poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Gry

Darksiders: Wrath of War. Jak Wojna poszedł na wojnę

Autor: Paweł Wiater

Po Darksiders nie spodziewałem się niczego wybitnego. Wszystko wskazywało na to, że będzie to kolejny średniak do szybkiego zapomnienia. Na szczęście czasem zdarza się wyjątek od reguły. Recenzja gry Darksiders: Wrath of War.

Zabawę zaczynamy w iście hitchcockowskim stylu: od trzęsienia ziemi i serii wybuchów. Nagle nie wiadomo skąd pojawiają się również zastępy aniołów i demonów. Właśnie zaczyna się koniec świata.

Mam na imię wojna

Wszystko spowodowane jest przez odwieczny konflikt sił dobra i zła, który zaczął się jeszcze przed powstaniem naszego gatunku. Nasz bohater – Wojna - będący jednym z legendarnych jeźdźców Apokalipsy przybywa na ziemię, kiedy trwa wydawałoby się, ostateczne starcie.

Od samego początku coś jest nie tak. Okazuje się, że nie zostały przełamane wszystkie pieczęcie przez co koniec świata zaliczył faktyczny falstart. W wyniku tych komplikacji bohater staje przed sądem jedynego strażnika równowagi; Rady Spopielonych.

Dostaje od niej szansę i wraca na ziemię sto lat później. Będzie musiał odszukać istotę odpowiedzialną za ten cały galimatias i przywrócić dawny ład a wymordowany gatunek ludzi wskrzesić.

Bla, bla, bla...

Cyberanioły i elektro diabły

Fabuła jest idiotyczna, ale gra należy do gatunku slasherów, gdzie scenariusz jest kompletnie nieistotny.

Znacznie ciekawsze jest, że apokalipsa i nadprzyrodzone jednostki są dostosowane do naszych czasów. Anioły nie przypominają biblijnych wersji. Tutaj mają one zbroje i bronie żywcem wzięte z Warhammera, a ich sposób latania wygląda prędzej na żołnierzy z jetpakami.

Z tego powodu Darksiders opisałbym jako klon wielu gier akcji, który wykorzystuje najlepsze rozwiązania i dodaje kilka nowych. Początek gry jak z Prototype. Zaczynamy jako faktyczny jeździec apokalipsy po czym w wyniku kilku niespodziewanych zdarzeń stajemy się postacią pozbawioną mocy.

Bohater również w moim odczuciu do złudzenia przypomina jednego z bohaterów Warcraft, a dokładnie Arthasa. Walka ma wiele wspólnego z tym co widzimy grając w takie gry jak Devil May Cry czy God of War.

Logiczne łamigłówki mają charakter środowiskowy co oznacza, że musimy jakiś przedmiot rozwalić czy przesunąć na inne miejsce. Mimo, że są one dobrze wykonane to cały czas mamy wrażenie, ze już to gdzieś widzieliśmy.

Tym bardziej, że przydatne gadżety, które do nich wykorzystujemy po prostu były w innych grach! Przykładem jest ostrze-bumerang (Dark Sector) czy spowalnianie czasu i stalowa rękawica z Prince of Persia.

Wal, bij i strzelaj

Przez wyrok Rady bohater traci swoje potężne moce, których działania jesteśmy świadkami na początku. Z czasem ponownie uzyskamy dostęp do nowych broni (Kosa Śmierci, Pięść Gniewu czy Rewolwer Łaska. Swoją drogą chcielibyśmy poznać człowieka, który wymyśla takie nazwy...).

Nasz miecz zwany Pożeraczem Chaosu będziemy mogli ulepszać, by zadawać nowe obrażenia i combosy. Powróci również demoniczna forma Wojny i jego wierny rumak. Jak widać sposobów wykańczania przeciwników mamy wiele, co urozmaica rozgrywkę.

Jest to tym bardziej udany zabieg, że sama walka jest dosyć prosta. Przez kilka pierwszych etapów ograniczy się ona do naciskania w odpowiednim momencie lewego przycisku myszy. Dopiero po jakimś czasie będziemy musieli stosować uniki czy bloki. Wojna jest bezwzględny, dzięki czemu możemy wykonywać naprawdę widowiskowe egzekucje przeciwników.

Te "finishery” nie budzą takiego podziwu jak w przypadku Kratosa, ale niewiele im brakuje. Mimo, że tytuł ma charakter konsolowy można grać używając klawiatury i myszki. Początkowo jest to dość niewygodne, ale po kilkunastu minutach można się przyzwyczaić.

Niestety jest to również jedna z nielicznych produkcji, która nie obsługuje innych padów niż Microsoftu. W przypadku mojego logitecha sytuacja wyglądała w ten sposób, że wszystkie funkcje działały ale kamera ustawiała się w niemożliwy do grania sposób i za nic nie można było jej przestawić.

Nieciekawa przyszłość

Duże brawa należą się programistom za lokacje. Nie są one dosłownie odwzorowane jak na przykład w Dante Inferno. Znajdziemy sporo nawiązań do Apokalipsy św. Jana, ale wszystko jest podane w odpowiednich proporcjach. Dzięki temu obok zniszczonych części miast zobaczymy takie miejsca jak linia metra, katedra, cmentarze czy piekielne podziemia.

Miejsca, które zwiedzimy są bardzo klimatyczne. W zrujnowanych metropoliach każdy powiew wiatru uświadamia nam, co się stało. Wszędzie walają się stare gazety, na ulicach zalegają spalone samochody a najpiękniejsze niegdyś budowle przegrywają walkę z czasem.

Jednym z fajniejszych elementów Darksiders są napotykane postacie. Oryginalne, często zabawne. Duży wpływ na to mają podłożone głosy. O ile Wojna nie jest za bardzo rozmowny to u reszty aktorzy sprawdzili się znakomicie. Chwilami aż ciężko nie polubić Virgila czy Samaela.

WYROK

Darksiders to świetna produkcja, którą docenią przede wszystkim fani wszelkich slasherów. Bardzo dobra oprawa graficzna i mnóstwo świetnej zabawy. Może być bez żadnych kompleksów stawiana obok God of War. Szkoda tylko, że programiści nie stworzyli trybu multi.

Nasza Ocena 5-/6
Czytaj więcej o:
irek
(1) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

irek
irek (20 października 2010 o 19:57) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Świetna recenzja!
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (1)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!