rządy tego zaniechali, wręcz zaprzepaścili owe możliwości wzbogacania się i rośnięcia w siłę. Ale 15 sierpnia roku pańskiego, pan Komorowski z Donaldem prężąc militarnie muskuły, wymachując szabelką, pokazali panu Putinuszce, z kim może mieć do czynienia. Jednak mogliby się pochwalić, ile temu ubogiemu narodowi polskiemu wyciągnęli z kieszeni jedynie na paliwo kolumn zmechanizowanych i ogłuszająco latających stali dla ogłupienia motłochu. A na Ukrainie dzieje się, oj dzieje, kiedy władza polska nie ma ani sił militarnych i wystarczającego uzbrojenia, ale ja jestem pacyfistą uważającym, że takie wojsko demoralizujące i ogłupiające młodych ludzi, wchodzących ze swym plastycznym jeszcze umysłem w dorosłe życie, nam nie jest potrzebne. Wszyscy, jako potencjalni konsumenci i nabywcy narzekamy na to, że wszystko i wszędzie chińszczyzna. A dlaczego miałoby być inaczej, skoro tego żółtego narodu w skali populacji całego świata jest jedna czwarta, toteż może on nam i dla reszty świata wytwarzać wszelkie dobra materialnego zbytku, wypełniając nisze pokracznie rozporządzanego kraju. Również Hindus, Japończyk, Koreańczyk nie zasypia gruszek w popiele, tylko my jesteśmy otwarci na to, by ci przyjeżdżali do naszego kraju ze swym kapitałem finansowym, korzystając z naszego kapitału w postaci siły roboczej, by tworzyć nam miejsca pracy. Jednak nie staje się to na dłuższą metę realne dla przedsiębiorców z poza Europy, gdyż biurokratyczne ustawy i rozporządzenia z wysokim opodatkowaniem nie służą biznesowi rodzimemu, a tym bardziej obcemu kapitałowi, ale póki co, kontrabandziści wyrobów tytoniowych już zaopatrzeni są w fiskalne kasy. Demokracja to naprawdę dobre narzędzie dla Rządu, każdy musi o siebie sam zadbać, a ja przy okazji mogę wypisywać prawdy, za które ścigano mnie za komuny i za które gniłbym w więzieniu, ale nie mówmy hop. 19 sierpnia 2014
Ostatnio edytowany 19 sierpnia 2014 o 12:29
Zaloguj się, aby oddać głos
0

Dodaj odpowiedź:


Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz: