Przeglądarka, z której korzystasz jest przestarzała.

Starsze przeglądarki internetowe takie jak Internet Explorer 6, 7 i 8 posiadają udokumentowane luki bezpieczeństwa, ograniczoną funkcjonalność oraz nie są zgodne z najnowszymi standardami.

Prosimy o zainstalowanie nowszej przeglądarki, która pozwoli Ci skorzystać z pełni możliwości oferowanych przez nasz portal, jak również znacznie ułatwi Ci przeglądanie internetu w przyszłości :)

Pobierz nowszą przeglądarkę:

Użytkownik

Trochę prawdziwej historii nie zawadzi.

Utworzony przez jacek dyć, 20 maja 2014 o 13:40
Trochę prawdziwej historii nie zawadzi.   Wchodzę na niewygodny grunt dla niektórych i śliski dla mnie, lecz napiszę kilka słów prawdy, o której jedni wiedzą, inni wola o niej nie mówić. Okres sprzed drugiej wojny, to okres posiadaczy i wyzyskiwanych. Byli wielcy obszarnicy i fabrykanci, i by uprawiać te grunta, czy odnosić sukcesy w produkcji fabryk, potrzebna była bezwolna, głupia siła robocza. Na ziemiach całej Europy chłopa traktowano, jak podgatunek człowieka. Wśród tych wykorzystywanych głodujących mas panowało zacofanie i ciemnota utrzymywana skrzętnie przez możnowładców. Jednak spośród pańszczyźnianych niektórzy mieli pozwolenie od pana na wyemigrowanie do miasta. Fabryki to w przeważającej większości własność szlachecka, zatem chłop wpadał z przysłowiowego deszczu pod rynnę, ale pod nią, w stadzie mógł dzielić się z innymi mu podobnymi swą ciężką dolą. I tak w tych skondensowanych ludzkich masach wzrastała świadomość niezasłużonego wyzysku. Tak zaczął naradzać się socjal. Kiedy rozpętała się zawierucha pierwszej światowej wojny, na czele żołdactwa stali uprzywilejowani z rangi urodzenia. Tę wojnę możnaby śmiało nazwać wojenką ekonomiczną Europy. Biedota proletariacka nie znajdując polepszenia swojego bytu w sektorach uprzemysłowionych, chętnie wdziewała mundury armii z nadzieją wywalczenia dla siebie lepszego jutra. Wykrwawiali się dla tych, którzy miedzy bojami urządzali sobie wspólne z przywódcami wrogich armii pikniki na terenach pomiędzy zwaśnionymi stronami. Wojenka się skończyła, kto się na niej wybił, to wybił, reszta mas powróciła do codzienności kieratu. W okresie międzywojennym, na ziemiach niemieckich wyłonił się narodowy socjalista. Odsiadywał swoje w więzieniach, ale wskazywał narodowi, w czym tkwi przyczyna jego niedostatku. Z biedy rodzi się determinacja. W owych czasach, Żydzi z zawsze otwartym umysłem na geszeft, byli tą dużą społecznością, której się powodziło z racji swej mentalności, zatem pan Hitler ukierunkował nienawiść pod ich adresem. W Rosji po październikowej rewolcie, biedota tworząca zalążki wielkiej armii czerwonej, już nie dała sobie odebrać zdobyczy rewolucji i do pługa pańskiego już nie pozwoliła się zepchnąć, przez Kraj Rad przewalały się walki z anarchią. Ucisk i prześladowania tych, którzy wieścili głośno przyczynę biedy chłopa pańszczyźnianego i proletariusza, zmusiły do ucieczki z Polski w szeregi komunistycznej armii ZSRR. Jej założeniem ideologicznym było obalenie władzy wyzyskiwaczy kapitalistycznych i magnaterii ziemskiej całej Europy i rozdanie ziemi, ziemi dla wszystkich. Powstających dwu olbrzymich sił zbrojnych o podłożu ideologiczno narodowym cel był zgoła ten sam, chociaż ich przywódcze trzony kierownictw stanowiły odmienny stan klasowego pochodzenia. Tworzącej się armii niemieckiej przewodziła elita klasy panów baronów, hrabiów, gdy beretka armii czerwonej, to przywódcy z plebsu. Generalskie szlify otrzymywali, byli fornale nacechowani wysoką świadomością klasowej niesprawiedliwości dziejowej. Większość oficerów wyższego stopnia przyszłej amii Wojska Polskiego, to ci, co narodzili się z polaków w niedoli rosyjskiej i byli uchodźcy proletariaccy. Po obydwu stronach tych biegunów zaszczepiano i skrzętnie pielęgnowano nienawiść. W obozie komunistycznym do panów i kapitalistów, w faszyzmie do narodów reszty świata i komunizmu. Wreszcie starły się te dwa i to nie tak skrajne bieguny, ze swym fanatyzmem w prowadzeniu walki dyktowanym nienawiścią U tych pierwszych doszła do głosu zemsta za pogwałcony sojusz i wyrafinowane ludobójstwo przez ich, co nie bądź niedoszłego sprzymierzeńca do dzielenia Polskiej skóry. Na okupowanych terenach Polski tworzyły się grupy partyzanckie. U schyłku wojny zaczął prześwitywać nowy ład ustrojowy państwa polskiego. Zaprowadzenie komunizmu w Rosji było prostym zjawiskiem, jako że rosyjskiej burżuazji zepchniętej podczas ojczyźnianej wojny, nie dano się odrodzić. Polscy posiadacze ziemscy dopiero pod koniec działań wojennych zaczęli zauważać zagrożenie swojego interesu w przyszłej Polsce. W toczących się rozmowach trójcy sprzymierzonych sojuszników (Stalina, Churchilla i Roosvelta), Polska nie była brana pod uwagę. Ona już miała niepisany status bycia republiką ZSRR, czy jej się to podobało czy nie.    Armia Krajowa reprezentująca dawny ład posiadaczy ziemskich, za wszelką cenę chciała powrotu Polski z przed wojny, w której jedni pracowali i nic nie posiadali, gdy drudzy nie pracowali, a posiadali. Emigracyjny rząd z Londynu wzywał naród Polski do niewstępowania w szeregi Armii Wojski Polskich, powstałych na ziemiach związku zdradzieckiego. Tu trzeba nadmienić, iż Anders tworząc Armię Polską wyprowadził ją do Iranu, podporządkowując się woli rządowi londyńskiemu na uchodźctwie.  Wojsko Przewodzone przez niego, zamiast wyzwalać Polskę, oddawało swe życie w walkach pod Tobrukiem, Narwikiem, Monte Casino. A Armia Krajowa? Wraz z wyzwalaniem ziem Polskich rozparcelowywano ziemie dawnych możnowładców, przydzielając ją tym, którzy jej nigdy nie mieli, chociaż byli zmuszeni zraszać ją krwawym potem dla panów. Wtedy to Armia Krajowa robiąc publiczne pokazówki, dla przestrogi dla innych, karała publicznie odbierając to, ci dostali ze słusznej racji, za to, że przyjęli to, co nie należało do nich. Mała dygresja; w Puchaczowie podczas wiejskiej zabawy, na salę weszli uzbrojeni ludzie Uskoka, kazali wszystkim położyć się na glebie, a wyczytanym dwudziestu paru osobom wstać, wszystkich zastrzelono pomiędzy pozostałym, bez wyprowadzania na zewnątrz. Trwały zacięte walki z okupantem, ale gdy Armia Wojska Polskiego weszła już na ziemie Polskie, AL, GL, Bch i inne ugrupowania partyzanckie, rozwiązując się, wstępowały w szeregi Ludowego Wojska Polskiego, lecz nie Armia Krajowa, ona nadal tkwiła w opozycji, wymierzając kary tym, którzy śmieli wstępując w szeregi LWP, tym zdradzać. Ale kogo? Prawdą jest, że zamysłem rządu na uchodźctwie była myśl: Niemiec jest tak silny, obydwie strony się wykrwawią, nam wystarczy dobić niepokonanego i przejąć panowanie nad Polską. W Warszawie doskonale wiedziano, że zbliżają się fronty polski i rosyjski, więc podjęto powstańczą nierówną walkę skazaną na niepowodzenie, aby pokazać, że wyzwolenie Warszawy to zasługa Armii Krajowej. Tyle lat po wojnie, ale jakoś z nikąd nie słychać, że AK brała udział w wyzwalaniu kraju. Proszę wskazać tych z AK, którzy zdobywali Berlin, są, ale ci, co już po 45 nadal toczyli partyzanckie boje o Polskę Sanacyjną. I nie jest to fałszem, że byli prześladowani, siedzieli w więzieniach, pracowali karnie w kopalniach i tylko za to, że chcieli przywrócić ład i porządek z przed wojny. Władza komunistyczna, która wyzwoliła Polskę, panowania oddawać nie zamierzała, no bo w imię niby czego, na zdrowy rozum miała to zrobić? Działania wojenne ustały, odbudowywano doszczętnie zrujnowaną Stolicę i wiele innych miast Polski, a AK walczyła nadal z tym, którzy przez ucisk panów i kapitalistów postanowili sami, też zostać panami. Utworzyło się państwo socjale i nie było na początku tak źle, póki tym, którzy zrodzili się z feudalnego chłopa, stojącym na czele państwa nie poprzewracało się w dupach. Powstała nowa klasa panów, głosząca idee socjalistyczne, dawała robolom ile uważała za stosowne, a więcej tym, którzy przystępowali do ich komunistycznej partii. I coraz mgliste i dalsze stawało się to wszystko od założeń walczących o komunizm. Powstawały zamiast folwarcznych majątków, PGRy i wielkich fabryk molochy, w których już nie pańszczyźniany, ale jak pańszczyźniany pracował niby na swoim i nie jego, robotnik. Ogłupionemu narodowi dawano zarobić, by starczało mu do następnych poborów, tak by szczęśliwy był, gdy z tego jeszcze zdoła coś odłożyć. Jednak czerwona burżuazja popełniła wielki zasadniczy błąd. Gdy feudałowie nie dopuszczali świadomie do krzewienia oświaty wśród wyrobników, ci nawet pod rygorem postanowili kształcić motłoch i pod przymusem karalności zaganiać do pracy. Zatem robol pozostawał w kontakcie z robolem już nie ciemną masą, którą można było prowadzić przy pomocy marchewki i kija. Niezadowolenie w kraju rosło i jak wzbierający wrzód pękało od czasu do czasu. Chłop na tym, co dostał od władzy komunistycznej siedział cicho, jemu już było dobrze, miał ziemię i nie musiał pracować na pana i plebana, jedynie jego dzieci pragnęły więcej, bo żyć po pańsku w mieście, bez krów gnoju i jego smrodu. Stalin, gdy chciał pozyskać jeszcze nieukierunkowane politycznie masy dziecięce i wykorzenić z nich przekonania religijne, rozdawał cukierki, mówiąc przy tym, by poprosiły o to również Boga, wtedy zobaczą, kto ma większą moc. Olbrzymie zapotrzebowanie na ręce do pracy w przemyśle i budownictwie przemysłowo mieszkaniowym, z chęcią przyjmowały szeregi potulnej społeczności napływowej ze wsi. Miasta pęczniały, mimo iż od wojny stan narodu polskiego utrzymuje się do chwil obecnych na jednakowym poziomie. To dla nich budowano, ale aby otrzymać marchewkę musieli popierać czerwoną władzę. Ustanowiony powojenny proletariat robotniczy został rozwodniony skutecznie. Mając w kim wybierać, wyrzucano z pracy, przenoszono na gorsze stanowiska krzykaczy oczerniających władzę. Również podwoje wyższych uczelni zamknięte były dla tych z rodzin o zabarwieniu inteligenckim i robotniczym bez pokrycia przynależności partyjnej. Niezadowolenie wzrastało, popularność władzy komunistycznej zaczęła się w szybkim tempie dewaluować. Wreszcie wybuch społeczny bunt o kanapki, który przeniósł się na cały kraj i przejawił się w chęć zrzucenia jarzma czerwonych panów. Wtedy znowu powołano w siły zbrojne ZOMO, ROMO i innych podgrup ramienia władzy, lojalnego chłopa i chłoporobotnika, by poskromili wichrzycieli ładu i porządku publicznego. Wojny się pokończyły, spójrz narodzie, jaki jesteś, na co cię stać i jak ukierunkowali twój tok myślenia w tym polskim mariaszu, kto zapomniał o tobie, gdy o nim nie myślałeś i kto w obecnej chwili gra przed tobą pana, gdy ty też już jesteś panem.   PS. Na wielu portalach zamieszczam swoje wypociny. Gdybym chciał, by mnie znano, nie występowałbym pod pseudonimem.  Także nie czynię tego z obawy przed kimkolwiek. Zamieszczanie przeróżnych stricte politycznych tekstów, miało na celu ujawnienie świadomości ludzkiej. I jak myślicie, czy test wypadł pozytywnie? Owszem czytacie, ale nie postrzegam po nikłych komentarzach oscylacji wokół polityki, ani zainteresowania życiem duchowym. Każdy jak sobie pościele, tak będzie spał, ale oprócz zamroczenia sennego, jest egzystencja, a co po niej? 20 maja 2014    
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Sztab bez armii   Nikt nie przeczy, że Solidarność stanowi dziś największą siłę polityczną kraju. Rzecz w tym, Że mamy wodza, wybitnych strategów, śmiałych generałów, zdarzają się karni i sprytni adiutanci, ale brakuje sierżantów. A wiadomo – wojsko bez sierżantów idzie w rozsypkę. Cały potencjał umysłowy Związku zaangażowano w rozwiązywanie problemów ogólnospołecznych, państwowych i ogólnonarodowych. Tymczasem Komisje Zakładowe – ledwo ciepłe. Dobrze, jeśli się znajduje w zakładzie choćby jeden aktywny i ambitny człowiek, który pociągnie całą robotę. Tylko jak długo?   Nie dostali kiełbasy, zjedli przewodniczącego.   - mówi (…. ….),były szef Solidarności w Lubelskim Przedsiębiorstwie budownictwa Miejskiego. LPBM to szesnaście budów rozsianych po całej Lubelszczyźnie. Pracują na nich głównie chłoporobotnicy. Dojeżdżają z daleka. - Im nie zależy na związkach, tylko na zysku – mówi (… …..). Czy można się dziwić? W końcu to nie ludzie są dla związku, ale związek dla ludzi. A ludzie ciągle chcą pieniędzy. Sytuacja działaczy Solidarności jest co najmniej dwuznaczna. Argumenty o ogólnonarodowej akcji zaciskania pasa i poparcia dla rządu „w trudnym czasie reform” zaczynają irytować, kiedy występuje z nimi rzecznik interesów. O ryzyko utraty wiarygodności związku zawodowego spierają się wykwintnie wielkie postacie życia publicznego. Prawdziwą miarą tego ryzyka jest rozgoryczenie ludzi Solidarności.   U mnie nie było strajków   - mówi z dumą (… ……). – Starałem się dobrnąć do świadomości Załogi. Prasa się nie rozchodziła. Tutaj ludzie nie czytają gazet. Robiłem wypisy z „Gazety Wyborczej” i „Tygodnika”, pisałem własne teksty – codziennie jeden. Tłumaczyłem, przekonywałem. Miałem komisję zakładową, która w ogóle się nie interesowała pracą związkową. Musiałem być przewodniczącym, sekretarką, księgowym, kasjerem, gońcem i wszystkim, co trzeba. Owszem, pomagał mi wiceprzewodniczący. Bywał na spotkaniach z dyrekcją, załogą, ale potem jechał do siebie Był majstrem na budowie. Znów zostawałem sam. Z konieczności stałem się dyktatorem. Kiedy mi to zarzucano, postanowiłem przeprowadzić nowe wybory do komisji i na przewodniczącego. Największym problemem zakładu jest pijaństwo. Nigdy na to nie przemykałem oczu, co też przysparzało mi popularności. Na trzy dni przed wyborami była pielgrzymka świata pracy do Częstochowy. Zapowiedziałem, że jeśli ktoś będzie pił, wyrzucę z autokaru. Nie wszyscy mnie posłuchali. Powiedziałem, że im nie daruję. Ogłosiłem tekst o pijaństwie. Na wyborach do KZ przyszła 1/3 członków Solidarności. Nie było quorum. Zarzucono mi, że ludzie zbojkotowali zebranie, bo wystąpiłem przeciw pijakom. Mówiono, że nie należy brudów wywlekać na zewnątrz. Chciałem doprowadzić w końcu do wyborów. Zorganizowałem szereg spotkań z załogą. Jeździłem na nie z wiceprzewodniczącym. Ja apelowałem do ludzi o spokój i pomoc dla rządu, a mój zastępca mówił: „Słuchajcie, nie mamy zamiaru znowu biedować i zaciskać pasa! Będziemy żądać!” To przesądziło o wyniku wyborów.   Region mi w niczym nie pomagał   Założyłem koło emerytów i rencistów bez zakładów macierzystych. Dałem im lokal, telefon. Udało się. Wystąpiłem przeciwko aktualnej radzie pracowniczej, która nie działała na korzyść załogi. Zebrałem podpisy pod wotum nieufności. Podpisali nie tylko członkowie Solidarności, ale także OPZZ-u i partyjni. Ludzie już wiedzą, że radę trzeba zmienić. Byłem aktywny. Zacząłem być znany. Przychodzili do mnie działacze z innych zakładów, prosili o poradę. To były niemal prywatne szkolenia. Dlaczego nie zwrócili się do regionu? Ich zapytajcie. Ludzie nie przychodzą na regionalne zebrania komisji zakładowych, bo tam się przelewa z pustego w próżne, rozmydla problemy. To jest kółko wzajemnej adoracji. Napisałem list otwarty do regionu z apelem, żeby zarząd koordynował działania komisji zakładowych, opiekował się, służył pomocą prawną. Napisałem konkretnie, jakie są trudności w zakładach. Pytałem, dlaczego się nami nikt nie interesuje. Nie było odzewu. Wtedy wystąpiłem na „Kazetach”. No i opisali mnie w „Biuletynie Regionalnym”, jako wichrzyciela.   Kiedy przestałem być przewodniczącym   przyszli do mnie z Miodozwiązków: „My cię wybieramy. Zrób ty u nas trochę ruchu”. Przez chwilę pomyślałem, że może warto byłoby coś zdziałać poprzez te struktury. Może wato byłoby zostać Wallenrodem. Śmieszne? Ale poszedłem z tym do regionu zapytać, po prostu zapytać. A oni od razu przypięli mi łatę. Teraz, co prawda, wpuszczono mnie na seminarium związkowe w Łęcznej, ale odmówiono identyfikatora, który uprawnia do zabrania głosu w dyskusji.   KZT-y mają marny kontakt z Regionem   - mówi Anna Truskolaska, redaktorka „Gazety”. Większość zakładów nie odprowadza składek, bo w imię czego? Region i tak nic nie robi, w niczym nie pomaga. Związkowcy są rozżaleni. Obawiam się jednak, że ludzie są do tego stopnia skomunizowani, że nawet jeśli będą mieli okazję zmienić rząd, nie zrobią tego. Ekipa jest ekipą, nie da się ruszyć. - Ciągle funkcjonują dawne mechanizmy – mówi Maciej Dacko, redaktor „Informatora PKP” – „Lubelski Biuletyn Regionalny” jest ściśle podporządkowany zarządowi, całkowicie dyspozycyjny. Widać to zwłaszcza teraz, przed wyborami. Blokuje się informację. Szef regionu uważa, że wszelkie krytyczne sądy rozbijają związek. - Redagowałem pismo podziemne – mówi Anna Truskolaska. – W tej chwili „Gazeta” wznawia działalność w drugim obiegu, poza wszelką cenzura urzędową i wewnętrzną. Niestety, ciągle jesteśmy na ten drugi obieg skazani. wszyscy są zgodni co do tego, że region jest potrzebny jako koordynator działań. Istota Solidarności przecież polega na tym, żeby jedni wybierali drugich. - Nasza komisja krajowa jest silna i ma dobre tradycje – mówi Maciej Dacko. My sobie radzimy bez niczyjej pomocy. Gorzej z małymi komisjami. Może moglibyśmy im pomóc, ale trzeba to zorganizować na szczeblu regionalnym, zamiast bawić się w spektakularne przedsięwzięcia.   Przypadek (…. …..) nie jest przypadkiem szczególnym   W wielu zakładach Solidarność opiera się na wysiłkach działacza, który mozoli się w samotności lub błąka po korytarzach regionu, odprawiany przez urzędników. i na ogół ma dość. Generałowie, zadbajcie o swoich sierżantów. Bo inaczej istotny krwioobieg związku stanie się znowu drugim obiegiem. red Aleksandra Zawłocka Tygodnik Solidarności 26 (63) 1 grudnia 1989 Na owym seminarium związkowym w Łęcznej, trwającym przez kilka dni, nie było żadnych dyskusji i pytań. Uczestniczący w nim przedstawiciele komórek zakładowych KZ NSZZ „S” z całej Polski nie mieli nic do powiedzenia, egzaltowali się Geremkami, Michnikami i wielu innymi działaczami referującymi, a znanymi im z podziemnej działalności, więc zabiegaliby o to, by zrobić sobie w ich tle zdjęcie, niektórzy do dziś takimi się mogą pochwalić przed laikami. Po ukazaniu się owego wywiadu ze mną w prasie , wykluczono mnie z Solidarności. 23 maja 2014      
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Zrozumienie historycznej chwili potrzeby   Słyszycie głosy o bojkot wyborów, jest to głupota, nie głosując możemy dopuścić do zwolnienia miejsc w Senacie i Sejmie, dając tym samym większą ilość mandatów komunistycznemu rządowi, do czego nie powinniśmy dopuścić. Chcąc mieć silny związek musimy go poprzeć, by mógł on wejść w system, którego nie możemy od ręki zmienić, ale z czasem i od środka wreszcie nam się to uda. Samo to, że rząd rozmawiał z opozycją przy Okrągłym Stole oznacza, że jesteśmy partnerem, z którym należy się liczyć. Wejście w system, to kontrola nad budżetem państwa, polityką gospodarczą państwa, na co rząd nie wyraża zbytnio zgody. Tak, że wejście do Senatu, jak widać, to gołym okiem, nie jest na rękę komunie. Ale gdy już coś wywalczymy, to, to się ustali i pozostanie, nawet w przypadku wprowadzenia stanu wyjątkowego, czy wojennego, chociażby, jak „Solidarność”. Wspominałem o kontroli budżetu państwa. Nasz świetny ekonomista Bugaj powiedział, że najkorzystniejszym kredytem jest radykalne ograniczenie zbrojeń, to przez 2-3 lat utrzyma się stopa życiowa na tym etapie, jaki jest, a po tym czasie będzie wzrastać. Chciałbym przedstawić wam teraz listę kandydatów do Parlamentu z ramienia „Solidarności”, a także zapoznać pokrótce z życiorysami politycznymi tych kandydatów.      Wybory do władz „Solidarności” rozpoczniemy zgodnie ze Statutem „S”, ale wtedy, gdy będzie nam znana ilość członków, zatem chciałbym, aby chętni zgłaszali się tu i teraz do nas w celu wypełnienia deklaracji cz jonkowskiej „S”. Uważam, że nie ma co dłużej czekać, oczekiwać i zwlekać bo i na co. Wybory do Parlamentu tuż, tuż, nie straćmy szansy, jaka się w obecnej chwili zarysowała na poprawę warunków politycznych. Najważniejszą sprawą dzisiaj jednak są wybory do Parlamentu, które są o wiele ważniejsze w tej chwili od naszych wyborów zakładowych, z tego powodu, że do dnia wyborów zostało już niecałe sześć tygodni. Wybory do Senatu i Sejmu ma prowadzić Komitet Obywatelski „Solidarności”, naszego regionu (gdyż taki również już powstał). Chcielibyśmy, my Komitet Organizacyjny naszego zakładu, aby w akcji wyborczej do Parlamentu dwu izbowego udział wzięli, samoczynnie członkowie naszego rodzącego się związku, poprzez zaangażowanie się w akcję plakatowania, agitowania, spotkania z kandydatami, oraz konkretną współpracę z K.O. RŚW „S”, którego jestem osobiście współpracownikiem. Rozumiem, że tacy działacze jak do tej pory nie wyłonili się z oczywistych powodów takich jak stan wojenny, ale teraz, gdy wchodzimy na drogę legalności, myślę, że tacy działacze się wyłonią i nie będą stać za innymi, co także w tym tyle woleliby pozostać.    27 kwietnia 1989
Ostatnio edytowany 5 czerwca 2014 o 14:56
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Trzeba z żywymi naprzód iść, Po życie sięgać nowe, A nie w uwiędłych laurów liść Z uporem stroić głowę Wy nie cofniecie życia fal! Nic skargi nie pomogą: Bezsilne gniewy, próżny żal! Świat pójdzie swoją drogą! Adam Asnyk  
Zaloguj się, aby oddać głos
0
A do czego ci żywi doszli? Do zobojętnienia, ucieczki przed trudnościami w służbę innym narodom. Jako kto wszyscy pracują za granicą, tutaj w kraju nie podjęli by tej pracy. Tak, świat idzie swoją drogą, ale to nie jest odpowiednia droga, powinniśmy żyć godnie w swoim kraju, a nie z tej beznadziei, jedynym wyjściem widzieć tylko emigrację, ktora stała sie antidotum na wszystko. Następne wybory, z pewnością odmienią życie wybrańcom, ale wyborcy z tego nic nie dostaną.
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Dwadzieścia pięć lat i jeszcze jeden dzień   Owszem - minęło już od zakontraktowanych wyborów dwadzieścia pięć lat, ale nie stał się słodszy dla Polaka polski kraj. Jakby nie było w zespole Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” byłem aktywnym członkiem, zajmującym się dystrybucją materiałów propagandowych, rozmieszczaniem punktów reklamujących kandydatów do Parlamentu z ramienia „Solidarności”, a więc strona marketingowa na mojej głowie była na Łęczną, wsie i w Lublinie. W miastach Polski fetowano rocznicę tą, ale beze mnie, nikt nie pokwapił się bym z nimi wystąpił społem. I dobrze, bo musiałbym publicznie za nieporadność zespołową się wstydzić, choć z nimi, lecz bez nich. Nas pracowników mimo rotacji kadr stanowiła nielicznej grupy garstka, jednak w TV tych niby z Komitetu Obywatelskiego ponad setka była, gdy nie stanowiliśmy nawet 1/4 setki. Ale cóż, zawsze gówno za statkiem płynąc, że płynie będzie pienić się z falą. Jakie walory przez te ćwierćwiecze się uwidoczniły, skoro komuna sama władzę wepchnęła jej rządnym, by przejąć nad tym władzę, co im przyniesie z utraconego królestwa krocie. Pod okiem Solidarnościowego Rządu rozkradali całego narodu mienie. To za ich aprobatą, w niby prywatyzacji poddawali likwidacji robotniczego zarobku zaplecze. Któż winien rzeszy bezrobotnych, emigrantów za pracą i masy na ulicę wyrzuconych bezdomnych, jak nieporadny zachłystujący się możliwością władzy Rząd. Ale ten naród jedynie bezmyślnie może patrzeć, tak jak antylopa na pożerającego jej dziecko lwa.      5 czerwca 2014
Ostatnio edytowany 5 czerwca 2014 o 14:58
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Bajeczki babci Pimpusiowej Udzielał raz wywiadu kotek, że jest zdrowy, Wtem uszki mu opadły, oczki wyszły z głowy, Pękł mu brzuch, ogon, płuca i głosowa struna, Wreszcie zdębiał, ocipiał, zesrał się i umarł. Amen.  
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Gdy wieje wiatr historii ludziom jak pięknym ptakom rosną skrzydła, a trzęsą się portki pętakom. Na zrywach społecznych korzystają zaradni,którzy mają na myśli swoje cele. A ludzie potrzebni są do wyborów.
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Bajeczki babci Pimpusiowej Udzielał raz wywiadu kotek, że jest zdrowy, Wtem uszki mu opadły, oczki wyszły z głowy, Pękł mu brzuch, ogon, płuca i głosowa struna, Wreszcie zdębiał, ocipiał, zesrał się i umarł. Amen.  
Wierszyczkiem w idiotyzm Lola   Anonimowi asekuranci   Z wpisu widać, że do czynienia nie mam z wychucholem, możesz również być starego czasu j......ym komucholem, gościu dobrze pisze, a ty chyba jesteś pi.........ym ubolem, wierszem ograniczenie przejawiłeś, tyś XXI w. zajebolem, większość tchórzy incognito opluwa, pisząc mierne głupoty, nie masz nic mądrego do powiedzenia nie rób z siebie idioty,  impersonalnemu nie można nawet wypłacić z liścia w twarz, przemyślże to, czy z pewnością, aby jaja męskości masz. 8 czerwca 2014 :) :P  :D :lol: 
Ostatnio edytowany 8 czerwca 2014 o 23:15
Zaloguj się, aby oddać głos
0
KZ NSZZ „S”/35/89                                                     17 sierpnia 1989              Do Tymczasowego Zarządu Regionu Środkowo Wschodniego „Solidarności” w Lublinie   W związku ze złą sytuacją cenowo rynkową i pogłębiającym się ubóstwem robotników, skłania mnie to do wystąpienia o kontrolę nad stanem, jaki istnieje w regionie i kraju. Ceny wciąż rosną, zarobki stoją w martwym punkcie, a towarów podstawowych brak. Nasuwa się pytanie, czym to jest podyktowane? Komisje Zakładowe „Solidarności „ powstały po to, by robić porządek i dbać o dobro pracowników w zakładach pracy, a Region powinien sprawować kontrolę nad sytuacją gospodarczą i ekonomiczną w regionie. Z Rocznika Statystycznego za rok 1988 wynika, że w produkcji cukru jesteśmy potentatem, (piąte miejsce w Europie), a także, że eksport w przeciągu roku (1986-87) wzrósł trzykrotnie.
  • Dlaczego więc Region nie zainteresuje się, jakie są zapotrzebowania konsumpcyjne? (zresztą nie tylko cukru).  
  • Dlaczego braki towarów na rynku rekompensuje się ich wygórowanymi cenami?
  • Czy musimy spłacać długi eksportem i wysokimi cenami, resztek pozostałego w kraju towaru?
Prawie w każdym zakładzie pracy istnieje „Solidarność”, niech Solidarność Kolejarzy zajmie się ładem na kolei, Solidarność Masarzy sprawuje kontrolę, w którą stronę ta kolej wywozi ich krwawe produkty, Solidarność Cukrowników nie dopuści, by ich cukier nie topniał w eksporcie. A Region? Region niech inspiruje i koordynuje działania Komisji Zakładowych NSZZ „Solidarność”. Gdy robotnicy dojrzą taką działalność Regionu, przestaną nas pytać w Komisjach Zakładowych, na jakie cele odprowadzane jest 25% z ich składek. Przew. KZ NSZZ"S" Jacek Dyć   Do wiadomości mojego zakładu Biuletynu Informacyjnego „S”    Region nigdy nie odpowiedział, stałem się ich wrogiem nr. jeden i robiono mi opinię zadymiarza, Biuletyn milczał także.
Ostatnio edytowany 10 czerwca 2014 o 17:34
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Czy możliwe są pośród tego narodu przemiany?   Będzie to swoisty miszmasz, bo tak wiele spostrzeżeń mnie frapuje, one prowokują do napisania tekstów o przeróżnym zabarwieniu tematycznych, ale to wszystko miewa seksualne podłoże, zatem wrzucę to na tę samą kartę problematyczną. Polska pięknieje nam z dnia na dzień, chociaż duży procent społeczeństwa ubożeje, budują nam olbrzymie markety, ale by kupować należy pracować, a o folwark pracy trudno. Jeszcze ćwierć wieku temu mieliśmy bez liku olbrzymich przedsiębiorstw i zakładów pracy zrzeszających masy ludzkie, które mogły wymieniać się spostrzeżeniami, wyrażać niezadowolenie i pójść wypić wspólnie wódkę, czy browara, przy którym to dopiero zradzał się bunt przeciwko chwili dziejowej. Tak powstawał z niezależnej myśli zryw polityczny, ujęty w ramy wolnego związku zawodowego, który mógł burzyć skostniałe mury partyjnej władzy. I gdy to nastąpiło, nowo powstająca władza Solidarnościowo komunistyczna, przy aprobacie tych drugich, by móc władać bezstresowo, bardzo szybko zlikwidowała gniazda proletariackie. Macie wszyscy wolność, już nikt nie musi obawiać się represji za źle sformułowane zdania pod adresem kulawo rządzących państwem. Budują wam „Orliki”, stadiony, drogi z dotacją unijną i niby dbają o was, lecz ta dbałość jest o interesy własne. Polska ma być zapleczem taniej siły roboczej, bez kwalifikacji na wykonywanie prac, których nie chce podjąć własny obywatel, a więc jesteśmy narodem unijnym drugiej kategorii. W Unii dyktują nam, co możemy, a czego nie możemy, takim sposobem wasi wybrańcy do Niej dopuścili do likwidacji choćby przemysł cukrowniczy, cementowy i innych gałęzi przemysłu. Polska ma być miejscem zbytu na towary państw układu z pod znaku starej Unii. Ale, za co masz kupować, gdy nie masz gdzie zarobić, jedynie jeszcze wieś sprzedając swoje ziemiopłody może zasilać fundusze obcego biznesu marketów. Czy twoich przedstawicieli w Unii to zbytnio obchodzi? Chyba niezbyt; 12 czerwca 2014
Ostatnio edytowany 12 czerwca 2014 o 15:57
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Europejskie zarobki europosłów Za­rob­ki eu­ro­po­sła w Pol­sce mogą prze­kro­czyć nawet 70 tys. zło­tych mie­sięcz­nie. De­pu­to­wa­ni, któ­rzy w Par­la­men­cie Eu­ro­pej­skim za­sia­da­ją już dwie ka­den­cje, mogli za­ro­bić przez ten czas nawet 8 mln zło­tych. Jedni za­ro­bio­ne pie­nią­dze wy­da­ją na sa­mo­cho­dy i spła­tę kre­dy­tów, inni na naukę ję­zy­ka i po­sel­skie biura. Na re­kor­do­we wy­na­gro­dze­nie eu­ro­de­pu­to­wa­ne­go w dużej czę­ści skła­da się pen­sja w wy­so­ko­ści 6,2 tys. euro, czyli około 26 tys. zł, czy­ta­my na stro­nach Par­la­men­tu Eu­ro­pej­skie­go. Oprócz pen­sji poseł otrzy­mu­je dietę za każdy dzień pracy - 306 euro, czyli 6 tys. euro mie­sięcz­nie. Do jego port­fe­la tra­fia, zatem ko­lej­ne 26 tys. zł. Je­dy­nym wa­run­kiem jej otrzy­ma­nia jest udział w po­sie­dze­niach. REKLAMA                                                                                                         Poseł do­sta­je rów­nież 18 tys. euro, które może prze­zna­czyć na wy­na­gro­dze­nia dla asy­sten­tów i pra­cow­ni­ków biura. Pro­wa­dze­nie biura za gra­ni­cą nie jest jed­nak obo­wiąz­ko­we, dla­te­go więk­szość po­słów pro­wa­dzi je w kraju, w okrę­gu, z któ­re­go zo­sta­li wy­bra­ni. Utrzy­ma­nie pra­cow­ni­ków i lo­ka­lu w Pol­sce jest bo­wiem znacz­nie tań­sze niż w sto­li­cy Bel­gii. Poza tym, każdy poseł otrzy­mu­je rów­nież 4 tys. euro na tzw. "wy­ko­ny­wa­nie man­da­tu". Pie­nią­dze te po­win­ny być prze­zna­cza­ne na dzia­łal­ność po­sel­ską, czyli pracę biura lub szko­le­nia. W prak­ty­ce pie­nią­dze te wy­da­wa­ne są na książ­ki i re­stau­ra­cje, któ­rych Unia nie roz­li­cza. Eu­ro­po­seł może rów­nież otrzy­mać 2 tys. euro na kursy kom­pu­te­ro­we, a także 5 tys. euro na kursy ję­zy­ko­we, które można zre­ali­zo­wać np. na Wy­spach Ka­na­ryj­skich. Unia gwa­ran­tu­je rów­nież swoim par­la­men­ta­rzy­stom 2 prze­lo­ty sa­mo­lo­tem i do­da­tek za od­le­głość w wy­so­ko­ści 200 euro. Poza tym każdy eu­ro­po­seł do­sta­je lap­top, te­le­fon, służ­bo­wy rower i 800 euro na tzw. do­dat­ko­we wy­dat­ki. Po za­koń­cze­niu ka­den­cji każdy poseł do­sta­je od­pra­wę w wy­so­ko­ści 6 mie­sięcz­nych pen­sji, czyli ponad 100 tys. euro. Pia­sto­wa­nie urzę­du eu­ro­po­sła gwa­ran­tu­je rów­nież przy­zna­nie eme­ry­tu­ry po 63. roku życia. Jej wy­so­kość uza­leż­nio­na jest od stażu pracy. Z per­spek­ty­wy unij­nej nie jest ona jed­nak wy­so­ka. Osoba, która prze­pra­co­wa­ła całą ka­den­cję, może li­czyć na ok. 1,1 tys. euro, czyli nie­ca­łe 4,5 tys. zł. Su­mu­jąc wszyst­kie czę­ści po­sel­skiej pen­sji, osta­tecz­nie do port­fe­la posła PE tra­fia 17 tys. euro, czyli około 70 tys. zł mie­sięcz­nie. Daje to 840 tys. zł rocz­nie i ponad 4,2 mln zł w ciągu całej ka­den­cji. Dla po­rów­na­nia zwy­kły poseł w Pol­sce za­ra­bia około 11 tys. zł mie­sięcz­nie, czyli 132 tys. rocz­nie i 528 tys. w ciągu ka­den­cji. Dom za unij­ne pie­nią­dze W oświad­cze­niu ma­jąt­ko­wym Zbi­gniew Zio­bro, można prze­czy­tać, że po 5 la­tach w Par­la­men­cie Eu­ro­pej­skim zwięk­szył swój ma­ją­tek pie­nięż­ny trzy­krot­nie. Jego stan konta z 17 tys. zł i 8 tys. euro zmie­nił się w 92 tys. zł i 10 ty­się­cy euro. Dzię­ki unij­nej pen­sji udało mu się rów­nież spła­cić kilka kre­dy­tów, w tym kre­dyt na sa­mo­chód wart ponad 66 tys. zł, kre­dyt hi­po­tecz­ny wart pra­wie 50 tys. zł, po­życz­kę hi­po­tecz­ną w wy­so­ko­ści pra­wie 150 tys. zł i po­życz­kę go­tów­ko­wą na 50 tys. zł. Par­tyj­ny ko­le­ga Zbi­gnie­wa Zio­bry, poseł Jacek Kur­ski, który we­dług or­ga­ni­za­cji ba­da­ją­cej ak­tyw­ność po­słów w eu­ro­par­la­men­cie Vo­te­Wat­chEu­ro­pe jest jed­nym z naj­mniej ak­tyw­nych par­la­men­ta­rzy­stów, rów­nież znacz­nie pod­wyż­szył swój ma­ją­tek. Unij­ne za­rob­ki za­in­we­sto­wał w po­li­sy na życie i sa­mo­cho­dy, BMW X5 i Mer­ce­de­sa klasy S. Udało mu się rów­nież spła­cić kre­dyt hi­po­tecz­ny o war­to­ści 245 tys. zło­tych. Z kolei Jacek Pro­ta­sie­wicz, który też upla­so­wał się na końcu listy po­słów ak­tyw­nych, przez 5 lat w Par­la­men­cie Eu­ro­pej­skim nie tylko zwięk­szył wy­so­kość oszczęd­no­ści, z 45 tys. zł i 8 tys. euro do 75 tys. zł i 16 tys. euro, ale i zgro­ma­dził oszczęd­no­ści w innej wa­lu­cie. Na kon­cie ma ty­siąc fun­tów i 900 fran­ków. Oprócz tego w 2010 roku za­cią­gnął kre­dyt miesz­ka­nio­wy o war­to­ści pra­wie 700 tys. zł i roz­po­czął bu­do­wę domu. W spra­woz­da­niu ma­jąt­ko­wym w 2013 roku oświad­czył, że dom, który bu­du­je, ma war­tość 1,7 mln zł. Pod­pis na li­ście obec­no­ści Wy­so­kie za­rob­ki eu­ro­po­słów budzą wąt­pli­wo­ści, zwłasz­cza w ze­sta­wie­niu z ak­tyw­no­ścią nie­któ­rych eu­ro­de­pu­to­wa­nych. Część z nich wy­spe­cja­li­zo­wa­ła się w po­zo­ro­wa­niu ak­tyw­no­ści po­sel­skiej. Jak po­da­je or­ga­ni­za­cja Vo­te­Wat­chEu­ro­pe, naj­lep­si są w tym po­sło­wie Jacek Kur­ski, Mi­chał Ka­miń­ski oraz Jacek Pro­ta­sie­wicz. Do li­de­rów nie­obec­no­ści na gło­so­wa­niach w Par­la­men­tu Eu­ro­pej­skie­go na­le­żą rów­nież Ja­nusz Woj­cie­chow­ski, Jacek Wło­so­wicz, Ry­szard Czar­nec­ki, Zbi­gniew Zio­bro, To­masz Po­rę­ba i Marek Si­wiec. - Zga­dza się, nie­któ­rzy po­sło­wie nie chcą się ode­rwać od po­li­ty­ki kra­jo­wej, wolą spę­dzać swój czas w War­sza­wie niż w Bruk­se­li. Dla­te­go cześć z nich po­ja­wia się w par­la­men­cie, by pod­pi­sać listę obec­no­ści, zgar­nąć dietę za dzień po­sie­dze­nia i znik­nąć - mówi Ewa Mo­drze­jew­ska ze Sto­wa­rzy­sze­nia 61 two­rzą­ce­go por­tal "Mam prawo wie­dzieć". - Nie mo­że­my jed­nak uogól­niać. Nie wszy­scy po­sło­wie to bu­me­lan­ci. Więk­szość na­praw­dę ak­tyw­nie uczest­ni­czy w po­sie­dze­niach - do­da­je. Róża Thun, która jest eu­ro­de­pu­to­wa­ną od 10 lat, a w Par­la­men­cie Eu­ro­pej­skim zaj­mu­je się spra­wa­mi rynku we­wnętrz­ne­go i ochro­ną kon­su­men­tów, nie ro­zu­mie cią­głych oskar­żeń o wy­so­kie za­rob­ki eu­ro­po­słów. - I w Bruk­se­li, gdzie są po­sie­dze­nia ko­mi­sji, i w Stras­bur­gu, gdzie są po­sie­dze­nia ple­nar­ne, życie jest dro­gie. Po to mamy te diety, by móc się utrzy­mać na nor­mal­nym po­zio­mie. Mój ka­len­darz jest to­tal­nie wy­peł­nio­ny, nie mam czasu bie­gać po wy­prze­da­żach. Muszę za­pra­szać do re­stau­ra­cji eu­ro­po­słów, eks­per­tów, z któ­ry­mi chcę prze­dys­ku­to­wać jakąś spra­wę. Muszę miesz­kać w nor­mal­nym ho­te­lu, żeby potem za­su­wać jak mały sa­mo­cho­dzik. A noce i tak są bar­dzo krót­kie. Dzien­ni­ka­rze czę­sto zbyt szyb­ko mio­ta­ją oskar­że­nia: cza­sem poseł się pod­pi­sał i szyb­ko wy­szedł, ale mógł iść na spo­tka­nie np. do Ko­mi­sji Eu­ro­pej­skiej. Bo po­dob­nie jak w pol­skim par­la­men­cie, tak i w PE waż­niej­sze de­cy­zje po­dej­mo­wa­ne są w ko­mi­sjach i na nie­for­mal­nych spo­tka­niach - mó­wi­ła w roz­mo­wie z Agatą No­wa­kow­ską w Ga­ze­cie Wy­bor­czej. Za­rob­ki za wy­so­kie, ale jeśli ob­ni­żać, to w całej Eu­ro­pie Li­cząc, że prze­cięt­ny Polak za­ra­bia śred­nią kra­jo­wą w wy­so­ko­ści 3650 zł mie­sięcz­nie, to rocz­nie za­ra­bia on 43,8 tys. zł, czyli około 10 tys. euro. W po­rów­na­niu z za­rob­ka­mi w Unii Eu­ro­pej­skiej pol­skie za­rob­ki wy­da­ją się ni­skie, bo­wiem śred­nia w całej Unii, jak po­da­je GUS, wy­no­si 21,5 tys. euro, a wy­so­kość za­rob­ków w 10 kra­jach Unii zde­cy­do­wa­nie tą śred­nią prze­kra­cza. W Ir­lan­dii jest to 21,9 tys. euro, w Fin­lan­dii 23,3 tys., w Niem­czech 24,9 tys., a w Luk­sem­bur­gu aż 27,1 tys. Unij­ne za­rob­ki wy­da­ją się jed­nak ni­skie w po­rów­na­niu z za­rob­ka­mi eu­ro­po­słów. De­pu­to­wa­ny do Par­la­men­tu Eu­ro­pej­skie­go mie­sięcz­nie za­ra­bia 70 tys. zł, a więc rocz­nie 840 tys. zł, czyli około 210 tys. euro. W ba­da­niu prze­pro­wa­dzo­nym przez In­sty­tut Badań Pu­blicz­nych "Par­la­ment Eu­ro­pej­ski. Spo­łecz­ne za­ufa­nie i (Nie)wie­dza" Po­la­cy, za­py­ta­ni o za­rob­ki pol­skich eu­ro­de­pu­to­wa­nych, od­po­wia­da­ją, że za­rob­ki te są zde­cy­do­wa­nie za wy­so­kie i nie­spra­wie­dli­we wobec in­nych Po­la­ków. - Nie po­win­ni aż tyle za­ra­biać, żeby to była wie­lo­krot­ność pen­sji prze­cięt­ne­go Po­la­ka - mówi jeden z an­kie­to­wa­nych. Ale gdy za­py­tać tych sa­mych an­kie­to­wa­nych, o to, czy za­rob­ki po­win­ny być ob­ni­żo­ne, od razu po­ja­wia­ją się głosy sprze­ci­wu. - Z ja­kiej racji pol­ski eu­ro­po­seł ma za­ra­biać mniej niż fran­cu­ski eu­ro­po­seł? - py­ta­ją an­kie­to­wa­ni. I po­mi­mo, że w dużej mie­rze za­rob­ki i kom­pe­ten­cje eu­ro­po­słów są kry­ty­ko­wa­ne, w ra­por­cie prze­bi­ja­ją się rów­nież głosy roz­sąd­ku. - Żeby zo­stać eu­ro­po­słem, to jed­nak trze­ba coś sobą re­pre­zen­to­wać, trze­ba prze­ko­nać do sie­bie ludzi, trze­ba pod­jąć kilka bar­dzo do­brych de­cy­zji, by lu­dzie za­gło­so­wa­li na cie­bie, więc wy­da­je mi się, że... ja nie mam nic do tego, ile oni za­ra­bia­ją. Autor: Magdalena Gwóźdź, Źródło:
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Z mojej strony nie mam nic do zarobków eurodeputowanych, ale oni nie dbają o interesy Polaków, lecz własne. Mają dbałość o to by zarabiać więcej i więcej, ich płatnikiem – pracodawcą jest Parlament Unii Europejskiej, zatem jako pracobiorcy starają się być wobec przedstawicieli unijnych państw lojalnymi zapominając o potrzebach własnego narodu. Staliśmy się narodem podzielonym, z kim nie rozmawiać, ten jest bardzo w……..y, ale nie pracując w wielkim molochu nie mamy możliwości rozprzestrzenienia naszego niezadowolenia na innych, by spłodzić z niego wielki publiczny protest ludzkich mas. Co prawda gro ludzi pracuje w przedsiębiorstwach o kapitale zagranicznym, również i oni nie są zadowoleni z tego co dzieje się w kraju, jednak przy tak dużym bezrobociu krajowym, wolą pracować niż stać się bezrobotnymi. Dawniej i chłop potrafił się zbuntować, ale by do tego doszło potrzebny jest wzajemny kontakt. Po wsiach jedyną rozrywką były zabawy w remizach strażackich, dzisiaj każdy gospodarz po wytchnieniu z dnia pracy, zasiada przed szokiem TV i nie ma gdzie i przed kim wyrzucić z siebie nagromadzonej złości, gdy niepodzielnie przyszła moda na dyskoteki dla chętnej ćpania błysku i wrzasków młodzieży. Nie da się tego ukryć, więc często można zobaczyć wizerunek jeszcze dziecinnej osóbki, ale już popychającej wózek z nasieniem miłości. Temat panny z dzieckiem przestał być wstydliwym tematem, ale rozwodów przeprowadzanych jest tak wiele jak i zaślubin. Internet to bardzo dobre narzędzie antymałżeńskie. Jestem z tych, którzy chętnie prowokują dyskusję z każdym przy okazji i bez okazji. Panienki chodzą niby łanie, tylko brak jeleni, ponieważ ci wolą spędzać czas przed komputerem i nie mają czasu na takie sprawy męsko damskie. Surfując w nim nie takie mogą ujrzeć bez ryzyka utracenia młodzieńczej wolności, linii młodzieńczości, która zatarła się niewiadomo kiedy. Zatem rosną tacy, niby dorośli, a niedojrzali i gdy odrywają się od kompa, w chwili rozstania z nim mogą pod klatką schodową podzielić się z kolesiami tym, co oglądnęli i jakiej słuchali muzy. Ten materiał, to nie jest materiał na męża i ojca dzieciom, ale i na bezrybiu ponoć i im może coś się trafić, ale to nie są te cechy, których oczekuje kobieta chcąca mieć już własny przychówek.    Będąc w Arabii widywałem obrazki zakwefionej żony dźwigającej nie tylko oseska, ale i tobołki, ona podążała za wielbłądem, na którym arab jechał niby pan owej niewiasty. Toteż, gdy byłem w Anglii nie uszedł mej uwagi podobnej natury obraz nagminny. Wielość par, bo nie miałem takiego rozeznania, że małżeństw, on murzyn z siatami beeru, co prawda nie na wielbłądzie, za nim rozwrzeszczana w swym narzeczu Polka z mulacikiem na ręku, popychająca z drugim takim wózek. Kobieta potrzebuje chłopa, a murzyn nie zdążył jeszcze jaj stracić jak Polak i jak ten zamiecie, pytania i niesnaski w niepamięć odchodzą. Zatem Polaku kochany, z ciebie nie uczyni materiału na rewolucjonistę, tobie byłoby potrzeba przywódcy, by cię poprowadzić do walki o twe bolączki i prawa, ale ci usadowili się wygodnie w fotelach władzy i samoistnie nie będą sami z sobą o twoje prawa walczyć. Tak więc, jedynie możesz wyczekiwać na to, co nie przyjdzie samo, ja cię nie poprowadzę bo zdradziłeś mnie już nie raz i śmiejesz się ze mnie, że byłem zbyt niezaradny. 12 czerwca 2014               Do tych, którzy zasiedli już wygodnie   Widzę, ze już zdążyliście zapomnieć, jak nas pałowano w demonstracjach ulicznych. Teraz jesteśmy niby szanowaną „Solidarnością” (co nam się tylko wydaje), przestaliśmy być opozycją. Więc apeluję do was wszystkich, abyśmy nie zapomnieli, kim byliśmy i skąd wyszliśmy i o co walczyliśmy – a o co walczymy. I uważajmy, żeby ten stan euforii, w jakiej znajdujemy się raptem nie skończył się i nie powtórzył rok 1968, a wszystko wskazuje na to, że to się skończy i zacznie się twarda szkoła repetentów z represjami i spałowaniami. Widzę, że opozycją nazywamy teraz młodzież KPN-u i NZS-u. Nie wiem, dlaczego im nie pomagamy, nie idziemy ramie w ramię, nie solidaryzujemy się z nimi. A przecież tym młodym ludziom coś zawdzięczamy. Szkoda, ze pamięć jest taka krótka. Wielu z nas było młodymi działaczami. Dzisiaj ich pałują i to w bardzo przemyślany sposób, po to, by tę młodzież oderwać od nas. Żeby w determinacji wypięła się na nas, na komunę, a tym samym na całe wybory. Zostanie im tylko rozgoryczenie z powodu osamotnienia. Ten smak kiedyś odczułem, gdy zostałem sam rozgoryczony i osamotniony. Do dziś mnie jeszcze trawi to rozgoryczenie, gdy widzę krótkowzroczność i brak dojrzałych posunięć. 17 maja 1989    Owy tekst w założeniu brzmiał zgoła inaczej, ale nawet redakcja podziemnej prasy nie potrafiła widzieć zawoalowanej przez komunistycznych reżyserów przyszłości. Tekst powstał po zalegalizowaniu podziemia, a więc w lutym albo w marcu, w każdym bądź razie krótko po obradach stołowych, a jego brzmienie wyglądało mniej więcej tak, ponieważ odtwarzam to z pamięci, był on krótki i cięty. Jako działacze podziemia spotykaliśmy się na budującej się plebanii, na Tatarach. Dość wielka sala wypełniona była po brzegi. Trwały obrady Okrąglaka i były w spokojnym tonie dyskusje o jeszcze istniejących prześladowaniach, o prognozowaniu, jak to się wszystko skończy. Gdy obrady zostały ukończone, rejwach na sali cotygodniowych posiedzeń był olbrzymi, sala pękała w szwach, pokazały się nowe twarze. Spierano się, ustalano, kto jakie zajmie stanowisko w rządzie, no i ustalono. Na następnym po tym posiedzeniu, na sali była frekwencja, ale nawet już nie taka, jak przed rozdzieraniem „polskiego sukna”, spokój i cisza zalegała zebranych. Po owym posiedzeniu właśnie skrobnąłem zgrabniutki, cięty, ale dowcipny pamflecik:  Cotygodniowe spotkania struktur podziemia w tonie spokoju i zrozumienia. Wielka burza, na sali obrad. Skończyły się obrady Okrągłego Stołu. Następne spotkanie – spokój cisza – każdy już wie gdzie będzie siedział. Jako współredagujący podziemną gazetkę nie mogłem przeforsować tego tekstu, moja naczelna za Chiny ludowe nie chciała zgodzić się na opublikowanie tej prawdziwej, co nieco humoreski. Mówiła: - mieszczuchu dajmy im szansę, przecież oni chcą dobrze dla Polski ludowej, a gdy zamieścimy owy tekst zdyskredytujemy ich w oczach ludzi. Oni sami już zdyskredytowali się w oczach moich i zebranych na Tatarach. Jeszcze był bardzo odległy czas do czerwcowych wyborów, okiem pilnego obserwatora widziałem, co zaczęło się wyrabiać, gdy zaczęło być wolno. Byłem cały czas niezadowolony, że ów pamflet nie został opublikowany, więc ciągle wspominałem go, mówiąc, iż byłby on zimną wodą na rozpalone głowy poniektórych radujących się z perspektyw rządzenia. Ponieważ zaprzestałem mieć ochotę zamieszczać moje teksty na łamach gazetki, wreszcie naczelna redaktor Anna Truskolaska, by mnie ugłaskać, z moich tekstów i za moim przyzwoleniem wysmażyła ocenzurowany mój otwarty List o pierwotnej treści pamfletu – „Do tych, którzy zasiedli już wygodnie” i został opublikowany tuż przed wyborami do Senatu i Sejmu, a to była już grubo przespana pora. W niespełna pół roku od wydarzeń wyborczych, kiedy już powstały legalne prasy pro solidarnościowe, a my siłą rzeczy zakończyliśmy redagowanie podziemnej prasy, Anna powiedziała do mnie ze smutkiem: - Wiesz mieszczuchu miałeś wtedy rację, szkoda, że nie mogłam tego dostrzec jak ty i nie opublikowałam twego ostrego artykułu. Prasa, która już była wolna, jak Gazeta Wyborcza i inne zaczęły cenzurować i wręcz odrzucać ostre teksty widzących jaśniej teraźniejszość i przyszłość, zatem rozgoryczona Anna powróciła jeszcze na krótko do reaktywowała ponownym redagowaniem gazetki, wypuściła w roku 1990 kilka numerów, ale ogłupiony naród, już nie potrzebował relacji niezależnych. Ja z kolei widząc, co się dzieje i nie mając większego na to wpływu, pisałem, pisałem i pisałem, mając nadzieję, iż wpłynę, chociaż na mentalność dorastającej młodzieży, przyszłości Polski, ale gdy widzę w chwili obecnej jej zainteresowania, jak i komentarze pod moimi tekstami, to jednak na rozstaju dróg politycznych, to poszło to w diabły.  Amen, tyle by było słów śniętej ewangelii politycznej na dzień dzisiejszy od mieszczucha żyjącego.   2 maja 2014
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Skąd mamy wiedzieć że faktycznie jest prawdziwa?
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Jeśli ci chodzi o historię, proponuję do przeczytania książkę "Toważysze frontowych dróg" gen. Stanisława Popławskiego, jest to książka do bólu szczerze napisana.
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Otwarty List prawdy do Lecha Wałęsy O silną  Solidarność   Od dość dawna zbierałem się z napisaniem do pana, Panie Przewodniczący. Odkładałem to zawsze na zaś i wreszcie sprowokował mnie tekst pana Jurczyka. W 1nr Tygodnika NSZZ „Solidarność Pomorza Zachodniego z dnia 2 października 1989 pisze on o wywiadzie udzielonym przez Pana „Tygodnikowi Gdańskiemu” w dniu 29 lipca 1989roku, w którym czytamy; „Lech Wałęsa (……) stwierdził między innymi, że nie ma obecnie potrzeby, by Solidarność była silnym i dużym liczebnie związkiem zawodowym.  Po dokonaniu reform gospodarczych i politycznych, uczynimy Ją silną, jak tylko zechcemy”.          Otóż, panie Lechu, w latach 1980-81 było nas aż 9milionów członków! W stanie wojennym sporo emigrowało, po stanie wojennym duża część przystąpiła do Miodozwiązków, inni nadal migrowali za granicę.          Osobiście poznałem „siłę” opozycji w stanie wojennym. Gdy nasi działacze byli internowani, spieszyliśmy z pomocą. Ale gdy sami znaleźliśmy się bez pracy, byliśmy zmuszeni do ukrywania się, nasi kombatanci, którzy wyszli z internowania zapomnieli, o tych, którzy nieśli pomoc im i ich rodzinom.          Osobiście Panie Przewodniczący zbierałem podpisy popierające Lecha w rozmowach przy Okrągłym Stole. Pamiętam obojętność, lub agresywność większości indagowanych. Mówili, że „Wałęsa nie powinien zasiadać do stołu z komunistami”. Zakładałem Komitet Organizacyjny, rozmawiałem z działaczami innych zakładów pracy. Widzieliśmy, jaki jest wielki marazm i nasza słabość. Zastanawiało nas to, jak komuna może chcieć rozmawiać ze słabym partnerem? Chyba tylko wtedy, gdy wietrzy jego siłę w dewizach.          Później reaktywowanie związku. Nakłanianie do wypełniania deklaracji członkowskich, ludzie wciąż się bali, zapisywało się15% potencjału załóg zakładów pracy. Wybory do Komisji Zakładowych przy bardzo małym stanie członków.          Komitety Obywatelskie, wielki ruch społeczny, naród głosuje za kandydatami Komitetów Obywatelskich „Solidarności”! Ponieważ nie chce komuny, a nie dlatego, że chce „Solidarności”. Komuna zrujnowała kraj. Dobrze wie, że nie może nadal sterować narodem groźbą i karą, więc od dawna knuła pozbycie się władzy.          Po czerwcowych wyborach odczuło się powiew demokracji. Naród do tej pory przelękniony, coraz głośniej żąda. Wreszcie można robić i mówić, co się chce. Statut wprawdzie mówi o moratorium strajkowym, ale naród strajkuje i żąda.          U schyłku zimy powstają spółki nomenklaturowe i trzeba rozkraść, co się da. Spółki i różne zakładziki pasożytujące na przedsiębiorstwach, zbijają majątki. Robotnicy widząc to, zmniejszają wydajność; ceny rosną, zarobki niezbyt. Jest nowy rząd, Rząd „Solidarności”. Naród „rozpędzony” w żądaniach nie zwraca na to uwagi. Pasa dopinać nie będzie, lecz czeka cierpliwie na lepsze jutro, pomimo szalejącej stopy inflacyjnej. Szefowie Komisji Zakładowych starają się tonować niezadowolenia załóg, ale są bezsilni, bo osamotnieni. Nawet gazety związkowe, do których działacze wysyłają teksty kierowane do Załóg, stosują blokadę; nic złego o słabym związku. W oczach Załogi, ten, który naciska w żądaniach jest porządnym przewodniczącym. Ten, co uświadamia to „wróg”.          Na Międzynarodowym Seminarium Związkowym, trzeba określić; związek rewindykacyjny, czy partycypacyjny. Paranoja! Słabe Komisje Zakładowe próbują współrządzić, a Załoga żądać – bez względu na stan majątkowy przedsiębiorstw. Nomenklatura w spółkach zbija forsę i zaciera ręce, Ceny wciąż rosną, pieniędzy nie starcza do następnej wypłaty. Zakrada się głód, który wygoni wszystkich na ulicę. Działanie powinno być wypośrodkowane między rewindykacją, a współzarządzaniem. Uwarunkowane jest to zwiększeniem świadomości związkowców poprzez prasę, radio, telewizję, w których większość poszukuje prawdy. Jeżeli tego nie uczynimy nadal przewodniczący związku będzie rewindykował pod naciskiem nieświadomych członków, a tym samym współzarządzał. W Komisjach Zakładowych przewodniczący jest jedyną osobą działającego związku, a reszta tylko żąda. Jeżeli tej najważniejszej sprawy, jaką jest świadomość ludzka nie uzdrowimy, Związek „Solidarność” bardzo szybko umrze śmiercią naturalną, gdy po dużych zakładach pozostanie jedynie wspomnienie rzeszy bezrobotnych ludzi. Jeżeli tego nie będzie – Lechu nie masz co mówić, że „związek jest słaby, bo ty tego chcesz, a gdy będziesz chciał, to będzie on silny”. Popularność zyskujesz na Zachodzie, nie w kraju. Stracisz ją całkowicie, gdy głodny naród, który wyjdzie na ulicę, będzie bity przez milicję i wojsko. Kto wyda rozkaz, Kiszczak, czy Mazowiecki. Jako kubeł zimnej wody posyłam panu z nieopublikowanej pracy, z której wynika, że list mój oparty jest na doświadczeniach dnia codziennego.  Na podsumowanie całości, tekst „Nie dostali kiełbasy, wiec zjedli przewodniczącego”, oraz wyciąg z protokołu zdawczo odbiorczego. Do wiadomości; Tygodnik Solidarności „Solidarność Szczecińska” (dawniej Jedność) przew. KZ NSZZ "S" Jacek Dyć Prawdopodobnie znalazł miejsce w wydruku w Tygodnika Solidarności „Solidarność Szczecińska”. Jako jeden z prelegentów, przed wyborami na przewodniczącego Regionu, rozdałem powyższy List Otwarty zebranym w auli Politechniki Lubelskiej, tym sposobem zrobiłem test, ja to wpłynie na postanowienia przyszłych wyborców Związku. Była to wczesna jesień 1989roku. 
Ostatnio edytowany 14 czerwca 2014 o 20:48
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Z mojej strony nie mam nic do zarobków eurodeputowanych, ale oni nie dbają o interesy Polaków, lecz własne. Mają dbałość o to by zarabiać więcej i więcej, ich płatnikiem – pracodawcą jest Parlament Unii Europejskiej, zatem jako pracobiorcy starają się być wobec przedstawicieli unijnych państw lojalnymi zapominając o potrzebach własnego narodu. Staliśmy się narodem podzielonym, z kim nie rozmawiać, ten jest bardzo w……..y, ale nie pracując w wielkim molochu nie mamy możliwości rozprzestrzenienia naszego niezadowolenia na innych, by spłodzić z niego wielki publiczny protest ludzkich mas. Co prawda gro ludzi pracuje w przedsiębiorstwach o kapitale zagranicznym, również i oni nie są zadowoleni z tego co dzieje się w kraju, jednak przy tak dużym bezrobociu krajowym, wolą pracować niż stać się bezrobotnymi. Dawniej i chłop potrafił się zbuntować, ale by do tego doszło potrzebny jest wzajemny kontakt. Po wsiach jedyną rozrywką były zabawy w remizach strażackich, dzisiaj każdy gospodarz po wytchnieniu z dnia pracy, zasiada przed szokiem TV i nie ma gdzie i przed kim wyrzucić z siebie nagromadzonej złości, gdy niepodzielnie przyszła moda na dyskoteki dla chętnej ćpania błysku i wrzasków młodzieży. Nie da się tego ukryć, więc często można zobaczyć wizerunek jeszcze dziecinnej osóbki, ale już popychającej wózek z nasieniem miłości. Temat panny z dzieckiem przestał być wstydliwym tematem, ale rozwodów przeprowadzanych jest tak wiele jak i zaślubin. Internet to bardzo dobre narzędzie antymałżeńskie. Jestem z tych, którzy chętnie prowokują dyskusję z każdym przy okazji i bez okazji. Panienki chodzą niby łanie, tylko brak jeleni, ponieważ ci wolą spędzać czas przed komputerem i nie mają czasu na takie sprawy męsko damskie. Surfując w nim nie takie mogą ujrzeć bez ryzyka utracenia młodzieńczej wolności, linii młodzieńczości, która zatarła się niewiadomo kiedy. Zatem rosną tacy, niby dorośli, a niedojrzali i gdy odrywają się od kompa, w chwili rozstania z nim mogą pod klatką schodową podzielić się z kolesiami tym, co oglądnęli i jakiej słuchali muzy. Ten materiał, to nie jest materiał na męża i ojca dzieciom, ale i na bezrybiu ponoć i im może coś się trafić, ale to nie są te cechy, których oczekuje kobieta chcąca mieć już własny przychówek.    Będąc w Arabii widywałem obrazki zakwefionej żony dźwigającej nie tylko oseska, ale i tobołki, ona podążała za wielbłądem, na którym arab jechał niby pan owej niewiasty. Toteż, gdy byłem w Anglii nie uszedł mej uwagi podobnej natury obraz nagminny. Wielość par, bo nie miałem takiego rozeznania, że małżeństw, on murzyn z siatami beeru, co prawda nie na wielbłądzie, za nim rozwrzeszczana w swym narzeczu Polka z mulacikiem na ręku, popychająca z drugim takim wózek. Kobieta potrzebuje chłopa, a murzyn nie zdążył jeszcze jaj stracić jak Polak i jak ten zamiecie, pytania i niesnaski w niepamięć odchodzą. Zatem Polaku kochany, z ciebie nie uczyni materiału na rewolucjonistę, tobie byłoby potrzeba przywódcy, by cię poprowadzić do walki o twe bolączki i prawa, ale ci usadowili się wygodnie w fotelach władzy i samoistnie nie będą sami z sobą o twoje prawa walczyć. Tak więc, jedynie możesz wyczekiwać na to, co nie przyjdzie samo, ja cię nie poprowadzę bo zdradziłeś mnie już nie raz i śmiejesz się ze mnie, że byłem zbyt niezaradny. 12 czerwca 2014               Do tych, którzy zasiedli już wygodnie   Widzę, ze już zdążyliście zapomnieć, jak nas pałowano w demonstracjach ulicznych. Teraz jesteśmy niby szanowaną „Solidarnością” (co nam się tylko wydaje), przestaliśmy być opozycją. Więc apeluję do was wszystkich, abyśmy nie zapomnieli, kim byliśmy i skąd wyszliśmy i o co walczyliśmy – a o co walczymy. I uważajmy, żeby ten stan euforii, w jakiej znajdujemy się raptem nie skończył się i nie powtórzył rok 1968, a wszystko wskazuje na to, że to się skończy i zacznie się twarda szkoła repetentów z represjami i spałowaniami. Widzę, że opozycją nazywamy teraz młodzież KPN-u i NZS-u. Nie wiem, dlaczego im nie pomagamy, nie idziemy ramie w ramię, nie solidaryzujemy się z nimi. A przecież tym młodym ludziom coś zawdzięczamy. Szkoda, ze pamięć jest taka krótka. Wielu z nas było młodymi działaczami. Dzisiaj ich pałują i to w bardzo przemyślany sposób, po to, by tę młodzież oderwać od nas. Żeby w determinacji wypięła się na nas, na komunę, a tym samym na całe wybory. Zostanie im tylko rozgoryczenie z powodu osamotnienia. Ten smak kiedyś odczułem, gdy zostałem sam rozgoryczony i osamotniony. Do dziś mnie jeszcze trawi to rozgoryczenie, gdy widzę krótkowzroczność i brak dojrzałych posunięć. 17 maja 1989    Owy tekst w założeniu brzmiał zgoła inaczej, ale nawet redakcja podziemnej prasy nie potrafiła widzieć zawoalowanej przez komunistycznych reżyserów przyszłości. Tekst powstał po zalegalizowaniu podziemia, a więc w lutym albo w marcu, w każdym bądź razie krótko po obradach stołowych, a jego brzmienie wyglądało mniej więcej tak, ponieważ odtwarzam to z pamięci, był on krótki i cięty. Jako działacze podziemia spotykaliśmy się na budującej się plebanii, na Tatarach. Dość wielka sala wypełniona była po brzegi. Trwały obrady Okrąglaka i były w spokojnym tonie dyskusje o jeszcze istniejących prześladowaniach, o prognozowaniu, jak to się wszystko skończy. Gdy obrady zostały ukończone, rejwach na sali cotygodniowych posiedzeń był olbrzymi, sala pękała w szwach, pokazały się nowe twarze. Spierano się, ustalano, kto jakie zajmie stanowisko w rządzie, no i ustalono. Na następnym po tym posiedzeniu, na sali była frekwencja, ale nawet już nie taka, jak przed rozdzieraniem „polskiego sukna”, spokój i cisza zalegała zebranych. Po owym posiedzeniu właśnie skrobnąłem zgrabniutki, cięty, ale dowcipny pamflecik:  Cotygodniowe spotkania struktur podziemia w tonie spokoju i zrozumienia. Wielka burza, na sali obrad. Skończyły się obrady Okrągłego Stołu. Następne spotkanie – spokój cisza – każdy już wie gdzie będzie siedział. Jako współredagujący podziemną gazetkę nie mogłem przeforsować tego tekstu, moja naczelna za Chiny ludowe nie chciała zgodzić się na opublikowanie tej prawdziwej, co nieco humoreski. Mówiła: - mieszczuchu dajmy im szansę, przecież oni chcą dobrze dla Polski ludowej, a gdy zamieścimy owy tekst zdyskredytujemy ich w oczach ludzi. Oni sami już zdyskredytowali się w oczach moich i zebranych na Tatarach. Jeszcze był bardzo odległy czas do czerwcowych wyborów, okiem pilnego obserwatora widziałem, co zaczęło się wyrabiać, gdy zaczęło być wolno. Byłem cały czas niezadowolony, że ów pamflet nie został opublikowany, więc ciągle wspominałem go, mówiąc, iż byłby on zimną wodą na rozpalone głowy poniektórych radujących się z perspektyw rządzenia. Ponieważ zaprzestałem mieć ochotę zamieszczać moje teksty na łamach gazetki, wreszcie naczelna redaktor Anna Truskolaska, by mnie ugłaskać, z moich tekstów i za moim przyzwoleniem wysmażyła ocenzurowany mój otwarty List o pierwotnej treści pamfletu – „Do tych, którzy zasiedli już wygodnie” i został opublikowany tuż przed wyborami do Senatu i Sejmu, a to była już grubo przespana pora. W niespełna pół roku od wydarzeń wyborczych, kiedy już powstały legalne prasy pro solidarnościowe, a my siłą rzeczy zakończyliśmy redagowanie podziemnej prasy, Anna powiedziała do mnie ze smutkiem: - Wiesz mieszczuchu miałeś wtedy rację, szkoda, że nie mogłam tego dostrzec jak ty i nie opublikowałam twego ostrego artykułu. Prasa, która już była wolna, jak Gazeta Wyborcza i inne zaczęły cenzurować i wręcz odrzucać ostre teksty widzących jaśniej teraźniejszość i przyszłość, zatem rozgoryczona Anna powróciła jeszcze na krótko do reaktywowała ponownym redagowaniem gazetki, wypuściła w roku 1990 kilka numerów, ale ogłupiony naród, już nie potrzebował relacji niezależnych. Ja z kolei widząc, co się dzieje i nie mając większego na to wpływu, pisałem, pisałem i pisałem, mając nadzieję, iż wpłynę, chociaż na mentalność dorastającej młodzieży, przyszłości Polski, ale gdy widzę w chwili obecnej jej zainteresowania, jak i komentarze pod moimi tekstami, to jednak na rozstaju dróg politycznych, to poszło to w diabły.  Amen, tyle by było słów śniętej ewangelii politycznej na dzień dzisiejszy od mieszczucha żyjącego.   2 maja 2014
chłopie , skończ już te swoje fantasmagorie ! kogo to obchodzi , co w tej chorej głowie się uroiło l
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Myślę, że to ty chłopie masz chorą głowę, ja to chociaż mam odwagę podpisywać się imieniem i nazwiskiem, gdy ty masz odwagę na wiele, ale pod parasolem anonimu. Pewnie byłeś tchórzem i nadal nim pozostajesz.
Ostatnio edytowany 3 lipca 2014 o 19:44
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Stanisław Popławski (1902–1973)  Zawodowy oficer Armii Czerwonej, wyróżniony tytułem Bohatera Związku Sowieckiego, stalinowiec, w okresie II wojny światowej skierowany do jednostek Wojska Polskiego, wiceminister obrony narodowej, dowódca sił pacyfikujących powstanie poznańskie w 1956 r.  Urodził się w 1902 r. w Wyndyczanach pod Winnicą. W 1920 roku wcielony do Armii Czerwonej, brał udział w rosyjskiej wojnie domowej. W latach 1923–1927 służył jako podoficer – był szefem kompanii w 297 pułku piechoty Armii Czerwonej; ukończył szkołę oficerską i awansował w latach 30. kolejno na dowódcę plutonu i kompanii. Po ukończeniu Akademii Wojskowej im. Frunzego w latach 1938–1940 był wykładowcą taktyki, w latach 1940–1941 szefem oddziału operacyjnego sztabu 162 DP. Na froncie wojny z Niemcami w latach 1941–1942 walczył jako dowódca pułku i szef sztabu 363 DP na Białorusi i pod Moskwą. Później był dowódcą kolejnych dywizji i korpusu piechoty w ramach 5 armii. Walczył m.in. nad Dnieprem.  We wrześniu 1944 roku Stalin skierował go w stopniu generała brygady do „pełnienia obowiązków Polaka” w jednostkach tworzonego przez komunistów Wojska Polskiego. W 1944 r. był dowódcą 2 Armii WP, następnie dowódcą 1 Armii WP (do jesieni 1945 r.), dowódcą Śląskiego Okręgu Wojskowego (do jesieni 1947). W latach 1947–1950 był dowódcą wojsk lądowych, a w latach 1950–1956 Głównym Inspektorem Wyszkolenia Bojowego.  Po sfałszowanych przez komunistów wyborach do Sejmu w 1947 r. przydzielono mu mandat poselski. Jednocześnie w szczytowym okresie stalinizmu od 1949 roku był wiceministrem obrony narodowej – prawą ręką Konstantego Rokossowskiego, współodpowiedzialnym za nowy okres upartyjnienia i sowietyzacji armii polskiej. W tym samym okresie (1949–1956) był członkiem Komitetu Centralnego PZPR.  Po wybuchu powstania poznańskiego w czerwcu 1956 roku dowodził wojskami krwawo tłumiącymi robotniczy i niepodległościowy protest. Jest bezpośrednio odpowiedzialny za śmierć co najmniej 74 osób (wg danych oficjalnych) i ponad pół tysiąca rannych.  Po październiku 1956 r. powrócił do ZSRS (listopad 1956 r.). W dalszym ciągu pozostawał w służbie czynnej: do 1963 roku był pracownikiem Inspektoratu Wyszkolenia Bojowego Armii Sowieckiej. W 1963 roku przeszedł w stan spoczynku. Zmarł w 1973 roku. nie wiem, czy chodzi o książkę:"Toważysze frontowych dróg" , czy o książkę:"Towarzysze frontowych dróg"  a swoją drogą nie ma znaczenia czy ktoś podpisuje się imieniem i nazwiskiem, jeśli nie pisze wulgaryzmów i nie obraża innych w dyskusji to mu wolno podpisywać się jak uważa, dzisiaj w internecie nie ma anonimów każdy jest do namierzenia, Piszesz np: "Pewnie byłeś tchórzem i nadal nim pozostajesz."?, "Ale ten naród jedynie bezmyślnie może patrzeć"?,"Wierszyczkiem w idiotyzm Lola"?, sądzę, że masz dużo racji?, ale nie masz daru przekonywania, to dla tego odstawiono cię na margines historii, jesteś taką "Marysią Paprykarką", w dyskusji liczy się "siła argumentu a nie argument siły", nie odbieraj innym widzenia świata przez różowe okulary, każdy ma do tego prawo jeśli tylko nie popełnia grzechu pychy, łatwo ci idzie określać kto jest prawdziwkiem?.   „Ta sama pycha każe nam potępiać błędy, od których w swoim mniemaniu jesteśmy wolni, co gardzić przymiotami, których nie mamy”.La Rochefoucault    
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Aż tak biografi Popławskiwskiego nie poznałem, zatem dziękuję za obszerne wyjaśnienia. No i widzisz, można prowadzić dyskusję bez prowokowania i obrażania drugiej strony. Popławskiego poznałem właśnie z jego książki "Towarzysze frontowych dróg", a tekst napisałęm nie po to by wychwalać Popławskiego, ale schemat postępowania myslowego A.K. Pozdrawiam
Ostatnio edytowany 6 lipca 2014 o 17:21
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Strona 1 z 2

Dodaj odpowiedź:


Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz: