poniedziałek, 18 grudnia 2017 r.

Kraśnik

Przytulisko w Rachowie: Właścicielka psów jest w szpitalu (wideo)

  Edytuj ten wpis
Dodano: 25 marca 2011, 14:50

 (Jacek Świerczyński)
(Jacek Świerczyński)

Podrzuconym psom poświęciła część swojego życia – opowiada Renata Olszewska, córka Stanisławy Olszewskiej, która od wielu lat w Rachowie Starym (powiat kraśnicki) prowadzi nieformalne schronisko dla blisko 200 psów.

Kobieta cierpi na śmiertelną chorobę. Odkąd jest w szpitalu, psami opiekuje się jej córka. Brakuje jej jednak sił, nie ma też pieniędzy na utrzymanie zwierząt

Kiedy któryś pies był chory potrafiła nie spać w nocy. Czuwała. Dawała im kroplówki. Sama się wszystkimi zwierzętami opiekowała. Teraz jest w ciężkim stanie i sama potrzebuje pomocy.

Walczy z chorobą nowotworową. Od 3 tygodni jest w szpitalu w Lublinie, w Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej – opowiada Renata Olszewska. – Psy czują, że coś złego się z mamą dzieje.

Wyją kilka razy dziennie. Zauważyłam, jak obserwują też każdy samochód, który podjeżdża pod posesję. Mama ostatni raz wyjechała stąd samochodem. Zwierzęta sprawdzają, czy wróciła. A mama... kiedy jechała do szpitala bała się, że już więcej nie zobaczy zwierząt, którymi się opiekuje.

Pierwsza była suczka

Obecnie w przytulisku jest 195 psów i 3 koty. Mama opiekuje się psami od ponad 20 lat. Zaczęła jeszcze w Annopolu, na działce, którą wydzierżawiła od urzędu gminy.

Pierwszym psem, którym się zaopiekowała, była suczka, była szczenna. W tym sadzie się oszczeniła. Od tego się zaczęło. Później ludzie sami podrzucali jej kolejne zwierzęta.

W ciągu 3 lat mama miała już pod opieką ok. 40 psów. Wtedy zaczęły się kłopoty. Mieszkańcy osiedla skarżyli się, że psy hałasują – głośno szczekają i wyją. Dlatego mama postanowiła przeprowadzić się gdzieś na ubocze. Kupiła działkę na wsi, w Rachowie Starym i tu dalej prowadziła przytulisko.

Nigdy się nie skarżyła

Już latem ubiegłego roku zauważyłam jak mama ukradkiem połyka jakieś lekarstwa. Nigdy nie skarżyła się, że coś ją boli. Nie chciała się mi przyznać, że coś jej dolega. 11 stycznia trafiła do szpitala. Była operowana, bo okazało się, że cierpi na nowotwór. Ma przerzuty.

Od 3 tygodni jest w Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej. Nie je sama, nie mówi. Kiedy u niej jestem widzę, że chciałaby coś powiedzieć, ale nie może.

Od lekarki usłyszałam, że gdyby mama zgłosiła się 5 lat wcześniej to jej stan zdrowia byłby dziś lepszy. Ale tego nie zrobiła. Nie miała czasu, by zadbać o swoje zdrowie. Wszystkie pieniądze z emerytury – 530 zł – zamiast na lekarstwa przeznaczała na wyżywienie psów. Nie miała czasu poddać się nawet podstawowym badaniom.





Podrzutki

Ostatnio mama już nie przygarniała psów, bo nie czuła się na siłach. Ludzie jednak wciąż zatrzymują samochody przed jej domem i wyrzucają zwierzęta. Taki pies jeszcze dostaje kopniaka od swojego właściciela albo jest przywiązywany do ogrodzenia. Są jeszcze sznurki i druty po tych psach, które tu ludzie zostawiali.

Niektórzy przerzucali zwierzęta przez ogrodzenie działki, na której jest przytulisko. Dla takiego czworonoga kończy się to zwykle tragicznie, bo psy, które są w środku traktują go jak intruza. Albo go tylko pokaleczą, albo zagryzą. Szczeniak nie ma szans.

Dla niego taka sytuacja oznacza śmierć, zwłaszcza, kiedy został podrzucony w nocy. Mama zostawała sama na noc i nie była w stanie upilnować 200 psów. Mieliśmy taki przypadek, że z tyłu działki ktoś zostawił dwa szczeniaki. Rano były już zagryzione.

Brakuje pieniędzy na pożywienie

Odkąd mama trafiła do szpitala opieka nad psami spadła na boje barki. Pomaga Fundacja dla zwierząt "Dar serca”. Płaci za korpusy kurczaków – 4 pojemniki tygodniowo i 25 chlebów codziennie.

Tłuszcz, mleko czy makaron mama kupowała sama. Pomagało jej też kilka starszych osób, które dawały pieniądze na utrzymanie zwierząt. Były to kwoty po 30, 50 złotych. Wpłacali, bo znali mamę, teraz te kontakty się urwały. Ja nie pracuję, nie mam prawa do zasiłku.

Dostaję jedynie pieniądze z pomocy społecznej. We wtorek przeznaczyłam je na jedzenie dla psów. Muszę kupić makaron, tłuszcz i gaz, bo gotuję dla zwierząt na gazie. Kilka razy byłam już w urzędzie z prośbą o pomoc. Od burmistrza Annopola dostałam dwa worki, około 50 kg ryżu, i 3 worki po kilkadziesiąt kilogramów makaronu.

Poszukiwani opiekunowie psów

Nie daję już rady zajmować się wszystkimi zwierzętami. Mieszkam ok. 3 km stąd. Sama mam w domu 8 psów. Jest mi bardzo ciężko, dlatego też chciałabym, aby ktoś zajął się, choć częścią, zwierząt mamy. Szkoda mi ich. Dlaczego nie mogą pójść gdzieś w dobre ręce?

Każde przecież chciałoby mieć swojego właściciela. Mama ma ciężki charakter. Ma swoje zdanie. Ja zgodzę się, żeby zwierzęta wysterylizować, bo przecież taka suczka szybciej znajdzie dom.

Ja nie jestem w stanie wszystkich tych psów wygłaskać. Muszę zapewnić im jedzenie i suchą budę. Muszę posprzątać. To wszystko przychodzi mi z trudem. Pomaga mi narzeczony.

Zmieniamy się, bo nie mogę zostawić tu tylu psów bez opieki. Różne rzeczy mogą się stać. Zwierzęta mogą się pogryźć. Któryś może wydostać się z boksu. Ktoś może podejść, a one się wtedy denerwują. Codziennie tu nocuję. W małym pokoiku śpię z 10 psami.

Tak jak mama.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!