środa, 23 sierpnia 2017 r.

Lubelskie

Betanki na scenie

Dodano: 24 lipca 2007, 19:23

We wrześniu premiera "Betanek”, spektaklu gorzowskiego Teatru Kreatury. - Dla mnie to szok - nie ukrywa posłanka Beata Sawicka, której siostrzenica przebywa w kazimierskim klasztorze.

Pomysł na sztukę zrodził się na początku roku, kiedy wszyscy mówili o konflikcie w kazimierskim klasztorze i wykluczeniu sióstr z zakonu.
- Bazując na tym, co się wydarzyło u betanek, chcemy pokazać, w jaki sposób można manipulować ludźmi - mówi Przemek Wiśniewski, reżyser spektaklu. - Bez dopisywania własnej historii. Opieraliśmy się na tym, co powiedzieli inni, co pojawiło się w mediach i na oficjalnej stronie zakonnic.
Wiśniewski był też w Kazimierzu. Rozmawiał z mieszkańcami, obejrzał klasztor. - Do środka wejść się nam nie udało - mówi. - Ale siostry nas zauważyły. Obserwowały nas z okien.

W sztuce biorą udział cztery aktorki. Występują pod swoimi prawdziwymi imionami. - Bo są bardzo biblijne - śmieje się Marta Andrzejczyk, grająca siostrę Martę. - Czy było ciężko wczuć się w rolę? Nie. Już od wczesnej młodości interesowała mnie sztuka sakralna i siostry, które miały takie fajne habity.
Sceniczne kostiumy to jednak nie habity. Aktorki noszą skromne mundurki. Rozmawiają, opowiadają o swoim życiu: jak zdawały na prawo jazdy, jak mama jednej z nich starała się zrobić z niej baletnicę. W ich dialogach pojawia się także ojciec Roman, który w rzeczywistości mieszka razem z nieposłusznymi betankami. Przez jedną z nich przemawia także siostra Ligocka, od której rozpoczął się bunt.
- Te dwie postaci musiały się pojawić w sztuce. To kluczowe osoby - zaznacza Wiśniewski.
Spektakl ma dwa zakończenia. Wyboru dokonają widzowie. Pierwsza wersja - dziewczyny zostają w zakonie. Druga - byłe betanki opuszczają klasztorne mury. I właśnie w tej wersji dziewczyny ściągają mundurki i zostają w samej bieliźnie.
- Apelowałabym do reżysera, artystów, aby poczekali z wystawianiem tej sztuki, dopóki sprawa się nie wyjaśni - mówi posłanka PO Beata Sawicka i nie ukrywa, że wiadomość o spektaklu to dla niej szok.
Artyści zdają sobie sprawę, że sztuka może budzić kontrowersje. - Podczas pierwszego pokazu jedna z pań oburzyła się naszymi dialogami. Ale nie była świadoma, że aż takie rzeczy rozgrywają się za klasztorną furtą - mówi Andrzejczyk. Reżyser nie ukrywa, że chciałby wystawić "Betanki” w Kazimierzu.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!