poniedziałek, 11 grudnia 2017 r.

Kraj Świat

Sądy aresztowały protestujących w Kijowie. Rozejm zerwany, nocne starcia

  Edytuj ten wpis
Dodano: 25 stycznia 2014, 11:15

Na dwa miesiące aresztowały w nocy z piątku na sobotę sądy rejonowe w Kijowie 29 osób uczestniczących w zamieszkach antyrządowych, które trwają w stolicy Ukrainy od siedmiu dni. Aresztowani to przeważnie młodzi ludzie, ale jest wśród nich i 72-latek.

Część z nich została zatrzymana za stawianie oporu podczas starć z milicją, do których doszło w środę. Inni to aktywiści tzw. Automajdanu, ruchu kierowców, którzy w czasie zamieszek wyłapywali w Kijowie młodych dresiarzy prowokujących zajścia - jak utrzymuje opozycja - na zlecenie władz. Aresztowany na dwa miesiące 72-latek podejrzany jest o czynną napaść na funkcjonariuszy milicyjnych oddziałów specjalnych Berkut. Tak surowy środek zapobiegawczy sąd zastosował w obawie, że mężczyzna będzie uchylał się od współpracy z wymiarem sprawiedliwości. - To, co zobaczyłam w sądzie, nie mieściło mi się w głowie. Sędziowie nie słuchali świadków, którzy mówili, że to Berkut bił tych zatrzymanych, a nie oni ich (funkcjonariuszy Berkuta), i z uwagą wysłuchiwali zeznań milicjantów. Ten starszy człowiek podczas rozprawy ledwie stał na nogach. Był pobity. Wraz z chorą żoną wychowuje dwójkę osieroconych wnuków. Sąd nie wziął tego pod uwagę - mówi Katarzyna Kwiatkowska-Moskalewicz, która była w sądzie w dzielnicy Obołoń z ramienia fundacji Otwarty Dialog. Witalij Kliczko, jeden z liderów opozycji, po wizycie w pomieszczeniu dla zatrzymanych w budynku sądu oświadczył, że to, co zobaczył, pokazuje, na ile prawdziwe są deklaracje prezydenta Wiktora Janukowycza o gotowości do dialogu. - Wszyscy są pobici, mają połamane nosy i porozbijane głowy. Niektórych przywieziono do sądu ze szpitala, niektórych złapano na ulicy i przywieziono wprost z komisariatu. W sądzie obołońskim widzimy, w jaki sposób Janukowycz wypełnia swe obietnice uwolnienia zatrzymanych - oświadczył Kliczko.

W Kijowie w nocy trwały starcia; demonstranci obawiają się snajperów

W nocy z piątku na sobotę w Kijowie trwały starcia przeciwników rządu z milicją broniącą dostępu do dzielnicy rządowej. Ludzie na barykadach z obawy przed snajperami wypatrywali ich w oknach i na dachach pobliskich budynków z pomocą silnych reflektorów. Po godz. 6 czasu polskiego na ulicy Hruszewskiego, prowadzącej do budynków rządowych, znajdowało się kilkuset demonstrantów. Po całej nocy milicji udało się w większości ugasić zaporę z płonących opon, dzielącą protestujących od milicyjnych oddziałów. Krótko potem kordon oddziałów specjalnych milicji przesunął się w kierunku dogasającej barykady na odległość ok. 30 m. Demonstranci rzucają w funkcjonariuszy koktajle Mołotowa i kamienie. Przez noc z piątku na sobotę na ulicy Hruszewskiego trwały walki między milicją a demonstrantami zaopatrzonymi w kaski, maski przeciwgazowe, kije, pręty i łomy. Podejmowane przez milicjantów próby ugaszenia za pomocą armatek wodnych bariery z płonących opon, do której manifestanci dorzucali kolejne, trwały całą noc. Demonstranci strzelali w kierunku milicjantów racami, rzucali koktajle Mołotowa i wystrzeliwali kostki brukowe z dwumetrowej procy. Walki wybuchły w piątek wieczorem po tym, jak poprzedniego dnia wygasł rozejm uzgodniony między opozycją a MSW, aby umożliwić rozmowy opozycji z prezydentem Wiktorem Janukowyczem. MSW podało w komunikacie w piątek, że rozejm naruszyli protestujący, którzy "sprowokowali milicję do użycia siły”. Popierająca opozycję telewizja internetowa Hromadske TV poinformowała z kolei, że to milicja otworzyła ogień do protestujących, którzy w odpowiedzi zaczęli strzelać w jej stronę fajerwerkami. Chwilę później MSW opublikowało kolejny komunikat, w którym podało, że w jednej z dzielnic Kijowa został zabity 27-letni milicjant. Na jego głowie widniała rana postrzałowa. Wielu manifestantów zadzierało głowy i obserwowało okna kamienic. Pierwsze pogłoski o snajperach rozmieszczonych na dachach budynków w Kijowie pojawiły się podczas akcji oddziałów milicji w grudniu. Od czasu gdy Prokuratura Generalna potwierdziła, że podczas zamieszek w środę od strzałów z broni palnej zginęły dwie osoby, wielu demonstrantów uznaje to zagrożenie za realne. Niektórzy z nich oświetlali ciemne okna kamienic za pomocą silnych reflektorów. Media i opozycja twierdzą, że wszystkich ofiar śmiertelnych jest pięć, a cztery z nich zginęły od kul snajperów. W wywiadzie dla BBC, cytowanym w czwartek przez ukraińskie media, premier Ukrainy Mykoła Azarow oświadczył, że milicja na Hruszewskiego nie ma broni palnej, a sekcje zwłok ofiar wykazały, iż strzelano do nich z dachów budynków przy tej ulicy.

Polska wiceminister MSZ na Ukrainie: zbyt wcześnie na sankcje ze strony UE

Wiceminister spraw zagranicznych Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, która przebywa z wizytą w Kijowie, oceniła w sobotę, że jest zbyt wcześnie na sankcje wobec Ukrainy ze strony UE. Jak podkreśliła, jedynym rozwiązaniem sytuacji na Ukrainie jest dialog. Wiceminister zaznaczyła, że rozmowa w UE na ten temat odbędzie się w najbliższych tygodniach. Pełczyńska-Nałęcz spotkała się w piątek z przedstawicielami ukraińskiego MSZ, politykami opozycji oraz przedstawicielami Obywatelskiego Majdanu. Pytana w sobotę przez dziennikarzy o ewentualne sankcje ze strony Unii Europejskiej podkreśliła, że jest na nie za wcześnie, bo trudno rozmawiać o dialogu, jednocześnie wprowadzając sankcje. Należałoby je jednak rozważyć - zastrzegła - gdyby doszło do eskalacji przemocy. Ze strony Majdanu i opozycji jest oczekiwanie, że sankcje zostaną zastosowane, bo miałyby one również wymiar symboliczny - dodała. - Oni mówią: "my tu stoimy dla wartości i potrzebne jest nam także symboliczne - na poziomie wartości - wsparcie ze strony UE" - relacjonowała Pełczyńska-Nałęcz. Podkreśliła, że obie strony konfliktu różnią się, co do oceny przyczyn zaistniałej sytuacji, ale zarówno ukraiński MSZ, jak i opozycja rozumieją, że "jedynym rozwiązaniem jest dialog”. "Była też zgoda, że wszystkie inne rozwiązania tylko pogarszają sytuację na Ukrainie” - dodała wiceszefowa MSZ. Według niej z piątkowych rozmów wynika, iż opozycja chciałaby, by Unia pełniła rolę mediatora w jej rozmowach z władzą. Dodała, że jest gotowa do uczestnictwa w ewentualnych rozmowach, jednak - podkreśliła - "nie jest postrzegana, jako bezstronna” przez ukraińskie władze. - Z każdym dniem ten konflikt staje się głębszy i ostrzejszy, a im głębszy konflikt, tym trudniejsze porozumienie - oceniła wiceminister. Podkreśliła równocześnie, że widać "przestrzeń do porozumienia”, a czynnikiem, który zadecyduje, czy dojdzie do rozmów jest "jednoznaczna wola polityczna ze strony władz”. - Słyszę tę wolę po stronie Obywatelskiego Majdanu, po stronie opozycji, słychać ją w MSZ, ale wiemy, że decyzje po stronie władzy są podejmowane osobiście przez prezydenta (Wiktora Janukowycza) i w wąskim kręgu. I tu opozycja i Majdan mają wrażenie, że rzeczywistej woli do rzeczywistej rozmowy brakuje - zaznaczyła Pełczyńska-Nałęcz.

Szef MSW: protestujący gromadzą broń i porwali milicjantów

Minister spraw wewnętrznych Ukrainy Witalij Zacharczenko oskarżył w sobotę przeciwników rządu o gromadzenie broni w zajętych przez nich budynkach państwowych w Kijowie oraz ciężkie ranienie jednego i porwanie dwóch milicjantów. Zacharczenko oświadczył, że podejmowane przez jego resort próby pokojowego rozwiązania konfliktu nie odnoszą sukcesu. Opozycja "nie ma już wpływu na radykalne ugrupowania, które kontrolują budynki państwowe i prowadzą działania siłowe. (...) Wydarzenia te noszą charakter najwyższego stopnia działań ekstremistycznych i wspólnota międzynarodowa nie powinna przymykać na nie oczu" - podkreślił minister.

WIDEO

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o: Ukraina
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!