czwartek, 23 listopada 2017 r.

Kuchnia

Lubelskie smaki i smaczki w czasach Marszałka

Dodano: 12 listopada 2017, 20:50
Autor: sz

(fot. Archiwum)

W Lublinie debiutowała. Jej nazwisko pojawia się na afiszach teatrzyków „Czarny kot” i „Wesoły ul”. Mężczyźni kochali się w Ordonce na zabój. Wśród szukających z nią flirtu był pewien generał, który co wieczór zasiadał w pierwszym rzędzie lubelskiego kabaretu, słał bukiety i miłosne listy. Jej romans z Osterwą zakończył się skandalem.

Ordonka bywała w lubelskich kawiarniach. Chodziła na ciastka do Chmielewskiego i Semadeniego. Była zapraszana na kolacje po występach w kabarecie. Lubiła ryby i dobre wino. Może dlatego, że jak pisze Józef Łobodowski, była tylko biedną dziewczyną z żydowskiej rodziny.

Musiała bywać na dancingach w restauracji „Europa”. Albo na obiadach w pierwszorzędnej restauracji hotelu „Victoria”, mieszczącej się przy Krakowskim Przedmieściu 40, obok klasztoru kapucynów. Miejsce było modne, słynęło z wizyt ówczesnych gwiazd.

Gdzie bywała z Juliuszem Osterwą? Raczej w kameralnych miejscach, gdzie można było schować się przed wzrokiem ciekawskich. Służyły do tego gabinety i pokoje śniadaniowe urządzane na zapleczach luksusowych delikatesów i składów towarów kolonialnych. Można było tam zjeść smaczne śniadanie i wypić kieliszek starki.

Nalewka ułańska

O tym, że nalewkę ułańską robi się z mleka, opowiadał Dziennikowi współczesny ułan Grzegorz Sztal. Okazało się, że jego stuletnia babcia Zofia Dolina Dobrowolska robiła ją swemu mężowi Grzegorzowi. Nalewka była tak dobra, że pił ją cały pułk.

Składniki: 1 kg cytryn, 1 l mleka, 1 l alkoholu 95%, 70 dag cukru.

Wykonanie: cytryny należy wyszorować, sparzyć wrzątkiem, pokroić w plastry, usunąć pestki i włożyć do słoja. Zasypać cukrem i odstawić w słoneczne miejsce, żeby cytryny puściły sok.

Wlać do słoja mleko, następnie alkohol. Zakręcić i wstrząsnąć słojem, żeby wszystkie składniki się połączyły. Odstawić na 5 tygodni. Co kilka dni wstrząsnąć słojem.

Po tym czasie nalewkę przesączyć przez płótno. Ostawić do sklarowania na kilka dni. Po raz drugi przefiltrować przez lejek wypełniony bawełnianą watą. Odstawić do sklarowania. Po raz trzeci przefiltrować przez filtr do kawy, rozlać do butelek i odstawić na pół roku.

(Autorski przepis Hieronima Błażejaka, Mistrza Polskich Nalewek)

Kto jadł U Bolszewika?

Przedwojenny Lublin miał swoje zaklęte rewiry. – Każda dzielnica miała swoje osobliwości, innych ludzi, inne sklepy, domy i knajpy. Progu „Europy” i „Wiktorii” nigdy nie przekroczył mieszkaniec peryferii, z kolei bywalec tych lokali nawet nie zbłądził do tamtych restauracji, które pogardliwie nazywano spelunkami. My, młodzi i ciekawi życia, czasami się tam zapuszczaliśmy, ale zawsze tej wyprawie towarzyszył pewien dreszczyk i posmak egzotyki – napisał we wspomnieniach Konrad Bielski.

Na dzisiejszej ulicy Lubartowskiej mieściła się przed wojną luksusowa restauracja prowadzona przez pana Dornfelda. Legendarnym i kultowym miejscem był lokal pod numerem 10, który nosił malowniczą nazwę „U Bolszewika”. Można tam było wypić mocną pejsachówkę i piwo. Właściciel lokalu wpadł na pomysł zwiększenia spożycia piwa i podawał klientom gratis talerzyk gotowanego „Jaśka”. Groch był mocno solony, wzmagał pragnienie, goście zamawiali jedno piwo za drugim.

U Berensa w Kazimierzu nad Wisłą

Lubelscy poeci i artyści często wyprawiali się do Kazimierza. Przodował w tym Józef Czechowicz, który włóczył się po miasteczku z aparatem w ręku. Ciągnęło go do willi „Łopuszanka” i do pani Łopuskiej, która była zapaloną spirystką. – Znajdowała się w stałym kontakcie z zaświatem. W jej mieszkaniu odbywały się seanse z udziałem znanych mediów i hipnotyzerów – wspomina Konrad Bielski.

Po seansach z wywoływaniem duchów artyści lądowali w restauracji hotelu „Berensa”. Choć w 1933 roku w Kazimierzu były trzy hotele, to Berens wygrywał znakomitą kuchnią opartą o ryby. W restauracji podawano węgorza z wody, z rusztu, po rybacku, w galarecie, marynowane i wędzone. Hitem delikatny rosół z węgorza. Oraz liny w śmietanie tak chętnie zamawiane przez Hankę Ordonównę. Na ryby od Berensa przyjeżdżali artyści, wojskowi i politycy z całej Polski.

Kuchnia polowa
Ułańska grochówka

Składniki: 60 dag grochu, 20 dag wędzonych żeberek, 20 dag wędzonego boczku, 40 dag kiełbasy śląskiej, 30 dag łopatki, 40 dag ziemniaków, 20 dag marchwi, kawałek selera, cebule, 1 pietruszka i przyprawy: liść laurowy, ziele angielskie, pieprz, sól, majeranek i czosnek na smak.

Wykonanie: groch namoczyć przez parę godzin, ugotować z wędzonymi żeberkami i przyprawami. Mięso pokroić w kostkę, przesmażyć z cebulą, dodać do grochu razem z warzywami i ziemniakami pokrojonymi w kostkę. Dołożyć boczek pokrojony w kostkę i kiełbasę pokrojoną w plasterki.

Doprawić solą z pieprzem, majerankiem, wrzucić roztarty ząbek czosnku. Kto lubi może zaprawić grochówkę zasmażką.

Czytaj więcej o: kuchnia
Użytkownik niezarejestrowany
Użytkownik niezarejestrowany
(2) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (13 listopada 2017 o 18:00) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Pana Sulisza i Pana Sztala to poniosła fantazja ułańska. Nalewkę farmaceutów przypisać ułanom? Z podanego przepisu uzyska się około trzech litrów nalewki.Klarowność uzyska się po trzech dniach kapania. Brednie opowiada Pan Sztal a Pan Sulisz brednie pisze.
Rozwiń
Gość
Gość (13 listopada 2017 o 08:13) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Ta nalewka jest znana dziś jako Nalewka farmaceutów. Najlepsze wyważenie uzyskuje przy proporcjach: 1 kg cytryn, 1 kg cukru, 1 l mleka i 1 ml czystego spirytusu.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (2)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!