sobota, 22 lipca 2017 r.

Kraj Świat

Uznali, że jest pijany i nie pomogli mu. Pobity 19-latek zmarł

Dodano: 18 lipca 2017, 14:14

Zmarł pobity 19-latek. Chłopak - z połamaną czaszką i krwotokiem do mózgu – nie otrzymał natychmiast pomocy. Lekarka zignorowała niepokojące objawy. Uznano, że chłopak jest pijany i został zatrzymany przez policję na komendzie.

19-letni Piotr pochodził z Łodzi. Jego pasją było bieganie i jazda na rowerze. Uczył się w szkole hotelarsko-turystycznej. W lipcu miał rozpocząć staż na lotnisku. Półtora miesiąca wcześniej przez internet poznał młodą dziewczynę z Płocka. 20 czerwca spotkali się po raz pierwszy. Wieczorem, na schodach przy bulwarach wiślanych, zostali zaatakowani przez grupę innych młodych ludzi. Tuż przed północą rozpoczyna się splot tragicznych zdarzeń, które doprowadziły do śmierci Piotra. 

- Oni wbiegli i zaczęli do mnie i do Kingi lecieć z łapami. Zaczęli nas bić. Piotrek był w takim szoku, że nie wiedział, co ma robić. Zaczął z Wiktorią nas ochraniać, żeby mnie i Kingi nie dotknęli. Kinga krzyknęła, że biegniemy na dół i wzywamy policję - opowiada Dagmara, znajoma Piotra.

Wystraszone dziewczyny dopiero po chwili zorientowały się, że Piotra z nimi nie ma. Kiedy z policjantami wróciły na miejsce okazało się, że ktoś wezwał też pogotowie. Piotr siedział zakrwawiony na schodach. Wtedy odwołano przyjazd karetki. Było 17 minut po północy.

- Panowie policjanci powiedzieli, że jest przytomny. Że jeśli jest u mnie, to mam go bezpiecznie zawieźć do domu. Policjant odmówił karetkę, powiedział, że nie jest potrzebna. Policjanci odeszli. Piotr nie mógł się podnieść, mówił, że kręci mu się w głowie, że chce mu się wymiotować. Stwierdziliśmy, że jego stan się pogorszył i zadzwoniliśmy drugi raz po karetkę - wspomina Dagmara.

Na miejsce przyjechało pogotowie. Ratownicy wiedzieli, że jadą do ofiary pobicia. Trwające ok. 20 min. badania nie wykazały ciężkich obrażeń. Kilka godzin później Piotr trafi do szpitala w stanie krytycznym z poważnym złamaniem podstawy czaszki i krwawieniem do pnia mózgu.

- Badanie było szczegółowe, włącznie z badaniem neurologicznym, czyli z oceną źrenic, głowy, odruchów. Było to badanie wykonane przez ratowników w karetce. Wynikało z tego, że jedynym obrażeniem jakie miał pacjent, było krwawienie z nosa. Tego krwawienia w chwili badania już nie było. Było powierzchowne zadrapanie grzbietu nosa. Pacjent był wydolny krążeniowo-oddechowo, w pełnym kontakcie logiczno-słownym - wyjaśnia Piotr Rykowski, Pogotowie Ratunkowe w Płocku.

Ratownicy wiedzieli, że Piotr mógł zostać pobity. Dla pewności chcieli go zawieźć na badanie na SOR. Odjechali około 200 metrów, jednak wtedy chłopak miał odmówić hospitalizacji. Prosił o wezwanie policji do sprawy pobicia. Upłynęło kolejne 30 minut, podczas których policjanci zabrali Piotra z karetki i pojechali z nim na komisariat, a potem na SOR. Nie był o nic podejrzany, jednak policjanci myśleli, że jest nietrzeźwy i zatrzymali go, jak twierdzą, dla jego własnego bezpieczeństwa.

- Po zabraniu mężczyzny z miejsca zdarzenia, policjanci przyjechali przez komendę policji, aby zabrać odpowiednią dokumentację potrzebną do badania w szpitalu. Badanie alkomatem nastąpiło później – wyjaśnia Alicja Śledziona, KWP Radom.

Zanim młody mężczyzna mógłby trafić do wytrzeźwienia w policyjnej izbie zatrzymań, musiał być zbadany przez lekarza, który miał wystawić policji odpowiednie zaświadczenie. Po pół godzinie od przejęcia chłopaka od pogotowia, policjanci przyjeżdżają z nim na SOR. Na miejscu w szpitalu są już znajome Piotra, które widząc w jakim stanie przyjeżdża ich kolega, ponownie próbują przekonać wszystkich, że chłopak nie jest pijany. Nikt im jednak nie wierzy.

- Ręce miał na nich, głowę spuszczoną w dół, nogi się za nim ciągnęły. On nie szedł. Jak wchodziłam na SOR krzyczałam, że nie jest pijany, że nic nie brał. Posadzili go na krzesełkach przy wejściu, zaczął się na nich pokładać. Jeden z policjantów podszedł do niego i szarpnął go, żeby wstał. Powiedział mu: jesteś w szpitalu, masz się ogarnąć. Krzyczał na niego. Siedziałyśmy obok z Kingą przerażone. Pan policjant mówił nam, że jesteśmy nieodpowiedzialnymi bachorami i gówniarami. Kazał nam wypier…ć – opowiada Dagmara.

Lekarka badająca Piotra była na dyżurze od 10 godzin. Kiedy policjanci przyprowadzili chłopaka na badania mające potwierdzić, że może bezpiecznie przebywać w policyjnej izbie zatrzymań, ograniczyła się do krótkiego wywiadu. Mimo że chłopak nie był nawet w stanie podpisać dokumentów, wydała zgodę na zabranie go przez policję. Pobyt Piotra na SOR trwał zaledwie 20 minut. 

- Z dokumentacji wynika, że był badany. Tak pani doktor stwierdziła i podbiła się pod tym. Czekamy na postępowanie biegłego i prokuratora. Gdyby przyjechał karetką, zespół ratowniczy stwierdziłby u pacjenta wcześniej, że ma jakieś niepokojące objawy, na pewno badanie byłoby o innym przebiegu – przyznaje Jerzy Pomirski, ordynator SOR w Płocku.

Po wypisie ze szpitala Piotr trafił na komendę. Tam jeszcze dwukrotnie próbowano badać jego trzeźwość, jednak chłopak nie był już nawet w stanie dmuchnąć w alkomat. Pomimo to, został zamknięty do wytrzeźwienia. Minęły kolejne bezcenne godziny. 

- W postępowaniu wyjaśniającym, nie stwierdzono nieprawidłowości w postępowaniu policjantów tamtej nocy – mówi Alicja Śledziona, KWP Radom.

W izbie zatrzymań stan Piotra znacząco się pogorszył. Dyżurny wezwał pogotowie, informując że z Piotrem nie ma kontaktu. Po około 40 minutach chłopak, w stanie ciężkim, został przetransportowany do szpitala. 

- Zrobiono mu badanie krwi. U Piotra nie stwierdzono zawartości alkoholu i środków odurzających – mówi Agnieszka Wieteska, mama chłopaka.

W sprawie śmierci Piotra wszczęte zostało śledztwo, którym badane są trzy wątki. Jak na razie postawiono zarzut jednemu mężczyźnie, który miał uderzyć Piotra, w wyniku czego doszło do upadku, a w konsekwencji powstania śmiertelnych obrażeń. Podejrzany 25-latek nie przyznał się do winy. 

W dwóch kolejnych wątkach sprawdzane będą nieprawidłowości w działaniach policjantów i zaniedbań lekarza, który pozwolił na umieszczenie Piotra w policyjnej izbie zatrzymań. 

- Mamy wątpliwości co do postępowania lekarza, bo to na niej ciąży obowiązek postawienia odpowiedniej diagnozy. Lekarz przyjęła, że chłopak prawdopodobnie jest pod wpływem alkoholu i nie pogłębiła badań. W naszej ocenie, już samo zachowanie lekarza SOR-u wskazuje, że mogła ona narazić pacjenta co najmniej na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia bądź ciężki uszczerbek na zdrowiu - mówi Iwona Śmigielska-Kowalska, Prokuratura Okręgowa w Płocku.

Czytaj więcej o: policja pobicie
Użytkownik niezarejestrowany
Bogdan
Użytkownik niezarejestrowany
(9) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (3 dni temu o 07:48) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Polska służba ci pomoże, trafić tam.... nie daj Boże.
Rozwiń
Bogdan
Bogdan (4 dni temu o 19:15) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Do użytkownika z godz. 15.58. Czy nie wiesz że zła wiadomość, to dobra wiadomość. Dobra wiadomość, to ŻADNA wiadomość.
Rozwiń
Gość
Gość (4 dni temu o 19:14) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Może ma taka klauzulę sumienia ?
Rozwiń
Gość
Gość (4 dni temu o 17:35) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
To policja i służba zdrowia nie mają alkomatów ??
Rozwiń
Gość
Gość (4 dni temu o 15:58) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
widzę, że ostatnio temat błędów lekarskich jest bardzo na topie... NIKT nie pisze o tym, że lekarze uratowali komuś po raz kolejny życie ale wynajduje i nagłaśnia się przykłady być może błędów (bo przecież są bardziej medialne), które mają postawić ochronę zdrowia w złym świetle... W tym chorym kraju wydającym na zdrowie procent PKB jak Kamerun chce się mieć ochronę zdrowia jak w USA, UK czy Niemczech, tylko dzieki pracy ponad siły pracowników ochrony zdrowia jeszcze jakoś to działa ale już niedługo, Jeżeli społeczeństwo nie będzie walczyć o lepsze finansowanie ochrony zdrowia to niedługo nie będzie komu leczyć ( nie myślcie, że posłowie się będą o Was martwić oni mają swoich prywatnych lekarzy
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (9)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!