wtorek, 24 października 2017 r.

Łęczna

Niedziela ogniowa i Pawlak

  Edytuj ten wpis
Dodano: 6 czerwca 2008, 20:26
Autor: PAWEŁ PUZIO

Na 150 rocznicę strażacy z OSP w Łęcznej mieli dostać nowy, choć używany, wóz bojowy, bo ich star ma już 30 lat.

Niestety nie zdążyli z przetargami i na urodziny nie będzie tak oczekiwanego prezentu. - Nic to, kupimy go zaraz po uroczystościach - mówi Stanisław Medyński, prezes OSP i strażak po dziadku

Już jutro, w niedziele będzie w Łęcznej wielka feta. Zjadą VIPy, podobno będzie sam Waldemar Pawlak, strażak wszystkich strażaków. Mszę polową odprawi arcybiskupa Józef Życiński. A orkiestry dęte z całego województwa hukną "Rycerzy Floriana”, hymn OSP.

Jak dziedzic z plebanem

Początek Ochotniczej Straży Pożarnej w Łęcznej to listopad 1858, kiedy to ks. Maksymilian Wrześniewski, proboszcz tutejszej parafii, w porozumieniu z Ludwikiem Grabowskim, dziedzicem majątku Podzamcze, zainicjowali powołanie straży ogniowej w Łęcznej. Bezpośrednim impulsem do powołania straży było ogromne zagrożenie pożarowe miasteczka z racji jego drewnianej zabudowy, a szczególnie z powodu dużych jarmarków, na które zjeżdżało się tysiące kupców.
- Ogromny pożar, jaki wybuchł w 1846 r. w mieście, strawił niemal cale jego centrum. Pożogi, do jakich doszło w latach 1856-1857, były nie mniej istotnym czynnikiem przyśpieszającym stworzenie Towarzystwa Straży Ogniowej - mówi Stanisław Medyński, prezes zarządu OSP w Łęcznej.

Panowie gaszą

O druhów w Łęcznej nie było trudno. Mieszczanie, szlachta - każdy chciał być, bo to była nobilitacja. Dziedzic Ludwik Grabowski, w porozumieniu z księdzem Wrześniewskim, zakupił w Warszawie dwie pompy gaśnicze. Straż czerpała wodę z Wieprza, bo wówczas nie było mowy o wodociągach. O stała dostawę wody podczas akcji gaśniczych dbała sekcja logistyczna, czyli kmiecie i ludność żydowska. W tym celu wykorzystywano beczki do wożenia wody z Wieprza.

Walczyli nie tylko z ogniem

Strażacy aktywnie uczestniczyli w wielkiej i małej historii, zarówno Łęcznej i jak naszego kraju. Po wydarzeniach 1905 r. w Rosji, które znacznie osłabiły rosyjskiego zaborcę, działalność strażaków ożywiła się. - Organizowano ćwiczenia bojowe, prelekcje oraz występy artystyczne, także o treści społeczno-politycznej - opowiada Medyński.
Tymczasem straż dorobiła się łącznie sześciu ręcznych pomp. W maju 1911 r. formalnie została zarejestrowana, jako Straż Pożarna w Łęcznej.
W okresie odzyskiwania niepodległości strażacy z Łęcznej rozbrajali Austriaków i Niemców. W latach dwudziestych ubiegłego wieku, osiemnastu strażaków miało do dyspozycji dwie sikawki konne, cztery sikawki ręczne, jeden hydrofor i wóz z beczką.

Czas na zmiany

W 1930 roku rozpoczęto budowę remizy. Dwa lata później starzący mieli już własny "dom”. Niestety, nie zawsze udawało im się samodzielnie wygrać z czerwonym kurem. W czerwcu 1939 r., na ul. 3 Maja, wybuchł pożar, który błyskawicznie się rozprzestrzenił, pochłaniając przeszło 100 budynków. Ten pożar gasiło setki strażaków, z Lublina, Garwolina a nawet z Warszawy.
Po wojnie, w 1949 roku OSP kupiła pierwszy samochód, z demobilu. W 1962 roku zakończono budowę wieży widokowej, z której strażacy wypatrywali zarzewia ognia. Dziś to już tylko zabytek.

Za strażakiem panny patrzą

W 1982 roku w Łęcznej powstała jednostka Zawodowej Straży Pożarnej. Mimo, to miejscowa OSP nadal była popularna. - To jest realizacja młodzieńczych marzeń. Wyjazdy, koledzy, wspólne akcje, samochód. Trochę jak dzieci. Ale tak to już jest - śmieje się Piotr Kwiatkowski, w straży od 18 lat.
- A i dziewczyny jakoś bardziej się oglądają za mundurem - dodaje z uśmiechem Kwiatkowski. - Tak naprawdę, każda drużyna OSP to zespół dobrych kumpli, którzy mogą na siebie liczyć w najtrudniejszych sytuacjach.

Czekamy na nowe auto

Dziś OSP w Łęcznej to 33 druhów i jeden, wielki, czerwony problem: stare auto. 30-letni jelcz jeżdżi tylko i wyłącznie dzięki zaangażowaniu strażaków. - Na obchody chcieliśmy kupić nowy wóz bojowy. Burmistrz dał pieniądze, Zarząd Główny OSP się dorzucił, tylko nie zdążyliśmy z przetargiem. No nic, będziemy się chwalić wyremontowaną remizą, a nowy wóz bojowy kupimy po uroczystościach - dodaje Medyński.

Kwiaty na grobie

Tradycja i pamięć o kolegach to podstawa. - Co roku składamy kwiaty na grobach naszych druhów. Zawsze podczas Dnia Strażaka idziemy odwiedzić ks. Maksymiliana Wrześniewskiego, który na pewno na nas patrzy jak jedziemy do pożaru - kończy Stanisław Medyński, jeden z 6 pokoleń strażaków ochotników z OSP w Łęcznej. - Szkoda tylko, że nie wiemy, gdzie leży dziedzic Grabowski. Jemu też należy się nasza pamięć.

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
R.A.F.A.L.S
R.A.F.A.L.S
ktoś z boku
(3) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

R.A.F.A.L.S
R.A.F.A.L.S (7 czerwca 2008 o 20:50) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
A to do rwdakcji_ wiadać że nie macie nic wspolnego ze strażą Bo OSP Łęczna nie dysponuje samochodem STAR tylko jest to JELCZ GCBA 6/32
Rozwiń
R.A.F.A.L.S
R.A.F.A.L.S (7 czerwca 2008 o 20:45) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Ładnie Mariuszek wygląda na tej fotce POZDROWIONKA
Rozwiń
ktoś z boku
ktoś z boku (7 czerwca 2008 o 08:31) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Życiński ostatnio rozjeździł się, dopiero "miotełką" i soloną machał w Stefanowie teraz w Łęcznej....
Bogaty ten powiat łęczyński musi być skoro, stać ich na tyle święceń.....
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (3)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!