poniedziałek, 11 grudnia 2017 r.

Kraj Świat

"Upadłem na nią z nożem". Trzy tygodnie trzymał ciało w pokoju

  Edytuj ten wpis
Dodano: 17 czerwca 2011, 19:21

 (sxc.hu)
(sxc.hu)

Jerzy G. z Bydgoszczy trzy tygodnie trzymał ciało żony w pokoju. Spędzi w więzieniu 10 lat. Gdy wyjdzie z więzienia, będzie miał 80 lat. Bydgoszczanin usłyszał wyrok 10 lat za zabójstwo żony.

Zginęła od dwóch ciosów nożem, a poszło o pieniądze na węgiel.

Na sali rozpraw Sądu Okręgowego w Bydgoszczy nie było oskarżonego. Od stycznia ubiegłego roku, kiedy zbrodnia ujrzała światło dzienne, przebywa w areszcie.

Jerzy G. ma 70 lat. W 2004 roku razem z żoną wynajęli pokój z aneksem kuchennym przy ul. Azbestowej w Bydgoszczy. Małżeństwo było stać tylko na takie lokum zważywszy, że G. miał 1,5 tys. zł emerytury, a Barbara nie pracowała. Między małżonkami nie układało się najlepiej.

– Rodzice się kłócili. Najczęściej o pieniądze – zeznawała przed sądem 39-letnia córka Katarzyna Ł. – Mówiłam, że jak tak dalej będzie, to kiedyś dojdzie do tragedii.

Z przesłuchań świadków wynika, że sprzeczki, wzajemne wyzywanie były w małżeństwie G. na porządku dziennym. Zawsze jednak kończyło się tylko na podniesionych głosach. Tak było aż do niedzieli 27 grudnia 2009 roku.

Wieczorem między godz. 19 a 20 Jerzy G. był razem z żoną w ich wynajętym mieszkaniu. Z zeznań mężczyzny wynika, że Barbara G. krzątała się w kuchni, gdy ten zapytał o pieniądze z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, które małżeństwo dostało na zakup węgla.

Poszło o 600 zł.

Kiedy G. zaczął gorączkowo szukać dokumentu potwierdzającego przekazanie pieniędzy i zamierzał zajrzeć do torebki kobiety, ta zagroziła mężowi, że pożałuje. W procesie G. zaznaczał, że trzymała nóż kuchenny: – Wyrwałem jej go z ręki.

Jerzy G. ranił żonę w okolice klatki piersiowej, nóż trafił poniżej obojczyka. – Przewróciła się. Chciałem do niej podejść; ona zrobiła coś z nogami i wtedy przewróciłem się na nią z nożem.

Dwie rany kłute okazały się śmiertelne. Barbara G. wykrwawiła się. Liczyła 60 lat. – Byłem zdenerwowany, ale nie chciałem zabić – wspomina G. Jego adwokat sugerował, że to była obrona konieczna. Sąd odrzucił tę ewentualność. – Po tym wszystkim zrobiło mi się ciemno przed oczami. Gdy się obudziłem, w telewizji były akurat wiadomości... chyba serwis sportowy.

Żonę leżącą na skraju łóżka G. przykrył szlafrokiem i kołdrą.

O tragedii pierwszy dowiedział się syn, Tomasz G. Najpierw próbował skontaktować się z ojcem 3 stycznia 2010 roku, żeby złożyć mu życzenia urodzinowe. Nie odbierał telefonu.
20 stycznia Tomasz G. pojechał do mieszkania rodziców. Nikt nie otwierał.

Ojca znalazł w pracy. G. dorabiał do emerytury. Razem z synem pojechali do mieszkania na Brdyujściu. Tomasz G. od razu zawiadomił policję. Tego samego dnia do brata zadzwoniła zaniepokojona Katarzyna Ł. – Przekazał ojcu telefon. Byłam w szoku, krzyczałam tylko „Ojciec, coś ty zrobił!”.

Jerzy G. pytany dlaczego trzymał ciało w mieszkaniu, odpowiadał: – Chodziłem po mieście. Prawie nie było mnie w domu. Dzień po tym poszedłem na most, chciałem skoczyć. Zabić się. W domu spałem na fotelu; raz tylko na łóżku. Nie paliłem w piecu. Było zimno...

– Wiem, że dziesięć lat więzienia może oznaczać dla oskarżonego dożywocie – przyznaje sędzia Dariusz Jagielski. – To było zabójstwo. A kara musi być adekwatna do czynu.

Wyrok nie jest prawomocny.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!