sobota, 21 października 2017 r.

Łęczna

Pojechała po śmierć

  Edytuj ten wpis
Dodano: 10 grudnia 2007, 17:56
Autor: PAWEŁ PUZIO

28-letnia Barbara M. nie miała szans na przeżycie. Cudem przeżył jej 11-miesięczny synek.

Kierowca fiata, który ja potrącił, 23-letni Marek G. z Łęcznej, najpierw odjechał, ale po chwili wrócił na miejsce wypadku.

Dramat rozegrał się w sobotę tuż po godzinie 16, w miejscowości Kolonia Trębaczów koło Łęcznej. 28-letnia Barbara M. z koleżanką wybrały się na spacer z maluchami w wózkach. Wracały już do domu. Skręciły z drogi do Ciechanek, na trasie z Kijan do Łęcznej. Uszły zaledwie 150 metrów, jak w Barbarę M. z pełnym impetem uderzył fiat.

- Kobiety szły, niestety, nieprawidłowo, po prawej stronie jezdni, tyłem do nadjeżdżających samochodów, do tego tuż obok siebie - mówi Mirosław Cielniak, rzecznik prasowy policji w Łęcznej.

Po kilku minutach na miejscu pojawiło się pogotowie. - Natychmiast podjęliśmy akcję reanimacyjną. Ranna jednak samodzielnie nie oddychała - opowiada Czesław Prokop, anestezjolog z Łęcznej, który z niezwykłym poświęceniem prowadził akcję reanimacyjną przez ponad 20 minut.

- Samego wypadku nie widziałam. Dopiero jak przyjechały karetki, zorientowałam się, że coś dramatycznego wydarzyło się na drodze - opowiada Ewelina Gryszkiewicz, która mieszka w pobliżu miejsca tragedii. -Tędy kierowcy jeżdżą jak szaleni, bo droga jest prosta. Nie zwracają uwagi, że na tym odcinku jest wąsko - dodaje.

Z wypadku bez szwanku wyszła córka i wnuczka Romana Kowalczyka. - Barbara przyjechała z Łęcznej do mojej córki w odwiedziny. Po południu poszły razem na spacer z dziećmi. Nie wiem, dlaczego nie przeszły na drugą stronę jedni - opowiada Roman Kowalczyk. - Córka po tym wypadku jest w ogromnym szoku. Nie chce z nikim rozmawiać. Coś z tą drogą trzeba zrobić, bo niektórzy pomimo ograniczenia do 70 km/h jadą tu ponad setkę. Nie pomaga nawet policja, która często stoi z radarem - kończy.

Kierowca, który jechał od Kijan do Łęcznej, tłumaczył się, że był zmęczony i nie zauważył kobiety z dzieckiem. Po zdarzeniu Marek G. odjechał z miejsca wypadku. Lecz po chwili wrócił, bo - jak powiedział - zdał sobie sprawę, z tego, co zrobił. Był trzeźwy.

Jedenastomiesięczny chłopczyk, który w momencie wypadku był w wózku, jest w Klinice Chirurgii Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Lublinie. Jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. - Ma złamany obojczyk - mówi jeden z lekarzy. - Poza tym jego stan ogólny jest dobry. Cały czas siedzi przy nim tata.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!