czwartek, 19 października 2017 r.

Kraj Świat

Wojciech Białasiewicz. Pożegnanie mistrza

Dodano: 12 września 2016, 20:10

Wojciech Białasiewicz ze swym ukochanym „dzieckiem” – chicagowskim „Dziennikiem związkowym”, fot. Waldemar Piasecki
Wojciech Białasiewicz ze swym ukochanym „dzieckiem” – chicagowskim „Dziennikiem związkowym”, fot. Waldemar Piasecki

W rodzinnym Zwierzyńcu na Roztoczu zmarł parę dni temu znakomity dziennikarz Wojciech Białasiewicz. Mistrz w swoim zawodzie. Spoczął na miejscowym cmentarzu.

Dokonał wiele. Najbardziej spektakularnym okresem drogi zawodowej był okres kierowania najstarszą gazetą polską nieprzerwanie ukazującą się na świecie – chicagowskim „Dziennikiem Związkowym”. Z okazji jej stulecia udzielił on wywiadu Waldemarowi Piaseckiemu.

Obszerne fragmenty publikujemy niżej.

 

  • Co czujesz, kiedy widzisz rodaków w Chicago czytających na Jackowie „Dziennik Związkowy”?

 

– To niewątpliwie obraz bardzo krzepiący, dający satysfakcję i utwierdzający redakcyjny zespół w przekonaniu, że praca nasza jest polonijnej społeczności bardzo potrzebna. Nieskromnie dodam, że od stu lat bez przerwy.

 

  • Cały wiek... Jakim najważniejszym wydarzeniem „Dziennik Związkowy” towarzyszył?

 

– Proszę mi wskazać drugą polską gazetę, która relacjonowałaby: a) Odrodzenie Polski w 1918 roku wraz przybyciem Ignacego Paderewskiego i Józefa Piłsudskiego; b) Wojnę z bolszewikami 1920-21; c) Przewrót majowy; d) Napaść Niemiec na Polskę 1 września 1939 roku; e) Zdobycie Berlina i kapitulację Niemiec w maju 1945 roku; f) Zrzucenie bomby atomowej ma Hiroszimę i kapitulację Japonii w sierpniu tegoż roku; g) Proces norymberski; h) Zamach na Kennedy’ego; i) Tysiąclecie Państwa Polskiego; j) Pierwszy lot na Księzyc; k) Wojnę wietnamską; l) Wybór Karola Wojtyły na papieża; ł) Powstanie Solidarności; m) Nobla dla Wałęsy; n) Powstanie III RP; o) Akcesję Polski do NATO, UE i strefy Schengen... – pewnie mógłbym tak do końca alfabetu. Prestiżowo też całkiem w porządku. „Dziennik” bywał bowiem u wszystkich kolejnych prezydentów od Roosevelta po Busha juniora, a większość „interviewował”. Podobnie od Mościckiego po Kaczyńskiego, ale także jego rywala, Tuska.

[…]

 

  • Nie ma jakiejkolwiek wątpliwości co do Waszych zasług w lobbingu na rzecz uznania przez Billa Clintona i Kongres USA konieczności przyjęcia Polski do NATO. Gazeta zmobilizowała całą Polonię do zalania Waszyngtonu lawiną listów w tej sprawie.

 

– Przez kilka długich lat uczestniczyliśmy aktywnie w akcji na rzecz wprowadzenia Polski do NATO. Wejście Polski do NATO było zbiorowym sukcesem polskiej dyplomacji i amerykańskiej Polonii, a swój udział w tym procesie miała również związkowa gazeta. Z satysfakcją chciałbym odnotować bardzo sympatyczny list ówczesnego ambasadora RP w Waszyngtonie Jerzego Koźmińskiego, w którym podkreślał i eksponował zasługi „Dziennika Związkowego” w torowaniu drogi do NATO. Dziś, w dniach 100-lecia, podobne w tonie listy skierowali do nas także prezydent Lech Kaczyński, premier Donald Tusk, marszałek Senatu Bogdan Borusewicz i minister spraw zagranicznych Radek Sikorski.

 

  • Mieliście też swój udział we wspieraniu „Solidarności”.

 

– To prawda. Przez nasze łamy, w wywiadach, przewinęło się wielu działaczy demokratycznej opozycji. Gazeta mobilizowała opinię we wszystkich przełomowych momentach związku – tak było wokół pierwszego sporu o rejestrację i faktyczne uznanie „Solidarności”. Tak było w stanie wojennym...

 

  • Rządzisz gazetą 20 lat. W powszechnej opinii, „Dziennik” pod twoim kierownictwem stał się nowoczesną, wolną od anachronizmów nierzadkich w pismach polonijnych gazetą.

 

– W redagowaniu gazety hołdowałem zawsze zasadzie otwartości na różne poglądy oraz polityczne opcje, pozostawiając czytelnikom swobodę wyboru. Nie oznacza to oczywiście rezygnacji z pryncypiów, a były nimi i są nadal głębokie zaangażowanie patriotyczne i narodowe oraz respektowanie hierarchii wartości chrześcijańskich i nauki społecznej Kościoła. Wierzę, że tym wartościom służyć będzie „Dziennik Związkowy” i przez następne 100 lat.

 

  • W jaki sposób pomogła legenda redaktora Józefa Białasiewicza, ojca i wybitnego dziennikarza?

 

– W kręgach polonijnego dziennikarstwa ojciec mój był postacią bardzo znaną i to niewątpliwie było dla mnie ogromną pomocą. Jak rzadko komu udało mi się połączyć na łamach redagowanej przeze mnie gazety aspiracje i oczekiwania wielu polonijnych pokoleń. Znałem emigrację żołniersko-dipisowską i co nie jest przecież bez znaczenia, rozumiałem emigrację postsolidarnościową, z którą miałem bliski kontakt w sensie mentalnym. To były moje atuty.

 

  • Jakie chwile ze swej dziennikarskiej przygody z „Dziennikiem” zapamiętałeś najlepiej?

 

– Niewątpliwie te związane z bezpośrednim uczestniczeniu w ważnych wydarzeniach historycznych, takich jak zaprzysiężenie Lecha Wałęsy czy jego wcześniejsza wizyta w USA, ze słynnym wystąpieniem na Kapitolu. Polskie i amerykańskie pielgrzymki papieskie. Wizyty w Ameryce najwyższych przedstawicieli RP. Spotkania z prezydentami amerykańskimi. Przyjęcie Polski do NATO. I wiele innych...

 

  • A wszystko to w wykonaniu naszego zwierzyniecko-lubelskiego krajana. Powtórzmy: szefującego najstarszej na świecie polskiej gazecie wychodzącej bez przerwy od stu lat, czego nikt inny nie może tego o sobie powiedzieć

               

– Rozumiem, że pora umierać? Zanim jednak to nastąpi, chcę wyraźnie powiedzieć, że tak jak wiem skąd mi nogi wyrosły, tak wiem, po jakich stronach one biegały. Lubelszczyzna jest moją ojczyzną. Dotyczy to zarówno mego rodzinnego Zwierzyńca, gdzie mam dom i gdzie co roku wracam z radością. Dotyczy to Lublina, gdzie na KUL-u zostałem uformowany, nie tylko historycznie. Dotyczy to lubelskich redakcji, w których pisałem, a także lubelskich kolegów-dziennikarzy, bez których sam dziennikarzem bym nie był.

 

Tu strumień świadomości kieruję do kultowego Klubu Środowisk Twórczych „Nora” przy Krakowskim Przedmieściu, gdzie działy się rzeczy, o jakich filozofom się nie śniło, o czym i Ty dobrze w końcu wiesz, bo stamtąd się jeszcze znamy. Była to także znakomita szkoła... dziennikarstwa. Lublin opuszczałem w 1985 roku udając się do Ameryki, aby przejąć pałeczkę redaktorską od mego ojca Józefa. Myślałem, że to będzie na krótko. Okazało się inaczej. Nie żałuję.

 

  • Planujesz powrót w rodzinne strony?

 

– Po przejściu na emeryturę pierwsze, co zrobię, to powrót do Zwierzyńca.

 

  • I co będzie tu robił po wielkomiejskim blichtrze Chicago, Waszyngtonu i Nowego Jorku?

 

– To samo, co przez całe życie – pisał. Mam jeszcze parę rzeczy do napisania.

 

  • Od lat pasjonował cię generał Bolesław Wieniawa-Długoszowski. Ostatnio Jan Nowak-Jeziorański. O nich będziesz pisał?

 

– Wieniawa to postać fascynująca i tragiczna zarazem. Warta odbrązowienia i nadania jej właściwych proporcji. Podobnie z Nowakiem-Jeziorańskim, wokół którego powstało wiele legend, mitologii i propagandy. Tworzonej zresztą przez niego samego. Tak, jak Wieniawa zupełnie nie dbał o to, jak przejdzie do historii licząc jedynie na dobrą pamięć i przyzwoitość rodaków, o tyle Nowak wiele spraw brał w swoje ręce…

 

  • Czyli jeden nie był aż tak bardzo wart karykaturalnej ironii, a drugi hołdownictwa na klęczkach?

 

– Trafna konkluzja.

 

  • Co powiesz na zakończenie?

 

– Tych, co mnie jeszcze w Lublinie, Zamościu, Zwierzyńcu pamiętają – pozdrawiam!

 

Wojciech Białasiewicz

Urodził się w 1940 roku w Warszawie. Dzieciństwo spędził w Zwierzyńcu. Matki prawie nie pamiętał. Po powstaniu warszawskim znalazła się w Argentynie i tam zmarła. Nigdy jej już nie spotkał. Ojca, znanego przedwojennego działacza Obozu Zjednoczenia Narodowego i polonijnego dziennikarza, poznał dopiero jako człowiek dorosły.

Historyk i dziennikarz. Absolwent KUL, doktorat uzyskał na Uniwersytecie Warszawskim w 1973 r. Pracował jako dziennikarz i publicysta lubelskiego oddziału „Słowa Powszechnego” oraz reporter „Tygodnika Zamojskiego”; na łamach tygodnika „WTK” i „Kuriera Lubelskiego” ogłosił wiele materiałów z historii najnowszej Polski.

Od końca 1985 r. przebywał w Stanach Zjednoczonych, pracując w polonijnej prasie, najpierw w tygodniku „Panorama”, następnie w „Nowym Dzienniku Chicagowskim” i w tygodniku „Relax”.

W latach 1988-1989 redaktor naczelny „Dziennika Polskiego” w Detroit, zaś od 1989 r. do przejścia na emeryturę w 2009 r. redaktor naczelny „Dziennika Związkowego” – najstarszej wydawanej bez przerwy od 1908 roku gazety polskiej na świecie. Przez wiele lat zaangażowany w działalność Kongresu Polonii Amerykańskiej. Odznaczony Krzyżem Kawalerskim i Oficerskim Orderu Zasługi RP. Także wieloma nagrodami i wyróżnieniami.

Autor książek: Afera „Wismana”. Z dziejów zamojskich grup szturmowych ZWZ–AK (1985), Pomiędzy lojalnością a serc porywem. Polonia amerykańska we wrześniu 1939 roku (1989, 2006), W kręgu chicagowskiej Polonii. Szkice o czasach minionych i ludziach, których przeważnie już nie ma (2001). Wrzesień 1939 roku na Zamojszczyźnie (2011). Współautor książki Bronili Lublina 1939 (1994).

W przygotowaniu do druku znajduje się monografia Serdeczny pomost nad Atlantykiem. O wzajemnych relacjach pomiędzy krajem a Polonią amerykańską. Ponadto – biografia generała Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego.

Był Honorowym Obywatelem Zwierzyńca.

 

Jedna z książek Wojciecha Białasiewicza. Był historykiem-pasjonatem. Doktorat z tej dziedziny miał napisany na KUL już w wieku 29 lat. Ze względu na problemy z cenzurowaniem historii, obronić mógł go dopiero trzy i pół roku później
Jedna z książek Wojciecha Białasiewicza. Był historykiem-pasjonatem. Doktorat z tej dziedziny miał napisany na KUL już w wieku 29 lat. Ze względu na problemy z cenzurowaniem historii, obronić mógł go dopiero trzy i pół roku później
Ostatnia droga...
Ostatnia droga...
Czytaj więcej o: Zwierzyniec
Nowa Encyklopedia
Andrzej z Chicago
Użytkownik niezarejestrowany
(4) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Nowa Encyklopedia
Nowa Encyklopedia (13 września 2016 o 17:57) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Jak można przypuszczać Wojciech Białasiewicz mógł badać kwestie poruszane w "Nowej Encyklopedii": (...) W 1970 Johann Kassner z Monachium złożył oświadczenie przed niem. sądem z mocą przysięgi, że bracia Henryk Jeziorański i Jan Jeziorański byli zatrudnieni 1940-42 jako urzędowo zatwierdzeni nadkomisarze w Komisarycznym Zarządzie Zabezpieczonych Nieruchomości w Warszawie (oficjalnym urzędzie władzy okupacyjnej, nadzorującym nieruchomości przejęte od żyd. właścicieli); w ten sposób N. został oskarżony o kolaborację z hitlerowcami (por.; K. Zamorski, Pod anteną Radia Wolna Europa, Poznań 1995, s. 203-204); natomiast 20 IX 1974 wydawany w Kolonii tygodnik „Rheinischer Merkur” opublikował artykuł Joachima G. Gorlickiego Polskie napaści. Zastanawiające wpadki w Radiu Wolna Europa, w którym autor, powołując się na wspomnienia Andrzeja Czechowicza (—> Czechowicza afera), postawił N. zarzut kolaboracji z nazistami; po tym wystąpieniu N. domagał się przed niem. sądem odwołania opublikowanych twierdzeń oraz wypłacenia odszkodowania (w wysokości 20 tys. marek); w odpowiedzi pozwani wnieśli o odrzucenie skargi, a ponadto przedstawili argumenty wskazujące, iż N. był współpracownikiem wywiadu hitler.; sąd krajowy w Kolonii, uznając autentyczność przedstawionych dowodów, wyrokiem z 2 VII 1964 oddalił skargę N. (por.; K. Zamorski, Pod anteną Radia Wolna Europa, Poznań 1995, s. 234-241); nast. N. poddał się samokrytyce, przyznając, że żałował wszczęcia rozprawy i oznajmił; „Wytoczyłem ten proces, bo mi Pan Bóg rozum odebrał” (S. Kisielewski, Abecadło Kisiela, Warszawa 1997, s. 103). W związku z tąsprawą w okupacyjnym życiorysie N. pojawiło się wiele niejasności, które N. starał się nast. wyjaśniać, m.in. twierdził, że na rzecz administracji hitler. pracował z polecenia poi, podziemia, do pracy w Komisarycznym Zarządzie Zabezpieczonych Nieruchomości miał zostać skierowany III 1941 z polecenia przedstawiciela Związku Walki Zbrojnej (nast. AK); nie wyjaśniało to jednak, czym zajmował się N. do poł. 1941; jedna z wersji głosiła, że jeździł wówczas po Polsce zajmując się handlem; natomiast Stefan Wysocki, były pracownik RWE, w broszurze Polska z oddali - prawda z bliska napisał, że N. pracował w niem. zarządzie komisarycznym już od 1940 (zob. J.R. Nowak, Życiorysy bez retuszu. „Kurier z Waszyngtonu Jan Nowak Jeziorański”, Warszawa 2003, s. 57-58), zaś Edward Mariusz Skopp stwierdzał, że „uporczywe kłamstwa” N. w tej kwestii pogorszyły tylko jego obraz (E.M. Skopp, Pisane na kolanie. Pamiętnik bez patosu. Warszawa 1997, s. 312-313). Do ważnych wątków z życia N., jakie nie doczekały się przekonującego wyjaśnienia, należy także kwestia jego danych personalnych; w okupacyjnej karcie pracy, wystawionej 1942, znajduje się adnotacja, że urodził się on 2 X 1914 w Berlinie, zaś inne dokumenty podają jako miejsce jego urodzenia Warszawę (niekiedy wskazywany jest także Sopot) oraz datę 15V 1913; N. rozbieżność tę tłumaczył warunkami konspiracji. Kolejna kontrowersja dotyczy znajomości języka niem.; jak wspominali pracownicy Sekcji Pol. RWE, N. wręcz afiszował się swoją nieznajomością języka niem.; dziwiło to niektóre osoby pamiętające o jego zatrudnieniu w kierowniczym personelu niem. instytucji powierniczych i komisarycznych, podlegających administracji hitler., w których wymagano dobrej znajomości tego języka, m.in. N. jako administrator nadzorował wynajem mieszkań, a także miał przejąć cegielnię uważaną przez hitlerowców za jeden z kluczowych elementów lokalnej gospodarki (znany jest niem. dokument wydany 8 VIII 1940 przez szefa SS w dystrykcie warsz., popierający N., jako Zdzisława Jeziorańskiego, na stanowisko „Treuhandera” cegielni w Radzyminie, stanowiącej dotąd własność Żyda Aria Hardera); później N. miał pracować na kolei (twierdził, że wyjeżdżał z Generalnego Gubernatorstwa na tereny poi. przyłączone do III Rzeszy, jak i do „starej Rzeszy”); dziwić więc może fakt, że pracujący dla podziemia poi. kolejarz bez znajomości języka niem. kursował do Szwecji i Londynu, posługując się przy tym kartą pracy, w której jako miejsce urodzenia figurował Berlin. Po ukazaniu się książki A. Czechowicza i ujawnieniu sprawy kolaboracji z Niemcami, N. skierował sprawę do sądu niem. w Kolonii, który wyrokiem z 2 VII 1975 oddalił jego pozew, pisząc w uzasadnieniu m.in., że powód 1940-42 był zatrudniony w Komisarycznym Zarządzie Zabezpieczonych Nieruchomości w Warszawie, a ponadto stwierdził, że tym samym zajmował oficjalny urząd władzy okupacyjnej; tymczasem N. pisał w swoich wspomnieniach, że pierwszy kontakt z podziemiem nawiązał dopiero 1941, co przedstawił następująco: „W dwa tygodnie później objąłem administrację dwóch spoiych kamienic na Królewskiej i otrzymałem Arbeitskartę [...] późną wiosną 1941 roku składałem przysięgę organizacyjną ZWZ na ręce »Adama« [pseud. Eugeniusza Czarnowskiego - przyp. M.R.G.] i przybrałem pseudonim »Janek« (Kurier z Warszawy, Kraków 1997, s. 46); zestawienie tych faktów wskazuje więc, iż nie mógł podjąć pracy w Zarządzie w uzgodnieniu z przedstawicielem poi. organów konspiracyjnych. Po wojnie, gdy już działał w RWE, po ujawnieniu faktu jego pracy w urzędzie rekwinijącym mienie żyd., N. próbował tłumaczyć, że powyższy dokument jest „fałszywką”; kwestię tę dokładnie przeanalizował Kazimierz Zamorski w książce Pod anteną Radia Wolna Europa, który stwierdził: „Wbrew temu, co Jan Nowak twierdzi, dokument jest autentyczny. Potwierdzają ten fakt osoby występujące w tekście, ich oryginalne podpisy (pismo Kreishauptmanna Rupprechta, podpis dr. Zahna), jak również informacje zawarte w treści pisma, układ pisma, nadruki, czcionka i pieczęcie. A także charakterystyczny dla kancelarii niemieckiej sposób formowania i spinania akt metalowymi wąsami, który pozostawił ślady rdzy i uszkodzenia papieru” (zob. K. Zamorski, Pod anteną Radia Wolna Europa, Poznań 1995, s. 210-211); Zamorski zauważył też, że: „W sądzie kolońskim Jan Nowak powołał się na »około 300 Polaków, którzy tak samo, jak i on byli w podziemiu« i pracowali w owym nieszczęsnym Komisarycznym Zarządzie Zabezpieczonych Nieruchomości. W 1974 roku, gdy Czechowicz opublikował oświadczenie Kassnera, chyba stu z tych trzystu żyło i bodaj kilku na Zachodzie. Więc dlaczego nie odszukano dwóch czy trzech, ostatecznie jednego, który by obalił wszelkie oszczerstwa” (K. Zamorski, Pod anteną Radia Wolna Europa, Poznań 1995, s. 222). Po ujawnieniu „sprawy N.” przez prezesa Kongresu Polonii Amerykańskiej, E. Moskala, N. szybko wycofał się z wszelkich polemik i ustąpił z działalności w tej organizacji, uznając zapewne, że fakty przemawiają na jego niekorzyść.
Rozwiń
Andrzej z Chicago
Andrzej z Chicago (13 września 2016 o 17:24) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Miał zgromadzone sensacyjne archiwalia na temat wojennej działalności Nowaka-Jeziorańskiego.
Rozwiń
Gość
Gość (13 września 2016 o 17:21) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Prawdziwie dziennikarstwo odchodzi wraz z takimi ludźmi.
Rozwiń
Gość
Gość (13 września 2016 o 17:19) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Pamiętamy Cię Wojtku! Koledzy z Lublina
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (4)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!