Przeglądarka, z której korzystasz jest przestarzała.

Starsze przeglądarki internetowe takie jak Internet Explorer 6, 7 i 8 posiadają udokumentowane luki bezpieczeństwa, ograniczoną funkcjonalność oraz nie są zgodne z najnowszymi standardami.

Prosimy o zainstalowanie nowszej przeglądarki, która pozwoli Ci skorzystać z pełni możliwości oferowanych przez nasz portal, jak również znacznie ułatwi Ci przeglądanie internetu w przyszłości :)

Pobierz nowszą przeglądarkę:

Użytkownik

Jak rumsztyk to w \"Pośpiechu” na Lubartowskiej

Utworzony przez muchamed, 5 lutego 2011 o 16:44 Powrót do artykułu
Cieszy podjęcie tak ważkiego tematu przez red. Sulisza, boli natomiast zupełne pominięcie, powodowane zapewne pośpiechem, restauracji Świdiczanka w Świdniku. Toż to żyjący skansen byłego, a wrażenie to potęgowane jest jeszcze przez socrealistyczną architekturę centrum Świdnika, gdzie ów zakład żywienia zbiorowego ma siedzibę. Oprócz smaczków gastronomicznych są też takie, o których opowiadać można później godzinami. Począwszy od szatni, z prawdziwą Panią Szatniarką (szatnia jest u nas obowiązkowa, ach łza się w oku kręci), poprzez wywieszone w centralnym miejscu srebrne patelnie, o które, mówiąc dalej Misiem, zakład bił się w latach siedemdziesiątych przez pamiętające dawny ustrój elementy wystroju, no i oczywiście Panie Kelnerki. Niżej podpisany sam kilka razy robił furorę wśród zakochanych w Barei gości z całej Polski, których prowadzał do Świdniczanki na obiad. Bo i jedzeniem, a może przede wszystkim jedzeniem restauracja może się pochwalić każdemu smakoszowi dobrej, polskiej kuchni. Śledzik w śmietanie, jako starter, urzeka śmietaną, czyli sosem na bazie śmietany, majonezu, cebulki i jabłek. Pycha, rzadko kto zostawi na talerzu choć garnirek z gotowanej marchewki. Z przekąsek ryba po grecku, podana na gorąco również przekonuje. Wśród zup królują flaki i żurek po świdnicku, z tandemu tego polecamy żurek, flaczki nie rzucają na kolana. To z każdym czułym na uroki dobrego jedzenia zrobią natomiast buraczki zasmażane, rzecz godna królów. Wspaniale czerwone, lekko kwaskowe w smaku, o pięknej, lśniącej konsystencji podane są na srebrnej niby-nelsonce godnie współgrają z daniem głównym. Przykładowo, z wątróbką wieprzową z cebulką i ziemniaczkami, który to zestaw kosztuje...całe 10 zł. Ceny innych potraw, w stosunku do ich smaku i sposobu podania również zachęcają. pozdrawiam
Zaloguj się, aby oddać głos
0
W opisie tego miejsca zwanego barem zabrakło głównych atrakcji które można tam i tylko tam doświadczyć Stara kucharka mająca ze 150lat która wydaję tam posiłki jest tak nie miła że odechciewa się jedzenia już na samym wejściu. Jej popisowy numer to posypywanie ziemniaków koperkiem Wygląda to tak; Klient zamawia ten słynny rumsztyk czy ozorek a stara od razu woła o kasiorę, ok. przyjmuję banknot oblizując przy tym paluchy następnie wydaję resztę i czasem oblizanego palucha wytrze o fartuch. Następnie bierze talerz i nakłada ziemniaki,kotleta i surówkę. Przy kasie ma swój ulubiony kubek z posiekanym koperkiem do którego wkłada oblizane paluchy i posypuję tym koperkiem ziemniaczki Na wiosnę gdy pojawiają się młode ziemniaczki stara do swojego popisowego numeru z koperkiem dodaję często warzenie porcji ziemniaczki przed nałożeniem na talerz lądują wcześniej na wysłużonej wadze tak co by klient nie przejadł się czasem;) drogę powrotną z wagi do talerza ziemniaczki pokonują już w oblizanych paluchach starej ale to malutki szczegół Najbardziej w tym barze podobał mi się fartuch starej który pod koniec dnia wyglądał jak kimono Bruca Lee w wejściu smoka
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Cieszy podjęcie tak ważkiego tematu przez red. Sulisza, boli natomiast zupełne pominięcie, powodowane zapewne pośpiechem, restauracji Świdiczanka w Świdniku. Toż to żyjący skansen byłego, a wrażenie to potęgowane jest jeszcze przez socrealistyczną architekturę centrum Świdnika, gdzie ów zakład żywienia zbiorowego ma siedzibę. Oprócz smaczków gastronomicznych są też takie, o których opowiadać można później godzinami. Począwszy od szatni, z prawdziwą Panią Szatniarką (szatnia jest u nas obowiązkowa, ach łza się w oku kręci), poprzez wywieszone w centralnym miejscu srebrne patelnie, o które, mówiąc dalej Misiem, zakład bił się w latach siedemdziesiątych przez pamiętające dawny ustrój elementy wystroju, no i oczywiście Panie Kelnerki. Niżej podpisany sam kilka razy robił furorę wśród zakochanych w Barei gości z całej Polski, których prowadzał do Świdniczanki na obiad. Bo i jedzeniem, a może przede wszystkim jedzeniem restauracja może się pochwalić każdemu smakoszowi dobrej, polskiej kuchni. Śledzik w śmietanie, jako starter, urzeka śmietaną, czyli sosem na bazie śmietany, majonezu, cebulki i jabłek. Pycha, rzadko kto zostawi na talerzu choć garnirek z gotowanej marchewki. Z przekąsek ryba po grecku, podana na gorąco również przekonuje. Wśród zup królują flaki i żurek po świdnicku, z tandemu tego polecamy żurek, flaczki nie rzucają na kolana. To z każdym czułym na uroki dobrego jedzenia zrobią natomiast buraczki zasmażane, rzecz godna królów. Wspaniale czerwone, lekko kwaskowe w smaku, o pięknej, lśniącej konsystencji podane są na srebrnej niby-nelsonce godnie współgrają z daniem głównym. Przykładowo, z wątróbką wieprzową z cebulką i ziemniaczkami, który to zestaw kosztuje...całe 10 zł. Ceny innych potraw, w stosunku do ich smaku i sposobu podania również zachęcają. pozdrawiam
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Świdniczanka zasługuje na oddzielną publikację. I tak będzie. Pozdrawiam fanów tej zacnej restauracji.
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Fajny artykuł, aż ślinka cieknie!!.Kibicujmy tym świetnym szefom i szefowej kuchni, aby wychowali godnych następców.I aby takich nowych marek kulinarnych było u nas coraz więcej.
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Niestety, Bolek ma rację. Starsza pani ma tak strasznie odpychające spojrzenie, że nawet głodny dwa razy zastanowi się, zanim cos zamówi. Nie chodzi przy tym o kwestie związane z higieną, ile o podejście do człowieka, pełne jakiejś szczególnej nienawiści, kraszonej zwłaszcza przy uboższych klientach sporą dozą wyższości i najzwyczajnej nieuprzejmości. Myślę, że to szefowa tego interesu, osoba nie do ruszenia z tego miejsca. Kiedyś bywało inaczej, choć jestem trzydziestoparolatkiem, to znam Pośpiech od co najmniej ćwierćwiecza. W środku wyglądał zupełnie inaczej - był szerszy, ciągnął się aż do samego rogu kamienicy i węższy, ponieważ na wprost wejścia była lada spedycyjna zwana bemarem (jak widać, pomysł z taki wydaweaniem potraw nie jest nowy...), pełna naczyń z jadłem. Jadłospis wisiał w tym samym miejscu, co teraz. Smak się zresztą też zbytnio nie zmienił. Znakiem tamtych czasów natomiast jest dla mnie zraz warzywno mięsny, potrawa moim zdaniem ze wszech miar warta wskrzeszenia. Był to zraz uformowany w kształt sporego walca, opanierowany lub soute i smażony, jak mi się teraz wydaje, w głębokim tłuszczu. Podawany był w towarzystwie sosu węgierskiego, na bazie pomidorów i marchwi, lekko pikantnego. Wiele razy próbowałem odtworzyć w domu jego skład i jestem prawie pewein, że do mięsnej masy mielonej dodawano dokładnie przetartą duszoną marchew, cebulę i seler. Pycha. Na obitej szklanymi kafelkami ścianie zmywalni naczyń (mniej więcej tam, gdzie jest też i dziś) był obrazek, reklamujący zakład: wielkiego młodzieńca pyta się dwie głowy niższa kobieta, dlaczego tak wyrósł. - Bo stołuję się zawsze w barze Pośpiech - odpowiada.... pozdrawiam A co do miejsc wartych spóbowania - Bar Kolejowy przy ul. I go maja. Mają tam pyszny rumsztyk wołowy, wyjątkowego smaku buraczki i nie najgorszego mielonego.
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Bolek mógłby powieści pisać, gratuluję talentu pisarskiego i spostrzegawczości.
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Bolek jak czytałem twojego posta to śmiechem obudziłem moją 2 miesięczną córeczkę. W najbliższym czasie podjadę zobaczyć kimono
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Starsza pani wydająca posiłki nie jest taka straszna! Jak Bolek będziesz tam częściej to się uśmiechnij i to wystarczy.Stały klient wie jak zagadnąć co dobrego jest dzisiaj.A dodam tez ze starość nas wszystkich dopadnie i módlmy się aby aktualna nasza uroda się nie ulotniła bo wtedy przypomnimy sobie Panią bez zęba na przedzie z baru Pośpiech. Pozdrawiam.Dość stały klient.
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Nie znaci się chłopaki. Bywam w Pośpiechu co drugi dzień. Starsza Pani to jedna z niewielu osób, które znają sie na obsłudze klienta w tym mieście. Poza tym posłuuje sie tymi wszystkimi chochlami i durszlakiem z taką gracją, ze wrażenie niezapomniane i dodaje tylko uroku temu miejscu. Poza tym wolę jak widzę kto pcha palucha w moja zupę, niż żyć w nieświadomości, że na zapleczu pluł mi do kawy.
Zaloguj się, aby oddać głos
0
roro napisał:
Starsza pani wydająca posiłki nie jest taka straszna! Jak Bolek będziesz tam częściej to się uśmiechnij i to wystarczy.Stały klient wie jak zagadnąć co dobrego jest dzisiaj.A dodam tez ze starość nas wszystkich dopadnie i módlmy się aby aktualna nasza uroda się nie ulotniła bo wtedy przypomnimy sobie Panią bez zęba na przedzie z baru Pośpiech. Pozdrawiam.Dość stały klient.
Bywałem swego czasu dość często w tym barze i przymrużałem oczy na numer z koperkiem oraz na wiele innych tego typu atrakcji. Uśmiechu z mojej strony również nie zabrakło ale przestałem tam bywać po pewnym sobotnim przedpołudniu kiedy to postanowiłem wdepnąć na gorący rosołek;) Stara uraczyła mnie zupką która miała przedziwny smak, Po pierwszych dwóch łyżkach pomyślałem że pewnie sobie wmawiam niesmak albo że to niesmak z poprzedniego dnia po którym zapragnąłem posilić się gorącym rosołkiem. Starsza pani (jak ją zwą stali bywalcy) po ciężkim tygodniu najwyraźniej pomyliła rumianek z rosołkiem i wymoczyła sobie nogi w porcji która z rana oczekiwała już na mnie;) smak tej zupki porównywalny był jedynie do przepoconej skarpety więc aby go uzyskać stara musiała długo się relaksować Ogólnie sobotnie menu jest chyba dla specjalnych gości bo zupka nie jest jedynym daniem zasługującym na miano złotej patelni;) Zapomniałem dodać w poprzedniej wypowiedzi jednego dość sympatycznego szczegółu, mianowicie wydawania reszty z gotówki przez starą aby odebrać resztę w miedziakach trzeba nie lada umiejętności gdyż tacka na drobne przy kasie jest stanowczo zbyt mała Stara wydaję resztę tak szerokim gestem że połowa z tego co wyda ląduje na sali pod stolikami;)
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Bolek jesteś bajkopisarzem chyba! Tak dramatyczne wspomnienia z baru dopadły Ciebie dzisiaj że aż Ci wspólczuję! Nigdy w sobotę tam nie wpadaj albo wcale bo możesz nie dotrwać do niedzieli.Proponuję kebab na każdym rogu albo amerykańskie żarcie! Nie jedz polskiego bo to niezdrowe dla Ciebie! A co sam ugotowałeś ostatnio? Może wodę?
Zaloguj się, aby oddać głos
0
Pośpiech to Pośpiech. Dzięki za komentarze. I za wspaniały wpis, że jak komuś nie pasuje, hamburger. Ludzie, ktorzy lubią zjeść, są lepsi. Frustraci jedzą i dostają wrzodów. Pozdrawiam fanów "Pośpiechu".
Zaloguj się, aby oddać głos
0
"Świdniczanka" miała jeszcze jedno popisowe danie - zraz po węgiersku z kluskami kładzionymi, pycha!
Zaloguj się, aby oddać głos
0
UWIELBIAM RUMSZTYK !!!
Zaloguj się, aby oddać głos
0
muchamed napisał:
Cieszy podjęcie tak ważkiego tematu przez red. Sulisza, boli natomiast zupełne pominięcie, powodowane zapewne pośpiechem, restauracji Świdiczanka w Świdniku. Toż to żyjący skansen byłego, a wrażenie to potęgowane jest jeszcze przez socrealistyczną architekturę centrum Świdnika, gdzie ów zakład żywienia zbiorowego ma siedzibę. Oprócz smaczków gastronomicznych są też takie, o których opowiadać można później godzinami. Począwszy od szatni, z prawdziwą Panią Szatniarką (szatnia jest u nas obowiązkowa, ach łza się w oku kręci), poprzez wywieszone w centralnym miejscu srebrne patelnie, o które, mówiąc dalej Misiem, zakład bił się w latach siedemdziesiątych przez pamiętające dawny ustrój elementy wystroju, no i oczywiście Panie Kelnerki. Niżej podpisany sam kilka razy robił furorę wśród zakochanych w Barei gości z całej Polski, których prowadzał do Świdniczanki na obiad. Bo i jedzeniem, a może przede wszystkim jedzeniem restauracja może się pochwalić każdemu smakoszowi dobrej, polskiej kuchni. Śledzik w śmietanie, jako starter, urzeka śmietaną, czyli sosem na bazie śmietany, majonezu, cebulki i jabłek. Pycha, rzadko kto zostawi na talerzu choć garnirek z gotowanej marchewki. Z przekąsek ryba po grecku, podana na gorąco również przekonuje. Wśród zup królują flaki i żurek po świdnicku, z tandemu tego polecamy żurek, flaczki nie rzucają na kolana. To z każdym czułym na uroki dobrego jedzenia zrobią natomiast buraczki zasmażane, rzecz godna królów. Wspaniale czerwone, lekko kwaskowe w smaku, o pięknej, lśniącej konsystencji podane są na srebrnej niby-nelsonce godnie współgrają z daniem głównym. Przykładowo, z wątróbką wieprzową z cebulką i ziemniaczkami, który to zestaw kosztuje...całe 10 zł. Ceny innych potraw, w stosunku do ich smaku i sposobu podania również zachęcają. pozdrawiam
Zaloguj się, aby oddać głos
0
nie wierzę! jak mogłeś przeoczyć tatar- gwarantuję wszystkim forumowiczom, że lepszego na lubelszczyźnie nie znajdziecie- palce lizać ( cena 8 zł). Zamawiam 2-3 tatary, flaczki i flaszeczkę ( Wyborowa zmrożona). Całość na dwóch nie przekracza 70 zł ( oczywiście wszystko x2)
Zaloguj się, aby oddać głos
0
muchamed napisał:
Niestety, Bolek ma rację. Starsza pani ma tak strasznie odpychające spojrzenie, że nawet głodny dwa razy zastanowi się, zanim cos zamówi. Nie chodzi przy tym o kwestie związane z higieną, ile o podejście do człowieka, pełne jakiejś szczególnej nienawiści, kraszonej zwłaszcza przy uboższych klientach sporą dozą wyższości i najzwyczajnej nieuprzejmości. Myślę, że to szefowa tego interesu, osoba nie do ruszenia z tego miejsca. Kiedyś bywało inaczej, choć jestem trzydziestoparolatkiem, to znam Pośpiech od co najmniej ćwierćwiecza. W środku wyglądał zupełnie inaczej - był szerszy, ciągnął się aż do samego rogu kamienicy i węższy, ponieważ na wprost wejścia była lada spedycyjna zwana bemarem (jak widać, pomysł z taki wydaweaniem potraw nie jest nowy...), pełna naczyń z jadłem. Jadłospis wisiał w tym samym miejscu, co teraz. Smak się zresztą też zbytnio nie zmienił. Znakiem tamtych czasów natomiast jest dla mnie zraz warzywno mięsny, potrawa moim zdaniem ze wszech miar warta wskrzeszenia. Był to zraz uformowany w kształt sporego walca, opanierowany lub soute i smażony, jak mi się teraz wydaje, w głębokim tłuszczu. Podawany był w towarzystwie sosu węgierskiego, na bazie pomidorów i marchwi, lekko pikantnego. Wiele razy próbowałem odtworzyć w domu jego skład i jestem prawie pewein, że do mięsnej masy mielonej dodawano dokładnie przetartą duszoną marchew, cebulę i seler. Pycha. Na obitej szklanymi kafelkami ścianie zmywalni naczyń (mniej więcej tam, gdzie jest też i dziś) był obrazek, reklamujący zakład: wielkiego młodzieńca pyta się dwie głowy niższa kobieta, dlaczego tak wyrósł. - Bo stołuję się zawsze w barze Pośpiech - odpowiada.... pozdrawiam A co do miejsc wartych spóbowania - Bar Kolejowy przy ul. I go maja. Mają tam pyszny rumsztyk wołowy, wyjątkowego smaku buraczki i nie najgorszego mielonego.
Zaloguj się, aby oddać głos
0

Dodaj odpowiedź:


Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz: