niedziela, 20 sierpnia 2017 r.

Lubartów

Stan 4-letniej Ani coraz gorszy, a lekarze nie mają czasu

Dodano: 29 lipca 2010, 20:11

Czteroletnia Ania nie chodzi, ma rozszczep kręgosłupa, stomię, narośl na plecach. Od czerwca ubiegłego roku nie może doczekać się konsultacji w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie.

Dziewczynka jest pełna życia. Szybko przemieszcza się pomiędzy łóżkami w pokoju w domu w Wólce Mieczysławskiej pod Lubartowem, robi koziołki. Wszystko na rękach. Bo nogami nie porusza. Nie ma też wyodrębnionego układu wydalniczego. Musi korzystać z woreczków stomijnych. Lekarze mówią na to "wielowadzie”.

Ania została pacjentką Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie zaraz po urodzeniu. Przeszła operację, a potem rodzice jeździli z nią na kolejne badania. Za każdym razem ustalano termin następnej wizyty. Aż do czerwca 2009 roku. Dziecko było wtedy przez dwa dni na oddziale urologii. W karcie informacyjnej napisano zalecenia na przyszłość: "Przyjęcie do kliniki Urologii Dziecięcej CZD po porozumieniu telefonicznym” i "dalsze postępowanie lecznicze po konsultacji ortopedycznej”.

– Lekarz powiedział, że najpierw muszą popatrzeć w dokumentację i zdecydować, jakie operacje zrobić – mówi Piotr Szymczak, ojciec Ani. – Czekaliśmy na jakiś sygnał ze szpitala. Ale nikt z centrum się nie odezwał. Potem wiele razy próbowałem telefonicznie skontaktować się z oddziałem urologii czy lekarzem prowadzącym, ale wciąż byłem odsyłany z gabinetu do gabinetu.

Rodziców postanowiło w końcu wesprzeć lubartowskie Stowarzyszenie Pomocy Dzieciom "Niech się serce obudzi”. Ania to jego podopieczna. – W sekretariacie urologii usłyszałam, że oddział nie ma stałego konsultanta ortopedy, a lekarz tej specjalności konsultuje pacjentów tylko grzecznościowo – mówi Justyna Wereszczyńska, prezes stowarzyszenia. – Konsultacja miała się odbyć 12 lipca i miała polegać na przejrzeniu dokumentacji medycznej. Stowarzyszenie dowiedziało się też, że takiej konsultacji nie może dokonać nikt spoza Centrum Zdrowia Dziecka.

Niestety, centrum znowu milczało. – Z ostatniego telefonu dowiedziałam się, że konsultacji w lipcu nie było. Następna będzie we wrześniu ale też nie na sto procent, bo profesor ma w tym czasie dwie konferencje – dodaje prezes Wereszczyńska.

Tymczasem, stan Ani pogarsza się. Na plecach wyrosła narośl, którą należałoby usunąć – Chudnie jej nóżka, jakby miała zanik mięśni – martwi się mama Ani. – Jesteśmy bezsilni. Przecież sami jej nie zoperujemy…

W CZD twierdzą, że o dziecku nie zapomnieli. – Jej karta jest na biurku kierownika kliniki i cały czas staramy się, żeby pacjentka została skonsultowana – mówi Beata Rędziak z biura prasowego CZD. – Ale to bardzo skomplikowany przypadek i konsultacji podjął się tylko jeden ortopeda, wysokiej klasy specjalista. Postaramy się, żeby doszło do niej jak najszybciej.

Dlaczego rodzina została zostawiona sama sobie? – Być może zawiodła komunikacja z nią, za co przepraszamy. A skoro wystąpiły nowe objawy, radzę umówić się na wizytę w naszej poradni urologicznej.
Czytaj więcej o:
Edyta
Edyta
abi
(4) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Edyta
Edyta (31 lipca 2010 o 09:28) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Jestem w szoku. Dziecko uśmiechnięte pomimo wszystko, a lekarze chyba też, a w każdym razie zadowoleni z siebie. Wypada zapytać, czy aby ten szpital (pomnik...ironia?) nie powinien zmienić nazwy. Bo centrum to może i jest, ale czy ZDROWIA, to można mieć poważne wątpliwości. Mam nadzieję, że ta historia znajdzie szczęśliwy finał.
Rozwiń
Edyta
Edyta (31 lipca 2010 o 09:22) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[quote name='abi' date='31 lipiec 2010 - 00:13 ' timestamp='1280528025' post='322681']
CZD miało w ubiegłym roku powiadomić rodziców, kiedy odbędzie się zabieg operacyjny zamknięcia pęcherza moczowego. Zabieg miał się odbyć jesienią, bo jesienią jakoby najlepiej operować. Termin operacji nie został wyznaczony, rodzice nie doczekali się telefonu z CZD. Fakt, komunikacji zero.
Ania od urodzenia żyje z pęcherzem moczowym na wierzchu. Nie ma skóry na brzuszku, pęcherz ma zabezpieczony jedynie maścią silikonową i pieluchą. Nad tą ciągle żywą raną znajduje się wyłoniona stomia zabezpieczona workiem stomijnym.
Ania nie chodzi. Ma wprawdzie dwie nóżki, ale jedna jest zakończona rozszczepioną stopą, druga stopa jest zdeformowana. Nie stanowiłoby to większej przeszkody, gdyby nie problem kości bioder. Kiedy zaczynała "chodzić" stawała na własnych nogach, ale już wtedy wiadomo było, że nie powinna. CZD ciągle zwlekało z decyzją o jakiejkolwiek operacji, a tymczasem Ania zaczęła chodzić po swojemu. Porusza się głównie przy pomocy rączek.
Ania nie może spać, bo na plecach ma wielką narośl powstałą w wyniku rozszczepu kręgosłupa, ale w CZD lekarze ponoć nie wiedzą co to jest i nie chcą tego zaczepiać.
Dla CZD to nie ma znaczenia.Dwie konferencje - to ma znaczenie. I jeszcze potomkowie partyjnych kacyków, za zabiegi których płacimy wszyscy.
Ania nie potrzebuje do normalnego życia jakichś specjalnych środków, ale wymaga zainteresowania lekarzy - ludzi, którzy przede wszystkim przysięgali leczyć. Specjalista niech się nadal specjalizuje w 'konferencjach'. Ania potrzebuje lekarzy i tych prosimy o pomoc.
[/quote]
Rozwiń
abi
abi (31 lipca 2010 o 00:13) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
CZD miało w ubiegłym roku powiadomić rodziców, kiedy odbędzie się zabieg operacyjny zamknięcia pęcherza moczowego. Zabieg miał się odbyć jesienią, bo jesienią jakoby najlepiej operować. Termin operacji nie został wyznaczony, rodzice nie doczekali się telefonu z CZD. Fakt, komunikacji zero.
Ania od urodzenia żyje z pęcherzem moczowym na wierzchu. Nie ma skóry na brzuszku, pęcherz ma zabezpieczony jedynie maścią silikonową i pieluchą. Nad tą ciągle żywą raną znajduje się wyłoniona stomia zabezpieczona workiem stomijnym.
Ania nie chodzi. Ma wprawdzie dwie nóżki, ale jedna jest zakończona rozszczepioną stopą, druga stopa jest zdeformowana. Nie stanowiłoby to większej przeszkody, gdyby nie problem kości bioder. Kiedy zaczynała "chodzić" stawała na własnych nogach, ale już wtedy wiadomo było, że nie powinna. CZD ciągle zwlekało z decyzją o jakiejkolwiek operacji, a tymczasem Ania zaczęła chodzić po swojemu. Porusza się głównie przy pomocy rączek.
Ania nie może spać, bo na plecach ma wielką narośl powstałą w wyniku rozszczepu kręgosłupa, ale w CZD lekarze ponoć nie wiedzą co to jest i nie chcą tego zaczepiać.
Dla CZD to nie ma znaczenia.Dwie konferencje - to ma znaczenie. I jeszcze potomkowie partyjnych kacyków, za zabiegi których płacimy wszyscy.
Ania nie potrzebuje do normalnego życia jakichś specjalnych środków, ale wymaga zainteresowania lekarzy - ludzi, którzy przede wszystkim przysięgali leczyć. Specjalista niech się nadal specjalizuje w 'konferencjach'. Ania potrzebuje lekarzy i tych prosimy o pomoc.
Rozwiń
tracenadzieje
tracenadzieje (30 lipca 2010 o 21:29) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Nie no k...a, brak komunikacji? Co to ma być? Tu chodzi życie dziecka. Po co te wszystkie składki zdrowotne, jak ktoś zawsze coś sp..... Wspólczuje rodzicom, niech odpowiedzialna osoba spojrzy w oczy Małej. Boże widzisz i nie grzmisz...
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (4)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!