czwartek, 24 sierpnia 2017 r.

Kraśnik

Dzwoniłem na pogotowie, a zgłaszał się strażak lub portier

Dodano: 19 maja 2009, 20:40
Autor: FABIAN PLAPIS

Mieszkaniec Janowa Lubelskiego nie mógł dodzwonić się po szpitalny transport dla chorej matki. Najpierw zgłaszał się dyżurny strażak, a potem w szpitalu portiernia. Karetkę ściągnęła dopiero policja.

- Gdyby nie to, że jestem niepełnosprawny i poruszam się na wózku, to sam bym zawiózł mamę - opowiadał nam dziś zdenerwowany Józef Łukasik z Janowa.

W minioną środę rano lekarz stwierdził, że u jego 83-letniej matki istnieje podejrzenie krwawienia z układu pokarmowego. Kobieta dostała skierowanie do szpitala, miała ją tam zawieźć karetka.

Pan Józef zaczął telefonować w tej sprawie. - Wykręcałem numer pogotowia 999, a tu… zgłaszała się straż pożarna. W końcu po prawie godzinie odebrał dyżurny pogotowia. Obiecali karetkę około godz. 18 - relacjonuje Łukasik.

Ustaliliśmy, że pan Józef za każdym razem dodzwaniał się do Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Janowie Lubelskim. To właśnie tam obok siebie dyżurują dyspozytor pogotowia pod numerem 999 i dyżurny straży pożarnej (998). M.in. po to, by wzajemnie przekazywać sobie informacje o wezwaniach.

Dlaczego zatem Łukasik usłyszał w słuchawce, że rozmawia ze strażą, a nie z centrum? Grzegorz Pazdrak, szef janowskich strażaków, sprawdził zapisy rozmów telefonicznych prowadzonych tego dnia z Centrum Powiadamiania Ratunkowego i potwierdził, że doszło do takiej sytuacji. Ale po komentarz odesłał nas do… szpitala.

Tymczasem po południu stan kobiety znacznie się pogorszył. - Mama bardzo cierpiała. Chodziła do toalety na czworaka, bo nie miała siły - opowiada mężczyzna.

Ok. godz. 16 przyszła siostra pana Józefa z córką. Uradzili, że nie ma co czekać do godz. 18. Znowu zaczęli dzwonić pod 999, by przyspieszyć przyjazd karetki. I znów zgłaszała się straż pożarna.

- W końcu podali nam numer do szpitala. A tam za każdym razem przełączali nas na inny oddział. A czas mijał. Wreszcie nie wytrzymałem i zadzwoniłem na policję - mówi oburzony pan Józef. Dopiero za jej pośrednictwem udało się sprowadzić karetkę. Na miejscu była po godz. 18.

Janowskie pogotowie ratunkowe jest częścią miejscowego szpitala. A tam umywają ręce.

- Nie ma portiera, który wówczas był na dyżurze i ja nie mogę zweryfikować tych informacji - mówi Grażyna Szabat, rzecznik SP ZOZ w Janowie Lubelskim. - Nie wiem też, kto podał pacjentowi telefon na portiernię w szpitalu. Portierzy przecież nie są od załatwienia transportu sanitarnego. W końcu jednak karetka przyjechała i nikomu nic się nie stało.

Mama pana Józefa wciąż jest w szpitalu na obserwacji.
Czytaj więcej o:
Gość
janowianka
obiektywny
(8) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (26 maja 2009 o 20:53) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
janowianka napisał:
pani Grażyna apropoo to największy dupowłaz dyrektora

Nie tylko ona. Jest takich więcej.
Rozwiń
janowianka
janowianka (25 maja 2009 o 21:13) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
obiektywny napisał:
Obiektywnie na to spojrzeć to pan Lukasik trochę się zagalopował. Dziennikarz też jakiś nie kumaty. Od kiedy straż pożarna zajmuje się transportem chorej ze skierowaniem od lekarza rodzinnego??? Ludzie w jakim wy świecie zyjecie??? Mam skierowanie do szpitala transportem szpitalnym to czekam na umówioną godzinę a nie wydzwaniam do strażaka lub portiera. Proponuje aby janowiacy i pan dziennikarz poczytali sobie ustawę o ratownictwie i dokładnie zapoznali się z obowiązkami CPR bo jak widać nie macie zielonego pojęcia na jakich zasadach dziala system ratownictwa medycznego. Najlepiej zwalić winę na szpital... I rada dla pana Lukasika panie jak dostajesz skierowanie do szpitala od lekarza rodzinnego to w jego gestii jest umowic dla ciebie transport bo na to maja kupe pieniedzy a nie doszukujesz sie winy u strazaka lub portiera jesli transport miales zalatwiony to chlopie bylo czekac, a jak stan matki sie pogarszal to bylo zadzwonic po pogotowie a nie szukac informacji kiedy bedzie transport. Co ty myslisz ze pan pracujacy na centrali telefonicznej jest jasnowidzem i wie gdzie jest twoj transport??? A dyspozytora zostaw bo transport umowiony to jego najmniej interesuje on jest od przyjecia zgloszenia o zdarzeniu ... ludzie najpierw poczytajcie a potem głupoty wypisujcie. Znajac też pania Grażynę to ona cierpiącego osobiście by na rękach zaniosła więc życze powodzenia dziennikarzowi mam nadzieje ze pozwie go do sądu za takie poniewieranie jej nazwiskiem.

pani Grażyna apropoo to największy dupowłaz dyrektora
Rozwiń
obiektywny
obiektywny (24 maja 2009 o 15:54) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Obiektywnie na to spojrzeć to pan Lukasik trochę się zagalopował. Dziennikarz też jakiś nie kumaty. Od kiedy straż pożarna zajmuje się transportem chorej ze skierowaniem od lekarza rodzinnego??? Ludzie w jakim wy świecie zyjecie??? Mam skierowanie do szpitala transportem szpitalnym to czekam na umówioną godzinę a nie wydzwaniam do strażaka lub portiera. Proponuje aby janowiacy i pan dziennikarz poczytali sobie ustawę o ratownictwie i dokładnie zapoznali się z obowiązkami CPR bo jak widać nie macie zielonego pojęcia na jakich zasadach dziala system ratownictwa medycznego. Najlepiej zwalić winę na szpital... I rada dla pana Lukasika panie jak dostajesz skierowanie do szpitala od lekarza rodzinnego to w jego gestii jest umowic dla ciebie transport bo na to maja kupe pieniedzy a nie doszukujesz sie winy u strazaka lub portiera jesli transport miales zalatwiony to chlopie bylo czekac, a jak stan matki sie pogarszal to bylo zadzwonic po pogotowie a nie szukac informacji kiedy bedzie transport. Co ty myslisz ze pan pracujacy na centrali telefonicznej jest jasnowidzem i wie gdzie jest twoj transport??? A dyspozytora zostaw bo transport umowiony to jego najmniej interesuje on jest od przyjecia zgloszenia o zdarzeniu ... ludzie najpierw poczytajcie a potem głupoty wypisujcie. Znajac też pania Grażynę to ona cierpiącego osobiście by na rękach zaniosła więc życze powodzenia dziennikarzowi mam nadzieje ze pozwie go do sądu za takie poniewieranie jej nazwiskiem.
Rozwiń
jajan
jajan (20 maja 2009 o 10:39) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
A pan jaś nie starosta dał dyrektorowi nagrodę 16000,00 zeta, bo ten stworzył ISO dla Szpitala. I co z tego?. Gdzie to widać?. Szpital tonie w długach. Poprawia się tylko salony a nie sale. Jak jest odpowiedzialność ordynatora oddziału, który jest p.o. ordynator?. To wszystko jest " i smiesznoje i strasznoje" zarazem. Najważniejszy jest jednak układzik. Wszyscy od lewa do prawa maja w tym interes. Zresztą wszystkie decyzje dot. powiatu zapadają w szpitalu. To Szpital rządzi a starostowie przytakują. Natomiast wszystko jest "utrwalane" u miejscowego barona sld w Mysliwskiej.
Rozwiń
pacjent
pacjent (20 maja 2009 o 08:45) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
janowiak napisał:
Standard!!! Panie i Panowie oto Janowska służba zdrowia!!! Poza tym, że co chwile szokuje to juz nie dziwi. Kolejna histora i dowód na to,że nie ma co oczekiwac pomocy od Janowskiego szpitala. Szkoda tylko,że muszą na tym cierpiec ludzie- przecież tu toczy się walka o śmierć i życie!!!

Zatrudnijcie sobie jeszcze więcej spadochroniarzy z Lublina, Kraśnika i innych okolic, których sie pozbywaja inne szpitale a lepszych pozbądźcie się do Niska, Stalowej Woli innych lepszych ośrodków pomocy ludziom, to będziecie mieli tak jak opisano to w artykule. Takich przypadków w Janowie można przytoczyć kilkanaście jak nie kilkadziesiąt. Jeden dyrektor sadza d...ę w mercedesa i sp.......la do lublina, drugi idzie spać, bo się "przepracował" albo na politykę (promować kandydatkę z sld) a szpital jest pozostawiony sam sobie, bez jakiegokolwiek nadzoru. Dzieją się w nim jeszcze nie takie cuda. Najwyższy czas to zmienić. Przede wszystkim ta na niczym sie nie znającą, przywiezioną w torbie i nadaną politycznie wierchuszkę. Co nie ma w Janowie ludzi, którym zależy by w szpitalu działo się dobrze?. Są, tylko trzeba im dać szansę.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (8)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!