piątek, 15 grudnia 2017 r.

Kuchnia

Rzym, Wał 42 (Dąbrowa, na trasie 17) Karczma Rzym

  Edytuj ten wpis
Dodano: 31 sierpnia 2009, 13:08
Autor: Ona i On

Stoi przy drodze i wygląda trochę jak chatka z bajki. Drewniana, wśród drzew, z okiennicami, ogródkiem i kotem. Takim, co myje się na ganku i pręży na oknie. Jadąc "do" wstąpiliśmy na smaczny, domowy żurek, ale postanowiliśmy zajrzeć do Rzymu również w drodze powrotnej.

ONA

Dużo słyszałam od Niego o szlacheckiej potrawie - soczewicy podawanej w Rzymie, więc od razu chciałam spróbować. Dobra była, ale zmartwiona trochę przebywaniem w zamrażarce, a potem w mikrofalówce. On trafił lepiej, bo żeberko dostał delikatne, miękkie i bardzo ziołowe. Dobrze, że powolił podjadać.

Drugi wybór nie był już tak prosty. Myślałam o rybie, ale nie był to akurat dzień świeżej dostawy. Diabelski placek z mięsnym sosem wyglądał ładnie i okazale, ale akurat tego dnia mnie nie kusił. Podobnie jak golonka w ciemnym piwie i z czosnkiem, ani świeżonka, choć zapowiadały się aromatycznie. Po naradzie z szefową kuchni wybrałam wreszcie polędwiczki z fasolą. Wyobraźcie sobie nasze zdziwienie na widok zaledwie kilku ziarenek fasoli schowanych w sosie. Okazało się, że akurat wtedy fasolka po prostu się skończyła. Braki mógł nadrobić dobry, specjalnie dla polędwiczek przygotowany sosik, gdyby nie pachniał aż tak bardzo popularną, sztuczną przyprawą. A polędwiczki? Jedna trochę do żucia, drugą trudno było przekroić. Wniosek: idea dobra, ale szkoda, że odgrzewane.

Naprawdę dobre przyszło na deser: racuszki jabłkowe z cynamonem, jedzone wśród jaśminów i wiosenna burza. No i kocie tulenie.

Duży plus: przyjemnie zaskoczyła mnie kawa. Poprawnie zaparzone espresso niezłej jakości, podane z małą czekoladką. Uwaga, cena to połowa tego, co w lubelskich kawiarniach.

ON

Czasem powroty do ulubionych miejsc bywają bolesne. Wiele opowiadałem Jej o soczewicy po szlachecku. To staropolskie danie zawsze w Rzymie mi smakowało. Niestety - zamiast ideału na stole pojawiła się zmaltretowana w mikrofali soczewica. Znacie to uczucie, dużo mąki na zageszczczenie potrawy i klajster na talerzu.

Humor poprawiły mi żeberka w bardzo domowym sosie. Z lekkim aromatem cebuli, rosołu były harmonijnie doprawione i byly to jedne z lepszych żeberek jakie ostatnio jadłem.

Polędwiczki z fasolą, które Jej podjadałem zapowiadały się na pyszne danie. Ale mięso kucharka zbyt długo przytrzymała na talerzu. A fasolek było kilka. Tyle, co kot napłakał. Rozumiem przydrożne oszczędności. Ale nie aż tak.

Honor obiadu uratował placek po diabelsku. Choć zamówiłem połowę, to nieźle i w końcu smacznie podjadłem. Ale podsumowanie nie wypada na korzyść. Kilka lat temu w Rzymie jadało się doskonale, teraz sporo gorzej. A szkoda, bo chata wysmakowana, z boku podwóreczko z jaśminami, sentymentalny ogródek przed.

Cosy wooden cottage on the way Lublin-Zamość. Small garden, trees, jasmin bushes and polish home-like cuisine. Fresh soups (we recommend żurek), knuckle and potatoe fritters with souce for hungry drivers. What we found the most interesting was a kind of fricasse made from letil. A dish that used appear often on the tables of polish nobelty.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!