niedziela, 20 sierpnia 2017 r.

Kraj Świat

"Poczułem się, jakbym już był skazany za to wszystko". Kierowca seicento udzielił pierwszego wywiadu

Dodano: 23 marca 2017, 09:51

Pierwsza rozmowa z Sebastianem, kierowcą seicento, który brał udział w wypadku z premier Beatą Szydło w lutym tego roku. O tym, jak czuje się po tym, jak przejechał po nim "medialny i polityczny walec", czy naprawdę przyznał się do winy i jak teraz wygląda jego życie, rozmawiał z reporterem UWAGI!

"Uczeń technikum, zwykły człowiek" - tak o sobie mówi Sebastian, kierowca seicento, który brał udział w wypadku z premier Beatą Szydło. 21-latek w tym roku zdawać będzie maturę. Jak twierdzi, wypadek zmienił jego życie.

- Często zdarzają się nieprzespane noce, codziennie jest dużo stresu, chociaż staram się jakoś sobie z nim radzić. Mam nadzieję, że to się wszystko jak najszybciej skończy - mówi w rozmowie z dziennikarzem UWAGI!.

Sebastian dobrze pamięta okoliczności, w jakich doszło do wypadku z 10 lutego 2017 roku. Jak twierdzi, nie słyszał sygnałów dźwiękowych nadjeżdżającej kolumny z premier Beatą Szydło, i dodaje, że nie używał słuchawek, jak sugerowane było to zaraz po zdarzeniu. - Ktoś sobie wymyślił coś takiego. Słuchawki leżały w domu - mówi kierowca seicento.

Jak twierdzi, pamięta pierwsze auto, które minęło go z lewej strony, a zaraz potem moment, kiedy wbił się w niego rządowy samochód. - Miałem wrażenie, jakby tir uderzył w auto. Był straszny huk - mówi Sebastian. Jak wspomina, chociaż po wypadku nie miał żadnych obrażeń, to trafił do szpitala. - Zostałem przewieziony do szpitala radiowozem - mówi. Na miejscu jednak nie wykonano badań, ale pobrano mu krew, by zbadać, czy jest w niej alkohol. Jak wspomina Sebastian, stało się tak, mimo że już wcześniej badany był alkomatem, który wykazał 0,0 alkoholu. Tyle samo wykazało badanie krwi młodego kierowcy.

Według Sebastiana, błędne jest twierdzenie polityków, jakoby przyznał się do winy zaraz po wypadku. - Przyznałem, że byłem na miejscu, że brałem udział w tym zdarzeniu, ale do winy się nie przyznałem - utrzymuje Sebastian.

- Poczułem się, jakbym już był skazany za to wszystko. Byłem strasznie zaskoczony, że padły takie słowa. Że bez sądu ktoś już był w stanie stwierdzić, że to ja jestem winny. Bardziej czułem się wtedy jak osoba poszkodowana w tym wypadku - mówi w rozmowie z reporterem UWAGI! Sebastian K.

- Poczułem się, jakbym był pionkiem w tej całej grze medialnej, politycznej. Jakby nie ode mnie i nie od faktów zależało to, co się ze mną później stanie - wspomina kierowca seicento.

Co z pieniędzmi ze zbiórki?

Sebastian przyznaje, że był bardzo zaskoczony zbiórką, jaką na jego nowy samochód zorganizowali internauci. - Z każdym dniem byłem wręcz przerażony, jak duża ilość osób popiera ten cel - mówi i dodaje, że zebrano ponad 150 tys. zł. - Pieniądze dla mnie nie są najważniejsze. Bardziej wtedy liczyło się to, że ponad 8 tys. osób dawało mi w tamtym czasie bardzo dużo wsparcia psychicznego - wspomina Sebastian. Zapowiada, że po wydaniu prawomocnego wyroku pieniądze zostaną przeznaczone na cele charytatywne, ale nie precyzuje jakie.

Czytaj więcej o: wypadek Oświęcim Beata Szydło
Użytkownik niezarejestrowany
Użytkownik niezarejestrowany
gość
(24) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (30 marca 2017 o 22:14) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Ma gnojek szczęście, że Komorowski to nie był a Szydło bo by afery nie było tylko rybki miały by co jeść.
Rozwiń
Gość
Gość (26 marca 2017 o 10:13) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
rośnie kolejny celebryta
Rozwiń
gość
gość (25 marca 2017 o 08:53) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
A tak na poważnie ten młody kierowca jest bardzo ale to bardzo niewinny!
Rozwiń
Gość
Gość (23 marca 2017 o 20:34) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Smark spowodował wypadek i tyle. Brak doświadczenia/wyobraźni za kierownicą "bolida". A teraz się publicznie wyżala, żałosne po prostu.
Rozwiń
Gość
Gość (23 marca 2017 o 16:38) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Na autostradzie to najbardziej obawiam się motocyklistów. Ci to mają talent do przyśpieszania. Dużo wcześniej przed wyprzedzaniem obserwuję lusterka, czy jakiś motocyklista nie przyszalał za mną. Nie ma rady, trzeba uważać. Wypadki chodzą po ludziach. Wczoraj żona doświadczyła poślizgu na rondzie, a jechała wolno, no ale kałuża wystarczyła, by polecieć prosto jak strzała. Opony dwuletnie i tak czlowieka zawiodły. Co do karetek na autostradzie, to jeszcze żadna mnie nie wyprzedziła. Często widać koguty po przeciwnej stronie, ale dźwięk dopiero przez sekundę?!
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (24)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!