poniedziałek, 23 października 2017 r.

Kuchnia

Jak rumsztyk to w "Pośpiechu” na Lubartowskiej

  Edytuj ten wpis
Dodano: 3 lutego 2011, 16:04

Bar Pośpiech przy ul. Lubartowskiej (Fot. Jacek Świerczyński)
Bar Pośpiech przy ul. Lubartowskiej (Fot. Jacek Świerczyński)

Rumsztyk, ozorek w sosie chrzanowym, mielony z buraczkami. Takie rarytasy można zjeść w lubelskim barze "Pośpiech” przy ul. Lubartowskiej.

Udostępnij na Facebook


Najpierw była w tym miejscu restauracja "Sportowa”. Sportowa, bo po drugiej stronie znajdowała się hala sportowa "Koziołek”, gdzie odbywały się mecze. I działało kino. – W "Sportowej” podawano wódeczkę.

A ponieważ to kolidowało ze sportem, zamieniono na bar "Pośpiech”, w którym klasa robotnicza mogła szybko zjeść posiłek. Już bez alkoholu – opowiada Genowefa Trzcińska, właścicielka baru "Pośpiech” w Lublinie.

Bez pośpiechu

W "Pośpiechu” można zjeść dania, o które trudno w innych restauracjach. To ostanie miejsce w Lublinie, gdzie w karcie figuruje ozorek w sosie chrzanowym, legendarny rumsztyk czy bryzol z wołowiny.

– Fachu uczyłam się w restauracji "Polonia”. Moim szefem był Józef Łanczont, jeden z najlepszych kucharzy tamtego czasu – opowiada Genowefa Trzcińska. Józef Łanczont uczył się kucharskiej sztuki przed wojną na litewskim dworze Radziwiłłów. – W "Polonii” pracował także Wacław Sztrajber, kucharz, który gotował we dworze – dodaje Trzcińska.

Od obu nauczyła się przyrządzać bryzol, rumsztyk, stek czy wątróbkę. – To była dobra szkoła. Sos musiał dochodzić swojego smaku przez godzinę. Dziś młody kucharz nie potrafi ugotować rosołu – mówi Genowefa Trzcińska. Kiedy została właścicielką "Pośpiechu” przeniosła tam receptury z "Polonii”.

Dziś w kolejce do okienka, w którym wydaje się potrawy w "Pośpiechu” ustawiają się przypadkowi przechodnie, handlarze, adwokaci, lekarze i nauczyciele akademiccy. Co ich tam ciągnie? Wspomniany ozorek, ale także sztuka mięsa w sosie chrzanowym, gulasz z serc, wątróbka. – Bardzo lubię ozorek w sosie chrzanowym. To jedno z moich ulubionych dań – mówi Jerzy Rogalski, słynny Pan Tosiek z serialu "Plebania”.

– Najlepszy bzryzol jest z cielęciny. Rumsztyk z wołowiny lub wieprzowiny. Wybiera się najlepsze mięso, zostają okrawki. Dodaje się cebulkę, bułeczkę i powstaje mielony – dodaje Genowefa Trzcińska.

W aptece, u Stasia…

Smaki z czasów PRL robią karierę. W "Starej Aptece” w Nałęczowie klient otrzymuje po zapłaceniu numerek i czeka na odbiór potrawy. Hitem w karcie są pierogi. W tym moje ulubione staroruskie zwane także starodawnymi ruskimi. To pierogi z kapustą i grzybami oraz jajkami na twardo. Można to zjeść domowe zupy, rumsztyk a nawet bukiet warzyw z ziemniakami.

W Tarnogrodzie " U Stasia” można zjeść śledzika w oleju, schabowego z kostką i schab po hetmańsku. W dni targowe można tu spotkać sceny dobijania targu. Kiedyś była tu restauracja made in GS (Gminna Spółdzielnia). Czar geesowskich knajpek uwielbiał Kazimierz Grześkowiak, żadnej na Lubelszczyźnie nie przepuścił. Stanisław Bukowiński, zwany w Tarnogrodzie Stasiem lub Szeryfem – wziął od GS-u lokal, nazwał go " Stasia” sam stanął za kuchnią.

W Karczmie Opolskiej w Opolu Lubelskim jada się swojsko i bardzo tanio. Ciekawe, że codziennie spotkać tu można smakoszy z Lublina. O karczmie zwiedziała się Warszawa. Bywają tu politycy z pierwszych stron gazet, aktorzy i dziennikarze. Co jedzą? Śledzie, karpia w śmietanie, żurek opolski, zawijasa, schabowego na cały talerz i gęsie wątróbki.

Nie ma karasia, jest rarytas

W zajeździe rybackim "Pustelnia” koło Opola Lubelskiego podaje się rewelacyjnego karpia w śmietanie. Takiego karpia można był zjeść przed laty w lubelskiej knajpie "Pod karasiem”. – Kiedy kończyliśmy próbę i szliśmy tam na wódkę, mówiliśmy, że idziemy do pana magistra Karasia – opowiada Piotr Wysocki, aktor Teatru Osterwy.

W miejscowości Niemce w Karczmie Piastowskiej można zjeść mielony i rumsztyk. W niedzielę po sumie chodzi się tu na śledzia. W karczmie "Biesiada” w Wojciechowie można zjeść potężną golonkę i nóżki w galarecie.

Swoją legendę ma restauracja "Rarytas” w Piaskach. To jedna z najsłynniejszych knajp na Lubelszczyźnie rodem z PRL. Od zawsze w Piaskach handlowało się końmi i jadało flaki. Do siermiężnej restauracji GS zajeżdżano, żeby dobić targu lub go opić. Z czasem flaki stały się tak sławne, że zaczęli przyjeżdżać na nie politycy, aktorzy, dostojnicy kościelni.

W zacisznym gabinecie raczyli się także rumsztykiem z cebulką pod buraczki, wątróbką, schabowym z kostką i zacnym czopsem po piasecku. Szef kuchni, Michał Szczepanowski uczył się do Lucjana Klaczyńskiego, pracował w "Europie”, w Rarytasie zachował węglową kuchnię. Dobre jedzenie, pod warunkiem, że wesprzemy żołądek kilkoma pięćdziesiątkami na trawienie. Bez tego ani rusz.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
kacper
Tomasz
Tomasz
(18) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

kacper
kacper (5 kwietnia 2011 o 12:49) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[quote name='muchamed' timestamp='1296929588' post='433755']
Niestety, Bolek ma rację. Starsza pani ma tak strasznie odpychające spojrzenie, że nawet głodny dwa razy zastanowi się, zanim cos zamówi. Nie chodzi przy tym o kwestie związane z higieną, ile o podejście do człowieka, pełne jakiejś szczególnej nienawiści, kraszonej zwłaszcza przy uboższych klientach sporą dozą wyższości i najzwyczajnej nieuprzejmości. Myślę, że to szefowa tego interesu, osoba nie do ruszenia z tego miejsca. Kiedyś bywało inaczej, choć jestem trzydziestoparolatkiem, to znam Pośpiech od co najmniej ćwierćwiecza. W środku wyglądał zupełnie inaczej - był szerszy, ciągnął się aż do samego rogu kamienicy i węższy, ponieważ na wprost wejścia była lada spedycyjna zwana bemarem (jak widać, pomysł z taki wydaweaniem potraw nie jest nowy...), pełna naczyń z jadłem. Jadłospis wisiał w tym samym miejscu, co teraz. Smak się zresztą też zbytnio nie zmienił. Znakiem tamtych czasów natomiast jest dla mnie zraz warzywno mięsny, potrawa moim zdaniem ze wszech miar warta wskrzeszenia. Był to zraz uformowany w kształt sporego walca, opanierowany lub soute i smażony, jak mi się teraz wydaje, w głębokim tłuszczu. Podawany był w towarzystwie sosu węgierskiego, na bazie pomidorów i marchwi, lekko pikantnego. Wiele razy próbowałem odtworzyć w domu jego skład i jestem prawie pewein, że do mięsnej masy mielonej dodawano dokładnie przetartą duszoną marchew, cebulę i seler. Pycha. Na obitej szklanymi kafelkami ścianie zmywalni naczyń (mniej więcej tam, gdzie jest też i dziś) był obrazek, reklamujący zakład: wielkiego młodzieńca pyta się dwie głowy niższa kobieta, dlaczego tak wyrósł. - Bo stołuję się zawsze w barze Pośpiech - odpowiada....
pozdrawiam

A co do miejsc wartych spóbowania - Bar Kolejowy przy ul. I go maja. Mają tam pyszny rumsztyk wołowy, wyjątkowego smaku buraczki i nie najgorszego mielonego.
[/quote]
Rozwiń
Tomasz
Tomasz (18 lutego 2011 o 22:45) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
nie wierzę! jak mogłeś przeoczyć tatar- gwarantuję wszystkim forumowiczom, że lepszego na lubelszczyźnie nie znajdziecie- palce lizać ( cena 8 zł). Zamawiam 2-3 tatary, flaczki i flaszeczkę ( Wyborowa zmrożona). Całość na dwóch nie przekracza 70 zł ( oczywiście wszystko x2)
Rozwiń
Tomasz
Tomasz (18 lutego 2011 o 22:42) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[quote name='muchamed' timestamp='1296920659' post='433702']
Cieszy podjęcie tak ważkiego tematu przez red. Sulisza, boli natomiast zupełne pominięcie, powodowane zapewne pośpiechem, restauracji Świdiczanka w Świdniku. Toż to żyjący skansen byłego, a wrażenie to potęgowane jest jeszcze przez socrealistyczną architekturę centrum Świdnika, gdzie ów zakład żywienia zbiorowego ma siedzibę. Oprócz smaczków gastronomicznych są też takie, o których opowiadać można później godzinami. Począwszy od szatni, z prawdziwą Panią Szatniarką (szatnia jest u nas obowiązkowa, ach łza się w oku kręci), poprzez wywieszone w centralnym miejscu srebrne patelnie, o które, mówiąc dalej Misiem, zakład bił się w latach siedemdziesiątych przez pamiętające dawny ustrój elementy wystroju, no i oczywiście Panie Kelnerki. Niżej podpisany sam kilka razy robił furorę wśród zakochanych w Barei gości z całej Polski, których prowadzał do Świdniczanki na obiad. Bo i jedzeniem, a może przede wszystkim jedzeniem restauracja może się pochwalić każdemu smakoszowi dobrej, polskiej kuchni. Śledzik w śmietanie, jako starter, urzeka śmietaną, czyli sosem na bazie śmietany, majonezu, cebulki i jabłek. Pycha, rzadko kto zostawi na talerzu choć garnirek z gotowanej marchewki. Z przekąsek ryba po grecku, podana na gorąco również przekonuje. Wśród zup królują flaki i żurek po świdnicku, z tandemu tego polecamy żurek, flaczki nie rzucają na kolana. To z każdym czułym na uroki dobrego jedzenia zrobią natomiast buraczki zasmażane, rzecz godna królów. Wspaniale czerwone, lekko kwaskowe w smaku, o pięknej, lśniącej konsystencji podane są na srebrnej niby-nelsonce godnie współgrają z daniem głównym. Przykładowo, z wątróbką wieprzową z cebulką i ziemniaczkami, który to zestaw kosztuje...całe 10 zł. Ceny innych potraw, w stosunku do ich smaku i sposobu podania również zachęcają.
pozdrawiam
[/quote]
Rozwiń
kolo
kolo (11 lutego 2011 o 10:08) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[size="5"] [color="#FF0000"]UWIELBIAM RUMSZTYK !!![/color] [/size]
Rozwiń
giron
giron (7 lutego 2011 o 09:48) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
"Świdniczanka" miała jeszcze jedno popisowe danie - zraz po węgiersku z kluskami kładzionymi, pycha!
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (18)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!