środa, 22 listopada 2017 r.

Kraj Świat

Unia Europejska rozwija się od kryzysu do kryzysu

  Edytuj ten wpis
Dodano: 23 kwietnia 2014, 17:20

• Grecja po raz pierwszy od czterech lat znalazła kupców na emitowane przez siebie obligacje
• Kryzys finansowy, którego ofiarą padły Ateny, stał się powodem wielu zmian wewnątrz Unii

4,95 proc. - tyle rynki finansowe płaciły za pięcioletnie obligacje Grecji. Jeśli porównać tę cenę z wartością obligacji innych państw UE (1,8 proc. za pięcioletnie papiery dłużne Wielkiej Brytanii, 1,5 proc. za 10-letnie obligacje Niemiec, 3,20 za włoskie dziesięciolatki - im niższe oprocentowanie tym są one tańsze), trudno popadać w zachwyt, ale mimo to w Atenach strzeliły korki od szampana. Cena, jaką tamtejszy rząd uzyskał za te papiery dłużne 10 kwietnia, była bowiem mniej istotna. Najważniejsze było to, że w ogóle ktokolwiek był nimi zainteresowany. Przecież jeszcze rok temu Grecja uchodziła za bankruta, jej obligacji nikt nawet nie chciał kupić na pamiątkę - nie było ich w sprzedaży od 2010 r. Tymczasem teraz zainteresowanie przebiło najśmielsze oczekiwania. Chętnych było siedem razy więcej niż liczba papierów przeznaczonych do sprzedaży. Szampan był jak najbardziej uzasadniony. Świętować mogły nie tylko Ateny, ale także Bruksela i Berlin. Unia Europejska realizowała program ratowania gospodarki greckiej, który został opracowany w kancelarii Angeli Merkel. Niemiecka kanclerz była nieustannie krytykowana za sposób, w jaki zdecydowała się leczyć chorą Grecję. Nawet w jej rodzinnym kraju powszechne były głosy, że lepiej Ateny po prostu wyrzucić ze strefy euro, niż ryzykować, że greckie problemy zaszkodzą innym. Mimo to Berlin i Bruksela (wspierani przez MFW) konsekwentnie wcielały w życie plan naprawy Grecji. I, choć do całkowitego postawienia jej na nogi droga jeszcze daleka, jest duża szansa, że ten proces zakończy się pomyślnie.

Pierwszym sygnałem to potwierdzającym była pierwsza od czterech lat aukcja greckich obligacji. Drugim - dane gospodarcze. Wszystko wskazuje na to, że grecka ekonomia w tym roku wzrośnie o 0,6 proc. Jeśli w grudniu Eurostat odnotuje rzeczywiście dodatni wynik Grecji, będzie to pierwszy taki rezultat od siedmiu lat. Utrzymanie Grecji w strefie euro i wyprowadzenie jej gospodarki na prostą to duży sukces UE - dowodzący przede wszystkim determinacji Brukseli w utrzymaniu Unii i strefy euro w obecnym kształcie. A przy okazji tych problemów przypomniała się stara unijna zasada, która mówi: UE rozwija się od kryzysu do kryzysu. Innymi słowy, gdy sytuacja w Europie (gospodarcza, polityczna, społeczna) jest stabilna i przewidywalna, to końmi nie da się europejskich decydentów zaciągnąć do wprowadzania jakichkolwiek zmian. Jednak jak tylko coś idzie nie tak, brukselskich przywódców ogarnia rewolucyjny zapał i zaczynają poprawiać wszystko to, co wcześniej wydawało się nie do poprawienia - bowiem państwa członkowskie twierdziły, że wprowadzenie takich zmian to zbytnie ograniczenie ich suwerenności narodowej. Ostatni kryzys finansowy dowiódł jednak, że bez narzucenia ostrzejszej kontroli ze strony Komisji Europejskiej trudno utrzymać dyscyplinę budżetową w krajach członkowskich. Przecież w 2012 r. aż 23 spośród 27 członków UE (w_tym Polska) było objętych procedurą nadmiernego deficytu - czyli tyle państw przekroczyło zapisany w Pakcie Stabilności i Wzrostu (dokument ratyfikowano w 1997 r.) poziom zadłużenia wynoszący 3 proc. PKB. Potrzebne było więc wzmocnienie zapisów tego paktu. Wszyscy wiedzieli o tym od dawna, ale dopiero krytyczna sytuacja gospodarcza wy_krzesała w unijnych decydentach wolę przekucia teorii w praktykę. W ten sposób narodziły się nowe regulacje: "sześciopak”, "dwupak” oraz pakt fiskalny (przy czym dwa pierwsze obowiązują wszystkie 28 krajów UE, natomiast ostatni jest obowiązkowy tylko dla krajów strefy euro, pozostałe przyłączały się do niego dobrowolnie - choć ostatecznie ratyfikowało go 25 państw Unii). Konsekwencją kryzysu są też unia bankowa wprowadzająca m.in. system nadzoru nad największymi bankami europejskimi przez Europejski Bank Centralny, a także bardziej szczegółowe regulacje, jak ograniczenie wysokości premii dla bankowców. Ten schemat powtarza się właściwie od samego początku istnienia Unii Europejskiej (która od powstania w 1957 r. do 1993 r. nosiła nazwę Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej). W latach 60. Europa kwitła gospodarczo, więc w kwestii integracji zapanował marazm. Poszczególne kraje sprzeczały się o metodę, nie umiejąc wypracować wspólnego kompromisu. Jednak wystarczyło, by wybuchł kryzys naftowy w 1973 r., i natychmiast procesy integracyjne ruszyły z kopyta. Już rok później przywódcy krajów unijnych wyznaczyli premiera Belgii Leo Tinde_mansa, by ten naszkicował plan reform. W grudniu 1975 r. światło dzienne ujrzał raport Tindemansa, który proponował serię fundamentalnych zmian, m.in. utworzenie Parlamentu Europejskiego czy stworzenie wspólnej europejskiej waluty. Ten scenariusz powtarza się dekadę później. W latach 80. to rosnące napięcie między Wschodem a Zachodem - i zaczęły się rodzić nowe pomysły zacieśnienia współpracy wewnątrz UE. Nie podobały się wszystkim. "Niepotrzebne są żadne nowe dokumenty” -_mówiła dobitnie Margaret Thatcher w słynnej mowie w Brugii w 1988 r. Mimo to cztery lata później 12 krajów tworzących wtedy Unię podpisało traktat z Maastricht, jeden z najważniejszych dokumentów w historii europejskiej integracji, który m.in. stworzył obywatelstwo europejskie, wyznaczył datę wprowadzenia euro do powszechnego obiegu. Impulsem do dużej porcji zmian stał się ostatni kryzys finansowy. Wszystko wskazuje na to, że także obecne napięcie wokół Ukrainy oraz radykalny styl działania Rosji, która wszelkimi sposobami próbuje destabilizować prace nowych władz w Kijowie, staną się katalizatorem kolejnych zmian w UE i przyśpieszą procesy integracyjne. Bo też w chwilach kryzysu najlepiej widać, jak dużą wartością jest europejska wspólnota.

Metoda unijna

Kryzysy od dawna stymulują Unię Aleksander Smolar, prezes Fundacji Batorego Na samym początku Wspólnota Europejska była pomyślana jako projekt polityczny - kraje do niej należące miały zmierzać w stronę coraz bliższej federalizacji. Początkowo motor europejskiej integracji działał bez zarzutu. Zaciął się dopiero przy próbach tworzenia zalążków wspólnej polityki obronnej. Wtedy Jean Monnet (jeden z ojców założycieli Wspólnoty Europejskiej) wypracował autorską koncepcję pogłębiania współpracy na kontynencie. Jego doktryna przewidywała, że integracja państw będzie przebiegać w sposób apolityczny, nieporuszający tematów bezpośrednio zahaczających o politykę. Integracja będzie dokonywać się na przykład na płaszczyźnie gospodarczej czy prawnej. Ale wprowadzane w tych dziedzinach zmiany z czasem doprowadzą do kryzysów -_i w ten sposób będą wymuszać procesy dostosowawcze w sferze politycznej. Metoda Monneta działała do czasu wprowadzenia euro. Po nim procesy politycznej integracji zostały zahamowane. Jednak w ostatnich latach znów przeżywamy renesans jego doktryny - choć już nie w formie prowadzącej do zbliżenia politycznego między krajami UE. Ostatni kryzys wymusił na Unii serię reform finansowych i gospodarczych wzmacniających pozycję Brukseli. Także kryzys, który wybuchł wokół Ukrainy, może wymusić głębszą integrację. Spodziewam się, że dojdzie do wzmocnienia współpracy krajów UE w kwestiach energetycznych, ale też do wzmocnienia wspólnej polityki zagranicznej i obronnej. Unia zacznie wypracowywać jednolite stanowisko wobec Rosji i Chin. W ten sposób następuje powrót do metody Monneta.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o: Unia Europejska
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!