czwartek, 23 listopada 2017 r.

Kraj Świat

Szkielet, który „przemówił”. Historia pewnego weterynarza

Dodano: 22 lutego 2017, 18:59

Archeolodzy dokumentują szczątki kostne i elementy wyposażenia wojskowego na zboczu góry Skarzawa w gminie Mstów w 2015 r.<br />
Archeolodzy dokumentują szczątki kostne i elementy wyposażenia wojskowego na zboczu góry Skarzawa w gminie Mstów w 2015 r.
(fot. O. Ławrynowicz\na jurze.uni.lodz.pl)

Samotny i zapomniany grób w lesie niedaleko Konstantynowa na terenie Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Archeolodzy, którzy wydobyli kości, twierdzą, że leży tam młody, zadbany mężczyzna, postrzelony w głowę. Jego stopy obgryzły dzikie zwierzęta. Nie było przy nim żadnych przedmiotów ani szczątków ubrań. Czyżby porachunki mafii?

Gdyby archeolodzy nie działali w terenie wspólnie z etnologami – można by faktycznie wyciągnąć taki wniosek. Jednak w tym wypadku naukowcy obu specjalności nawiązali współpracę w skali dotychczas w Polsce niespotykanej.

Sowieci łapią weterynarza

Pokolenie osób pamiętających czasy II wojny światowej wymiera. A jednak według dr. Olgierda Ławrynowicz z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Łódzkiego często bardzo dobrymi informatorami na temat tego okresu w badanej okolicy okazywali się ludzie w średnim wieku, którzy słuchali opowieści swoich rodziców lub dziadków.

O enigmatycznym grobie spod Konstantynowa w gminie Lelów opowiadały osoby w różnym wieku. W efekcie badacze uzyskali niemal kompletny obraz dramatu, który rozegrał się 72 lata temu. Z fragmentów informacji udało się im zrekonstruować ostatnie dni i chwile zmarłego mężczyzny:
Zbliżał się koniec II wojny światowej. Niemcy ewakuowali się ze wschodu przed armią sowiecką. Wśród nich był młody niemiecki weterynarz, którzy przejeżdżał przez teren Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Jego ciężarówką kierował Czech. Sowieci pojawili się na tym terenie szybciej, niż mężczyźni przypuszczali. Musieli się więc ukryć. Uciekinierzy zostali jednak wykryci w jednym z gospodarstw. Żołnierze wypuścili Czecha, ale Niemca pojmali i postanowili rozstrzelać. Ten błagał o litość – mówił, że nie był żołnierzem, zajmował się tylko leczeniem zwierząt, a w domu czeka na niego żona z dziećmi. Za aresztowanym wstawili się mieszkańcy.

Krew trysnęła na szyby

– Z opowieści mieszkańców wiemy, że weterynarz zemdlał w momencie, gdy sowieci prowadzili go na rozstrzelanie. Omdlałego mężczyznę postrzelono w głowę – opowiada dr Ławrynowicz. Egzekucja zrobiła olbrzymie wrażenie na jej świadkach – również dlatego, że wykonano ją w brutalny i chaotyczny sposób. Mieszkańcy wspominali nawet, że w czasie postrzału krew trysnęła na szyby jednego z domów.

Sowieci wrzucili ciało do przydrożnego rowu, gdzie leżało kilka dni. Z opowieści wynika, że jeden z mieszkańców wsi rozebrał Niemca i chodził po okolicy w jego ubraniu. Wywołało to oburzenie – sołtys nakazał bezczeszczącemu ciało pochować je. Od momentu śmierci minęło jednak kilka dni, a zmarłym zainteresowały się dzikie zwierzęta, co tłumaczy obgryzione stopy.

– O tak dramatycznej historii i losach mężczyzny pochowanego na skraju lasu nigdy nie dowiedzielibyśmy się stosując jedynie metody archeologiczne. Archeologia współczesności wymaga współpracy z przedstawicielami różnych dyscyplin – podkreśla dr Ławrynowicz.

Szczątki trafią na cmentarz

Historia niemieckiego żołnierza to tylko jeden z elementów opowieści, jakie udaje się rekonstruować na terenie Jury. W ramach projektu w każdej z badanych gmin naukowcy wytypowali po kilkadziesiąt miejsc do przeprowadzenia badań, po czym wykonali dokumentację (w formie rysunków, zdjęć czy oznakowania koordynatów GPS) różnych zabytkowych obiektów, np. kapliczek. Archeolodzy przeprowadzili też badania metodą wykopaliskową – średnio po dwa-trzy w gminie. Tak było w przypadku miejsca wskazanego przez mieszkańców Konstantynowa. Teraz szczątki trafią na cmentarz żołnierzy niemieckich.

– Celem naszych badań jest nie tylko poznanie nieznanych epizodów ze współczesnej historii Jury Krakowsko-Częstochowskiej, ale również ochrona dziedzictwa kulturowego. Najlepszym na to sposobem jest poszerzenie wiedzy na temat lokalnej historii wśród miejscowych społeczności – uważa dr Ławrynowicz.

Podobnych opowieści z sąsiednich gmin jest wiele. Ludzie mówili np., że w rejonie Góry Skarzawa w gminie Mstów, obok zaniedbanego krzyża, w czasie I wojny światowej Niemcy ukryli skarb – albo że spoczął tam powstaniec styczniowy (relacje były rozbieżne). Tymczasem wykopaliska pozwoliły stwierdzić, że ziemia skrywa szczątki żołnierza z okresu I wojny światowej.

(fot. O. Ławrynowicz\na jurze.uni.lodz.pl)
Czytaj więcej o: archeologia
Użytkownik niezarejestrowany
Użytkownik niezarejestrowany
Użytkownik niezarejestrowany
(3) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (21 marca 2017 o 07:41) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Rozstrzeliwanie żołnierzy poddających się- jest morderstwem. Więc nazwanie ich "sowietami", jest zbyt delikatne. Oczywiście działa to w obie strony.
Rozwiń
Gość
Gość (25 lutego 2017 o 06:42) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
nie zal mi szkopa.
Rozwiń
Gość
Gość (23 lutego 2017 o 17:25) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Co to za idiotyczna nowa maniera by pisać jak radio Wolna Europa "sowieci"? Dawniej się mówiło Bolszewicy albo Czerwonoarmisci.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (3)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!