wtorek, 17 października 2017 r.

Lubartów

Dlaczego wojskowy śmigłowiec spadł?

  Edytuj ten wpis

Wrak helikoptera, który spadł na pole pod Lubartowem, w piątek zostanie przewieziony do Dęblina. Tam specjalna komisja weźmie maszynę pod lupę.

Szkoleniowy Mi-2 należący do 1. Ośrodka Szkolenia Lotniczego z Dęblina rozbił się w środę po południu. Maszyna odbywała lot szkoleniowy na trasie Dęblin, Żyrzyn, Kamionka, Baranów.

Spadła z wysokości 100 metrów na pole w miejscowości Luszawa k. Lubartowa. Według świadków, z którymi rozmawialiśmy, w powietrzu było słychać jakieś łupnięcie. A potem maszyna łagodnie opadła na ziemię, uderzając dziobem w pole.

W środku było dwóch wojskowych: pilotował kapitan Michał K., nawigatorem był kapitan Tomasz S. Pierwszy z nich trafił do szpitala. - Jego stan jest ciężki, ale stabilny - informuje Marta Podgórska, rzecznik PSK nr 4 w Lublinie. Tomasz S. odniósł powierzchowne obrażenia.

Tymczasem teren katastrofy od dwóch dni jest pod ścisłym nadzorem wojska. - Pole otoczyła Żandarmeria Wojskowa, a na miejscu katastrofy pracują członkowie Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych - mówi starszy kapitan Grzegorz Szyszko z lubartowskiej straży pożarnej.


Zdjęcia i montaż: Agnieszka Mazuś



- Musimy wykonać szkic sytuacyjny miejsca i całego zdarzenia, sporządzić odpowiednią dokumentację, pobrać próbki paliwa, a także przesłuchać pilotów i świadków - wyjaśnia płk Ryszard Michałowski z komisji.

W piątek wojsko przetransportuje do Dęblina wrak maszyny. - Tam zostaną przeprowadzone badania jej stanu technicznego, m.in. sprawności silników i układu sterowania - zapowiada płk Maciejewski. - Wyjaśnianie wszystkich okoliczności wypadku zajmie nawet kilka tygodni (nieoficjalnie mówi się, że zawiódł właśnie silnik śmigłowca - przyp. red.).

Tymczasem dziś wyjaśniło się, dlaczego drugi śmigłowiec z Dęblina - SW-4, który leciał obok Mi-2, nie wylądował na miejscu katastrofy, tylko odleciał.

- Miał za mało paliwa, żeby lądować. Musiał lecieć do bazy w Dęblinie - tłumaczy ppłk Wiesław Grzegorzewski, rzecznik Sił Powietrznych RP. - Na szczęście, w pobliżu był inny szkoleniowy Mi-2, który natychmiast przyleciał na miejsce katastrofy.

Sprawę bada Prokuratura Wojskowa. - Jeden z prokuratorów jest na miejscu wypadku, drugi przesłuchuje świadków i zabezpiecza dokumenty w Dęblinie - mówi pułkownik Artur Chitrosz, szef Wojskowej Prokuratury Garnizonowej w Lublinie. (er,tom)
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
Wkurzony mundurowy
Gość
DOMINIK
(8) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Wkurzony mundurowy
Wkurzony mundurowy (24 czerwca 2014 o 17:22) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Macie szczątkowe informacje i pier***icie głupoty. Drugi śmigłowiec krążył w powietrzu nad wrakiem, pilot przekazał wszystkie niezbędne informacje do udzielenia pierwszej, fachowej pomocy. Pilot nie odleciał po chwili kiedy koledzy uderzyli o ziemię, natomiast ocenił z powietrza skutki zdarzenia, przede wszystkim stan rannych, przekazał natychmiast informację  z jakiego rodzaju zdarzeniem mamy do czynienia oraz jaka pomoc będzie potrzebna. Obserwował jak rannego pilota przenoszą w bezpieczne miejsce okoliczni mieszkańcy, świadkowie zdarzenia. Odleciał na polecenie służb ruchu lotniczego, kiedy na miejsce zdarzenia wysłano inny śmigłowiec oraz kolejny śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego z lekarzem na pokładzie i możliwością udzielenia fachowej pomocy. 

Rozwiń
Gość
Gość (3 listopada 2008 o 06:25) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Jakby nie patrzeć kolega Stalker trochę racji ma. W artykule pisali, że w pobliżu był inny śmigłowiec - to tłumaczy, że tamten co leciał razem z feralnym - odleciał bo by mu paliwa nie starczyło.

Gdyby jednak innego śmigłowca w pobliżu nie było to tez by odleciał????? W sytuacji braku drugiego śmigłowca dziwne jest tłumaczenie w stylu że miał za mało paliwa by (lądować?) - pisząc potem - musiał lecieć do Dęblina....

Przepisy przepisami, ale ważniejsze jest chyba życie, a nie procedury... A śmigłowiec można było na ziemi - po wylądowaniu i być może udzieleniu pomocy rannym - dotankować...
Rozwiń
DOMINIK
DOMINIK (1 listopada 2008 o 09:29) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
TO NIE PIERDOłA ZDARZYłO SIE
Rozwiń
darling
darling (1 listopada 2008 o 07:11) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
ptica, fofatyguj się do Wikipedii.
Rozwiń
ptica
ptica (31 października 2008 o 20:48) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Panie darling-jesteś Pan w błędzie.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (8)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!