sobota, 18 listopada 2017 r.

Kraśnik

Spokojnie to tylko finansowa awaria

  Edytuj ten wpis
Dodano: 28 lutego 2007, 16:56
Autor: Fabian Plapis

Upadające przedsiębiorstwo przygniata swoich pracowników. Okazuje się, że brakuje około 4 milionów złotych,

których pracodawca nie wpłacał w ramach obowiązkowych składek ZUS. - Co będzie z naszymi emeryturami - rozpacza załoga Przedsiębiorstwa Państwowej Komunikacji Samochodowej w Kraśniku.

Kraśnicki PKS jest w stanie likwidacji. Jeszcze na początku roku w firmie pracowało 125 osób. W styczniu odeszło dwunastu pracowników, kolejnych dziesięciu otrzymało wypowiedzenia w lutym. Następni czekają w kolejce. Ludziom do troski o zatrudnienie doszły kolejne kłopoty - lęk o emerytury. Kraśnicki pracodawca ma w ZUS długi - blisko 4 miliony złotych.

- Pracowałem dwadzieścia cztery lata. Kiedy niedawno brałem zaświadczenie z ZUS, okazało się że od siedmiu lat zakład nie opłacał moich składek. Byłem tym zszokowany. Nie wiem jak w przyszłości będzie wyglądała moja emerytura. Przecież te lata będą traktowane jakbym nie pracował - mówi zdenerwowany Wiesław Mital, mechanik w PPKS Kraśnik.

Pracowników w takiej sytuacji jak on, jest w firmie co najmniej kilkudziesięciu.
- Kiedy cała sprawa wyszła na jaw sam sprawdziłem swoje składki. Okazało się, że brakuje składek za cały 2004 rok i pięć miesięcy 2005 roku. Już o tym powiadomiliśmy prokuraturę - mówi Józef Książek z Sekcji Zakładowej NSZZ "Solidarność” w PPKS Kraśnik.
Związkowy chcą aby ukarać osoby, które zaniedbały sprawę tych płatności. Oczekują, że konsekwencje poniosą ci, którzy doprowadzili do upadku ich przedsiębiorstwo. Winą za złą kondycję zakładu obarczają wcześniejszych zarządców komisarycznych - Henryka Janika i Waldemara Toporowskiego.
- Wszystko było uzgadnianie z załogą. Mogłem albo płacić im wynagrodzenie albo opłacać składki. Firma była w takiej kondycji, że już wtedy trzeba było ogłaszać upadłość - tłumaczy Henryk Janik, ówczesny zarządca komisaryczny.
Podobnie swoje decyzje tłumaczy Waldemar Toporowski, jest jednak spokojny o składki pracowników. - Zostaną pokryte z masy upadłościowej firmy - bagatelizuje.
Aktualny zarządca ogłosił właśnie przetarg. Na sprzedaż wystawionych jest kilka działek - w tym nawet dworzec, oraz kilkanaście autobusów i samochodów. Łącznie PPKS w Kraśniku chce uzyskać z tej sprzedaży co najmniej 4,3 mln zł.
- Wytypowaliśmy tylko zbędne nieruchomości, tak aby można było pokryć zobowiązania i prowadzić dalszą działalność. Chcemy pozbyć się majątku i przeznaczyć pieniądze na spłatę należności. Moim zadaniem jest uratowanie przynajmniej okrojonej firmy - wyjaśnia Teresa Włodarczyk, zarządca wyznaczony przez sąd.
Ten miesiąc będzie przełomowy dla pracowników kraśnickiego przewoźnika. W połowie marca okaże się ilu jest chętnych na zakup działek. Jeżeli nie znajdą się pieniądze na pokrycie zobowiązań, wówczas sąd ogłosi upadłość i wyznaczy syndyka.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!