SKANDAL Łuków jak Stuttgart, Michał Pastusiak jak Graham Poll, czyli o derbach raz jeszcze w nieco innym ujęciu Był 22 czerwca 2006 roku, trwał piłkarski Mundial w Niemczech. W ostatnim meczu grupy F, decydującym o awansie do fazy pucharowej, zmierzyły się w Stuttgarcie reprezentacje Australii i Chorwacji. Pojedynek zakończył się remisem 2:2, promującym graczy z Antypodów, jednak mecz został zapamiętany przez kibiców z całego świata z zupełnie innego powodu. Angielski arbiter Graham Poll (na zdjęciu) wyraźnie nie miał po pojedynku na Gottlieb-Daimler-Stadion miłych wspomnień, popełnił bowiem fatalną pomyłkę, odnotowaną w annałach futbolu jako prawdziwy ewenement. Sędzia pokazał Chorwatowi Josipowi Simuniciowi dwie żółte kartki, po czym nie zorientował się, że powinien on już zejść z boiska. Mało tego - Simunič obejrzał niedługo... trzeci żółty kartonik i dopiero wtedy rozjemca meczu pozbył się wszelkich wątpliwości, co zrobić z "delikwentem". Tamten przypadek sprzed niemal trzech lat wspominano nieraz jako przykład wydarzenia, które nie zdarza się właściwie nigdzie - od spotkań na najwyższym poziomie, aż po boiska np. polskiej B-klasy. Życie potrafi jednak zaskakiwać, dlaczego zatem miałoby gdzieś nie dojść do kopii tej kuriozalnej sytuacji? Traf chciał, że swego rodzaju "powtórkę z rozrywki" ze Stuttgartu obejrzeliśmy we wczorajszych derbach w Łukowie. Przypomnijmy - chodzi o dwa żółte kartoniki dla Konrada Tarkowskiego z radzyńskich Orląt, które nie okazały się wystarczającym powodem, by sędzia Michał Pastusiak z Lublina poprosił go o zejście do szatni. Jak się okazało, arbiter zamiast Tarkowskiego wpisał do swojego protokołu nazwisko Mateusza Wołka. Taką "wersję oficjalną" podał również zupełnie zdezorientowanej widowni nie mniej zdezorientowany spiker zawodów. Cały stadion widział - rzec można, parafrazując nieco słynne zdanie Ryszarda Kuleszy, wypowiedziane w zupełnie innych okolicznościach. Aż dziw zatem, że tego samego nie dostrzegł sędzia, bądź co bądź posiadający uprawnienia do prowadzenia meczów trzecioligowych. Na domiar złego, w imię środowiskowej solidarności (?), po końcowym gwizdku wtórował mu obserwator, który całe zajście skwitował słowami: "Wiem, ale nie powiem". My też nie powiemy wobec tego już nic więcej, gdyż na wypowiedzi tego rodzaju najlepiej po prostu spuścić zasłonę milczenia. W 2006 roku arbiter Graham Poll został po swojej wpadce odsunięty od prowadzenia jakichkolwiek meczów na niemieckim Mundialu, jakie decyzje zapadną zaś w sprawie pana Pastusiaka? Znając przejrzystość zasad przyświecających postanowieniom naszej lubelskiej piłkarskiej centrali, należy chyba oczekiwać, że... nie będzie najpewniej żadnej decyzji. To jednak tylko mały fragment dużo szerszego problemu, czyli poziomu sędziowania w Polsce, zwłaszcza od III ligi w dół. Trzeba sobie uczciwie powiedzieć - poziom ten jest zatrważająco słaby, a mecze prowadzą często arbitrzy, którzy powinni w najlepszym przypadku "gwizdać" dwie ligi niżej. Nie mamy złudzeń, iż w najbliższym czasie cokolwiek w tej materii ulegnie poprawie, lecz mamy pełne prawo oczekiwać przynajmniej odwagi cywilnej, zwykłego przyznania się do błędu. Jeżeli bowiem "sanacji" środowiska sędziowskiego nie rozpocznie się właśnie od tak fundamentalnych spraw jak etyka, zachowanie się z pewną klasą na tak niskim szczeblu jak III liga (błędy przecież zdarzają się każdemu, a przyznanie się do nich nie jest żadną ujmą), kolejna afera korupcyjna będzie niestety kwestią czasu. Nie mówiąc już o aktualności obyczajów rodem z "Piłkarskiego pokera" w tych najniższych ligach. Chcielibyśmy oczywiście się mylić...
Zaloguj się, aby oddać głos
0