piątek, 24 listopada 2017 r.

Kraj Świat

Stracił w akcji obie nogi, marzy o protezach. Chce dalej być strażakiem

  Edytuj ten wpis
Dodano: 14 stycznia 2011, 20:04

Nie mam zamiaru się poddać tylko dlatego, że straciłem nogi – mówi Mirosław Jeremicz. (Marcin Bielec
Nie mam zamiaru się poddać tylko dlatego, że straciłem nogi – mówi Mirosław Jeremicz. (Marcin Bielec

Stracił obie nogi, marzy o protezach. – Chcę być dalej strażakiem – mówi Mirosław Jeremicz. Przeczytaj dramatyczną historię o strażaku z Chojny.

Strażak z Chojny biorąc udział w akcji stracił obie nogi. Koledzy z jednostki apelują o pomoc. Młody mężczyzna nie wyobraża sobie, że musiałby usiąść za biurkiem. Marzy o protezach, które umożliwią mu normalne życie.

Mirosław Jeremicz przeszedł operację przeszczepu skóry w szpitalu w Policach. Choć od tragicznego zdarzenia minęły trzy miesiące, do dziś nie dostał odszkodowania. Prokuratura nadal prowadzi śledztwo, które ma ustalić, kto ponosi winę za wypadek.

Do tragicznego zdarzenia doszło 20 października w Lisim Polu. Strażacy z OSP Chojna dostali sygnał, że na drodze rozlany jest olej. Na miejscu okazało się, że struga zanieczyszczeń ciągnie się przez całą miejscowość. Stanęli przy pierwszym zakręcie, by wysypać środek do neutralizacji oleju.

- Od strony Szczecina wypadł passat, który jechał po tym pasie, gdzie oleju nie było - mówi Sławomir Trzupek, dowódca grupy. Wyszedłem z wozu, a za mną Mirek. Nie zdążyłem się obrócić, jak passat wpadł na Mirka i dosłownie wbił go w nasz samochód.

Strażacy podkreślają, że volkswagen jechał bardzo szybko. Odbił się od wozu strażackiego, dwa razy obrócił wokół osi i zatrzymał 19 m dalej.

- Gdyby jechał z normalną prędkością, nic by się nie stało - komentuje zdarzenie Maciej Zielonka, kierowca wozu strażackiego.

Uderzony strażak od razu stracił jedną nogę. Druga była zmiażdżona, ale lekarze w szpitalu próbowali ją uratować używając do tego kości żebra strażaka. Okazało się to niemożliwe. Wdała się martwica i musieli ją amputować.

- Jakieś fatum go prześladowało - dodaje Artur Kołaczyński, naczelnik jednostki. - Przeprowadził się do Chojny, by być bliżej jednostki, a po dwóch miesiącach stracił pracę w GS-ie. A później ten wypadek. Jedyny plus, że ma taką dzielną żonę.

Natychmiast po wypadku koledzy strażaka zaapelowali do wszystkich o pomoc. Zarówno w sprawie krwi, która była potrzebna, jak i materialną dla rodziny Mirka, która została bez środków do życia. Nikt nie odmówił. W czwartek dotarł do gminy nawet list z Niemiec od Dariusza Kutzowitza, który z całą rodziną zaoferował wszelką pomoc.

- Zarząd wojewódzki OSP zadeklarował, że chce przekazać środki na mieszkanie dla pana Mirka, bo w tej chwili wynajmuje lokum, gdzie warunki są nieszczególne - mówi Adam Fedorowicz, burmistrz Chojny. - Chcemy więc na jego potrzeby zaadaptować mieszkanie na lotnisku, choć na razie nie mamy miejsca. Myślę jednak, że najdalej za osiem miesięcy będzie miał lokal.

Komenda wojewódzka zawodowej straży pożarnej zapowiedziała, że rozważa możliwość zatrudnienia pana Mirka, gdy zakończy się jego rehabilitacja. Strażak jest po kolejnej operacji. Podkreśla, że wiele zawdzięcza kolegom, którzy nie opuszczają go ani na chwilę.

- Nie wyobrażam sobie egzystowania za biurkiem. Teraz są takie protezy, że można w nich nawet biegać. Chcę nadal być czynnym strażakiem i brać udział w akcjach - mówi pytany o plany na przyszłość.

Źródło: Stracił obie nogi, marzy o protezach. - Chcę być dalej strażakiem - mówi Mirosław Jeremicz
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!