poniedziałek, 20 lutego 2017 r.

Lubartów

Ania przeszła skomplikowaną operację. Ma szansę na lepsze życie

Dodano: 29 grudnia 2010, 20:16

Centrum Zdrowia Dziecka dotrzymało słowa: lekarze zoperowali 4-letnią Anię. Jej rodzice mają nadzieję, że w przyszłości dziewczynka nauczy się chodzić.

– Ania powoli dochodzi do siebie. Jest w gipsie, nie może się ruszyć, ale jest bardzo cierpliwa. Już zaczyna jeść – relacjonuje nam ze szpitala w Międzylesiu Izabela Szymczak, mama Ani. Dzień i noc czuwa przy łóżku córeczki. – Lekarze mówią, że są zadowoleni z operacji – dodaje.

O kłopotach rodziny Szymczaków z uzyskaniem pomocy dla swej córki pisaliśmy przed kilkoma miesiącami. Czteroletnia Ania od urodzenia nie chodzi, ma rozszczep kręgosłupa, stomię, narośl na plecach. Tuż po przyjściu na świat była operowana w CZD, potem rodzice jeździli z nią tam na kolejne badania.

Dziewczynka miała z czasem przejść kolejną operację, jednak kontakt ze szpitalem się urwał. Przez półtora roku Szymczakowie nie mogli się dowiedzieć, jak i kiedy będzie leczone ich dziecko. Gdy opisaliśmy sprawę, Centrum tłumaczyło, że lekarz, który miał się zająć małą pacjentką, jest… trudno uchwytny.

Wreszcie – po naszych publikacjach i reportażu w TVN – wszystko potoczyło się we właściwym kierunku. Ania trafiła na konsultacje, a szpital wyznaczył termin zabiegu na połowę grudnia. Słowa dotrzymał. Operacja odbyła się tuż przed świętami.

– Przygotowanie córki do operacji zaczęło się już o godz. 8, operacja trwała do godz. 16 – opowiada Piotr Szymczak, tata Ani. – Lekarze na nowo ustawili jej biodra, żeby miała szansę chodzić. Bardzo się cieszymy, że mamy to już za sobą.

Przez pięć dni dziewczynka była na Oddziale Intensywnej Terapii. Zaraz po wybudzeniu przyjechali do niej rodzice. Mama została, a niedługo zastąpi ją babcia. Dziecko w szpitalu będzie przebywało jeszcze co najmniej kilka tygodni.

– Wszystko dobrze się goi – mówi Piotr Gastoł, lekarz prowadzący Anię w CZD. – Operacja ma dać szansę dziecku na lepszą egzystencję.

Teraz wiele będzie zależało m.in. od rehabilitacji. W Lubartowie już myślą, jak po powrocie do domu zapewnić dziewczynce właściwą opiekę.

– Nie liczymy na cud, ale należało zrobić wszystko, żeby poprawić dziecku komfort życia – mówi Justyna Wereszczyńska, prezes Stowarzyszenia "Niech się Serce Obudzi”, które opiekuje się Anią. – Teraz chcemy się dowiedzieć, jaki sprzęt rehabilitacyjny będzie jej potrzebny. Po to, żeby czekał na nią w domu.

O problemach dziewczynki pisaliśmy w lipcu m.in. na MM Lubartów: Centrum Zdrowia Dziecka zostawiło małą Anię samą sobie


Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24