środa, 23 sierpnia 2017 r.

Kraj Świat

Prezydent Komorowski "dał czadu” w Białym Domu

Dodano: 1 lutego 2011, 14:58

Prezydenci Bronisław Komorowski i Barack Obama podczas spotkania w Białym Domu<br />
 (Fot. Prezydent.pl)
Prezydenci Bronisław Komorowski i Barack Obama podczas spotkania w Białym Domu
(Fot. Prezydent.pl)

Okazuje się, że polski prezydent Bronisław Komorowski zaserwował Barackowi Obamie więcej niż jedną dykteryjkę damsko-męską. Było o krok od skandalu.


Ta pierwsza – uznana publicznie przez prof. Magdalenę Środę za przejaw seksizmu – dotyczyła podziału ról męskich i kobiecych, wedle którego faceci idą na polowanie, a ich żony siedzą w domu i gotują.

8 grudnia w Białym Domu było jeszcze smaczniej. Na dzień dobry, Komorowski wrzucił Obamie porównanie stosunków polsko-amerykańskich do małżeńskich: Żonie trzeba oczywiście wierzyć, ale... sprawdzać, czy jest wierna.

Tłumaczka przekazuje Obamie: "like with your wife” ("tak jak z twoją żoną”). Obama zamarł w zdumieniu.

Zapewne po raz pierwszy słyszał bowiem od przywódcy obcego kraju, że powinien sprawdzać swoją żonę. Gafę rozładował podobno wiceprezydent Joe Biden, pierwszy wybuchając śmiechem i klepiąc polskiego prezydenta w plecy z komentarzem: "A to ci dobre...”

Amerykańcy dziennikarze gafę dostrzegli. Dopytywali nawet polskich kolegów, czy Komorowski chciał coś zasugerować w związku z prowadzeniem się Pierwszej Damy USA. Oczywiście polscy dziennikarze bronili go, jak potrafili.

Otoczenie polskiego prezydenta oficjalnie nie chciało jej potwierdzić. Nieoficjalnie można było usłyszać, że wszystkiemu winna była... tłumaczka, która źle przekazała, co pan prezydent miał na myśli.

– Być może wchodzimy w sferę protokolarną znaną z czasów prezydentury Lecha Wałęsy, kiedy tłumacze mieli niezwykle ciężkie zadanie "przekładu dyplomatycznego”, czyli tłumaczenia kwestii prezydenta w sposób nadający się do zrozumienia, ale także broniący przed gafami i dwuznacznościami, które mogłyby być zarzewiem konfliktu – mówi długoletni specjalista protokołu dyplomatycznego MSZ.

Wspomina, jakiej ekwilibrystyki wymagało kiedyś, w tym samym Białym Domu, przełożenie kwestii Lecha Wałęsy, że stosunki polsko-rosyjskie są "proste jak dwa metry sznurka w kieszeni”, a "Jelcynowi trzeba tłumaczyć, jak krowie na miedzy”.

Poproszony o puentę do sytuacji z 8 grudnia ub. roku w Białym Domu, ów dyplomata mówi: – Zacytowałbym tekst przedwojennego kabaretu "Qui pro quo”: "Pani w pąsach, a on w... wąsach”.

Znany amerykański dziennikarz polskiego pochodzenia, w młodości harcerz komentuje: – Szumi ognisko i płoną knieje, drużynowy jest wśród nas... Ja myślę, że Mr. Komorowski może się spodobać amerykańskiej Polonii. Ona lubi takie dowcipy.

Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!