poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Kraj Świat

USA: samolot wylądował w rzece

Dodano: 16 stycznia 2009, 12:37

Kapitan samolotu Airbus 320 wylądował awaryjnie na rzece Hudsona u brzegu Manhattanu. Tym samym uratował 151 osób znajdujących się na pokładzie.

Było tak. Z nowojorskiego lotniska LaGuardia leżącego na Queensie, o godz. 5.26 czasu lokalnego (21.26 warszawskiego) startuje wypełniony do ostatniego miejsca Airbus 320. Na pokładzie znajduje się 146 pasażerów i pięcioosobowa załoga.

Kapitan Chelsey Sulleneberg podnosi maszynę z pasa. Ma przelecieć nad pobliską Rikers Island, na której znajduje się słynne nowojorskie więzienie. Chętnie gnieździ się też tam ptactwo wodne. O tej porze nie brak tam gęsi kanadyjskich.

Ich klucz napotyka na swej drodze "Airbus”. Kilka ptaków zderza się maszyną i zostaje "wessanych” do obu silników. Następuje gwałtowna utrata ich mocy. Sullenberg melduje incydent wieży kontrolnej.

"Airbus” jest już nad Bronksem. O godz. 15.28, kapitan podejmuje decyzję powrotu na lotnisko i awaryjnego lądowania. Bierze skręt lewo. Ciąg silników ustaje. Sullenberg już wie: nie zatoczy koła, tak aby dolecieć do pasów startowych LaGuardii. Postanawia lecieć prosto do brzegu rzeki Hudsona i wodować.

Godz. 15:29 kapitan do pasażerów: "Proszę się pochylić, objąć rękami głowę i przygotować na wstrząs”. Stewardessy biegną przez pokład i sprawdzają czy pasażerowi wykonują polecenie.

- Zobaczyłem samolot schodzący w kierunku rzeki i myślałem, że mam jakieś przywidzenia - mówi Robert Read, obserwujący zdarzenie z 25. piętra biurowca. - Zawołałem kolegów. Bez słowa staliśmy w oknie.

Jeff Kolojay (Kołodziej) z Conecticut leciał z grupą pięciu przyjaciół na wakacje golfowe. - Kiedy tak zbliżaliśmy się do ziemi na pokładzie panowała przeraźliwa cisza. Nagle poczuliśmy wstrząs. Maszyna sunęła się przez chwilę i wyhamowała. Do środka zaczęła wlewać się woda, ale konstrukcja kabiny pozostała nienaruszona.

Pasażerowie chwycili kamizelki ratunkowe i poduszki z siedzeń. Samolot nabierał wody, ale powoli. Załoga otworzyła drzwi i wyrzuciła tratwy ratunkowy.

Kolojay: Ludzie przesuwali się do przodu samolotu, bo nabierał wody od tyłu. Robiło się zimno. Nie było jednak paniki. Jedni pomagali drugim.

Ratownicy zabierali pasażerów ze skrzydeł samolotu. Na nabrzeżu błyskawicznie urządzono punkt pomocy. Przywieziono koce, gorące napoje. Nadjechały ambulanse medyczne.
- Z całej rzeki płynęły w kierunku samolotu promy, holowniki, łodzie jednostki patrolowe policji i straży pożarnej. Pasażerowie wygrzebywali się na skrzydła samolotu, albo pływali na tratwach pneumatycznych... - mówi Jason Abrams, obserwujący zdarzenie z brzegu.

Ewakuacja pasażerów nie trwała dłużej niż 20 minut. Wszystkim kierował kapitan. "Airbusa” opuszczał ostatni.

W historii ostatnich 45 lat lotnictwa pasażerskiego jest to pierwszy przykład udanego wodowania samolotu dużej linii lotniczej.




Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!