wtorek, 12 grudnia 2017 r.

Lubelskie

Bo zupa była niedobra

  Edytuj ten wpis
Dodano: 13 stycznia 2005, 21:53

W świdnickiej jadłodajni dla ubogich woleli wylać podarowaną zupę do ścieków niż nakarmić nią potrzebujących. Tłumaczą, że grochówka była zepsuta.

Grochówkę ugotowały kucharki z restauracji "Świdniczanka” na XIII Finał orkiestry. Przyszły do pracy w niedzielę, żeby zupa była świeża. - Po imprezie zostało nam jeszcze ponad sto litrów grochówki - opowiada Damian Maziarz, szef sztabu WOŚP w Świdniku. - Nie chcieliśmy, żeby się zmarnowała, więc postanowiliśmy oddać ją najuboższym. W poniedziałek rano zawieźliśmy ją do jadłodajni dla ubogich. Całą noc stała na dworze, w chłodzie, więc nie była zepsuta.
Zupę w jadłodajni wzięli. Jednak gdy ze sztabu przyjechali po kotły, zaczęły się problemy:  "Ludzie to nie świnie!” usłyszeliśmy od pracownic z Kuchni im. Św. Brata Alberta - opowiada Rafał Sprycha ze sztabu WOŚP w Świdniku. - Panie twierdziły, że przywieźliśmy im zepsutą zupę. Musieliśmy je prosić, żeby wzięły od nas kilkadziesiąt bochenków chleba, które też nam zostały po finale...
W świdnickiej Kuchni Brata Alberta codziennie stołuje się około 300 osób. - Najbiedniejsi nie płacą w ogóle - mówi jedna z kucharek. - To około 40 darmowych talerzy zupy z chlebem. Reszta osób płaci za obiady albo ma abonamenty.
Grochówką, którą przywieźli organizatorzy WOŚP, można byłoby obdzielić wszystkich stołujących się. Ale w jadłodajni kucharki stwierdziły, że grochówka skisła i wylały ją do ścieków.
- To niemożliwe. Już drugi raz gotowaliśmy na wielką orkiestrę - zapewnia ze łzami w oczach Halina Bortacka, współwłaścicielka "Świdniczanki”. - Zupa była przygotowana ze świeżutkich składników. Można było to sprawdzić - próbki trzymamy 48 godzin.
Co na to sanepid? - Jeśli zupa jest gotowana w temperaturze powyżej 63 stopni Celsjusza, to można ją podawać następnego dnia - mówi Jerzy Kowalczyk, rzecznik lubelskiego sanepidu. - Oczywiście, jeśli była przez noc schłodzona. Wystarczyło ją przegotować.
Organizatorzy XIII Finału orkiestry są oburzeni zachowaniem pracowników jadłodajni. Tym bardziej że kierowniczka przyznała, iż zupą z jednego kotła jednak nakarmili biednych. - Bo w jednym kotle grochówka nie była zepsuta - twierdzi Ewa Śliwińska, szefowa świdnickiej jadłodajni dla ubogich.
- Rozdali grochówkę jedynie tym, którzy jedzą za darmo - mówi oburzony klient jadłodajni. - Bo gdyby rozdali ją wszystkim, nie sprzedaliby swojej zupy po 3,90 zł. Nie sądzę, żeby Brat Albert był z ich zachowania zadowolony.

Wojciech Bylicki prezes Bractwa Miłosierdzia im. Brata Alberta w Lublinie

My przyjmujemy wszystko, co nam ofiarowują ludzie. Jedzenie u nas się nie marnuje. Nie umiem powiedzieć dlaczego w Świdniku nie skorzystano z przywiezionej zupy. Zaznaczam, że nasze bractwo nie jest zwierzchnikiem dla świdnickiej kuchni.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!