wtorek, 22 sierpnia 2017 r.

Kraj Świat

Wypadek polskiego autokaru w Niemczech. Mieszkańcy Złocieńca są w szoku

Dodano: 26 września 2010, 21:13

Wypadek polskiego autokaru w Niemczech. Większość uczestników wypadku pochodziła ze Złocieńca (woj. zachodniopomorskie). Mieszkańcy nie mogą uwierzyć w tragedię.

Wypadek polskiego autokaru w Niemczech - więcej informacji

- Panie, toż to szok! Nigdy nie spodziewałem się, że coś takiego nas spotka - mówi Henryk Szymczak, który mieszkał drzwi w drzwi z tymi, którzy udali się na feralną wycieczkę. - Oglądałem w telewizji wiadomości sportowe, przełączam na wiadomości, patrzę, a tam informacja o wypadku pod Berlinem. Od razu pomyślałem, czy to nie od nas, z Nadleśnictwa. Szybko pobiegłem do żony, która akurat sprzątała u leśników. Jak zobaczyłem, że siedzi cała roztrzęsiona i płacze, to już wiedziałem, że to niestety nasz autokar - opowiada ze łzami w oczach pan Henryk.

Czy ktoś przeżył? Panie, my tu nic nie wiemy - mówi roztrzęsiony. Obok Nadleśnictwa stoją nasze dwa bloki na 36 rodzin. Pojechało sporo ludzi - nerwowo wyliczał nazwiska. - Chyba u Krochmalów w domu ktoś jest, bo słyszałem, że od nich przeżyli - dodaje.

U Krochmalów drzwi otworzył nam Piotr, najstarszy syn Kazimierza i Teresy, którzy tuż przed wypadkiem wysłali jeszcze sms-a do domu, że są już na berlińskim ringu. - A wracając z kościoła usłyszałem w sklepie, że doszło do tragedii. Siostry się rozpłakały, a ja biegłem co sił do domu. Na szczęście brat dał już znać, że tata dzwonił, że żyją. Jesteśmy szczęściarzami - relacjonował ze łzami w oczach - Piotr Krochmal.

Co z pozostałymi? - My tu nic nie wiemy. Czekamy - mówili nam zgromadzeni przed blokami znajomi i sąsiedzi poszkodowanych.

W centrum miasta bliscy uczestników wycieczki nerwowo czekają na jakiekolwiek informację, na listę ofiar. - Była tam moja siostra. Nie mam z nią kontaktu, bo zostawiła komórkę w domu - mówi nam roztrzęsiona kobieta ściskając w ręku dwa telefony. - Nic więcej nie wiem. Mam nadzieję, że wszystko dobrze się skończy - dodaje ze łzami w oczach.

Więcej szczęścia ma druga z kobiet, która mówi nam, że dostała już informację, że z jej bliskimi wszystko w porządku.

W ratuszu gęsto od urzędników. - Dwie godziny temu dowiedzieliśmy się o tej tragedii. Natychmiast burmistrz zwołał sztab antykryzysowy - informuje na bieżąco dziennikarzy Leszek Modrzakowski, sekretarz Złocieńca. Obrady, na które dotarł również wicewojewoda były przerywane ciągłymi telefonami. - Muszę mieć tu psychologów. Ktoś musi przecież pojechać z nami do rodzin tych, którzy nie przeżyli - przysłuchiwaliśmy się dramatycznej rozmowie Waldemara Włodarczyka, burmistrza Złocieńca.

Po chwili wiadomo już było, że spośród 43 osób, które były w autokarze, tylko 5 nie było z terenu miasta i gminy Złocieniec.

- W tej chwili koncentrujemy się na zorganizowaniu jak najszybszej pomocy dla rodzin poszkodowanych - mówi burmistrz.

Wieczorem ze Złocieńca na miejsce tragedii miały wyruszyć dwa autokary.

Źródło: Złocieniec: Po wypadku autokaru mieszkańcy są w szoku. Każdy miał tam kogoś bliskiego

Rozmowa z Piotrem Krochmalem, synem osób jadących autokarem

- Jak się pan dowiedział o wypadku?

- Dowiedzieliśmy się wracając z kościoła. Byliśmy na mszy na godzinę 12.30. Wracając, zatrzymaliśmy się jeszcze w sklepie, żeby dokupić coś do domu, bo czekaliśmy na mamę i tatę z obiadem. Wiedzieliśmy, że powinni być na miejscu między godziną 14 i 15, bo około godziny 10 dostaliśmy sms-a od mamy, że dojeżdżają już do Berlina. Jak się później okazało, to było góra pół godziny przed wypadkiem. W sklepie był włączony telewizor, no i ktoś powiedział nam, co się stało. Mnie zrobiło się słabo, siostry zaczęły płakać.

Szybko dojechaliśmy pod blok, sąsiedzi już byli na zewnątrz. I najgorsze było tylko jak słyszałem, jak wymieniają między sobą liczby ofiar: 14, 13, 15. W tym czasie pewnie też telefony urywały się u nas w domu.

- Rodzice sami zadzwonili do pana?

- Zaraz po przyjściu do domu zadzwoniłem do brata i on mnie uspokoił, że rozmawiał z tatą, że żyją, ale, że mama jest w szpitalu. Natychmiast sam wykręciłem numer i tata powiedział, że nic mu nie jest i wyjaśnił, gdzie siedział w autokarze - w połowie autobusu, ale od strony pilota. Jak później patrzyłem na zdjęcia, tam akurat ten pojazd nie był pokiereszowany. Powiedział też, że mama ma złamaną nogę. Po chwili widziałem go w jednej z telewizyjnych relacji.

Co ciekawe, zaznaczył, że ci, którym się nic nie stało są odizolowani od pozostałych i przepływ informacji u nich jest dużo gorszy niż u nas. On nie wiedział ilu zginęło. Dowiedział się ode mnie.

- Opowiadał jak do tego doszło?

- Nie opowiadał. Ja nawet nie pytałem. Poza tym, co on mógł wiedzieć? Jest skrzyżowanie, wyjeżdża jakiś samochód, nagły manewr, niestety akurat w stronę filara. To był pech i wszystko działo się w mgnieniu oka. Jak już nieco ochłonąłem, analizowałem sobie, że gdyby nie ten filar, to pewnie nie byłoby tylu ofiar, a tak uderzyli w niego wszyscy, którzy siedzieli od strony kierowcy, przy szybie.

- Co to była za wycieczka?

Standardowa, na wczasy pod gruszą, kiedy raz na dwa lata pozwala na to fundusz socjalny. Rodzice byli już we Włoszech, w Grecji, na Słowacji. Typowa "objazdówka". No i teraz byli w Hiszpanii, w okolicach Barcelony. Wyjechali tam w sobotę, ponad tydzień temu.

- Kto jechał z rodzicami?

- Zdecydowana większość to pracownicy Nadleśnictwa. Z wieloma z nich jechałem na poprzednią wycieczkę. Jak nie z imienia i nazwiska, to z widzenia znałem 70-80 proc. tych, którzy wyjechali.

- Jak otworzył nam pan drzwi, to powiedział, że jest pan szczęściarzem...

- Tak, tak....teraz jak przypominam sobie ten moment niepewności, tak właśnie czuję.

- Co dalej?

- Wykonałem już trzy telefony do taty. On też ochłonął. Podczas jednej z tych rozmów przyszedł tutaj kolega zapytać się czy nic nie wiemy o jego bliskich. Pytałem się mojego taty, ale on nic nie wiedział...

Rozmawiał Rafał Nagórski
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!