niedziela, 17 grudnia 2017 r.

Gry

Aliens vs Predator: Strachy na lachy

  Edytuj ten wpis
Dodano: 1 kwietnia 2010, 18:19

Ta gra miała nie łatwe zadanie. Musiała zmierzyć się z legendą poprzedników. Udało się? Recenzja gry Alians vs Predator.

Pierwszy Aliens vs Predator pojawił się w 1999 roku i trzeba przyznać, że był to kawał naprawdę niezłej gry. Druga część wydana dwa lata później była jeszcze lepsza i jeszcze bardziej klimatyczna. Nie dziwi zatem fakt, że po najnowszej odsłonie spodziewaliśmy się naprawdę wiele. Zwłaszcza, że twórcy zapowiadali, że zrobią wszystko, by zachować klimat poprzednich serii wzbogacając to wszystko piękną, współczesną grafiką. Tuż po odpaleniu gry wydaje się, że im się to udało.



Teoretycznie mechanika gry niemal się nie zmieniła. Nadal mamy do wyboru trzy oddzielne kampanie. W każdej przyjdzie nam animować innego bohatera: niezdarnego, ale i uzbrojonego po zęby marine, znacznie zwinniejszego i posiadającego świetne gadżety predatora, a także łażącego po ścianach, diabelnie szybkiego aliena.

Kampanie skonstruowane są w ten sposób, że mniej więcej ta sama historia przedstawiona jest z różnej perspektywy, zależnie od wybranej rasy. To ciekawy zabieg, ale z drugiej strony powoduje, że co i rusz przyjdzie nam zwiedzać te same lokacje.

Dodać należy, że kampanie nie są dość długie; na upartego można je ukończyć wszystkie w jeden, góra dwa dni. Niby niewiele, ale mając w pamięci chociażby Modern Warfare, trudno narzekać na ten element. Widać taka moda i trzeba się do tego po prostu przyzwyczaić.

Strachy na lachy

Rzeczą, która najbardziej wyróżniała stare gry serii był niewątpliwie klimat. Zwłaszcza uczucie grozy, jakie towarzyszyło nam podczas rozgrywki. Najnowsza produkcja o obcych i predatorach zdecydowanie stara się naśladować poprzedników.

Jest więc sugestywna gra świateł i cieni, próba budowania napięcia przy pomocy dźwięku i muzyki, itd. Jednak nie da się ukryć, że zwroty akcji są dość przewidywalne. Doskonale wiemy, co stanie się za chwilę. Zresztą momentów, kiedy twórcy gry próbują nas czymś zaskoczyć jest raczej niewiele.

Zamiast tego posyłają na nas falami hordy przeciwników, którzy grzecznie kładą się pod naszą lufą/kłami.

Piękne potwory

Największą zmianą w stosunku do poprzedników jest oczywiście grafika. Tą również trudno ocenić jednoznacznie. Niby jest naprawdę nieźle. Gra świateł może się podobać, modele postaci wyglądają bardzo dobrze, a gra korzysta z najnowszych nowinek technologicznych zawartych w DirectX 11.

Ale nie jest to ścisła czołówka. Większość lokacji wygląda dość pustawo, w dodatku wszystkie są klaustrofobicznie małe, nawet poziomy "otwarte”. Cudzysłów zdecydowanie się tutaj należy. Nawet jeśli porzucimy mroczne korytarze i wyjdziemy zaczerpnąć trochę świeżego powietrza zewsząd i tak otaczają nas ciasne ściany drzew i skał.

W świecie graczy, którzy posmakowali przestrzeni w GTA IV i biegali po ogromnych mapach Crysisa taki "oldschool” raczej nie ma racji bytu. Zwłaszcza, że nawet lokacje w poprzednich częściach z serii Aliens vs Predator potrafiły być dużo większe. Przy okazji omawiania grafiki warto jeszcze wspomnieć o animacji. Zasadniczo jest naprawdę niezła. Twórcy podołali niełatwemu zadaniu oddania bardzo szybkich ruchów łażącego z gracją po ścianach aliena.

Tymczasem tuż za nami…

Nie obyło się jednak bez kilku niedociągnięć. Czasami przeciwnikom zdarzy się przyblokować na jakimś ledwie wystającym elemencie otoczenia. Kuleją także animacje związane ze specjalnymi zdolnościami postaci. Grając predatorem lub alienem możemy zbliżyć się do niczego nie podejrzewającego wroga i dokonać efektownej dekapitacji (tzw. finiszer). Wszystko to wygląda naprawdę fajnie, szkoda tylko, że animacji dla obu postaci przygotowano tylko kilka, przez co ten sposób wykańczania wrogów zaczyna się powoli nudzić.

Poza tym w momencie zadeklarowania wykonania finiszera dowodzenie nad naszą postacią w całości przejmuje komputer. Nasz predator rozkoszuje się kolejną krwawą jatką, a tymczasem oddział marines spokojnie ładuje nam tonę ołowiu w plecy. A my nie możemy przerwać dokonywania wyroku.

Jedyne, do czego nie można się przyczepić, to dźwięk. Brzmi on jak niemal żywcem wyjęty z filmów o obcym lub predatorze. Wszystko: od odgłosów broni, przez odgłosy naszych bohaterów aż do charakterystycznego "pikania” detektora ruchów zostało przygotowane bardzo dobrze i wpływa bardzo pozytywnie na klimat gry. Muzyce również trudno coś zarzucić.

WERDYKT

Warto również dodać słów kilka o multi (więcej TUTAJ). Zabawa nie jest tak satysfakcjonująca, jak mogło by się wydawać. Poza tym biedny marine nie ma szans w starciu z przeciwnikami, no chyba, że uda mu się dobiec do naprawdę dobrej pukawki (np. do mojego ulubionego smartguna). Ale kiedy ścieramy się z bardziej doświadczonymi graczami a mapa jest mocno zaludniona (czy może zapotworzona?) cóż… lepiej zamiast konwencjonalnej broni przerzucić się na kły i pazury.

Podsumowując, nowej grze z Aliens vs Predator nie udało się chyba udźwignąć legendy. Choć nie jest to mistrzostwo świata, przyznać należy, że nadal jest to naprawdę dobra gra, która nieco przykrótką kampanię rekompensuje naprawdę przyzwoitym multi.

Nasza ocena: 4/6
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
DeLtA
hgrtf
(2) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

DeLtA
DeLtA (8 kwietnia 2010 o 10:34) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
No... ja też myślałem że to będzie lepsze, a teraz żałuje że kase wydałem :D:D
Rozwiń
hgrtf
hgrtf (5 kwietnia 2010 o 14:09) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Wiadomo grafika, klimat są takie jak trzeba (chociaż mam wrażenie ze obcy jakoś za bardzo upodobnił się do kota zarówno pod względem fizyki jego ruchów jak i wydawanych przez niego dźwięków - akurat mi sie to nie do końca podoba), ale za 100 pln spodziewałem się znacznie dłuższego single playa. I nie chce się przyzwyczajać do takiego stanu rzeczy. Moooze jeszcze by się to dało zaakceptować, gdyby nie fakt, ze single kampanie wszystkich ras dzieją się na tych samych "mapach", a to już pachnie cwaniactwem. Niewielka pociecha, ale zawsze, to to, że jakbym to kupił na konsolę za prawie 200 pln to bym chyba osobiście pofatygował się do wydawcy i wsadził mu to w...., wiec nie muszę wydawać na podróż, tylko puszczę to na allegro jakiemuś bardziej zagorzałemu fanowi/fance.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (2)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!